Masz dosyć swoich dzieci? Nie martw się, ja też.

2963 Odczytano 8 komentarzy

Czasami łapię się na zakazanych myślach. Staję wtedy w rozkroku rodzicielstwa bo z jednej strony kocham swoje dzieci miłością niesamowitą i bezgraniczną a z drugiej mam świadomość, że życie trochę jakby ucieka mi przez palce.

– Nie wiem, czy mając świadomość tego jak będzie ciężko z dwójką, zdecydowałabym się na drugie dziecko. – Sapnęłam pod nosem. – Ciągłe choroby, logistycznie kuleję. Hania jest już duża i samoobsługowa a ja zwyczajnie jestem zmęczona. Nawet nie masz pojęcia jak ciężko mi to mówić bo nie wyobrażam sobie życia bez Nadii. – skarciłam sama siebie. – Ale z jednym dzieckiem było zdecydowanie łatwiej. Pocieszam się tym, że za dwa lata Nadia będzie bardziej samodzielna a ja trochę odsapnę. Kiedyś śmiałam się z mamy, że chodzi spać o dwudziestej. Dzisiaj dwudziesta to dla mnie deadline.

– Doskonale cię rozumiem. Też czasami zastanawiam się, jakby było bez dzieci. Brakuje mi tego życia, wolności i beztroski. – Przyjaciółka westchnęła jednoznacznie.

Paczka LM-ów powoli się kończyła, przemyślenia płynęły, wieczór robił się coraz chłodniejszy. A ja zaczynałam tęsknić za dziećmi, pomimo iż widziałam je dwie godziny wcześniej.

Czasami mam dość. Tak bardzo dość, że w myślach rzucam „na chuj mi to było?”.

Przecież życie bez dzieci jest o wiele łatwiejsze. Pomijając wszystkie choroby, kombinatorykę logistyczną i co zrobić w momencie, kiedy szef na nas krzywo patrzy przy drugim zwolnieniu w miesiącu. Pomijając nieprzespane noce, wczesne poranki i turbodoładowanie dziecka w momencie kiedy my padamy na pysk. Pomijając wszystkie kupy, wyrzynające się zęby i pseudo „bunty”.

Wracasz do domu po pracy i… Siadasz. W najlepszym wypadku wyczarujesz sobie jakieś resztki z lodówki, totalnie nie przejmując się wartościami odżywczymi, zaspokojeniem porcji warzyw czy też owoców. Nikt nie pluje Ci kaszą gryczaną i nie krzywi się na widok ogórka. Siadasz na kanapie i włączasz serial a nie Mini Mini. Twój telefon jest tylko Twój i nie przychodzą na niego żadne powiadomienia o nowym super ekstra filmiku na kanale dla dzieci. Spontan nie oznacza organizowania opieki dla dzieci na tydzień przed imprezą a sama impreza nie kończy się pobudką o szóstej rano, kiedy Twoja dwulatka jest już wyspana.

Będąc mamą cały czas się martwisz. Tym, że dziecko mało je, nie mówi lub zaczęło zbyt późno chodzić. Martwisz się temperaturą i kolejnym antybiotykiem. Zostawiając najmłodsze po raz pierwszy w żłobku czy przedszkolu też się martwisz. I czy da radę samo u babci w ten weekend. Martwisz się tym, że się spóźnisz do pracy bo młode wyjątkowo nie chce współpracować tego poranka. Martwisz się ocenami, problemami w szkole i wyjazdem na obóz sportowy. Martwisz się tym, że nie odbiera telefonu i dlaczego w wieku szesnastu lat upił się do nieprzytomności. Pierwszą miłością, złamanym sercem i tym, żeby rówieśnicy nie sprowadzili go na złą drogę też się martwisz. Zastanawiasz się, czy wpojone w domu wartości są wystarczające żeby syn lub córka pokonali wszystkie popieprzone reguły tego świata. Martwisz się tym, że coś zepsujesz. Że w którymś momencie macierzyństwa dasz wychowawczej dupy. Martwisz się na zapas. Razem z dzieckiem rodzi się strach.

Już nie możesz spać w weekend do dwunastej a pojęcie „fajrant” tak naprawdę nie istnieje. Cały czas jest coś do zrobienia, cały czas jesteś w biegu. Czasami jesteś zmęczona i sfrustrowana. Masz dosyć chorób, płaczu i nieprzespanych nocy. Czasami masz ochotę wszystkim piznąć i powiedzieć „Sorry, ja się wypisuję”. Ja to mówię co drugi dzień.

A potem nadchodzi taki dzień, kiedy oddajesz dzieci na weekend do dziadków i snujesz się po pustym domu. Nikt nie krzyczy, nikt się nie bije. Nikt nie rozlewa soku i nie kręci nosem nad pomidorówką. Nikt nie wskakuje Ci na kolana kiedy masz arcyważną pracę tylko po to, by powiedzieć, że Cię kocha. Nikt nie zrywa Ci kwiatka z wypielęgnowanego skalniaka przed domem. Nikt nie rysuje krzywego serca na chusteczce do nosa. Nikt nie pyta czy opowiesz mu bajkę albo chociaż poprzytulasz się w łóżku, skoro jesteś zmęczona. Nikt nie każe drapać się po pleckach i nie kładzie głowy na Twojej piersi bo wie, że lubisz wąchać jego włosy. Nikt nie mówi, że jesteś najlepszą mamą na świecie, chociaż godzinę temu darłaś się jak opętana. Nikt nie cieszy się tak na Twój widok kiedy wychodzisz z toalety po dziesięciu minutach. Nikt nie odbija twarzy na szybie prysznica, kiedy gorąca woda leje się na Twoje plecy i nie wpada w histerię, że jesteś odrobinę zbyt daleko. Nikt nie pisze kredą na chodniku przed domem koślawego „MAMA” inie pyta czy poskaczesz z nim na trampolinie.

I wtedy zaczynasz się zastanawiać, kim byś była bez dzieci? Jak mogłaś bez nich funkcjonować?

Czasami potrzebna jest chwila oddechu żeby przypomnieć sobie, co jest w życiu najważniejsze.

8
Dodaj komentarz

avatar
8 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
8 Comment authors
agszTataAgaDorotaKejt Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Patka
Gość
Patka

Wow. Co robisz w mojej głowie i jak tam weszlas 🙂 jak bym czytala swoje myśli. Bardzo czesto mam dość. Mam ochote sie wypisac. Chodze sfrustrowana i zla za brak czasu dla siebie albo zwyczajnie czasu na nic nie robienie. Nie wyobrazam sobie by ich nie bylo ale jestem już zmeczona.

justyna
Gość
justyna

Dokładnie…boże ja mam jedno dziecko, od 2 lat kiedy poszedł do przedszkola jest wiecznie chory……Jak nie on chory to ja chora. Przez te choroby dużo przebywa z moją mamą, która delikatnie mówiąc ma inne spojrzenie na wychowanie dzieci, pracuję na umowę zastępstwo w budżetówce 3 rok mają nadzieje, że załapie stały etat… rzygam chorobami i lekarzami…Na dziecko nie narzekam, jest naprawdę kochany, idzie się z nim dogadać, pójść na kompromis(ale ma też dużo chwil kiedy musi postawić na swoim….)Ale w święta wielkanocne kiedy na wszystkie moje „nie” reagował atakiem szału, płakałam do męża, że chce cofnąć czas i go nie… Czytaj więcej »

Kasia
Gość
Kasia

O Jezu, ja to pisałam czy co ? 🙂 Tylko chociaż jeden wolny weekend albo jeden dzień od 4 lat by się przydał… Żeby nic nie musieć…

Kejt
Gość

Nawet nie wiesz, jak zazdroszczę ludziom, którzy mogą „sprzedać” dzieci na weekend, żeby za nimi zatęsknić. Ja nie mam tej możliwości dlatego czasem syczę, pluję jadem… bo mam zwyczajnie po kokardę! Chciałabym pobyć tak po prostu sama, w ciszy bez puchnących paneli od ciągłego rozlewania, ścian uwalonych czekoladą, powodzi w łazience, ciągłego rozrabiania itp…

Ale pocieszam się, że jeszcze tylko rok-dwa, jak najmłodsze zacznie być samodzielne i wtedy odetchnę, dziękując wszelkim mocom, że odwiodły mnie od mordu na nieletnich… bo jednak cudownie ich mieć;)

Dorota
Gość
Dorota

Kropka w kropkę jakbym ja to pisała. Tylko ja mam swoich dzieci dosyć średnio co parę godzin. Mam trójkę. Najstarsza 7 lat i bliźnięta( zaraz 2 lata) mam ich normalnie dość. Brzmi to strasznie, ale wykańczaja mnie psychicznie. Wiecznie się tłuka, krzyczą, broją strasznie. Potrafią patrzeć w oczy a rączkami broic. Nikt ich nie weźmie na weekend bo zwyczajnie wiedzą, że sobie nie dadzą rady. Ja też nie daje…, ale co zrobić. Jednak jakby ich nie było to zwyczajnie byłoby nudno. Spokojnie, cicho, ale nudno. Kocham ich ponad życie, ale czasem bym chętnie zamknęła drzwi od drugiej strony. 😂

Aga
Gość
Aga

wzruszyłam się i naładowałam się od nowa na macierzyństwo

Tata
Gość

Kurcze, mimo tego, że jestem tatusiem a nie mamą ten post oddaje bardzo moj zdanie na ten temat. Akurat pare dni temu oddaliśmy dziecko do żłobka, pracuję kilka dni z domu i jakoś tak pusto… Nikt nie biega, nie krzyczy, można w spokoju usiąść, nie trzeba oglądać mini mini :d No ale jednak czegoś brakuje… zastanawiamm się czy to nie jest po części przyzwyczajenie?

agsz
Gość
agsz

Miesiąc temu urodziłam syna, drugie dziecko, dwa lata różnicy. Dziś był dzień, w którym pomyślałam, że byłam lepszą mamą dla jednego dziecka, niż dwóch… jestem tak zmęczona, że zapalam się w sekundę, płaczę albo krzyczę, wydaje mi się, że nie starczy mi sił żeby starać się dla nich obojga tak samo, jak dawniej dla jednego. Ale gdy emocje opadają wiem, że bym się nigdy nie wycofała. Mówi się, że problemy rosną wraz z dziećmi, mimo to wierzę, że z biegiem czasu będzie trochę łatwiej.