Dałam klapsa.

4960 Odczytano 5 komentarzy

Czujesz to.

Czujesz jak falą gorąca rozlewa się po Twoim ciele. Pali umysł, trzęsie dłońmi. Oczy zachodzą Ci mgłą, dzwoni w uszach, kręci Ci się w głowie.

Czujesz jak z każdą chwilą rośnie, jak z momentu na moment pęcznieje. Szczęka mimowolnie się zaciska, dłonie szukają punktu zaczepienia. Oddech przyspiesza, źrenice się zwężają. Twój słuch jest wyczulony na najdrobniejsze dźwięki. Ślina w ustach gęstnieje. Agresja wypełnia wszystkie zmysły.

I nie ważny jest powód. Wystarczy to, że się nie wyspałaś. Wystarczy kłótnia z mężem lub z koleżanką. Wystarczy szef i jego wieczne niezadowolenie. Wystarczy zmęczenie fizyczne lub psychiczne. Albo jedno i drugie. Wystarczy odpowiedzialność, którą ponosisz codziennie w pracy. Lub jeden element z całej układanki dnia, który psuje idealną kompozycję.

Oczami wyobraźni widzisz dłoń lądującą na pośladku dziecka. Albo palce wbijające się w jego ramiona. Ton głosu się podnosi, być może syczysz przez zęby to, czego za chwilę będziesz żałowała. To, o czym czytałaś na niejednym blogu, w niejednym poradniku. Wiesz, że to zamach na poczucie bezpieczeństwa Twojego dziecka, na jego poczucie własnej wartości. Wiesz, że pogorszysz sytuację tym, co właśnie robisz. Ale masz to w dupie bo Twoja frustracja właśnie rozwaliła Hiroszimę. Potrzebujesz, cholernie potrzebujesz wyżyć się na kimś. Pokazać, że jesteś silniejsza, że to Ty tutaj decydujesz. Nie ważne, że przeciwnik jest Tobie nierówny. Wiesz, że wygrasz.

On też ma gorszy dzień. Bo jest zmęczony, głodny lub znudzony. I parówka jest pokrojona, a przecież miała być w całości. A tak właściwie to on chce jajecznicę, pomimo, że 5 minut wcześniej deklarował te cholerne parówki, które wyczarowałaś spod ziemi, byle tylko nie odprawiał porannej dawki histerii. A może właśnie dzisiaj obrał sobie za cel doprowadzenie Cię na skraj macierzyńskiej cierpliwości. Tych strzępów, które powiewają w towarzystwie zmęczenia, niewyspania i chęci wyrąbania w kosmos wszystkiego co Cię otacza.

I właśnie wtedy cedzisz przez zęby, wyraźnie artykułując każde słowo, by bolało jeszcze mocniej, by uderzało z siłą taranu w jego bezbronność i niewinność.

„Zamknij się bo dostaniesz w dupę. Jak Boga kocham, dostaniesz zaraz w tyłek!”
„Już nie mogę z tobą wytrzymać! Rozumiesz to? Mam ciebie dosyć!”

Ile razy, kiedy dziecko zanosiło się płaczem pomyślałaś „I o chuj ci chodzi?”. Ile razy krzyczałaś, że zaraz wyjdziesz z siebie? I że liczysz do trzech a później będzie miał szlaban na oddychanie do końca życia. Ile razy wpadałaś w złość, ba! We wściekłość, szał? Ile razy miałaś ochotę pierdolnąć zabawkami, wyjść i nie wrócić?

Ja setki.

I nie raz w myślach kończyłam to, co miałam w tym momencie ochotę zrobić dziecku. Nie raz w myślach widziałam dłoń czerwieniącą się na skórze którejś z córek. Nie raz przerabiałam w głowie dziesiątki inwektyw, z których zdarzało się, że jakaś wydostała się na zewnątrz.

I tak. Raz zdarzyło się, że Hanka dostała klapsa. W zasadzie było to lekkie pacnięcie w tyłek. Ja – ogromna przeciwniczka jakiejkolwiek przemocy wobec dzieci, dałam swojej córce klapsa. Bo miałam zły dzień. Bo byłam zmęczona i sfrustrowana. Hania bawiła się za zasłonami w salonie. Przecież codziennie, dziesiątki razy prosiłam ją, żeby tego nie robiła. Bo jeden z karniszy kiedyś wypiął się i spadł na ziemię. Bo jej młodsza siostra chodzi za nią krok w krok i robi dokładnie to, co Hanka. A ona jak na złość znowu i znowu i znowu. W końcu Nadia weszła pod zasłonę i zaczęła się okręcać. Upadła tak niefortunnie, że kantem ławy rozcięła skórę na głowie. Starsza stoi jak sparaliżowana, młodsza zanosi się płaczem a ja odmierzam cholernego klapsa dziecku. Tak, jakby strach o młodszą siostrę był niewystarczającą karą. Ale przecież ja miałam zły dzień i musiałam się wyżyć. Widzicie tą sytuację? Klaps Hance i przytulam Nadię. Nie minęła sekunda od pacnięcia a ja poczułam się jak największy frajer na świecie. Jak największa przegrana. Jak zero. Nie dość, że zachwiałam zaufaniem starszego dziecka, jego poczuciem bezpieczeństwa i naruszyłam nietykalność cielesną drugiego człowieka to jeszcze odsunęłam się od niej i przytulałam młodszą siostrę. Nie chcę wiedzieć, jak w tym momencie się czuła. Ja wylądowałam na dnie i ryłam w mule. Hania podeszła do mnie i przeprosiła. Cała złość zamieniła się w ogromny żal i smutek. Długo, bardzo długo przeżywałam tą sytuację. Wytłumaczyłam dziecku, że zrobiła źle ale to nie dało mi prawa by na nią krzyczeć lub co gorsza – dać klapsa. Że bardzo ją przepraszam i czuję się z tym niesamowicie źle. Na tyle źle, że w momencie pisania tego tekstu łzy płyną mi po policzkach. Hanka jak to Hanka, uśmiechnęła się szeroko i powiedziała, że nic się nie stało i że kocha mnie jak stąd do nadmorza (nie pytajcie).

Po całej sytuacji usiadłam i przeanalizowałam swoje zachowanie. Przypomniałam sobie jak mama krzyczała na mnie, kiedy byłam dzieckiem. Jak zdarzało się, że dostawałam w tyłek.

Byłam bardzo niepokorna. Agresja wzbudzała we mnie agresję. Jeśli mama krzyczała, ja śmiałam się jej w twarz i nie raz prowokowałam bardziej i bardziej… Ale zawsze po tym dopadała mnie czarna rozpacz. Czułam się zdeptana, niekochana, zawiedziona. Czułam, że zawiodłam najważniejszą osobę w moim życiu i ona zawiodła mnie. Pękało mi serce. Teraz wiem, że jej również.

Agresja czy to słowna czy przemoc fizyczna nie jest rozwiązaniem problemów a ich początkiem. Nie możemy oczekiwać od dziecka, że przestanie płakać kiedy na nie krzyczymy. Najprawdopodobniej detonujemy w nim wtedy bombę strachu, zawodu, dezorientacji. Bo jak trzyletni maluch ma zrozumieć, że mamusia, która go kocha, przytula i nie pozwala, żeby stała mu się krzywda, właśnie teraz, kiedy mu potwornie źle, wydziera się, mówi brzydkie słowa lub daje klapsa? Przecież on nie potrafi przekazać w inny sposób, że jest smutny, rozdrażniony czy zły. I my dodatkowo się na niego złościmy.

Zawsze obiecywałam sobie, że będę tłumaczyć, tłumaczyć i jeszcze raz rozmawiać z dzieckiem. Teraz wiem, że ciężko jest wymagać od siebie, kiedy jesteśmy zmęczeni, źli czy sfrustrowani, nieustannej cierpliwości. Krzyk, agresja wobec dziecka to tylko pozornie droga na skróty. Często wpadam w złość, niekiedy w szał. Cały czas pracuję nad sobą, by nie ranić najważniejszych osób w moim życiu.

I tego Wam życzę.

Wyciszenia.

5 Komentarzy/e
  • Ilona

    Odpowiedz

    Ja jak jestem na skraju cierpliwości tłumacze sobie że jak uderzę czy się wydrę zaraz będę żałowała , że będę się w myślach wyzywać ale niestety na ten moment te tłumaczenie nie przynosi skutku i niestety krzyczę i też zdarzyło mi się że dałam klapsa , a najgorsze jest to, że przez 5 sekund przynosi mi to ulgę 😢a dopiero później są wyrzuty sumienia … Nienawidzę się za to

  • Bozena

    Odpowiedz

    Pieknie to ujelas przy koncowym przeslaniu 🙂 Oby wiecej takich mam 😉 i osob ktore je wspieraja, gdy brak sil, lub zmeczenie czy flustracja biora gore.. Pozdrawiam

  • taka sobie

    Odpowiedz

    Właśnie wczoraj miałam taką sytuację i ogromną ochotę wysłać dzieciaki na księżyc z biletem w jedną stronę. A potem straszny dòł, że jestem najgorszą matką na świecie, a wokòł mnie sami cierpliwi rodzice i super grzeczne dzieci i tylko ja sobie nie radzę.
    Powiem krótko DZIĘKI

  • Viva la Życie

    Odpowiedz

    Wszystko rozumiem, Jestem przeciwniczką JAKIEGOKOLWIEK karania dziecka, jednak na Boga! jesteśmy ludźmi, tylko i aż ludźmi. Ponoszą nas emocje, tak, o dziwo odczuwamy je! trudno zdaży się, ważne żeby nie zdażyło się kolejny raz..Nie jestem oazą spokoju, choć bardzo się staram, jednak mam zrozumienie dla podniesionego tonu, do syczenia przez zęby…Tak po ludzku, więcej wyrozumiałości dla siebie

  • ANNA

    Odpowiedz

    Aktualnie jestem mamą 1,5 rocznej dziewczynki. Za około miesiąca na świat przyjdzie druga córeczka. I ja też każdego dnia nad sobą pracuję. Naprawdę nie jest łatwo zwłaszcza, gdy człowiek pada na pysk. Ale staram się. A to chyba najważniejsze 🙂 Pozdrawiam

Skomentuj