Matko! You do it wrong!

864 Odczytano 11 komentarzy

Każda z nas jest matką, żoną i kochanką, chociaż niekoniecznie w takiej kombinacji. Matka jaka jest każdy widzi. Kajdany na rękach, kula u nogi i dziecko przy piersi. Czasami w całym swoim macierzyństwie zapominamy, że jesteśmy też (albo przede wszystkim) kobietami. Jakie są więc najczęściej popełniane błędy przez matki?

Czytajcie z przymrużem 😉

  1. Wygląd.
    Gdy ogarniasz instrukcję obsługi nowo narodzonego dziecka, delikatnie mówiąc masz w dupie swój wygląd. We wspomnieniach masz jeszcze wspomnienie masakry twojej kobiecości, nie w głowie ci czerwone usta i biust obity koronką.
    Na pewno znacie tą zależność: myślisz, że dziecko daje ci pół godziny przerwy od roboty, w planach prysznic i kupa. Niczym rasowa księżniczka zasiadasz na tronie, scrollujesz Facebooka a tu psikus. Młode po pięciu minutach pruje puchę. I weź się skup. Z kupy nici, z prysznica nici. Szybko przemywasz pachy dziecięcą chusteczką a makijaż masz w planie zrobić zanim mąż wróci z Mordoru. Niestety życie bardzo boleśnie weryfikuje nasze plany i zazwyczaj po prostu nie masz czasu lub zapominasz o doprowadzeniu się do stanu reprezentatywnego. I tutaj pies pogrzebany. My drodzy panowie, naprawdę chcemy zadbać o swój wygląd. Serio serio. Tylko jak to możliwe gdy farba na włosach potrzebuje pół godziny a wy po piętnastu minutach podrzucacie nam dziecko bo „on chce do ciebie”? Dajcie nam godzinę tylko dla siebie, zabierając młode z pola rażenia. 45 minut na sen, 15 makijaż.
  2. Niewolnictwo.
    Nie oszukujmy się. Wiele matek świadomie rezygnuje z życia towarzyskiego, woląc zostać w domu z dzieckiem. Inną wymówką jest brak opieki dla młodzieży bo na przykład kiedyś gdzieś się wybyło za pracą/miłością i potencjalni skazańcy do potencjalnej opieki są niemałe 500 km dalej. I tak kisimy się w domach, zmieniając pieluchy i koczując na promocje w Lidlu. A później narzekamy, że koleżanki wzięły się i wypięły, przyjaciółki od serca nie poznałabyś na ulicy a życie towarzyskie toczymy tylko lajkami w socialach.
    Często tylko na własne życzenie zostajemy niewolnicami w swoich domach.
    Kobieto! Rusz tyłek, wydłub ze słoika pięć dych na opiekunkę i idź na randkę! Może przypomni ci się, co widziałaś w gościu obok którego codziennie zasypiasz.
  3. Torebka.
    Umówmy się. Twoja torebka jest twoja. Torba twojego dziecka jest wasza wspólna. Ot taka zależność, która mówi, że w twojej torebce jest miejsce tylko na szminkę, portfel i kluczyki do auta. Wszelkie pieluchy, chusteczki i skarpetki przerzucasz do drugiej torby. Chyba, że chcesz później w robocie wyciągnąć z torebki kanapki w towarzystwie dwutygodniowej pieluchy. Znane z autopsji. Stąd też od tamtego czasu niczym rasowy wielbłąd noszę na jednym ramieniu jedną torbę, na drugim drugą a pod pachą pierworodną.
  4. Garderoba.
    Odzież ciążowa jest brzydka i droga, na szczęście prawie do końca ciąży mogłam nosić cywilne ciuchy. Jeśli masz w swojej szafie ciuchy oversize, które zwłaszcza pod koniec ciąży skrywały twój brzuch, cóż… Niech tam pozostaną.
  5. Buty.
    Bieganie w obcasach za dwulatkiem z torpedą w tyłku nie jest łatwe, stąd też gdy idę na zakupy intuicyjnie rozglądam się za płaskim obuwiem. Kiedy Hani nie było jeszcze w planach Boskich, szpilki były moimi ulubionymi butami, pomimo słusznego wzrostu (172, tia…). Może kiedy średnia wypadkowa mojej córki zmaleje a ja nie będę musiała włóczyć łokciem po ziemi gdy prowadzę za rękę niecały metr dziecka, wrócę do starych nawyków.
    Niestety z obserwacji wynika, że matki często przyzwyczajają się do niedobrego i adidasy tłumaczą dzieckiem. Co z tego, że piętnastoletnim?
  6. Seks.
    Ten człowiek, który cię zbrzuchacił też ma swoje potrzeby. Możesz na przykład poklepać go po ramieniu lub przynieść piwo z lodówki. Gdy rodzi się dziecko, często nie mamy czasu, siły ani ochoty na orgazm. No dobra, ochota na orgazm jest zawsze, tylko ta gra wstępna i czas przed nim… Można w tym czasie na przykład umyć podłogę albo utłuc schabowe.
    A tak serio, często zapominamy o tym, że oprócz matek, jesteśmy żonami i kochankami. Zaniedbujemy naszych panów…zZzzZZZZzzz…
11 Komentarzy/e
  • Kasia

    Odpowiedz

    Zamiast orgazmu, utłuc kotlety, padłam 😉 Ale doskonale pamiętam ten czas sprzed 6 lat, gdy na świat przyszła nasza córka, a do szpilek nie wróciłam do tej pory :/

    • Pniazylina

      Spoko, ja niby dopiero 1,5 roku popylam na plasko, ale podejscie juz mialam….wypadl mi dysk, dlatego pierdziele plaski kozak tez jest pelen seksapilu! (przepraszam ale nie mam polskiej klawiatory a pisze na sluzbowym koputerze)

      • Pniazylina

        i jestem analfabetka….klawiatury!

  • Justyna

    Odpowiedz

    świetny tekst i zgadzam się z nim choć nie należę do tej grupy kobiet 😉 szpilki założyłam po miesiacu od porodu (zarówno po starszym jak i po młodszym), z ciuchami jest trochę ciężej, bo dużo mi zostało, fakt jeden nie mam koleżanek, ale to chwilowe, bo nie dawno przeprowadziliśmy się do UK a mój angielski jeszcze kuleje 🙂 Do wyjścia pełny makijaż, a seks? Hmmm po pierwszym porodzie już po miesiacu wróciliśmy „do siebie”, a po drugim minęły trzy tygodnie, więc chyba ze mna nie jest tak źle. Choć znam dużo kobiet z wymówka „mam dziecko” i to jest trochę smutne.

  • anjanka

    Odpowiedz

    Brawo! Czysta prawda z uśmiechem. Mój mąż się dziwi ze paznokcie robię jednego dnia, włosy innego. A to są juz dwa dni poza domem, co ważne BEZ dzieci

  • Karolina

    Odpowiedz

    Hym ja nie wiem o co kaman. Moje pierwsze dni jako matka wspominam dobrze 😀 nawet bardzo 🙂

  • Madzik

    Odpowiedz

    No masz, trafiłaś! Moje za dwa tygodnie roczek, a ja już od tygodnia pamiętam, by włos tłuszczem nie ociekał, twarz przypominała żywego człowieka, a nogi… cóż, nogi czekają na swoją kolej, by o nich pamiętać 😉

  • Anik

    Odpowiedz

    Odkad jestem mama codzienny makijarz ograniczylam do korektora z kremem ktory maskuje cienie pod oczami. Na reszte zwyczajnie nie ma czasu. Bo o ile moj poltoraroczny skarb daje mi ogarnac sniadanie, wlosy i wstawic pranie przed wujsciem na spacet to na make up juz mu cierpliwosci nie starcza. I w sumie mam to w nosie. A co to obowiazek ?! Jak jest weekend i rodzinne spotkania to owszem. Twarz, wlosy, kiecka. Wszystko super ale na codzien?
    Aha ja nie pracuje. Jak wroce do pracy to co innego.

  • Anik

    Odpowiedz

    Pozatym odkrylam ze macierzynstwo wyzwolilo mnie z przymusu nakladania pelnego makijazu codziennie. Zaczelam akceptowac swoj naturalny wyglad i dobrze mi z tym ? (oczywiscie korektor pod oczy musi byc)

  • ita88

    Odpowiedz

    Dałam do przeczytania wczoraj mężowi z pytaniem ile do mnie pasuje. Tylko się uśmiał. Wieczorem znalazł jednak czas na uśpienie Młodej. Dzięki temu doprowadziłam się do perfekcyjnego stanu. Założyłam krótkie jeansowe szorty, ekstra bieliznę i tak sprzątałam kuchnię. Niezbyt długo, bo kiedy przyszedł mąż… 😀 Czekam na więcej takich wpisów.

Skomentuj