Czym się różnią dobre rady koleżanek z sieci od tak nielubianych przez nas „dobrych rad” teściowej?

2074 Odczytano 3 komentarze

Założenie grupy na Facebooku, zrzeszającym ponad 20 tysięcy Nieidealnych Matek, było jednym z najlepszych blogowych ruchów. Moja rola skończyła się na kliknięciu „załóż grupę”. Resztę odwaliła dzielna administracja, która dzień i noc przesiewa ludzi, posty i trolli próbujących zniszczyć to, co tworzymy razem od dwóch miesięcy.

Jesteście, wspieracie się, żrecie, doradzacie. I codziennie dostarczacie dziesiątki tematów, które wpisują się idealnie w tematykę bloga.

Liczebność próby badawczej n=1.

Zazwyczaj jestem daleka od dawania dobrych rad i wyrażania swojego zdania, jeśli nie jestem o nie proszona. Plus do tego, jeśli nie czuję się kompetentna w danym temacie a moje rady mogą jedynie zaszkodzić osobie radzonej. Nie lubię mieć na sumieniu kogokolwiek, zwłaszcza dzieci. Udało nam się „wytępić” tematy chorobowe a czytelniczki już się nauczyły, że pierwszą reakcją na tego typu posty jest „idź do lekarza”.

Zupełnie nie rozumiem toku myślenia, występującego między innymi u matek, pod tytułem ” Ja tak zrobiłam i jest wszystko w porządku”.

Przykład?

Ostatnio na grupie pojawił się temat rozszerzania diety u niemowląt. Jedni radzili, żeby robić to po czwartym miesiącu, inni żeby po szóstym. Nieliczni zapytali o sposób karmienia (pierś czy butla). Pomijając fakt, że nie jarzę, gdzie się tym wszystkim matkom spieszy bo ja jestem trochę takim leniem i najwygodniej było dla mnie podawać pierś/butlę tak długo jak się da. Kiedy pomyślę, że muszę podgrzać żarcie (przeważnie słoiczek bo tutaj jestem jeszcze większym leniem), uzbroić osobnika w śliniaki, chusteczki, łyżeczki, krzesełka a później koczować przy nim aż łyżeczka po łyżeczce doprowadzi mnie do szału i na końcu posprzątać rzeź powstałą w trakcie karmienia… To mnie kurwica strzela. A tak to butla w dziób i po kłopocie.

No ale ja to ja a inne matki to inne matki. Każdy robi jak chce i nic mi do tego. Problem zaczyna się w momencie kiedy te arcyważne panie doktor, specjalistki od laktacji, żywienia, dietetyczki i ciocie dobra rada zaczynają puszczać swoje teorie w świat.

Bo jedna dała 4- miesięcznemu dziecku żurku i nic mu nie było. Inna rozszerzyła dietę w trzecim miesiącu i dziecko żyje, co więcej – ma się dobrze. Nic to, że ma dopiero dwa lata. Jeszcze inna też poleciała szybko, od razu całymi zestawami obiadowymi. A tak w ogóle to całe to WHO, lekarze i specjaliści gówno wiedzą bo matki są najmądrzejsze. Przecież nam dawano kiełbasę, kiedy jeszcze siurałyśmy w tetry a nasze mamy i mamy naszych mam robiły mannę na mleku krowim.

Jakoś nikt nie łączy tego co było kiedyś z naszymi aktualnymi problemami zdrowotnymi. Z otyłością, z chorobami układu trawiennego, z nietolerancją pokarmową. Żyjemy a to najważniejsze. Ciul z tym, że trochę jakby się męczymy.

Niestety żadna z tych pań nie zdaje sobie sprawy z tego, że swoją radą może zrobić krzywdę drugiej osobie, w tym przypadku dziecku. Należy pamiętać o tym, że wszystkie zalecenia żywieniowe nie są wzięte z czapy a już na pewno nie są sponsorowane przez wielkie koncerny z marcheweczką na etykiecie. Gdyby były, nasze dzieci żarłyby pomidorówkę już od urodzenia. Jeśli coś nie zaszkodziło Twojemu dziecku, nie oznacza to, że nie zaszkodzi innemu. A jeśli nie zaszkodzi teraz, może zaszkodzić w przyszłości, poprzez na przykład alergie pokarmowe, z czego niektóre pojawiają się dopiero w dorosłym życiu.

Układ trawienny niemowląt rozwija się na początku mniej więcej tak samo. Zalecenia żywieniowe są uśrednione dla wszystkich dzieci. Dziwne, żeby WHO robiło menu dla każdego dziecka osobno.

Nie rozumiem, nawet nie próbuję zrozumieć, dlaczego większość matek uważa się za alfy i omegi mądrzejsze od wszystkich specjalistów. Głównym błędem jest niewybieganie myślami w przyszłość albo wybieganie w nią zbyt blisko. Poza tym, nigdy nie możemy mieć pewności, że ktoś zwyczajnie nie chce nam zaszkodzić. Zawsze byłam, jestem i będę nieufna w tej kwestii. Po drugie, czym się różnią rady internetowych koleżanek od tak nielubianych przez nas „dobrych rad” mamy czy teściowej?

To my tworzymy nowe reguły. Takie, które są dla nas najwygodniejsze.

Temat żywienia to jeden z wielu „kontrowersyjnych” tematów, jeden z nielicznych przykładów. Chcecie więcej? Oto, jakie znalazłam na forach i w Facebookowych komentarzach.

„Ja dostawałem klapsy i nic mi nie jest. Nauczyłem się szacunku do rodziców.”- Ty nauczyłeś się szacunku, ktoś ze słabszą psychiką nauczy się moczyć w nocy.

„Moje dziecko jeździ na foteliku z marketu i jest zadowolone”.- Jest zadowolone do momentu aż w czasie wypadku głowa nie oddzieli mu się od reszty ciała.

„Nie szczepię. Starszego też nie szczepiłam i nie przeszedł żadnej z zakaźnych chorób”.- Tutaj nawet nie komentuję bo gówna się nie tyka.

Nie wierzcie we wszystkie dobre rady. Intuicja jest ważna ale nie najważniejsza, zwłaszcza w przypadku dzieci. Jest dobra w momencie wychowania, relacji z dzieckiem ale nie w momencie gdy chodzi o jego zdrowie czy bezpieczeństwo. Tutaj nie ma kompromisów. To co może nam się wydawać dla nich dobre, niestety tylko nam się „wydaje”. Nigdy nie mamy stuprocentowej pewności, czy postępujemy słusznie. Dzieci to nie króliczki doświadczalne a w przyszłości to one będą płaciły za nasze błędy. Ja w tym przypadku stawiam na zaufanie do osób bardziej kompetentnych ode mnie. I nie są to koleżanki z forum.

3 Komentarzy/e
  • Barbarella

    Odpowiedz

    I dlatego wypisałam się z Twojej grupy i z kilku innych tego typu. Sorry…mimo ogromu sympatii do Ciebie nie wytrzymałam 😜

  • Gosia

    Odpowiedz

    Rozumiem, że ludzi którzy nie szczepią dzieci z różnych powodów uważasz za „gorszy sort”. Sory za stwierdzenie, ale skoro jest ryzyko powinien być wybór i nie nam oceniać takie sytuacje i ubliżać innym. Niby taka postępowa jesteś i wyluzowana, a tu takie stwierdzenie „gówna nie tykam”. Myślę, że każdy myślący człowiek chce jak najlepiej dla swoich dzieci i świadomie podejmuje pewne decyzje.

    • matka-nie-idealna

      Czytaj ze zrozumieniem albo wróć do poprzednich wpisów. Nigdzie, nigdy nie pisałam, że nieszczepione dzieci uważam, za gorszy sort. Moje jedyne zdanie nt. szczepień to takie, że każdy ma prawo do własnych decyzji. Gówna nie tykam w sensie, nie poruszam tego, kontrowersyjnego tematu. Ale oczywiście musisz pojechać, zamiast zapoznać się z tematem.. 😉

Skomentuj