Dzień, w którym Cię straciłem.

6674 Odczytano 23 komentarze

Nie wiem, w którym momencie zaczęliśmy się mijać. Oczywiście to nie był konkretny dzień. Dom, moja praca, trzylatka i kilkumiesięczny niemowlak. Tasowaliśmy między sobą obowiązki, wymienialiśmy się dziećmi. Rzucaliśmy w swoją stronę polecenia i informacje. Nasze wiadomości i telefony ograniczały się do: „Co mam kupić na obiad?” – „Jest chleb?” – „Kto odbiera dzieci?”. Ja wracałem – Ty wychodziłaś żeby chociaż przez chwilę odetchnąć od obowiązków.

Kiedyś lubiliśmy czasem gdzieś wyjechać, rozmawiać o muzyce, oglądać razem filmy. Wychodziliśmy do znajomych, bez przerwy gdzieś bywaliśmy. Później urodziła się Nadia i nasze życie towarzyskie umarło. Logistyka z dwójką maluchów stała się trudna a Ty wieczory wolałaś spędzać przed komputerem, z telefonem w ręku albo zasypiałaś zanim zdążyłem zapytać, czy zjesz ze mną kolację. Przestałaś się odzywać, rozmawiać ze mną. Nie do końca rozumiałem, co się dzieje a resztę tłumaczyłem sobie zmęczeniem, wypaleniem i długim stażem związku. Przecież w większości małżeństw ta iskra, namiętność i czułość zanika po kilku latach. Na ich miejscu pojawia się partnerstwo i przyjaźń. My chyba awansowaliśmy już do miana współlokatorów. Paradoksalnie nie pomagał nam duży dom, w którym po prostu mogliśmy żyć obok siebie nie przeszkadzając sobie zbytnio.

Dziś zdaję sobie sprawę, że to ona mi Ciebie zabierała. Dzień w dzień, noc w noc. Kiedy siedziałaś przy komputerze, kiedy leżałaś sama w łóżku, kiedy gotowałaś obiad, kiedy uciekałaś z domu z dziećmi na spacer – Ona cały czas była w Twojej głowie. W końcu to ona była Ci najbliższa. Nie ja – ten, któremu ślubowałaś miłość do końca swoich dni. Nie dzieci, o które tak długo walczyliśmy i które do pewnego momentu były całym Twoim światem. Ty miałaś ją a ja byłem samotny. Rano wstawałem, szykowałem i zawoziłem dzieci do przedszkola i żłobka. Popołudniu jeśli tylko mogłem to je odbierałem, wracałem do domu i robiłem szybki obiad. Wieczorami kładłem dzieci spać i sam oglądałem nasze filmy. Najgorsze były jednak narzekania i kłótnie. A w nich słowa tak ciężkie i tak głośno wypowiadane, że zapadały w pamięć na bardzo długo. Trudno było po tym funkcjonować jak normalne małżeństwo.

Co myślałem o Tobie? Myślałem, że już mnie nie kochasz, zastanawiałem się, co robię nie tak.  Kiedy przestaliśmy ze sobą rozmawiać i dlaczego. Tylko przypadkiem odkryłem, że Ty już palisz choć wiedziałaś jak wielkim przeciwnikiem papierosów jestem. Pojawiły się wątpliwości… Dlaczego to nie ja byłem najważniejszy? Zacząłem myśleć, że jesteś leniwa bo prawie każdy powrót do domu poprzedzony był pytaniem „kiedy będziesz, pospiesz się i dlaczego tak późno”. A w domu zlew zawalony naczyniami, kubeł pełen śmieci itp. Przecież mieliśmy piękny dom, który nagle przestawał cieszyć. Ogród, który zarastał. Nigdy nie brakowało nam pieniędzy. Dostawałaś to co chciałaś. Nigdy Cię nie kontrolowałem, nie zabraniałem. Starałem się być wsparciem, przyjacielem, mężem, kochankiem. Ale Ty wybrałaś ją. Chociaż dziś wiem, że to raczej ona wybrała Ciebie.

Kilka miesięcy temu wydarzyło się coś, co otworzyło mi i wielu ludziom oczy. Mój strach nigdy wcześniej nie był tak ogromny. Dzień, w którym prawie straciłem miłość mojego życia a moje dzieci matkę. Być może nieidealną. Ale najwspanialszą na świecie.

Długo nie mogłem po tym się pozbierać. Długo próbowałem rozmawiać, błagałem. Chodziłem za Tobą, pilnowałem Cię. Pytałem, prosiłem, mówiłem. Czytałem każdy Twój wpis, szukając odpowiedzi. Nie chciałaś. W momencie gdy poukładałaś sobie wszystko sama, przyszłaś.

Pamiętam jak wieczorem usiadłaś na przeciwko mnie. Zimna, trochę zrezygnowana. Nie potrafiłaś zebrać myśli, poprawnie skonstruować jakiegokolwiek zdania. Wtedy zrozumiałem, że to nie jest Twój wybór. To nie jest fanaberia czy lenistwo. Depresja to choroba. A ja chorowałem razem z Tobą.

Zaczęłaś mówić. Słowa płynęły, wbijały się w serce, raniły. Wyszedłem z domu, trzasnąłem drzwiami. Tego było za dużo. Przez godzinę spacerowałem ciemną ulicą wiem, że próbowałaś się do mnie dodzwonić. Nie odbierałem tak jak Ty kilka dni wcześniej. Chciałem, żebyś poczuła mój strach, żebyś wiedziała, jak się wtedy czułem. Chociaż to jest nie do porównania. Tego nie da się opisać.

Zaczęliśmy rozmawiać. Coraz więcej i więcej. Robiłem wszystko co mogłem, żeby Ci pomóc. Przestałem wymagać czegokolwiek po to, żebyś mogła skupić się na walce z chorobą. Pilnowałem terminów wizyt u psychiatry, starałem interesować się się każdym aspektem Twojego życia. Zająłem się pracą, dziećmi i domem. Zaciskałem zęby, chociaż byłem potwornie zmęczony. Zaciskałem zęby kiedy dostawałem lawinę przykrych słów. Zaciskałem zęby kiedy krzywdziłaś nasze dzieci krzykiem. Nie rozumiałem większości zachowań. Pomimo wszystko zaciskałem zęby i wierzyłem w Ciebie. W nas. Choć nie jestem przesadnie czuły i wylewny to starałem się dawać Ci tyle ciepła i miłości ile byłem w stanie. Kiedy potrzebowałaś to rozmawiałem, kiedy chciałaś milczeć, milczałem. Były momenty, w których było cudownie. Byłaś pełna życia, radości, miałaś mnóstwo planów. Pomagałem Ci je realizować, chciałem, żebyś zawsze czuła we mnie oparcie. Jednak nadal bywały też złe momenty. Nie tylko u Ciebie. Ja już też miałem dość. I nie raz nie wytrzymywałem psychicznie i hamulce puszczały.

Z każdym dniem otwierałaś się coraz bardziej. Nie wiem czy to zasługa leków czy kwestia terapii, z której wracałaś podbudowana. A może ludzie, którzy pojawili się w momencie, kiedy potrzebowałaś porozmawiać z kimś innym niż ja. Pojawiło się mnóstwo dobrych dusz, które stanęły u mojego boku w walce o Ciebie. Najprawdopodobniej to zasługa nas wszystkich.

Dziś, kilka miesięcy po tym wydarzeniu, półtora roku po diagnozie zaczynam czuć, że Cię powoli odzyskuję. Tą ciepłą, kochającą żonę, cudowną matkę. Tą, którą wywalczyłem, wyrwałem z objęć depresji. Moją. Tą, którą pokochałem i która pokochała mnie. Oczywiście mając przy tym wsparcie Naszych rodzin, przyjaciół i dzieci. I choć wiem, że ta walka nie jest do końca wygrana, chociaż czasami mam ochotę ostatecznie trzasnąć drzwiami to nie poddałem się i nigdy tego nie zrobię.

Wiem, że jesteś bohaterką. Ja też nim jestem.

 

 

23 Komentarzy/e
  • Made by Goch

    Odpowiedz

    Popłakałam się… PT, życzę Wam dużo siły. I miłości.

  • Monika

    Odpowiedz

    Brawo! Cudowny tekst wspaniałego, kochającego męża! Wpis potrzebny przede wszystkim partnerom kobiet w depresji. Ja takiego wsparcia nie miałam, a depresja pogłębiła się po odejściu byłego już męża. Na szczęście rodzina zareagowała w porę…
    Trzymajcie się, wspierajcie i kochajcie, bo to jest najważniejsze…

  • Sandra

    Odpowiedz

    Idealny wpis. Też przeszłam depresję. Cierpial na tym mój mąż, dzieci i najbliżsi. Ale właśnie dzięki wsparciu z tego wyszłam.

    Wielki szacunek do mojego męża jak i dla Ciebie za to że wytrwaliscie z nami w tych ciężkich chwilach.

  • Sarai

    Odpowiedz

    Piękne słowa aż łza się w oku kręci 😢 Taki mężczyzna u boku to skarb. Często Was mijam na przedszkolnym korytarzu uśmiechniętych , szczęśliwych A za tym kryją się takie dramaty i cierpienia. Życzę dużo wytrwałości Jesteś silną kobietą ☺

  • Beata

    Odpowiedz

    Siedzę i rycze. Powiedz skąd wzielas sile na ro zeby przyznac sie przed rodzina, przyjaciółmi że coś jest nie tak. Ja tylko chodzę i udaję a wśródku kur… mnie rozpier…..

    • matka-nie-idealna

      Nie znalazłam. Sami się dowiedzieli.

  • Magda

    Odpowiedz

    I ja się popłakałam… Chociaż pewnie nie taki był zamiar autora,to ścisnęło serducho. Ja również wychodzę z tego paskudztwa, choć chyba nigdy nic nie będzie takie jak przed. Bo teraz jestem silniejsza 😊 I Ty moja kochana naprawdę jesteś bohaterką -zawsze o tym pamiętaj. 😚

  • Kasia

    Odpowiedz

    Popłakałam się. Masz wspaniałego męża. Jesteście super rodziną. Pozdrawiam…

  • Basia

    Odpowiedz

    Gratuluję zrozumienia, cierpliwości i wytrwałości! Niesamowity jest Wasz związek i więź jaka jest miedzy Wami 🙂
    Życzę Wam jak więcej słońca, radości i miłości 🙂 🙂 🙂 dacie radę – bo jak nie Wy to kto??? 😉

  • Katarina

    Odpowiedz

    Fajetrzy z Was :* nie ma trudniejszej próby, niż ta którą przeszliście. Razem nic Was nie złamie…!

  • Karolina

    Odpowiedz

    U mnie też czasem jest ciągle mijanie się,a potem pretensje. Ale brakuje tej rozmowy.
    Trzymam kciuki za was 🙂

  • Ola

    Odpowiedz

    Wspanialy tekst…walczcie dalej o siebie. Podrawiam Was !!!😘😘😘

  • Aga

    Odpowiedz

    Panie PT jest pan bohaterem! Tym wpisem daliście nadzieję, że można w związku przejść przez wiele i nadal chcieć się kochać i walczyć. Dziękuję.

  • Voilea

    Odpowiedz

    Czytam to w kiblu i ryczę. Potem wydmucham nos i wyjdę stąd, jak gdyby nigdy nic. Ale w środku pękłam. Wiem to ja i ona. Wy swoją już poznaliście. Przy oczach szeroko otwartych niczego nie przegapicie. 3mam kciuki za Was dzielne zuchy … ❤🌈🍀

  • Monika

    Odpowiedz

    Płacze… Masz wspaniałego męża,l życzę takiego męża każdej z Nas!

  • Juja

    Odpowiedz

    Ehh co tu dużo mówić… ja z moją walczę, Mój zaczyna dopiero walkę ze swoją… czyżby to było zaraźliwe? Jest trudno, trzymam za Wa kciuki, za nas też…

  • zbigniew Zdziechowicz

    Odpowiedz

    Dziadek widzi i Boszeeeeeeeeeeeeeeee Jestem Dumnyyyyyyyyyyyyyy

    • Dag

      A powinno być wstyd,bo takich rzeczy nie wywleka się publicznie, tylko między bliskimi osobami. Ale cóż lajki się zgadzają, prawda?

      • matka-nie-idealna

        I właśnie przez takie myślenie, depresja to temat tabu. A później kobiety myślą, że są ze swoim problemem same. Mówię o tym i będę mówiła. Właśnie dlatego, by kobiety czuły wsparcie.

  • Doris

    Odpowiedz

    Trafiłam na Twojego bloga przypadkiem, w kiepskim okresie mojego matczynego życia.Jestes dla mnie wielkim wsparciem i inspiracją do tego, aby sie podnosic po kazdej porazce,zwatpieniu i Wielkim Niezrozumiałym Smutku.
    DZIEKUJE!

  • Anna

    Odpowiedz

    Masz wspaniałego Męża. Ja również walczę z depresją ale mój mąż wspiera mnie jak tylko może, mimo że nie jest łatwo. Moja 16 letnia ukochana córka Weronika odeszła od nas 25 czerwca tego roku, tragicznie zginęła w wypadku samochodowym. Moje serce jest rozerwane na milion kawałków. Każdego dnia walczę sama ze sobą i szukam sensu dalszego życia i zrozumienia dlaczego mnie to spotkało ???

  • Hania

    Odpowiedz

    Taka rodzina to skarb! Dbajcie o siebie nawzajem!

  • Klaudia

    Odpowiedz

    przepiękny wpis 😍 popłakałam się. Życzę wam dużo sił i na całe wieki takiej pięknej, prawdziwej milosci.

Skomentuj