O libido. I o braku libido.

546 Odczytano 5 komentarzy

Jesteś z nim szmat czasu. Sprawy łóżkowe w większości mają się dobrze, na tyle dobrze, że głowa boli mało albo wcale a ty na widok jego klejnotów nie odprawiasz w myślach egzorcyzmów w nadziei na ich samozapłon.

Nagle wasze życie zyskuje status rodzicielstwa, nie inaczej jak w wyniku łóżkowej współpracy. Opcje dalszego pożycia są dwie:
Pierwsza twoją ciążową i poporodową chucią prowadzi partnera do granic fizycznych możliwości. Z szarej myszki, oddającej się grzecznie chwili przyjemności, gnasz z lubością ku drzwiom sypialni o ile tylko naczelny strażnik waszego małżeńskiego pożycia zostaje skutecznie spacyfikowany. Lubisz wszędzie i o każdej porze. Porze drzemek. Opcja na tyle ryzykowna, że może tutaj wystąpić zużycie materiału a chłopina może nie podołać okiełznaniu twojej rozbujałej chcicy i groteskowo wspomaga się bólem głowy lub niebieskimi tabletkami.

Ale my tu o opcji drugiej prawić będziemy, bo jeszcze chyba się taki nie urodził, co by na zbyt częste spółkowanie narzekał.
W drugiej opcji seksualność przemielona i wypluta przez hormonalny boom sprawia, że twoje postrzeganie chłopa jako obiektu pożądania, pożądaniem owszem skutkuje ale raczej tym, z kategorii chęci wykastrowania. Zaciskasz nogi i gorąco pożądasz, żeby się odwalił.

On kręci się obok ciebie nieśmiało, pokasłuje i wymownie spogląda w stronę sypialni.  W myślach ślesz mu gorące pozdrowienia typu: „Zejdź mi z oczu” i zaciskasz dłoń na tłuczku do mięsa będącym aktualnie w użyciu. W praktyce udajesz, że nie wiesz o co mu chodzi, odgrzebujesz w domowej apteczce rutinoscorbin i odprawiasz delikwenta do łóżka, żeby kasłał sobie z daleka od ciebie.
W końcu on robi podejście numer dwa i tutaj już bezpośrednio przebąkuje, że może byście coś ten tego, bo od ostatniego razu minął już tydzień, że dawno zapomniał, że mu się chce i ogólnie jest nastrojony jak Radio Maryja, może wszędzie. Zaglądasz w kajet, tydzień jak byk więc swoje trzeba odbębnić, mówisz żeby stanął w kolejce za schabowymi, skończysz i przyjdziesz. Meldujesz się w sypialni próbując po drodze odpalić resztkę dawnego libido i zaliczając kibel (nie żeby siku o nie. Szorowanko zaliczasz), zrzucacie szmatki, akcja gra wstępna. On próbuje coś tam miziać, całowanie odpuścił gdy delikatnie aczkolwiek dosadnie stwierdziłaś „Weź mi stąd ten pysk”, generalnie nic się nie dzieje, trochę ci zimno w stopy. Chłop upocony i trochę zrezygnowany, coś przebąkuje, że jesteś oziębła, po czym zadziornie proponuje przykucie do kaloryfera. No tak, te stopy… Akcja nabiera tempa, stopy też się rozgrzały. Pora wybrać jakąś pozycję, kładziesz się więc na plecach. Na jego pytanie odpowiadasz, że owszem znowu będzie „na kłodę”. Operacja zakończona sukcesem, o dziwo nawet się nie zmęczyłaś.

Nie ma siły większej od kobiecych hormonów. Kobieta, będąca niegdyś demonem seksu może stać się nagle zwolenniczką białego małżeństwa a koleżanka nie widząca sensu w seksie poza tworzeniem potomstwa, nie daje żyć partnerowi. Da się z tym walczyć? To znaczy nie z demonem seksu, bo to zmiana raczej na plus. Z brakiem libido da się walczyć. Trzeba rozbujać to i owo od początku, panowie czytajcie.

Jak kobieta wraca po ośmiu godzinach z pracy, po drodze zgarniając dziecko ze żłobka/przedszkola, ogarnia przy okazji zakupy, obiad i kibel to jej się już później nie chce. A jak się chce, to spać. Weź jeden z drugim kija (tego od szczotki w sensie, może być do kibla) i przepchaj, wyczyść. Kibel oczywiście. Może też być kij od mopa. Zamieńmy się rolami, gdzie ona siedzi z nogami na ławie sącząc piwko a ty z tym mopem szorujesz kwadrat. Możesz ściągnąć koszulkę, mnie to kręci. Możesz też złapać rurę. O odkurzacza of kors. Albo chlasnąć ścierą. Po meblach. Jak już utłuczesz kotlety, pozmywasz i wykąpiesz dziecko w zestawie z usypianiem, ona ci się nie oprze. Nie ma mowy. Tylko podołaj i nie zaśnij.

Zdjęcie: imagerymajestic/http://www.freedigitalphotos.net/

5 Komentarzy/e
  • ~Dominika

    Odpowiedz

    Jesteś genialna, koniecznie dam to dla męża by przeczytał.

  • ~MamaGosia

    Odpowiedz

    Świetne! Jak zawsze zresztą. Pokaże mężowi niech poczyta i zastosuje. Może nawet stopy się rozgrzeją 😉

  • ~Magda

    Odpowiedz

    Ozesz w morde! Coz za znajoma sytuacja! 😉

  • ~Monia

    Odpowiedz

    Uff, jak strasznie znajomo to brzmi:)) Dobrze wiedzieć, że to nie tylko ja tak mam:)
    Żeby jeszcze Małż rozumiał….

  • ~kkk

    Odpowiedz

    Jak bym czytała o sobie, dałam mężowi przeczytać aby nie myślał, że tylko ja tak mam , pozdrawiam 🙂

Skomentuj