Dorastanie.

1530 Odczytano 3 komentarze

Nie wiem, w którym momencie ona z niemowlaka przeobraziła się w dziewczynkę potrafiącą zobrazować swoje potrzeby fizjologiczne i smarującą kanapkę masłem. Trzonkiem od noża, ale zawsze… 

Chyba wtedy kiedy zajęta pracą zapomniałam, że metr człowieka wymaga czegoś więcej niż serii bajek na Netflixie i pewnego dnia człowiek ten stanął przede mną ze szczoteczką do zębów w dłoni i zapytał, czy poszukamy w ząbkach robaczków.

– Chodź, nałożę ci pasty.
– Jus nałozyłam. – I machnęła szczoteczką, na której z zegarmistrzowską precyzją nałożona była pasta do zębów. Zanim doszłam do łazienki, człowiek – rocznik 2016, podobno podobny do ojca tak, że ojapierdole, rozpracował system wchodzenia na miskę, odkręcania wody i wszystkiego co następuje po czynnościach higienicznych. A ja stałam w drzwiach, nie przeszkadzając w tym momencie dorastania, chociaż chciałoby się rzucić na „ratunek” z okrzykiem, że „Chodź ci pomogę, pokroję parówkę i założę buty”. 

Tyle, że mój człowiek potrafi już wszystko co powyższe i nawet niespecjalnie myli się w dopasowaniu prawego buta do odpowiedniej nogi. Tyle, że mój człowiek łapie mnie na schodach za rękę mówiąc „Uwazaj, zebyś nie spadła ze schodków”. Tyle, że mój człowiek po trzech tygodniach mojej nieobecności przeraził mnie swoją logiką i sensem wypowiadanych zdań. 

Od tygodnia patrzę na nią i mam wrażenie, że coś mi w życiu uciekło. Ktoś wyciął etap pomiędzy niemowlakiem a „dorosłym”dzieckiem, stawiając Nadię w tej drugiej kategorii jakby trochę na złość mi. Bo ja, ta która ćpa każdy moment bytu swoich dzieci, która ma zdjęć i opisów sytuacji więcej niż kiedykolwiek stworzono tomów encyklopedii (a ja miałam ich ze czterdzieści), coś chyba przegapiłam. Wystarczyły trzy tygodnie. 

I żeby poznać tą istotę, która dzień w dzień rzuca mi się na szyję krzycząc: „Kocham cię, lubię cię, z całych sił, z całych sił!”, spakowałam dwie pary gaci, paczkę kabanosów, okulary przeciwsłoneczne i trochę w ciemno ruszyłam na południe Polski, tam gdzie mewy kradną gofry a smród smażonej ryby wsiąka w cebulki włosów. 

Do tej pory to Hanka była moim wsparciem podczas weekendów poza domem. Do tej pory to gacie Hanki pakowałam do walizki, odliczając kilka dwójek na lokalne dziecięce atrakcje. Nadia zawsze była zbyt mała, zbyt mało rozumiejąca, zbyt absorbująca. A dziś podbiegła na placu zabaw pytając, czy możemy iść do pokoju, wykąpać się i iść spać. A później przypomniała, że jeszcze trzeba umyć zęby. Ojezu dziecko, zwolnij. 

Jeszcze chwilę temu trzymałam pięćdziesiąt centymetrów na przedramieniu i modliłam się, żeby zdiagnozowany wylew krwi do mózgu nie odbił się na jej przyszłości. Ktoś tam u góry posłuchał, wpychając w tą małą istotę Duracelle, spryt i mądrość, jakiej czasami brakuje nawet dorosłemu. 

Rozkładam ręce za każdym razem kiedy uświadamia mnie w przekonaniu, że potrzebuje mnie coraz mniej w swojej codzienności. Że te buty – prawy na prawą nogę , lewy na lewą i miska podstawiona pod toaletę to tylko początek tego, co za chwilę się wydarzy. Że jutro zapiszę ją na studia a pojutrze otrę łzy na jej ślubie. 

Ale póki jeszcze mogę, idę ucałować spocone czoło i naciągnąć na ciepłe stopy kocyk, ten z porodówki. Chwilę popatrzę, powdycham zapach czesanych nadmorskim wiatrem włosów. Przeliczę długie rzęsy, opadające na różowe policzki, wsłucham się w miarowy, senny oddech. Bo jutro pewnie rzuci: „Przestań mamo, to siara”. Po czym odwróci się i odejdzie do swoich spraw, do nieznanego mi życia. A ja zostanę ze wspomnieniem pasty na szczoteczce i piasku wysypywanego z butów po zejściu z plaży. Przeliczę dwójki, w razie gdyby za chwilę zaczęła wspinać mi się na kolana jakaś jej kopia. Przeliczę jej rzęsy, powdycham zapach włosów…

3
Dodaj komentarz

avatar
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
PaulaMichalinaAnnaW Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
AnnaW
Gość
AnnaW

Jaka to prawda…
I tylko my mamy wrażenie, że się nie starzejmy…

Michalina
Gość
Michalina

cpaj kurwamacki ile wlezie bo potem bedzie lipa 🙂

Paula
Gość

Jeszcze pamiętam jak nasze dziecko spało z nami w łóżku w kokonie a teraz już jest samodzielne i nawet nie chce z nami spać 🙂 świetny i pouczający artykuł