Dzień z życia dwulatki.

3589 Odczytano 3 komentarze

* Wpis jest podzielony na kilka stron. Pod spodem znajdziecie numerki kolejnych stron.

Rano.

Otworzę oczy. Jedno poszło, drugie chyba się zakleiło. Nie szkodzi, mama mi otworzy. Dobra, szybka ocena sytuacji. Jest ciemno ale jestem wyspana, a to znaczy, że jest już późno. Za oknem coś drze dziób.

Jaki mamy dziś dzień? Idziemy do dzieci? Zapytam mamy.

Mamusiaaa!

Cisza.

Mamusiaaa!

Nie słyszy. Dobra, podejdę do drzwi. Z jednym nieczynnym okiem trochę ciężko się manewruje między Lego. Ja pitooole! Znowu wlazłam w ludzika. Przecież ostatnio rzuciłam go w inne miejsce! No dobra, wołam. Może jak się włączę syrenę to przyjdzie szybciej?

Mamusiaaa!

O! Ktoś idzie!
O nie! Idź stąd osobniku rodzaju drapiącego. Usuń najpierw z twarzy te szczoty a później pogadamy. Gdzie jest moja…

Mamusiaaa!
– Chodź Nadia, mamusia śpi.
Nie, nie, nie tata! Mama!

Może jak mu zatrzasnę drzwi przed nosem to sobie pójdzie? Zblokował! Dobry jest. Ej tato, wszystko ok? Wygodnie ci na tej podłodze? 

– Nadia, nie krzycz. Czy ty wiesz, która jest godzina?

No właśnie panie szczotko. Wiesz, która jest godzina? Ja idę się bawić a ty rób co chcesz. Odeśpię po 11-tej.

– Szósta rano jest, chodź do łóżka. Co z twoim okiem?

Warkoczyki na rzęsach plotłam przez sen. Skleiło się, nie widzisz? Nie, nie, nie zbliżaj się do mnie! Bo ci… Bo ci… Wetrę kozę we włosy! Tak jak wczoraj, tyle że nie widziałeś. 

Nie, nie, nie tata! Sio! Mamusia, śtałaaam!

Dobra, sama do niej idę. Muszę tylko wycelować między jego nogami, żeby znowu nie przydzwonić mu głową w jajka.


– Chodź, umyjemy zęby.

Jest mamusia!
Wnoszę zażalenie. Wołałam cię trzy razy a ciebie nie było. Przyszedł tatuś i chyba połamałam mu nos drzwiami. Dobra, włącz…

– …piośenki!…

…i jedziemy z tymi zębami. O Jezu. Znowu różowa sukienka? Czy ostatnio, wylewając na siebie w żłobku pomidorową niewystarczająco dałam do zrozumienia, że nie lubię różu? W róż to ubieraj sobie tą pyskatą, co to w koronie na tronie dwójeczkę robi. 

Ej nocnik!

– Ale mama! Siusiu! Cem siusiu!
– No to szybciutko bo znowu spóźnimy się do żłobka i przedszkola.

Siedzę. I siedzę. Ile to już minęło?

– Nadka, siadaj! Minęły dopiero trzy sekundy…

Nie prawda. Siusiu na pewno już tam jest. Czekaj, czekaj… Może jak założę nocnik na głowę to coś zobaczę? Ejjj… Coś ciepłego leci mi po nóżkach. Mrrr, aż mną wstrząsnęło. 


3 Komentarzy/e
  • Paula

    Odpowiedz

    Zabawny tekst 😉 teraz czekamy na „dzień z życia Hanki huliganki ” 😘

  • Iwona

    Odpowiedz

    Fantastycznie napisane !
    Czytając od dechy do dechy, aż obraz staje przed oczami. 🙂
    Też mam dwulatkę (w sumie 2,5) i ciągle te same przeboje 🙂

  • Ania Gdańsk

    Odpowiedz

    Nasz syn ma dwa miesiące więcej niż Nadia, ale potrzeby, tryb przyzwyczajeń pomysły podobne…fajna z niej dziewczynka😃

Skomentuj