Baby są jakieś inne…

763 Odczytano 6 komentarzy

No właśnie. Czasami późną nocą, kiedy już dawno powinnam iść w kimę bo wiecie, skoro świt bezlitosny budzik postawi mnie na nogi i każde wytoczyć zwłoki do ogrodu w celu odsikania psa, leżę w łóżku i myślę. Zawsze, gdy jestem totalnie wypompowana, gdy następnego dnia muszę wstać wcześniej lub jest już nieludzka godzina a PT systematycznie trącany przeze mnie łokciem w rytm słów „nie chrap”, przewraca się na drugi bok, ja leżę i wytężam umysł. 

Gdy tak leżę, gdy tak myślę, gdy tak wkurzam się na siebie, że pora ujarzmić Morfeusza, czasami zastanawiam się jaki jest sens kobiecości. Nie, nie chcę zmienić płci. Kobiecości w ogóle.

I doszłam do wniosku pewnego wieczoru gdy Morfeusz nie otwierał pomimo usilnego napierania na drzwi, że baby są jakieś inne. Na wstępie pragnę wyjaśnić, że słowo „baba” lub też „babol” działa na mnie jak płachta na byka i osobie używającej powyższego stwierdzenia mam ochotę zafundować przeszczep twarzy. Bab i baboli będę używała tutaj mocno ironicznie.

No więc jak już sobie prawimy o znaczeniu słów, wyjaśnimy sobie, kim w moim mniemaniu są baby i dlaczego są jakieś inne?

1. Piwo

Umawiasz się z taką na piwo. Albo kawę, jeśli jest przed południem. Dzwonisz, że może jakiś spontanik, dziecię w żłobku, mąż zaharowuje pięty, masz trzy godzinki zanim dosiądziesz chochli i gara. Albo na odebranie jednej trzeciej drużyny z czeluści żłobkowych. Głos po drugiej stronie słuchawki wyraża aprobatę. No to teraz do sedna, należy ustalić czas i miejsce. Miejsce to co zawsze, kawiarnia u Marylin, bo tak ją nazwałyście. Czas? Za dwie godziny, bo musi się ogarnąć. Rzęsę podmalować, nos przypudrować i umyć pachę. I włosy podkręcić bo jej się od tego wiatru zmierzwiły. I o zgodę zapytać musi.

Spontan zaczyna się robić spontanem planowanym, z trzech godzin przeznaczonych na szeroko pojęty chill robi się jedna. Minus piętnaście minut na dojazd.

2. Torebka.

Gdy wychodzę z domu, muszę mieć przy sobie torebkę. Chociażby taką przydupną, co to ma dziesięć centów na dziesięć i pęcznieje przy próbie ulokowania tam karty kredytowej. Nie ważne, że cały dobytek w postaci portfela i telefonu zmieści mi się w kieszeni jeansów. Od kilku lat królują torebki XXL, czyli takie, gdzie schowasz portfel, telefon i toster. W sumie wszystko robi się coraz większe, telefony są wielkości małych pecetów a portfel musi pomieścić wszystkie rachunki i z powodzeniem może robić za małą kopertówkę. DO tej pory nie potrafię pojąć, jak mężczyźni mieszczą wszystko w kieszonce na pośladku.

3. Szpilki.

Jeśli ktoś myśli, że szpilki są wygodne na tyle żeby popylać w nich szesnaście godzin na dobę, z całym szacunkiem, w dupie mu się poprzewracało. Każdemu facetowi polecam pograć dwie połowy i dogrywkę w japonkach, wtedy porozmawiamy. Po dwóch godzinach na potupajce moje stopy wołają o litość. Oczywiście, zdarzają się wygodne szpilki. Istnieją też kobiety, które straciły czucie od kostki w dół i szurają obcasem cały dzień (patrz-> moja mama). Faktem jest, że kobieta w szpilkach zyskuje +20 do seksapilu, czasami można więc się pokatować. Panowie, robimy to dla was.

4. Foch.

Wiedziesz sobie szczęśliwe życie. Tutaj odpalisz playa, pstrykniesz wieczkiem i rzutem za trzy poślesz skarpetki w stronę podłogi. Rozłożony niczym foka, zalegasz na kanapie i łupiesz na padzie, przy stanie minus sto siedemdziesiąt w portfelu. Nagle ona wchodzi do domu. Rzuca z oka pieruny siarcyste ogniste i masz trzy dni ciszy. Dlaczego? Przecież nic nie zrobiłeś. Obiadu nie zrobiłeś. Prania nie zrobiłeś. Do kosza z brudną bielizną nie wcelowałeś.

Sytuacja nr 2.

Szykujecie się do wyjścia przed imprezą. Wskakujesz w ulubione jeansy i podkoszulek po trzech noszeniach. Szybka kontrola stopnia zapocenia pachy, smarniesz żelem gdzie trzeba i zalegasz przed wieczorynką oczekując na nią.

Trzy sukienki, półtorej godziny (a jeszcze fryzury nie zrobiła) i milion pytań „A ta?” dalej, ona w końcu wypełza z łazienki z miną zwiastującą kłopoty. Siedzisz na tej kanapie, pachy wstępują na wyższy stopień zapocenia, nerwowo strzelasz palcami „Co by tu…”. Ona wyczekująco wwierca się wzrokiem a ty żresz te cholerne pazury i zastanawiasz się, którą opcję focha wybrać. Bo gdy ostatnio stwierdziłeś, że:

a) „Kochanie, pięknie wyglądasz w tej czerwonej sukience”, ona z miną pt. „Milcz palancie” wyzwała cię od zakłamanych kutasów. Bo nie zauważyłeś, że cycki jej się wylewają a nad pępkiem tworzą się dwa zwoje nadprogramowego tłuszczu. A przecież obiecywaliście sobie szczerość. A przecież ty nic nie widzisz…

b) „Kochanie, wyglądałaś pięknie w tej sukience pięć kilogramów temu.”. W tej opcji jesteś mianowany złamańcem. Bo nie akceptujesz jej takiej, jakiej jest. Jesteś szowinistyczną świnią a ona właśnie zamierza utworzyć nowy ruch feministyczny. Pięć minut później ona pakuje torbę i wydzwania do matki czy może u niej spać bo przegiąłeś i na pewno ci tego nie wybaczy. Siedzisz na tej kanapie z miną „Łot de fak”, niezdolny do stworzenia innej koncepcji słownej niż „ja pierd**ę”. A miało być tak pięknie. Tymczasem znowu będziesz musiał trzy dni sam gotować. Na jutro zaprosisz Artura, łupniecie w Fifkę. A pojutrze wydrapiesz z portfela na kwiaty. Albo czekoladki jeśli chcesz mieć jeszcze dwa dni spokoju. Bo przecież w tej sytuacji czekoladki są delikatnie rzecz ujmując niewskazane.

5. Czas do wyjścia.

Patrz punkt wyżej. Podczas gdy on streszcza wieczorne przygotowania do trzech minut, z czego dwie to pisanie statusu na Facebooku, ona zaczyna o 16. Zaczyna od sesji w wannie. Po całkowitym zatkaniu odpływu i jego interwencji Kretem, bo właśnie zrzuciła zimowe futro, wywala na wierzch wszystkie kosmetyki i zaczyna tuningować paszczę. Godzinę i dwa centymetry papy podkładowej później, jest gotowa do operacji układania włosów. W końcu gdy nastaje godzina zero, czytaj 19, ona oświadcza, że „Jeszcze tylko pięć minut kochanie”. Na miejscu jesteście o 21.

6. Fryzjer.

Ona tydzień wcześniej oświadcza, że idzie do fyzjera. Rzeczywiście, wraca z pracy do domu trzy godziny i dwie stówki później. Od wejścia krąży wokół ciebie, dziwnie machając głową i zarzucając grzywką na prawo i lewo. On nieświadomy niebezpieczeństwa, które się zbliża i nie mówię tutaj bynajmniej o ujemnym stanie konta, oddaje się czynności obgryzania skrzydełek kurczaka. W końcu ona rzuca magicznym pytaniem:

– I jak?
– I jak co?- odpowiada samiec ofiara.
– No jak ci się podoba?- Irytacja level master. Siedziałaś trzy godziny w objęciach stylistki, wyszłaś uboga o dobre jeansy i bluzkę do kompletu a on znowu nic nie zauważył.
– No moja nowa fryzura?
– Ale przecież wyglądasz tak samo…

Albo

– No ładnie, ładnie. Podcinałaś?
– Nie, kolor zmieniłam.

No właśnie. Ile kobiet, tyle paradoksów. Ale bez nasi naszych irracjonalnych zachowań świat byłby taki nudny, prawda?
Potraficie dorzucić jeszcze coś do zestawienia? 😉

6 Komentarzy/e
  • anjanka

    Odpowiedz

    Wydaje mi się, wd jeśli głośno powiem, że idę do fryzjera, to nawet niezbyt dobrze ogarnięty facet będzie w stanie kumac, że jak wrócę powinien strzelić komplement 🙂
    Chociaż w sumie…
    Kiedyś koleżanka miała po zajęciach iść do fryzjera, mąż został powiadomiony o zamiarach. Poszła, a tam wielka kolejka do ulubionej fryzjerki. Umówila się na kolejny dzień i wróciła do domu. W domu mąż się spina, pieje z zachwytu, że w nowej fryzurze jej o wiele lepiej, niż w poprzedniej 😀
    Nie jest łatwo być facetem 🙂

  • Agata

    Odpowiedz

    U mnie sprzątanie 🙂 A najśmieszniejsze jest to, że mojemu ślubnemu nie przeszkadza nieodkurzona podłoga, na której walają się kocie koty, blaty w kuchni, gdzie przed chwilą coś rozlał, będą się lepić dopóki ja nie posprzątam, a łazienka może według niego nie być czyszczona miesiącami, bo przecież sama z siebie tak szybko się brudzi. Pokój małego sprząta zsuwając wszystkie zabawki pod ścianę i okno i jest bardzo zdziwiony, gdy się okaże, że śmietnik na pieluchy sam się nie opróżnia. Jednakże gdy dziedzic pomaluje kredką ścianę, to jest oburzony, że kto to teraz będzie sprzątał! Jak możemy żyć w takim syfie! Trzeba mu kredki zabrać! Oczywiście ja jestem ta zła, bo dałam kredki, bo ciągle się upominam, aby pomógł posprzątać i aby sprzątał po sobie 🙂

  • facet

    Odpowiedz

    Popełniony wpis w dużej mierze oddaje problemy natury kobiecej psychiki. Zostaje mi tylko zacytować klasyka z filmu o tym samym tytule. Baba zawsze włącza prawy kierunkowskaz i daje w lewo. Zawsze. A potem ich wycinają z tych samochodów.

  • malina

    Odpowiedz

    Mój ojciec dał czadu, jeśli chodzi o historie z fryzjerem w tle. Matka poszła na umówioną wizytę do fryzjera ąę, takiego, co za dwie stówki ledwie włosy umyje. Ojciec oczywiście nic nie wiedział, matka wraca do domu, on nic. Wiadomo, że nie zauważył, biedak, a matka jak gepard przyczajona i czeka. Wreszcie nie wytrzymała, zadała to słynne: „No i jak?”, na co ojciec:
    – co jak?
    – no jak wyglądam?
    – ładnie. już wczoraj Ci mówiłem.
    – ale ja dzisiaj byłam u fryzjera!
    – ale już wczoraj wyglądałaś ładnie.

    Matka dostała apopleksji i strzeliła siarczystym fochem 😀

  • Ewelina

    Odpowiedz

    Najgorsze są kobiety zazdrośnice 🙂
    Ja wyznaję zasadę „Ufam Tobie, nie ufam innym kobietom”
    Więc przykładowo, Twój mąż napierdziela wiadomości z koleżanką na słynnym fb, znają się od dzieciństwa, razem grali w piłkę na osiedlowym trawniku. Wtem:
    Ona: Kochanie, z kim piszesz?
    On: Z Gabi, gadamy o naszych dzieciakach
    Ona: OK.
    Kilka godzin później….
    On: Kochanie, wyjdziemy na spacer?
    Ona: Z GABI SOBIE WYJDŹ, SKORO TAK SUPER WAM SIĘ PISAŁO!!!!!

    Uwielbiam ten typ kobiet 🙂

Skomentuj