Depresja poporodowa- moja historia.

3389 Odczytano 12 komentarzy

Zbierałam się.

Zbierałam się długo do tego posta, chociaż nie będzie on w ogóle mój. To historia bardzo bliskiej mi osoby, osoby zmagającej się z depresją. Nie wiedziałam, z której strony go „ugryźć” i nie chciałam by przeszedł niezauważony. Bo jest ważny. Bardzo ważny.

Post jest odpowiedzią na komentarz Feroce pod wpisem o depresji poporodowej (klik), która powiedziała, że mówić o depresji a przeżywać ją to dwie różne rzeczy. I że to cholernie trudna sprawa. Depresja to suka.
Po tym wpisie odezwało się do mnie bardzo dużo osób. Totalnie nie czuję się kompetentna by udzielać jakichkolwiek rad, aczkolwiek imponuje mi, że znajdujecie we mnie swojego powiernika. Jeśli czujecie, że musicie się wygadać, chcecie by Waszą historię poznało więcej osób, jeśli chcecie pokazać swoją walkę i dodać otuchy… Ten blog jest po części Wasz. Piszcie, ja tylko powstawiam przecinki.

Jak to jest po drugiej stronie lustra? Oddaję głos A.

„No właśnie. I stąd ten post chyba. By kobiety wiedziały, że gdy dzieje się źle to, że raz – to nie ich wina, a dwa – można sobie z tym poradzić. Niestety zazwyczaj potrzeba pomocy specjalisty i niestety właśnie przez takie stany kobieta traci kontakt z rzeczywistością, przestaje czuć pozytywne emocje, które zostają wyparte tymi czysto negatywnymi: smutkiem, gniewem, rozczarowaniem, żalem i czasem nawet agresją. Dlatego często taka depresja jest zagrożeniem dla dziecka. Nie, nie matka jest tym zagrożeniem, która na pewno kocha swoje dziecko ponad życie, ale ta miłość zostaje jej odebrana przez depresję, która zaczyna przejmować nad nią władzę.

Mnie denerwowała nawet pracująca pralka. Jak wirowała, to miałam ochotę w nią kopać. Gdy byłam zła na dzieci, to aby nie wyżywać się na nich to prawie włosy rwałam z głowy i uderzałam pięścią po ścianach. Nikomu nie życzę tak negatywnych przeżyć z tak błahych powodów. A teraz kiedy już jest dobrze, to uwierzcie mi, bardzo wiele rzeczy z tych co spędzało mi sen z powiek okazuje się sprawami trywialnymi, tylko nie da się tego wtedy dostrzec. Na samą myśl o tym, aby rozwiesić pranie, czy usiąść się pobawić z dzieckiem miałam odruch wymiotny. Zrobienie jajecznicy stawało się zadaniem nie do wykonania. Umycie naczyń? Szkoda gadać. Na szczęście skapnęłam się, że to może być depresja i dość szybko otrzymałam pomoc… Tylko, że skapnęłam się po ponad roku cierpienia i to już w sytuacji kiedy kiedyś cierpiałam na inną jej odmianę, tą po traumatycznych przeżyciach, więc szkoda, że nie nagłaśnia się takich spraw, ponieważ nie jestem głupia, tylko depresja tak działa, że się długo maskuje pod przykrywką przemęczenia. Nawet wiele osób mi mówiło, że przy dwójce małych dzieci, gdzie różnica wieku jest mniej niż dwa lata to przecież normalne, że jestem zmęczona i że nie mam na nic czasu. A ja przestałam się nawet myć, bo już nie było mi po drodze. Wszystkie swoje siły skoncentrowałam na tym, aby dzieci miały co jeść i aby chodziły w czystej pieluszce. Robiłam to jak robot. Nie z miłości tylko z obowiązku. Zastanawiałam się, czy jeszcze kocham męża, bo miałam do niego wielki żal, że chodzi do pracy. Tak, że chodzi do pracy. Rozliczałam Go też ze wszystkiego co robi i czego nie robi, a nawet chciałam odejść, ponieważ osoby z depresją często uciekają, odcinają się. Chciałam odejść również z tak samo błahych powodów z jakich się wkurzałam. Aż dziw, że ze mną wytrzymał jak teraz o tym myślę. I teraz skąd tyle rozwodów po pojawieniu się dziecka co? Aktualnie ani trochę się nie skupiam nad tym co albo jak robi mój mąż, a wtrącałam się wcześniej non stop, bo w moim mniemaniu robił wszystko nie tak, za mało i w ogóle źle. Krytykowałam na każdym kroku. Cierpliwy z niego koleś :). Mam naprawdę szczęście. Najśmieszniejsze, a może i najtragiczniejsze jest to, że najprawdopodobniej to depresja jeszcze po pierwszym porodzie, tylko że była słaba, zwalało się na przemęczenie i trudy odnalezienia się w nowej sytuacji. Po pojawieniu się drugiej pociechy, było na początku fajnie. Dużo lepiej! Naprawdę.

Ale teraz wiem, że wzmożona aktywność tuż po porodzie to jeden z przepowiadających objawów nadejścia depresji. Po powrocie do domu ze szpitala było mnie wszędzie pełno. Chciałam sprzątać, gotować, prać, przytulać dzieci, nie spałam tylko patrzyłam jak córka śpi, śmiałam się, planowałam dietę i trening, aby szybko wrócić do formy. Nie mogłam się doczekać kiedy zacznę ćwiczyć. Byłam szczęśliwa, ale trochę rozkojarzona tym szczęściem. Taka jakbym trochę za dużo kaw wypiła. Problemy ze skupieniem i tym podobne. To się nazywa fachowo mania. Później stopniowo to nakręcenie mi schodziło i wróciłam do swojego stałego przygnębienia. No i nastąpił etap przełomowy w życiu naszej rodziny. Przeprowadzka. A że mąż pracował, co jak już wspomniałam, wkurzało mnie niemiłosiernie, to wszystko było na mojej głowie. Codzienne obowiązki: sprzątanie, pranie, gotowanie i karmienie, przewijanie i przebieranie, zabawianie i pocieszanie, usypianie i załatwianie mnóstwa innych spraw plus przeprowadzka – pakowanie, szukanie mieszkania, dzwonienie, pakowanie, załatwianie transportu, a później rozpakowywanie i urządzanie. Bardzo dużo. Za dużo jak na jedną osobę z dwójką malutkich dzieci u boku i bez żadnej pomocy. Po przeprowadzce załamałam się całkowicie. Pogorszenie mojego stanu nie było stopniowe ale skokowe. Z dnia na dzień. Niedobór neuroprzekaźników, który był odpowiedzialny za ten stan można opisać tak, że nie bardzo wtedy się wie jak ruszyć ręką, aby wykonała konkretną czynność. Ruchy były nieskoordynowane, a ja cała tak ociężała i słaba jak podczas wysokiej gorączki. Wtedy już wiedziałam, że bez pomocy się nie obejdzie. Na koniec tylko dodam, że szybką pomoc od psychiatry otrzymałam dlatego, że jak już przestałam dawać sobie radę i zaczęłam przy dzieciach płakać to zadzwoniłam do poradni zdrowia psychicznego i gdy usłyszałam, że najbliższy termin jest dopiero za dwa miesiące (a to i tak dobrze) to zaczęłam wyć, że tyle nie wytrzymam i że co mam zrobić, aby już otrzymać pomoc? Zostałam przyjęta praktycznie do ręki. Dobrze Matka-Prawie-Że-Idealna ? zwróciła uwagę: depresja to nie tylko smutek i siedzenie w łóżku, a tak się niestety przyjęło. Wiele zaniedbanych, porzuconych, czy niestety zmaltretowanych dzieci zostaje właśnie przez nieleczoną, bardzo silną depresję poporodową… Wyklina się te „złe matki” wtedy, a one cierpią już później całe życie. Tylko dlatego, że nie dostały odpowiednio szybko ratunku. Nie wierzę, ze nie prosiły, bo osoba w depresji prosi całą sobą o pomoc. Tylko albo uznaje się taką kobietę za wredną sukę, bo się wszystkiego czepia i na wszystko narzeka, albo uznaje, że jest przemęczona i że jak dzieci wyrosną to się wszystko uspokoi. Udostępniajcie ten wpis i obserwujcie swoje otoczenie i nie bójmy się iść do specjalisty. To nie średniowiecze i nie spalą nas na stosie. Opisałam tu tylko po krótce swoją historię, pomijając to jak bardzo wrzeszczałam na dzieci praktycznie bez powodu, ponieważ się tego strasznie wstydzę i pomijając sprawy intymne z mężem, bo jest to dla mnie temat prywatny. Takich historii może być w naszym otoczeniu naprawdę wiele. Jedne mogą być o wiele łagodniejsze, a inne dużo gorsze. Jedne mogą się cechować samą płaczliwością i smutkiem, wycofaniem, a inne agresją. Spektrum oddziaływań na nasze życie depresja ma naprawdę bardzo szerokie i nie jest taka rzadka jakby się mogła nam wydawać.”

12 Komentarzy/e
  • Feroce

    Odpowiedz

    Droga Mamo, Twoja historia bardzo podobna do wspomnianej przeze mnie historii mojej przyjaciółki. Podziwiam i nie wyobrażam sobie, jak mogłaś tak długo tkwić w takim stanie, kiedy K.po tygodniu chciała z sobą skończyć („bo jest złą matką, osobą i musi umrzeć albo chociaż iść do więzienia” itd). Minęły ponad 2m, jest lepiej, ale nadal szpital, wahania nastroju, przepustki do domu na kilka godzin. Próba dla całej rodziny, w końcu dwójka dzieci tak długo nie ma mamy… Ale wierzę, że to się niebawem skończy, wszyscy czekamy na dawną K. 🙂
    Ja, pedagog, myślałam, że dużo wiem na ten temat. Teraz wiem, że nie wiedziałam nic i dziękuję Bogu, że mnie to ominęło 🙂

  • anna

    Odpowiedz

    Boze jakie to jest straszne. Przeszlam depresje dlugo zanim zaszlam w ciaze. Pamietam ze moj psychiatra ostrzegal ze jesli urodze dziecko to mam wieksze szanse na depresje poporodowa. Dzieki bogu to sie nie stalo ale wiedzialam ze jak tylko cokolwiek zacznie sie dziac to biegne do lekarza.
    Masz racje ze to zaden wstyd isc do psychiatry czy psychologa i powinno sie to zrobic jak najszybciej jesli pojawia sie problem.
    Najwazniejsze ze masz ten koszmar juz za soba. Trzymam.kciuki za ciebie i za siebie bo tez sie z czyms zmagam

  • pani W

    Odpowiedz

    Jakbym widziała siebie.. Szkoda tylko że muszę radzić sobie z tym sama…

    • Julka

      Dlaczego sama? Nie możesz zgłosić się do poradni?

  • Mama

    Odpowiedz

    Potwierdzam… Depresja to coś paskudnego… Znika ochota do życia. Po prostu chce się odejść, żeby nie stanowić problemu dla innych… Ja sama czułam, że muszę zrobić wszystko wokół dziecka, ale robiłam to, bo musiałam, nie czułam wtedy, że kocham… Gdy już udało mi się wyjsć na prostą (bez pomocy psychiatry i leków się nie obyło), zaczęłam mieć żal do siebie… Jak wcześniej mogłam nie kochać tak cudownej istoty, mojego Dziecka… Tłumaczę sobie, że to choroba, ale czasami to nie pomaga…

  • Julka

    Odpowiedz

    A czy możliwe jest że taka depresja sama minie? Ja etapu manii nie miałam, ale ten okres depresyjny po części tak, może nie wszystkie aspekty ale część na pewno… mąż z wykształceniem kierunkowym chciał żebym sie skonsultowala ale tak jakos odwlekałam i w końcu jak poszłam do pracy to jest lepiej. Wychodze do ludzi, robię to co lubię. Nie mogę raczej określić siebie jako szczęśliwą osobę ale na pewno jest poprawa.

  • Paulina

    Odpowiedz

    Tez przeszlam przez pieklo depresji. Tyle,ze ja chcialam oddac wlasne dziecko…Mialam potwornie dosc wszystkiego. Placzu dziecka,draznilo mnie to,ze pomimo iz maz byl na urlopie by mnie wesprzec jego szef ciagle czegos chcial i wydzwanial z pierdolami
    Balam sie panicznie wlasnego dziecka,sam na sam w domu,ze nie bede wiedziala o co mu chodzi. Rok bylam na psychotropach. Ponad rok czekalam az milosc w koncu przyjdzie. Wsciekalam sie i robilam mezowi awantury o to,ze on moze pojsc do pracy,a ja nie,ze siedze w domu i calymi dniami zmieniam pieluchy. Depresje okupilam tym,ze nie chce miec wiecej dzieci. Pomimo,ze od 2 lat nie daje znaku zycia.

    • matka-nie-idealna

      Cholera, nie miałaś lekko 🙁 a teraz? Jest już dobrze?

  • malgosia

    Odpowiedz

    W jaki sposób pomógł pani specjalista?

  • Justyna

    Odpowiedz

    Wiele kobiet tuż po urodzeniu dziecka cierpi na depresję poporodową, chociaż nie są tego świadome.Przyjście na świat dziecka jest zupełnie nowa sytuacja, wszystko wywraca się do góry nogami, trzeba przejąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. Nie ma co zwlekać, trzeba jak najszybciej sięgnąć po pomoc. Bardzo duże znaczenie ma również wsparcie najbliższych, warto mówić o tym otwarcie.

  • Olcha Sosnowa

    Odpowiedz

    Droga Matko, może odbierzesz to jako spam, jeśli to skasujesz ok. Popełniłam wpis o leczeniu depry poporodowej, myślę, że mało kobiet wie o prostych opcjach. Też przez to przechodziłam i wiem co może zadziałać, co zadziałało u mnie. Z czystego serca http://olchasosnowa.pl/depresja-poporodowa-poradzisz-sobie-z-nia-sama/

Skomentuj