Daleko od noszy.

1039 Odczytano 12 komentarzy

Chuchasz, dmuchasz, odpalasz szamana z dymkami i gusłami a i tak się posra gdy ma się posrać. Dziecko w sensie. Po tygodniu wizyt co drugi dzień u pani doktor, która gdy już nas widzi, od progu przykleja uśmiech sztuczny niczym piersi Pameli Anderson, dyndające na plaży w Malibu i rzuca „Hania! Moja ulubiona pacjentka”, najwyraźniej nie wiedząc, że potrafię czytać w myślach a przy każdym >japierdolę< drga jej powieka, przyszedł czas na nowy etap medycznego wtajemniczenia.

Pani doktor słysząc o kolejnych wymysłach młodej, podrapała się w pypcia na nosie i zasugerowała przegląd podzespołów w lubińskim szpitalu. Zanim ogarnęłam o jaki szpital chodzi i że to właśnie o ten, gdzie nie wiesz czy to ty się opierasz o ścianę, czy ściana o ciebie a pan Wiesiek z windy tak dla heheszków, mając na pokładzie dziecko w wieku Star Wars i Minionków zjeżdża na minus dwa, rzucając pod nosem „Proszę poczekać, zostawię tylko ciało w lodówce”, po czym z impetem rzuca foliowym workiem do kontenera, czekałyśmy w kolejce na oddziale. Szpital jak szpital. Dziwne, że nie zburzyli jeszcze tego w pizdu ale nic straconego, niedługo zburzy się sam. Idziesz korytarzem i czujesz się typowo Polsko, dziura na dziurze aż ci podeszwy targają abs-ami. Na drzwiach dziecięcego oddziału wisi plakat typu „Pomóż nam malować dziecięce uśmiechy”, chyba jeszcze z czasów powstania szpitala bo oko odpadło temu misiu na ścianie a kolejny żre kurz z podłogi. Łóżka wiadomo, nie lepsze. Kładziesz się i celujesz dupą, żeby nie zaklinować się na amen.

Po godzinie od pojawienia się w szpitalu i wywiadzie lekarskim gdzie wypytano mnie m.in. o rozmiar buta, mój stosunek do imigrantów i ewentualne uczulenie na tynk bo lubi komuś wpaść do buzi późną nocą, zainstalowano nas w pokoju specjalnego nadzoru. Pokój specjalnego nadzoru należy do dzieci, które mają zwyczajne uj-wie-co-ci-jest. My wpadłyśmy w odwiedziny z ostrym zapaleniem oskrzeli i biegunką a aktualnie awansowaliśmy na poziom zapalenia płuc. Impreza po całości.

Nawał roboty pielęgniarki na oddziale mają taki, że kupę robią siedząc na kiblu z kawą i kanapką ze szpitalnym salcesonem. Przyjęcia 24 na dobę, łóżka po korytarzu śmigają jak taca po Kościele. Jeść na oddziale nie wolno, jeśli akuratnie zdychasz z głodu całodziennym pobytem przy dziecku, możesz na przykład zostawić dwulatka i iść. Nie licz jednak na to, że zastaniesz dziecko w całości. Jak na dwulatka przystało, może akurat wisieć na stojaku do kroplówki albo zaklinować się w metalowym barachle, zwanym łóżeczkiem. Możesz też próbować uśpić ale pamiętaj, że pielęgniarki na oddziale mają radar i zawsze gdy dziecko po długich negocjacjach zamknie oczy, z odsieczą pędzi kroplówka, lekarstwo albo inhalacja. Jeśli masz małe dziecko możesz zostać z nim 24 na dobę. I tu widać kto się opieprzał na w-fie w podstawówce. Jak ci się poszczęści to masz do dyspozycji krzesło. Możesz spać w pozycji kwiatu lotosu, zarzucając jedną nogę na głowę sąsiada. Joga poziom ekspert. Rano budzisz się połamany jak za studenckich czasów, kiedy spało się z głową w sedesie albo na wycieraczce pod domem. Tylko tutaj bez znieczulenia.

Personel, z małymi wyjątkami, stara się umniejszyć cierpienia rodziców i dzieci. Staje na głowie, klaska uszami i z uśmiechem znosi coś, czego ja bym nie potrafiła. Bo rodzice to są, kurde, debile do potęgi. Uważają, że im się należy zawsze/szybko/natychmiast. Bo jeden chce w tym samym czasie mleko, drugi rzyga a trzeci lata po korytarzu na wózku inwalidzkim. Już teraz wiem, że się zdecydowanie NIE minęłam z powołaniem i będąc pielęgniarką, już bym dziergała kalendarz na więziennych murach za czynną napaść wenflonem. Czasami zdarzy się jakaś Hera z muchą w nosie ale w pełni to rozumiem. Czasami z rodzicem idiotą inaczej nie można.

Od czasów mojej porodówki, gdzie na obiad był kotlet klepany klapkiem pani Jadzi i łyżka ziemniaków prosto z pola, jedzenie awansowało o trzy gwiazdki Michelina. Ale przyjdzie ci taki, pierdyknie talerzem i powie, że nawet jego pies tego by nie ruszył. Jakby liczył co najmniej na Atelier Amaro. Moja Czajna za takie rarytasy trzy dni by za mną na kolanach chodziła. Widocznie jestem wyrodną psią mamą. Dają to jedz, przez kilka dni pobytu szpitalne żarcie jeszcze nikomu korony z głowy nie ściągnęło a naprawdę dużo się zmieniło w kwestii posiłków. Albo przyjdzie kolejny rodzic, że dziecko już 10 (słownie: dziesięć) minut czeka na odłączenie kroplówki. Bo przecież Pani Basia- pielęgniarka siedzi i tipsem macha w nosie.

Drodzy rodzice, ja wiem, że pobyt w szpitalu równa się kupa ale umówmy się. Nie jesteście pępkiem świata a do obrobienia jest dwadzieścia brudnych tyłków. Trochę pokory i zrozumienia bo jeszcze nie widziałam, żeby ktoś się drapał z nudów po dupie.

Reasumując. Mamy zapalenie płuc, przy czym „mamy” piszę nie bez przyczyny. Ja też jadę na antybiotyku, z miłą chęcią położyłabym się na łóżku obok w oczekiwaniu na full serwis. Ale żyć trzeba, znaleźć pozycję na krześle w szóstym miesiącu ciąży trzeba. Pamiętam czasy kiedy mój tyłek ledwo przestał romansować z tetrą. Zawyżałam średnią pobytów na oddziale dziecięcym powyższego szpitala. I teraz już wiem, co przeżywali moi rodzice. Czapki z głów, bo 24h w szpitalu potrafi trwale wyryć się w psychice każdej mamy. Nie wspominając o 1-2 tygodniowym pobycie. I apel do rodziców. Trochę zrozumienia. Za taką kasę pielęgniarki mogły by robić dwa razy mniej. Nie uprzykrzajmy sobie życia.

Zdjęcie pochodzi z portalu flickr.com

12
Dodaj komentarz

avatar
11 Comment threads
1 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
12 Comment authors
JustynaPaulinaOla Jurkowskamamidami.comanna Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Magda
Gość
Magda

Byłam na tym Oddziale z dziećmi 2 razy i dwa razy wypisałam się na własne żądanie. Ale u nas była inna sytuacja bo na siłę chcieli nas trzymać 3 doby żeby dostać kasę z nfz.

amela
Gość
amela

Niestety, ale nasz NFZ (czytaj Narodowy Fundusz Złodziejski) wymyślił sobie, że zapłaci za pacjenta dopiero po 3 dniach hospitalizacji. Koszt tych co są krócej idzie w dług szpitala.

malaerka
Gość
malaerka

Zdrowiejcie już dziewczyny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Dagmara
Gość

przeżyłam z moja Handzinka 5 pobytów w szpitalu. Cieszyłam się na początku z faktu,ze wogole mogę z nią być, bo pamiętałam swój pobyt w szpitslub,jako 5 letniendziecko-sama.bez rodozcow.
przy jednym pobycie na śniadanie i kolacje przez 2 tygodnie było to samo: chleb,maslo i mielonka… menu dla 2 letniego dziecka…. spanie na szczęście na polowce,która rano trzeba było składać, bo „pani doktor się nie spodoba”… Polskie szpitale naprawdę mają mnóstwo pracy przed sobą do wykonania,by pobyt w nich zasługiwal na miano ludzkiego.
zdrówka życzę!

Sylwia
Gość
Sylwia

Zastanawiałam się, czy przebywasz razem z Hanią w szpitalu, bo w szpitalu w moim mieście kobiety w ciąży są ‚wypraszane’ z oddziału dla dzieci. Myslałam, że to taki szpitalny standard.

Joanna
Gość

Zdrowia zdrowia i zdrowia.
Masz mój ogromny szacunek za to o pielęgniarkach. Mało kto patrzy na nas (tiaaa bo ja z tej grupy zawodowej) w taki sposób.

Tobiasz
Gość
Tobiasz

Odpowiem tak. Imieniny młodej. Hyba 2 w życiu czyli jakieś półtora roku. Sraczka. Tempa. Ukąszenia od komarów w ilości 3 miliony. Zero jedzenia i radochy z wakacji A przy życiu trzyma tylko cyc mamy ( uff – dzięki Daga za to ) i co gorsza w Chorwacji. . A pani doktor mówi nam , młodym rodzicom że minimium 24 h w hospital a my tylko jedna pielucha pod pachą a do „domu ” 30 km w jedną stronę. Ryje psychike bardziej niż 30 lat picia wódy. Ale daliśmy rade. U can do it.

anna
Gość
anna

Jejku wlasnie weszlam na fb i zastanawialam sie co tam u was. To prawda ze duzo szpitali wyglada tak jak opisujesz. Ale zdarzaja sie tez wyjatki i to coraz wiecej.
Niech te wstretne chorobska juz was zostawia w spokoju!
Ja tez ostatnio bylam ledwo zywa z powodu choroby a musialam ogarniac moje chore dziecko ale u nas nie bylo az tak zle no i nie jestem w ciazy. Jestes normalnie matka superbohaterka! Trzymaj sie kobieto i pisz bo uwielbiam czytac twoje teksty. Duzy buziak od kobiety ktota dzieki tobie odzyskuje wiare w siebie ?

mamidami.com
Gość

„Mieszkałam” z córką w szpitalu ponad miesiąc, spałam obok jej łóżeczka na metalowym krześle, na dmuchanym materacu a nawet leżaku ogrodowym. To było siedem lat temu. Do tej pory płaczę na widok ogrodowych leżaków…
Nigdy nie miałam pretensji do pielęgniarek (z jednym wyjątkiem, ale to była sucz wyjątkowa). Wiem jak wygląda ich praca (moja siostra jest pielęgniarką zabiegową) uwierzcie mi pieniądze, które zarabia przy nakładzie pracy, specyfice tej pracy i odpowiedzialności jaką ponosi, to jest jakiś śmiech na sali.
Zdrówka!!!!

Ola Jurkowska
Gość

To ja nie mam aż takich strasznych przypadków szpitalnych – a byłam z Kluchami już kilka razy. Za każdym razem miałam gdzie spać:) Ale diet pewnie mogłabm się czepić, bo jak dziesięciomiesięczne dziecko dostaje na śniadanie kawał kiełbas z gatunku tych, co w składzie mają więcej papieru niż mięsa (przepraszam MOMu). Ale wiadomo – szpital ma budżet jaki ma, długo tam nie byłam – po prostu grzecznie oddałam pani pyszne śniadanie i tle:) Z resztą mam wrażenie, że poza dietą – im mniejszy szpital, tym warunki bardziej cywilizowane;) Dużo siły życzę i szybkiego powrotu do zdrowia 🙂

Paulina
Gość
Paulina

Matka ! Ty powinnaś pisać artykuły jakieś dziennikarskie czy coś! popłakałam sie na ten klapek Pani Jadzi! 🙂

Justyna
Gość
Justyna

Przy drugim porodzie (zresztą w tym samym szpitalu co pierwszy , postanowiłam sobie WRW -wchodzę, rodzę, wychodzę ) ale nie ma tak łatwo , 2 cesarski ,pierwsza że wzgl. medycznych ,druga …hmmm ….trochę też a trochę na żądanie (przepraszam inne mamy -ja z tych wyrodno-wygodnych ) .Z całym szacunkiem dla personelu medycznego ,po pierwszym porodzie miałam gdzieś książkowe rady , choć położne dzielnie przystawiały młodego do cycka żeby jadł ,5lat wstecz dawały wodę z glukozą żeby się nie darł! (progress) .Jak wylądowałam z 3-tygodniowym noworodkiem na IT (intensywna terapia) z ciężkim zapaleniem płuc i niewydolnością oddechową to doceniłam profesjonalizm ,sprzęt… Czytaj więcej »