Dowiedziałem się, że będę ojcem. Historia Grześka.

1880 Odczytano 0 Komentarzy

Jęczę od dni paru Panu Tacie, żeby się wziął i napisał coś na bloga. Pisz o czym chcesz- mówię.- O moich humorach w ciąży- mówię.- O narodzinach Hanisławy, o tym kiedy się poczułeś ojcem i jak to jest z facetami- mówię.- o moich cyckach… A no właśnie. Z moimi cyckami to jest tak, że ich nie ma. Wsiorbło totalnie, zniknęły, zgubiłam. Poszłam dzisiaj rano do łazienki, patrzę lustro, oglądam się za siebie, na pralce nie ma, w szafie też nie. Gdzie są do cholery moje cycki? Tydzień temu były. 09.07.2014r. cycki are gone. Oby nie forever.

Jęczę więc małżowi, żeby wkład jakiegoś w bloga miał, na co on, że owszem ma- pozwala mi pisać, nie zawraca gitary wręcz. Jęczę więc, że dla mnie, dla Hanisławy. Poczucie humoru gościu ma, błyskotliwy jest, inteligentny, pewnie ma wiele do powiedzenia. Stwierdził, że mnie pogło, że język polski w szkole chlastał mu poliki. Że nie i koniec, za chwilę zacznie tupać nogą.

Pociągnęłam go trochę za język, w końcu Pańcio zgodził się napisać, jak to jest gdy facet dowiaduje się, że zostanie ojcem. Kobieta- wiadomo. Burza myśli, burza hormonów. O facetach mówi się niewiele. Zostawiłam go z laptopem, gdy wróciłam po godzinie, siedział zlany potem i drapał w klawiaturę. Chyba mu się spodobało blogowanie. No to bierzcie i czytajcie.

PT:

Gdy dowiedziałem się o ciąży…

…nie byłem na to zupełnie przygotowany. Dzieci? Tak ale jeszcze nie teraz. Przecież jeszcze jestem młody (wiem, że brzmi głupio ale jakoś nie odczuwałem aż tak mocno tych moich dwóch osiemnastek), jeszcze nie gotowy mentalnie, jeszcze chciałem to, to i to a o tamtym nawet nie wspomnę. Widziałem jak zabierało mi kolegów, którzy zostawali ojcami. Z reguły wcześniej część z nich przywłaszczały sobie ich żony, ale praktycznie doszczętnie znikali tak z miesiąc przed narodzinami. Potem tylko jeszcze dwa spotkania na pożegnanie- kawalerskie i pępkowe (kolejność i rozpiętość czasowa różna) i po facetach.  No ale „dopadło” i mnie. Leżakowałem sobie jeszcze na wpół śpiący w łóżku. Pierwszą czynnością po dramatycznie wypowiedzianych słowach „jestem w ciąży” był unik by nie zainkasować na twarz rzuconego przez przyszłą matkę testu ciążowego. Minęło ze 3 może 4, no góra 5 sekund i gdy już upewniłem się, że to nie pierwszy a już na pewno nie kwiecień zerwałem się zwinnie jak pantera i pospiesznie objąłem przyszłą matkę (podwójnym nelsonem by nie wyprowadziła tym razem celnego ciosu) powtarzając jak mantrę, że wszystko będzie dobrze, że weźmiemy ślub i że musimy to jeszcze kilka razy później powtórzyć. Tego akurat zaraz pożałowałem bo przyszła żona jakoś nie miała nastroju do żartów. Przytuliłem (ścisnąłem nelsona) więc szybko mocniej by poczuła się bardzo kochana a zupełnie przy okazji dla mego bezpieczeństwa. Trochę opóźniłem wyjazd do pracy bo to wiekopomna chwila była a i mamusia jakoś niestabilna emocjonalnie. No ale jednak widmo pożeranych w błyskawicznym tempie oszczędności zwyciężyło i ruszyłem w pełną przemyśleń, zastanowień, rozterek, planów i smsów trasę.

Jak było u was? Tatusiowie skakali z radości? A może pokazali wam tyły i tyle ich widziałyście?

Pan Tata wziął wszystko na klatę. Planowaliśmy ślub ale dopiero za rok. Najpierw miał mi rzucić brylanty pod stopy, paść jak długi i żebrać o moją rękę a ja miałam zastanawiać się i budować napięcie. Tymczasem jeszcze wtedy niemąż stwierdził „No to lala, ekspresikiem się hajtamy a później rodzimy ślicznego bobaska”. Zachował się jak kochający niemąż i kochający nietata.

* Przed zapoznaniem się z blogiem skontaktuj się z lekarzem lub psychoterapeutą. Wszystko pisane jest z lekką dozą ironii.


Jeśli udało Ci się przeczytać ten wpis, będę wdzięczna gdy pomachasz mi łapką na Facebooku lub puścisz go dalej w świat 🙂

0 Komentarzy/e

Skomentuj