Kim bym była, gdybym nie została matką?

2819 Odczytano 6 komentarzy

Zastanawiam się czasami, kim bym była, gdybym nie była tym, kim jestem.

A jestem matką, taką z krwi i kości, podkreślając słowo kości. Od dawien dawna wyglądam jak niedożywione dziecko z krajów ogarniętych suszą i głodem, taka moja natura. Mogę jeść a mogę nie jeść, jeden uj. Kiedy w ciąży przytyłam siedemnaście kilo to, o Boże, jaka byłam szczęśliwa. Ale nie na długo bo po ciąży te siedemnaście kilo wyparowało z dziesięciocentymetrowym rozwarciem.

Jestem matką z worami pod oczami większymi niż cycki. Z turbo dopalaczem w dupie, nieproporcjonalnym do tego, który posiadają moje dzieci. Z organizacją czasu godną kierowniczego stanowiska. Moją korporacją jest dom. Ja tutaj „tylko” sprzątam, gotuję, piorę, szoruję kible. Jestem szoferem, niańką, kucharką i wszystkimi tymi, którym odciągają hajs na emeryturę. Przy czym moja będzie raczej głodowa.
Czyli generalnie siedzę w domu.

A gdybym nie była matką?

Prawdopodobnie właśnie siedziałabym wypacykowana w jakimś biurze i tłukła cyferki na kalkulatorze. Korpo kadrowa w szpilce kwalifikującej do gatunku żyraf, w garsonce i spódnicy albo za krótkiej, albo za ciasnej. Prawdopodobnie wracałabym po pracy do domu i kładła się na kanapie z kieliszkiem wina w dłoni. Albo całą butelką. Wieczorem ćpałabym seriale a seks byłby przeżyciem a nie próbą przetrwania. Siadałabym pod kocem z kubkiem gorącej herbaty i książką, niekoniecznie autorstwa Braci Grimm.

Zasypiałabym o 23 a nie o 20, zaraz po tym jak rybka Mini Mini pomerda na ekranie łuskowatym ogonkiem. I w weekendy wstawałabym rano o 12, nie 6. Cholernie kusząca perspektywa. A potem jadłabym ciepłe śniadanie i piła ciepłą kawę. Robiła obiad dla dwójki, nie dla wygłodniałej, wybrzydzającej armii.

Pewnie moja spontaniczność nie ograniczałaby się do nagłego zawrócenia na rondzie, po nieplanowanego Happy Meal’a. Z domu wychodziłabym w dziesięć minut, nie dwie godziny logistycznej organizacji.

Pewnie byłabym szczęśliwa na swój bezdzietny sposób.

Ale w tym wszystkim, w tej korporacji i przykrótkiej spódniczce, byłabym trochę samotna. Bez perspektywy powrotu do dwóch roześmianych par oczu. Do małych rączek, wyciągniętych w moją stronę po krótkiej, kilkuminutowej nieobecności. Wieczorami ćpałabym seriale zamiast zapachu świeżo umytych włosów moich dzieci. Parówki nie zasługiwałyby na pokojową nagrodę Nobla, pomimo przemielonych skór z bezpańskich psów. Siadałabym pod kocem – sama, zamiast z czterolatką na kolanach. Nie znałabym na pamięć całego repertuaru Jagódek i You Tubowych Kinder Niespodzianek. Nie płakałabym na Krainie Lodu a Król Lew byłby jedynie wspomnieniem dzieciństwa.

Gdybym nie była matką, moje serce oddane jednej osobie byłoby po części puste. Niekarmione bezinteresowną miłością dwóch małych, nieskażonych złem serc. Moje myśli wędrowałyby od siódmej do fajrantu i od pierwszego do pustego konta.

Nie tworzyłabym nowego życia, nie zapisywałabym nowych kart historii. Spałabym całe noce, nie martwiąc się o gorące czoła i niewytarte nosy. A poranki byłyby ciche bez tupotu bosych stóp. Zbyt ciche. Zbyt zimne bez kołdry naciągnięte pod cztery brody, na pachnącą snem skórę.

Nie pędziłabym po przedszkolu na balet a weekendy byłyby oderwaniem od rzeczywistości, nie powrotem do niej.

Pewnie byłabym mniej sfrustrowana, zmęczona i zniechęcona.

Pewnie byłabym nieświadoma, że ta frustracja, to zmęczenie i zniechęcenie jest warte każdego dnia, w którym jestem najważniejszą osobą w życiu dwóch małych dziewczynek i bez których mój świat byłby smutny i pusty.

Gdybym nie była matką, byłabym zarazem kimś i zarazem nikim. Niewiele znaczącą jednostką w ogóle społeczeństwa.

Dziś jestem najważniejsza. Ty też jesteś.

 

6 Komentarzy/e
  • Agnieszka

    Odpowiedz

    Można być mamą na pełen etat + korpoludkiem w szpilkach. To zawsze kwestia naszych wyborów i organizacji życia.

    Pozdrawiam ciepło

  • Paulina

    Odpowiedz

    A ja się popłakałam! Bo jestem „tylko” matką, a zarazem najważniejszą osobą dla tej małej istotki- dziękuję za uświadomienie mi tego!

  • Gabriela

    Odpowiedz

    „Niewiele znaczącą jednostką w ogóle społeczeństwa.” Sorry, ale każdy jest na podobnym stopniu znaczącą jednostką. Posilę się nawet o stwierdzenie, że ja, jako bezdzietny naukowiec, jestem bardziej znacząca niż osoba która sobie wyprodukowała dwójkę dzieci. Bo ja za parę lat mogę mieć również dwójkę dzieci, to Ty pozostaniesz TYLKO matką. 🙂
    Dużo jadu w moim komentarzu? Tak jak i Twoim tekście

    • matka-nie-idealna

      Dlaczego uważasz, że pozostanę TYLKO matką?

      Uważam, że jestem AŻ matką. I to, że jestem matką, nie wyklucza mnie jako pracownika czy przedsiębiorcy. Z powodzeniem prowadzę własną działalność więc stwierdzenie, że pozostanę TYLKO matką, jest nie na miejscu.

    • Dominika

      Zgadzam się z Gabrielą. Może spłodzenie dzieci czyni Cię ważną (najważniejszą?) osobą w ICH życiu, ale na pewno nie uczyniło Cię to bardziej znaczącą jednostką w ogóle społeczeństwa. Prawda jest taka, że większość ludzi jest zdolna do rozmnażania. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Śmieszy mnie podejście niektórych rodziców, że wystarczy spłodzić dzieci i od razu jest się kimś „lepszym” od innych.

      • matka-nie-idealna

        Nigdzie nie napisałam, że osoby posiadające dzieci są lepsze od bezdzietnych. Kłania się czytanie ze zrozumieniem.

Skomentuj