Cicha trauma. Wasze historie.

3725 Odczytano 3 komentarze

Nie wiem jak rozpocząć ten wpis. Od kilku godzin siedzę i czytam Wasze historie, łzy płyną po policzkach.

Zacznę od tego, że grupa, którą tworzymy z 26 tysiącami innych dziewczyn codziennie przynosi mi nowe tematy. Jak się okazuje, część z nich to nadal tematy tabu. Kobiety, które potrzebują się wygadać, często nie mają takiej możliwości. Ja również bałam się Was o to zapytać. Być może dlatego, że o drugą ciążę staraliśmy się osiem długich dla mnie miesięcy. Być może dlatego, że trochę ponad miesiąc przed poczęciem Nadii test pokazał mi dwie kreski. I być może dlatego, że po kilku dniach tych dwóch kresek już nie było.

Poronienie jest jednym z najgorszych przeżyć. Kiedy pod Twoim sercem bije drugie tak bardzo wyczekiwane i wystarane stajesz się matką. Często okazuje się, że polskie szpitale nie są przystosowane do opieki nad kobietami, które poroniły. Przedmiotowe traktowanie, sale na których dziewczyny leżą wraz przyszłymi matkami, znieczulica i brak opieki psychologa a co za tym idzie, konieczność radzenia sobie samej z tym niezwykle trudnym przeżyciem.

Dzisiaj na blogu przedstawię Wam historię Pauliny. Mamy czwórki dzieci.

Moja historia zaczęła się prawie 4 lata temu. Mając wtedy 23 lata, ułożone mniej więcej życie okazało się że jestem w ciąży. Tyle, że test ciążowy pokazał dwie kreski dopiero po około 2 tygodniach od spodziewanej miesiączki. Czułam, że coś jest nie tak. W szpitalu do którego trafiłam z plamieniami i okropnym bólem brzucha nikt nie chciał mi powiedzieć co się dzieje. Następnego dnia leżałam już na stole operacyjnym i usuwano mi jeden z jajowodów, w którym zatrzymała się ciąża. Moje dziecko
miało 8 tygodni. Cała historia jak to wyglądało od momentu zrobienia testu, do wyjścia ze szpitala to historia długa, bolesna, taka do której ciężko wrócić ale jak tylko zamykam oczy to krok po kroku pamiętam każdą minutę tamtych dni..

Lekarze pocieszyli mnie, że przecież mam jeszcze drugi jajowód. I tak, w wieku 23 lat miałam już 50% szans na zajście w ciąże.
Gdy 1,5 roku później w ciąży dalej nie byłam, udałam się do lekarza który na wstępie po szybkim badaniu usg stwierdził że nic z tego, że ciąży to tu nie będzie bo owulacji brak. Na tydzień przed Bożym Narodzeniem, ze skierowaniem do kliniki leczenia niepłodności wyszłam z gabinetu lekarza rozsypana na milion kawałków.

Miesiąc później zamiast okresu, na teście zobaczyłam dwie kreski.
Było szczęście, były łzy, był strach. Było mnóstwo emocji, z którymi nie do końca sobie radziłam. Chwilę później pojawiło się plamienie, lekarz nie dał zbyt dużej nadziei bo nie widział akcji serca u maleństwa. I znowu, był szpital, zabieg i informacja że jestem młoda i wszystko się może zdarzyć. I wtedy po raz drugi rozsypałam się na milion kawałków.

I wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze ?
Gdy pół roku od zabiegu zaszłam w ciąże, widziałam na ekranie monitora pięknie bijące serce nie wierzyłam że się uda. Mówiłam głośno, ze nawet jeżeli ta ciąża się rozwija to mimo przyjmowanego Duphastonu garściami i tak jej nie utrzymam. Każdy dzień gdy piersi przestawały na chwilę boleć, mówiłam że już po wszystkim. Gdy mdłości odpuszczały na chwilę, płakałam że znów poroniłam.
Każda z Nas jest inna. Każda z Nas inaczej przyjęła stratę. Ale każda z Nas jest matką, nawet jeżeli nie udało się JESZCZE urodzić dziecka.

Ja po ciąży pozamacicznej, z której zbierałam się ponad rok, po poronieniu chybionym po którym straciłam siebie i całą nadzieję 06.06.2016 urodziłam zdrowego, najwspanialszego syna na świecie.
Na porodówce lekarz nie patrząc w papiery zapytał, która to ciąża. Gdy opowiedziałam po kolei co się działo w odpowiedzi usłyszałam, że teraz czas na happy end i że będzie dobrze.

Teraz jestem na 9 dni przed terminem porodu. W brzuszku siedzi  kolejny mężczyzna, o którego też przyszło mi stoczyć ogromną walkę. W 14 tc, w macicy pojawił się krwiak większy od dziecka. Krwawiłam przez 10 tygodni, musiałam leżeć, oszczędzać się maksymalnie i po prostu na siebie uważać. Nikt przez cały ten czas nie dał mi gwarancji, że się uda.

Kiedyś usłyszałam, że kobiety które poroniły zawsze w toalecie mają biały papier toaletowy. To prawda. Tylko po to by lepiej dostrzec krew w ciąży.
Wiem też, że to moja ostatnia ciąża. Nie dlatego, że jestem nią zmęczona, że wszystkie typowe dolegliwości tym razem przyszły ze zdwojoną siłą. Dlatego, że strach za dużo mnie kosztuje. Strach przy każdym zakłuciu w brzuchu, za chwilowy brak dolegliwości. To dla mojej psychiki za dużo. Bardzo chciałam mieć trójkę dzieci, ale musiałabym zasnąć na czas ciąży ….

I ja, za chwilę będą matką 4 dzieci. Nic i nikt tego nie zmieni. Tyle, że dwójka z nich pilnuje Nas z góry.
Jedno jest pewne. Warto do końca mieć nadzieję. Nigdy nie warto wątpić.

I warto o tym rozmawiać.

Jeśli chciałabyś podzielić się ze mną swoją historią, jeśli czujesz się sama/ samotna w swoich przemyśleniach pamiętaj, że tutaj takich dziewczyn jak Ty jest więcej. Wygrałaś z depresją? Przeżyłaś traumatyczne wydarzenia? Chcesz przestrzec inne kobiety przed czymś? A może chcesz się czymś pochwalić? Może wygrałaś drugie życie, odniosłaś sukces w jakiejś dziedzinie?

Napisz do mnie na matka.nie.idealna@gmail.com

3 Komentarzy/e
  • Kasia

    Odpowiedz

    Ale wstrzelilas się z tekstem. Dzisiaj właśnie zobaczyłam dwie kreski na teście. Poraz 6. Dziecko sztuk 1. Jutro wizyta u lekarza. Nie wiem jak ja przeżyje cały dzień. Każde zaklucie w brzuchu powoduje przyspieszone bicie serca. Trzymaj kciuki 🙂

  • Be

    Odpowiedz

    Ja mam za soba 2 pozamaciczne i jedno poronienie. Jedna pozamacziczna operowana bo krwotok. Dochodzilam do siebie jakies 3 miesiace i uwazalam ze to długo…uwazalam tak bo wszyscy wkolo mi to wmawiali. Jestes mloda nastepnym razem sie uda. Owszem po 4 miesiach sie udalo ale w 7 tyg poronienie. Po 2 miesiacach kolejna ciaza, ale pozamacziczna. Teraz gdybym zobaczyla dwie kreski to bym sie przerazi

  • Wczesna Edukacja blog

    Odpowiedz

    Nas też dwoje Dzieci obserwuje z Nieba i wstawia za nami… Doświadczenie straty Dziecka jest tak ogromne, że „rozsypanie na milion kawałków” to chyba najtrafniejsze określenie. Bardzo podziwiam wszystkie kobiety, które przeszły przez tą historię. Jesteście niesamowite!

Skomentuj