Macierzyństwo zmienia.

2554 Odczytano 60 komentarzy

Dziecko zmienia, nie inaczej.

Kiedyś na widok 50-ciu kilku centymetrów z pampersiorem po pachy dostawałam trzęsawki i paraliżu kończyn, niemowlaka trzymałam na rękach pierwszy raz po urodzeniu Hanisławy.
Nie daj Panie Boże podszedł jakiś kilkuletni delikwent do mnie, nie daj Panie Boże zagadał. Umiejętność mowy ograniczała mi się do poziomu dwulatka, zawstydzona wierciłam czubkiem buta krater pod sobą, jak tu z tym kimś gadać? „Ożeż, on się do mnie odezwał! ” Aż tu nagle padło na mnie, życie zakręciło testem ciążowym, który wycelował swoimi dwoma kreskami w moją osobę. Pojawiła się Hanna.

Rodzi się mała, trochę ponad trzykilogramowa ONA, patrzysz na NIĄ i zaczynasz szukać instrukcji obsługi. W międzyczasie ONA urżnie coś na wzór sporego rozmiaru gnojówki, pampers ogłasza kapitulację a ty machając ręką na instrukcję obsługi jedziesz na czuja. No, może w tym przypadku na czuja to niezbyt dobre określenie, przy tak gównianej robocie lepiej wyłączyć zmysł węchu.
Gdy już ubzdryngolona po łokcie zapinasz ostatnią napę w bodziaku, alarm rozlega się znowu. Szukasz wyłącznika, albo pokrętła głośności, w końcu przysysasz JĄ do cycka. I tak trzydzieści razy w ciągu godziny. I trzydzieści razy w ciągu godziny toniesz po łokcie w pieluchach. ONA przepuszcza przez siebie nabiał, który 5 minut po wydojeniu ląduje w pieluszce a ty myślisz „Dieta cud!”. A później, że w takim tempie twój portfel też przejdzie niedługo dietę cud.

Odkrywasz w sobie uśpione niegdyś pokłady energii i potrafisz całą dobę przelecieć na autopilocie, z małymi przerwami na regenerację, w czasie gdy akurat ONA właśnie jest przyssana do mleczarni. Co więcej, odkrywasz, że potrafisz robić to na siedząco. A w zasadzie to w każdej pozycji.
Jeść też nie musisz i dowiadujesz się, że śniadanie rewelacyjnie smakuje o 12 ‚rano’ i zimna kawa jest dużo lepsza niż gorąca, można ją pić przez pół dnia. Generalnie przez pierwsze tygodnie, w obawie o nocne wrzaski ograniczasz spożycie czegokolwiek, racząc się jedynie chlebem z dżemem. Później jest coraz lepiej, zaczynasz jeść naleśniki i gotowane wszystko. Najlepiej na parze.

Zaczynasz rozumieć, dlaczego Google zostało mianowane przydomkiem „wujek” i że niedługo będziesz musiała wymienić baterię w swoim lapku. Dostajesz palpitacji serca na widok każdej zielonej kupy, każdej krostki na ciele, i podwyższonej temperatury. W zasadzie od momentu JEJ narodzin, palpitacja serca będzie towarzyszyła ci do końca życia, bo to coś, co jest permanentnie wpisane w zawód matki.

W niedługim czasie od urodzenia odkrywasz, że ktoś, kto nazwał macierzyński „urlopem” kwalifikuje się do klasycznego „mordobicia” i pewnie był facetem, bo w zasadzie każdy facet myśli, że w domu z dzieckiem się ‚siedzi’. Tak więc, kiedy siedzisz już w tym domu z dzieckiem, odkrywasz, że w ciągu 30 minut JEJ snu potrafisz zrobić obiad, pranie, garomycie i ogarniesz Fejsbusia, oczywiście z naciskiem na fejsbusia. Wrzucisz kilka nowych zdjęć do albumu zatytułowanego „ONA” i kiwasz kolankiem w oczekiwaniu na lajki.

Odkrywasz, że Pan Króliś potrafi mówić i że dotąd mylnie wydawało ci się, iż książki służą do czytania, bo ONA właśnie przejechała na nich pokój. Szybko zauważasz, że baterie z wszystkich grających zabawek idealnie nadają się do demontażu i z premedytacją kłamiesz dziecku, patrząc prosto w oczy „Nie ma, zepsuło się…”. Wkrótce odkrywasz też, że ludzie dziwnie na ciebie patrzą, gdy w sklepie zarzynasz nutę z Huli Kuli i że Twój repertuar jest mocno przedszkolny.

Odkrywasz, że nietaktem jest zostawiać z przyzwyczajenia w McDonalds otwarte drzwi do toalety i że tworzysz zjawiskowe show podczas rżnięcia dwójeczki bo ONA siedzi obok ciebie i klaszcze. Intymność… Jaka intymność? Intymność to cecha, którą tracisz w momencie jej urodzenia a zyskujesz na nowo, gdy pójdzie na studia.

Ciągle ryczysz. Ryczysz bo ONA się pierwszy raz uśmiechnęła, ryczysz bo pierwszy raz powiedziała „mama”. Ryczysz, bo nie powiedziała „mama” tylko „tata”. Tata też ryczy. Ryczysz bo usiadła, ryczysz bo wstała. Ryczysz bo ona ryczy, przeorała paszczą kafelki. Ryczysz bo ryczysz.

Odkrywasz, że żłobek to choroba, której objawem jest twoja biegunka. I że twój związek  z NIĄ jest uzależniający. Podczas gdy ONA nocuje u dziadków, ty z delirką czekasz na kolejną dawkę JEJ.

Odkrywasz, że najlepszym uczuciem jest moment, gdy ONA podchodzi i kładzie głowę na twojej piersi. Gdy obejmuje twoją szyję i jedynym sposobem na JEJ oderwanie jest czekanie, aż sama odpadnie. I że uwielbiasz, jak już dojedzie na tej książce do ciebie i siada na kolanach oczekując, aż przeczytasz bajkę o „Koniku Galopku”. W zasadzie to nie musisz czytać, lecisz z pamięci. Uśmiechasz się szeroko widząc, jak maszeruje za rękę z tatą na huśtawkę. I jak odchyla do tyłu głowę zanosząc się śmiechem. Uwielbiasz wtulać nos w JEJ włosy pachnące szamponem i gdy zaśnie, siedzisz obok i patrzysz na cząstkę siebie mając to uczucie spełnienia. Uczucie, że coś po sobie zostawisz.

Odkrywasz, że twoje serce rośnie pierdyliard razy na godzinę i gdy wydaje ci się, że już nie można kochać JEJ bardziej, kochasz jeszcze mocniej. Właśnie ustanowiłaś nową miarę prędkości.
I tęsknisz do tego, jak tak niedawno ledwo wystawała nosem poza śpiochy rozmiar 56. Tęsknisz za ulotnymi chwilami, które zatrzymane na tysiącach zdjęć w aparacie już nigdy nie wrócą.
I chcesz ponownie cieszyć się rozmiarem 56…

60 Komentarzy/e
  • ~paulina-mama

    Odpowiedz

    no i się popłakałam. też tak miałam tylko mój Syn nie pozwala się przytulać za długo i mówi;oj mamo już wystarczy! nie całuj!!

    • ~Magda

      Matko, ja tez sie poryczalam. Mam tak samo ah jooo

      • ~Zielarnia Ojca

        macierzyństwo to kolejny etap w życiu kobiety. wiele ważnych spraw odchodzi na bok, a zostają zastąpione innymi. życie nie znosi próżni, a stare troski są zawsze zastępowane nowymi.

    • ~maf

      jakbym czytała o sobie i moim synku:)

    • ~Beata

      Wyjęłaś mi wszystkie to – nie z ust, a – z przeżyć mych własnych… identyczne mam odczucia i tesknoty bieżące
      Tylko sformułowań nie podzielam odnośnie kupek i ich wonności ;P

    • ~Beata

      Wyjęłaś mi wszystko to – nie z ust, a – z przeżyć mych własnych… identyczne mam odczucia i tęsknoty bieżące
      Tylko sformułowań nie podzielam odnośnie kupek i ich wonności ;P

  • ~Kasia

    Odpowiedz

    Ojj jeszcze nie raz będziesz RYCZAŁA jak Hania coś zrobi. Ja pamietam jak płakałam jak małe dziecko kiedy po raz pierwszy śpiewałam STO LAT Olusiowi w dniu jego pierwszych urodzin.A kiedy przyszedl do mnie, przytuli sie i powiedzial pierwszy raz MAMO KOCHAM CIE to az mnie w gardle scisnelo. To sa chwile nie
    do opisania i bedzie ich bardzo wiele:)

  • ~bastalena

    Odpowiedz

    intrygujące zakończenie 😉 mamy się kogoś spodziewać?? 😀

    • ~MamaMargo

      No właśnie – chciałam o to samo zapytać 😀

      Jakie piękne podsumowanie tego, co przeżywam od 3 lat… No i ta końcówka – też mi się włączyła 🙂

  • Bahati

    Odpowiedz

    Że rodzicielstwo zmienia zgadzam się w 100 procentach, ale jak zmienia to już różnie z tym bywa i zależy od nas samych, charakterku naszego dziecka itp. Mnie i moje (udane już przedtem) życie macierzyństwo zmieniło na lepsze. Moje życie stało się pełne, wartościowe, pozmieniały się priorytety. Myślę, że dużo zależy od umiejętności organizacji, a może miałam to szczęście, ze mogę nie zgodzić się z większością Twojego wpisu. Początki były trudne, bo i ja nie miałam przedtem doczynienia ze swieżorodkiem i wiadomo, jak większość rodziców byłam za bardzo przejęta, ale zdążyłam na tyle się ogarnąć, że 6 mcy, które spędziłam w domu były dla mnie prawdziwym urlopem 🙂 Fakt zrobiłam się bardziej zorganizowana, coś co kiedyś zajmowało mi pół dnia robię w 5 minut, zresztą kiedy wracam z pracy zanim usiądę robię 5 rzeczy na raz: wstawiam pranie, robię jedzenie dla dziecka, układam zabawki, składam bieliznę, itp.
    Od początku dbam o to, żeby nie zatracić siebie, nie przestałam dbać o siebie, a wyrazem potrzebnej mi jak tlen niezależności był mój powrót do pracy nie po 12 a po 6 mcach, Nie uzależniłam dziecka od siebie, więc wiem, że w ramionach taty synek czuje się równie bezpiecznie co w moich, mogę więc spędzić czas z przyjaciółką w ogóle nie telefonując do domu (nawet jeśli nie wracam na noc). I już nie tęsknię za rozmiarem 56, miałam taki kryzys, ale teraz radość daje mi możliwość komunikowania się z dzieckiem i czekam na więcej 🙂
    Ale fakt, dziecko to też ogromny lęk o jego dobro…

    • Matka-Nie-Idealna

      Ja widocznie nie jestem aż tak dobrze zorganizowana i 99% osób mi znanych, posiadających dzieci również 🙂

      • ~mama-tez-nie-idealna

        Ja też się wliczam w to 99%, wróciłam do pracy po 10 miesiącach, właśnie żeby być niezależna, jestem w drugiej ciąży, z powodu złych wyników jestem w domu z moim 1,5 rocznym ONYM i czekam na NIĄ. Nie zamieniłabym tych miesięcy w domu na żadną niezależność, jeszcze zdążę w życiu być niezależna, teraz mimo wielu łez i palpitacji serca codziennie umieram ze szczęścia patrząc jak ON bierze mnie za rękę.

    • ~demeter

      Możesz przeprowadzać kursy z tej organizacji, chętnie się zapiszę.
      To Co pisze autorka to samo życie 🙂

  • ~Kudłata

    Odpowiedz

    Cała Prawda! Pozdrawiam z 3 miesięczną Laurką 🙂

  • ~MamaGosia

    Odpowiedz

    No właśnie, ryczę i ryczę a tu jeszcze taki wpis, ze znowu ryczę 🙂 Masz rację. Ja mam wrażenie, ze czas mija za szybko. Chciałabym zatrzymac te wszystkie chwile zwłaszcza, że więcej nie będę nikomu zakładac malutkich śpioszków, chyba, ze kiedyś wnukom… 🙂

  • ~Ewa

    Odpowiedz

    Czytam twojego bloga już od dawna i jestem zachwycona!!

  • ~ładnie mieszkać

    Odpowiedz

    wszystko ma swoje plusy i minusy ale warto jednak skupiać się na tych pozytywnych stronach:0

  • ~Katiula

    Odpowiedz

    Jakbym czytała o sobie. Uśmiałam się i wzruszyłam. Na początku czekałam, żeby minęły te pierwsze trzy miesiące – potem miało być łatwiej. Niby jest, ale teraz z nostalgią wspominam początki macierzyństwa, rozmiar 56 a nawet wstawanie. Synek ma teraz 8 miesięcy i staram się cieszyć każdym momentem, bo wiem, że te chwilą miną bezpowrotnie.

  • ~Małgosia

    Odpowiedz

    No i ryczę bo ryczę… 🙂

  • ~Bahati

    Odpowiedz

    „99%” – rozumiem, że ma Pani w swoim otoczeniu samych rodziców jedynaków, których jedno z rodziców nie pracuje zawodowo?
    Większość mi znanych rodziców ma więcej niż jedno dziecko i przed ukończeniem roczku przez każdą z pociech obydwoje są w pracy, nie mogą, więc wyzbywać się swojej intymności, bo raczej nikt nie rozkracza się na muszli przy swoich współpracownikach ani przy np. 3-letnim starszaku 
    Zresztą, gdzie w tym wszystkim jest ojciec dziecka? Mimo, że mój mąż dużo pracuje (ale kiedy trzeba od 3 rano, więc popołudniu jest wolny) obowiązki przy dziecku jakoś tak automatycznie podzieliliśmy 50/50, tak sobie wczoraj to uświadomiłam: ja nalewam wodę do wanny, on rozbiera małego, on go myje, ja robię mleko, ja smaruje go maścią, mąż ubiera i tak ze wszystkim, maż siedzi z synkiem, a ja intymni zaszywam się w łazience.
    Czyli to nie kwestia organizacji? Przecież wraca Pani do pracy, będzie Pani musiała to ogarnąć, mając ok 8 h mniej…
    Wiem ,że post jest przekoloryzowany i miał być dowcipny, ale jako aktywna mama staram się walczyć ze stereotypami.
    ~demeter, ~Kudłata
    10 miesięcy temu, jako mama pierworodnego 3miesięczniaka też bym się podpisała pod postem Autorki, ale jako pracująca mama, która z jakiś czas zechce powiększyć rodzinę, widzę to inaczej.
    Pisząc o dobrej organizacji, nie miałam na myśli bycia idealną, ja np. bardzo rzadko gotuję obiady, są dla mnie rzeczy ważne i ważniejsze 😉

    • Matka-Nie-Idealna

      Zapewne gdy wrócę do pracy moja organizacja czasu będzie wyglądała inaczej, bo nie będzie wyjścia. A tatuś jest, proszę sięgnąć kilka postów wstecz 🙂 A stereotypy? To nie są stereotypy tylko moje doświadczenie. Jak widać w poście, piszę „ONA”, „JĄ”.

    • ~iguana

      ~BAHATI z ust mi to wyjęłaś!
      Dziecko jest radością i naturalnym następstwem naszego istnienia, ale bez przesady. Po takim opisie macierzyństwa można odnieść raczej mylne wrażenie.
      Sama jestem matką 2 latki i jedyne momenty trwogi, to rzeczywiście choroby. Nie miałam wyboru, Mała poszła do żłobka mając rok, a w razie infekcji pomagały babcie. Z resztą wyjazdy do dziadków organizuję przy każdej możliwej okazji (wesele, sylwester albo zwykła imprezka od czasu do czasu), a gdy mam ochotę wyjść wieczorem zostawiam tatusia z córusią i PA PA! Ani powieka mi nie drgnie.
      Trzeba być dobrą mamą, ale nadal pozostać kobietą, żoną i (jeśli się pracuje) fachowcem w swojej dziedzinie. Dzieci kiedyś dorosną, a matki zrośnięte z nimi pępowinami mogą wtedy mieć poważny problem.

      Pozdrawiam.

  • ~Asia

    Odpowiedz

    No i ryczę! No po prostu łzy lecą mi jak grochy bo to takie prawdziwe! Ja właśnie wczoraj weszłam do sklepu i wzięłam w ręce ubranko rozm 56..i byłam w szoku jakie jest maleńkie..bo dla mnie mój synuś cały czas jest taki maleńki…ale nie to już chłopczyk 92cm nie 56 tak szybko czas nam ucieka..tak bardzo chciałabym zapamiętać każdą chwilę i masz racje serce matki jest tak ogromne , że nawet o tym nie wiedziałam, że można kochać aż tak mocno i tak bardzo..dopóki nie pojawił się ON i mimo, że czasami jest ciężko, że potrafi dać w kość to jest mój mały człowieczek, który przychodzi daje buziaki przytula się ale przede wszystkim jest! Dziecko to najcudowniejsze co nas spotyka w życiu! 🙂

  • ~Katiula

    Odpowiedz

    Jakbym czytała o sobie. Uśmiałam się i wzruszyłam. Na początku czekałam aż miną pierwsze trzy miesiące – mówiono mi, że potem będzie łatwiej. Niby jest teraz łatwiej, ale z nostalgią wspominam początki macierzyństwa, rozmiar 56 a nawet wstawanie w nocy. Synek ma teraz 8 miesięcy i staram się cieszyć każdą chwilą, bo wiem, że te momenty już nigdy nie wrócą.

  • ~luposlipafobia

    Odpowiedz

    Ja też ryczę:) Bo dokładnie tak to sobie wyobrażam.

    Zawsze miałam kontakt z maluszkami i towarzyszyły mi podobne odczucia (a raczej malusia namiastka ich); nie ma piękniejszej rzeczy niż jak taki maluch ledwo biegnie, zaplatając nogami, przez cały pokój tylko po to, żeby objąć za szyję i przytulić albo cmoknąć soczyście w policzek. Zawsze mam wtedy łzy w oczach. A przecież to „obce” dzieci! Mogę sobie tylko wyobrazić, że przy własnych dzieciach to uczucie jest pierdyliard;) razy silniejsze:)

  • ~Marli

    Odpowiedz

    Uwielbiam…i rycze. Najprawdziwsza prawda.

  • ~slodkabeza

    Odpowiedz

    rycze 🙂

  • ~świeża mama

    Odpowiedz

    Ale sie popłakałam 🙂 A moje Cudo dopiero wyrosło z 56, a i tak łzy ciekną, gdy widzę Jego usmiech na widok karuzeli albo gdy usypia na moim ramieniu. Czekam na więcej zachwytów!

  • ~Kasia

    Odpowiedz

    Witam ;] trafiam na twojego bloga od czasu do czasu, jestem mama 3 miesiecznego Oskarka, i mam dokladnie to samo, patrze na ta spiaca kruszyne, ktora wsadza raczki do buzi i smieje sie rano na moj widok i nie wierze ze nosilam tego berbecia w brzuszku ze dla niego przelezalam pol ciazy w domu i w szpitalu.
    Pozdrawiam ;]

  • ~dorota

    Odpowiedz

    popłakałam się, poryczałam, w gardle mnie ścisnęlo i obśmialam się jak fretka 🙂 wszystko oczywiście po cichu bo mały Gnom u mnie wlaśnie spi 🙂

  • ~mama Igi

    Odpowiedz

    Te same uczucia i łzy w oczach przy czytaniu tekstu. Ja od samego początku uwielbiałam patrzeć na Córcię jak spala, wiedziałam, że nie trwa to wiecznie i wszystko ucieka. Rozmiar 56 jest bardzo sentymentalny i do tej pory nie mogę rozstać się z ubrankami Igi z tego okresu. Obecnie mam 18 miesięcznego malucha, który sam chodzi, je i zaczyna mówić i wyrażać swoje zdanie. Jest cudownie ale dlaczego tak szybko to zleciało:). Wczoraj pierwszy raz została z ciocią na cały dzień bez nas- stwierdziliśmy, ze nie jesteśmy jeszcze na takie rozstania gotowi:). Pozdrawiam i życzę wolniejszego upływu czasu wszystkim Mamom:).

  • ~TANDEM

    Odpowiedz

    Przerażający tekst kobiety nieodpowiedzialnej. Jakieś fejsbuki, ale dziecko jej w tym przeszkadza. Po prostu żenada na forum publicznym.

    • Matka-Nie-Idealna

      Podejdź do ściany i z całej siły przy****dol w nią czołem. Albo nie, ja przypieprzę bo już nie mam siły do baranów, którzy nie potrafią czytać i wyciągają wnioski wyjęte ze swojego wszechwiedzącego zada. Gdzie jest napisane, że dziecko w czymkolwiek przeszkadza? I z czego wnioskujesz, że jestem nieodpowiedzialna? Jak rozumiem wiesz, jak wychowuję dziecko?

      • ~xyz

        Niektóre komentarze faktycznie mogą załamać :/. Tak się zastanawiam ile procent Ci „ludzie” mieli na maturze z polskiego, z tekstu czytanego ze zrozumieniem…??? Myślę, że niewiele ;). Tekst jest świetny! Pozdrawiam 😉

    • ~antytandem

      Ty chyba człowieku potrzebujesz powrotu do szkoły 😉 z tego co pamiętam, to czytania ze zrozumieniem uczą w podstawówce. Normalnie, gdybym zobaczył taki komentarz gdzieś w „internetach” to bym to zlał ciepłym moczem, ale twój poziom debilizmu i ignorancji przewyższa chyba wszystko co do tej pory zobaczyłem. Mógłbym napisać, żebyś sam założył takiego bloga (albo ewentualnie rodzinę, jeśli takowej jeszcze nie masz), ale myślę, że twoje wypociny przyniosłyby więcej szkody niż pożytku. Wejdzie taki jeden typ, przeczyta czyjeś rozmyślenia i zachowując się jak typowy cebulak „shejtuje” to wszystko, bo to jest teraz modne. Jeśli już coś krytykujesz to rób to bardzo proszę mądrze i w sposób przemyślany 🙂

      chłodno (NIE)POZDRAWIAM

  • ~Xsenia

    Odpowiedz

    Może się nie poryczałam, ale prawie oplułam monitor ze śmiechu 😀 A współpracownicy co najmniej dziwnie się na mnie patrzą….
    To wszystko, co napisałaś, to najszczersza prawa 😀 Mój młodszy ma 9 Iat, a dalej uważam, że kawa zimna jest najpyszniejsza 🙂 Palpitacje serca też mi nie przeszły, a myślałam, że to z innych powodów i nawet byłam z tym u lekarza,. Ale dopiero teraz rozumiem dlaczego co chwila mi tak serce kołacze 😀
    To prawda, że dziecko zmienia osobowość ludzi. Gdy byłam w ciąży z pierwszym, byłam na 4 roku studiów. Wtedy liczyły się dla mnie studia, przyszła praca, kariera. Po urodzeniu przestało się to dla mnie liczyć w ogóle. Liczył się tylko syn. 🙂 Tylko cudem, i przy pomocy mojej mamy i teściowej, udało mi się skończyć studia bez jakichkolwiek urlopów macierzyńskich. Do teraz nie mam pojęcia, jak ja to zrobiłam 🙂 Bo niepoukładana byłam wtedy i ciągle jestem 😛

  • ~Chimerka

    Odpowiedz

    już któryś raz przypadkowo wpadam na Twój blog. Świetnie się czyta przygody matki-nie-idealnej! Jesteś taka prawdziwa w tym wszystkim i fajnie, że nie boisz się mówić, że macierzyństwo nie jest zawsze takie ekstra.

    Pozdrawiam:)

  • ~A.

    Odpowiedz

    …a pewnego dnia, po tych wszystkich „rykach i szlochach” nadchodzi dzień, w którym odpalasz Fejsa i widzisz, że Twoje dziecię (wciąż malutkie przecież 😉 ) zmieniło status na „w związku”…. I co wtedy – ryczę przecież 🙂

  • ~karol34

    Odpowiedz

    owszem, przy pierwszym dziecku tych łez jest sporo:)
    drugie już wyciska trochę mniej… co nie oznacza, że wzruszeń nie ma, ale nie są one już tak zakrapiane łzami…:)

    • ~JOANNA

      Moim skromnym zdaniem, nie ma znaczenia czy to pierwsze czy kolejne dziecko. Ja mam ich troje, dorosłych, samodzielnych, a ryczeć potrafię z okazji składanych mi życzeń z okazji Dnia Mamy.

  • ~Sylwia P

    Odpowiedz

    Tak jak napisałaś: instrukcja obsługi i działasz…tylko trzeba do tego dużo cierpliwości. A łzy szczęścia? Bezcenne. Ja jednak nie tęsknię za rozmiarem 56. Nie dlatego,że było coś nie tak. Było bosko. Ale zachwyca mnie każdy kolejny dzień. Nieznane. Czysta karta którą razem zapełniamy by syn stał się szczęsliwym i przyzwoitym człowiekiem.

    • ~saba

      czyli ze mną chyba coś nie tak…Wszystkie mamy piszą, ze ryczą, a ja nie ryczę :/ Kocham swego półrocznego syna nad życie, ale nie ryczę. Coś nie tak ze mną? serio pytam…

  • ~Edzik

    Odpowiedz

    Jesteś genialna!

    wszystko co opisałaś czuję JA
    choć moja mała ma rozmiar 76 jeszcze…
    ja już bym chciała albo kolejne 56
    i ciągle gapię się na foty z rozmiaru 56, choć obok już taka 9 miesięczna pannica 🙂

  • ~sylwia

    Odpowiedz

    Witaj to cudowne uczucie towarzyszy chyba do końca życia mój młodszy ma 16 lat i prawie 190cm wzrostu a potrafi wzruszyć do łez chociaż teraz to raczej ja moge powiedzieć że wtulam się w niego bo te 30 cm to jednak spora różnica

  • ~aga

    Odpowiedz

    Ja też ryczę chociaż moje dziewczyny maja 12 lat (i wzrost 168 o zgrozo!) i 6.Tęsknię do tych chwil kiedy ubierałam maleńkie ubranka.

  • ~Jen

    Odpowiedz

    Dawno się tak nie ubawiłam 😀

  • ~Gaja

    Odpowiedz

    normalnie potoki wyryczanych łez…:))) no takie życie…
    niczego nie można zatrzymać na stałe… i dobrze… a jak się marzy rozmiar 56 to pewnie nie długo będzie coś na rzeczy…:)

  • ~Alamaut

    Odpowiedz

    Matko..też się poryczałem..zebyście tylko zawsze wiedziały z kim macie to dziecko.

  • ~Magda

    Odpowiedz

    To ja miałam tego 2x więcej – z bliźniakami.

  • ~stara mama

    Odpowiedz

    No i czytając się poryczałam, tak jak 30 lat temu ryczałam z tych samych powodów co Ty, teraz znów ryczę bo będę babcią, i znów będę ryczała z okazji pierwszej kupki, pierwszej kolki, pierwszego ząbka, i jak powie baba, pozdrawiam wszystkie mamy pozytywnie zakręcone

  • ~Asia

    Odpowiedz

    ..poczekaj aż Hania pójdzie do „pseskola” i wręczy Ci zaproszenie na Dzień Mamy.. wyobraź sobie, jak będzie Cię wyglądała, czy oby na pewno przyszłaś na przedstawienie i jak będzie się starała stanąć naprzeciw Ciebie, żebyś Ją dobrze widziała.. jak taki Krasnal zacznie skakać, śpiewać „dla Mamusi cmok”.. to się dopiero łzy poleją… i tych łez szczęścia Tobie i sobie życzę jak najwięcej, bo te Dzieci to sens naszego żywota..

  • ~ewcia

    Odpowiedz

    hmmm….też się oczywiście poryczałam jak większość. Moja córka ma już 9 lat…:))))))))))))))

  • ~ewka_au

    Odpowiedz

    dokładnie tak jest moja córka zmieniła wszystko ONA jest motorem i moją siłą – przez pierwsze 2,5 roku nie przespałam ani jednej nocy, do pracy wróciłam jak miała 10 mc, zrobiłam studia 2 lata w roku, przeprowadziłam się do innego miasta, zaczełam budowę domu – dziecko to jest MOC

  • ~Apsik

    Odpowiedz

    Dziewczyny!
    Wszystkie jesteście super!
    Autorka napisała piękny, genialny tekst!
    Ja nie mogłam płakać bo jestem w pracy 🙂 ale oczka mokre mam 🙂
    Ja mam już zerówkowiczkę ale od jej urodzenia (które było przecież przed chwilą :)) staram się żyć tu i teraz, żeby uchwycić te wszystkie najwspanialsze momenty życia.
    Zdrowia wszystkim!

  • ~Tata Tomek

    Odpowiedz

    Lepiej bym tego nie opisał. Tatusiowie często mają identycznie, to nie jest tylko domena mamusi… 😉

  • ~Kasha

    Odpowiedz

    Pięknie napisane! Wszystko jakby z mojego żywota, ale 26 lat temu! Jeszcze Cię zadziwi Twoja Pociecha! A ryczy się i po tych 20 kilu latach (jak coś powie miłego, jak coś zrobi zjawiskowego). Czas niewiele zmienia. My mamy się nie zmieniamy! Tylko serce jakby pojemniejsze się robi 🙂

  • ~kumimi

    Odpowiedz

    ryczę… a mój synuś kończy dziś 11 lat i nadal ryczę… Świetny tekst

  • ~Kasia

    Odpowiedz

    boszzzzz… myślałam, ze tylko ja tu będę ryczeć a tu co druga wzruszona 😉 Moja ONA ma dopiero za chwilkę 5 miesięcy a ja już tęsknię za 56 😉

  • ~on

    Odpowiedz

    A ja nie ryczę, bo nie mam dziecka i nie będę chyba miał. Rozumiem te uczucia, zdaje się byłbym do nich zdolny, jak i do poświęceń, ale los zdecydował inaczej, po dwóch poronieniach w moim na szczęście byłym małżeństwie, w planach jest raczej Dominikana, fajne auto i spokojne weekendy, a nie potomek. I najprawdopodobniej tak zostanie; genialną rzeczą jest celebracja czasu dla siebie, brak przymusu robienia czegoś, poza oczywistościami, jak ogarnianie zakupów i porządków, rewelacyjną rzeczą jest planowanie kolejnych wydatków dla siebie i ukochanej, bez wyrzeczeń i moralniaka.
    Niemniej, gdyby się zdarzyło, zapewne „wyprułbym się” dla dobra latorośli. Ale to mało prawdopodobne. Okropnie cenię sobie swój czas wolny i uwielbiam beztroskie weekendy, to przedłuża mi w nieskończoność młodość, która niepostrzeżenie przeminęła.

  • M....lena

    Odpowiedz

    Jestem na etapie 5,8 miesiąca i już dawno stwierdziłam, że ten etap gdy Maluszek jest taki tyci, wije się , macha dziwacznie rąciami, a miny są takie „dorosłe” i bezcenne , powinien trwać nieco dłużej. Choćby po to żeby obolała i walnięta nowymi hormonami Mama w połogu miała szansę nacieszyć się tym tak ulotnym etapem życia swojego dziecka.

Skomentuj