Pewnego dnia dzwoni telefon.

3314 Odczytano 10 komentarzy

Pewnego dnia dzwoni telefon. Nieznajomy głos, całkiem delikatny, trochę ćwierkający, wiesz, taki który masz wrażenie, że głaska Cię po głowie, mówi, że podziwia. Spoko.
I że jesteś bohaterką. No wiem.
I jeszcze, czy to nie problem, by porozmawiać o tym w porannym programie telewizyjnym. W sumie żaden.
Czujesz, że osoba po drugiej stronie się uśmiecha. Ty też się uśmiechasz.

A potem przypomina Ci się, że program oglądają miliony ludzi w kraju. Łokurwa. I to nie dlatego, że na żywo, że stres, że sraczka chwilę wcześniej. Jest misja. Temat niezwykle kruchy. Co powiedzieć, by przekazać jak najwięcej istotnych spraw w jak najkrótszym czasie?

Nie da się.

O depresji można by mówić i mówić. Na początku nie chciałam. Nie śmiałam. Nie potrzebowałam. Być może ze wstydu nad własną słabością. Bo oto ja – silna kobieta, samodzielna i niezależna, stałam się rozregulowaną emocjonalnie babą. I chociaż nie lubię tego szowinistycznego określenia, dzisiaj sama tak o sobie mówię. Byłam pewna, że poradzę sobie ze wszystkim sama, jak zawsze. Przecież na moim nadgarstku jest zapisane czarnym tuszem, że siła to ja.

Milczałam, zamknęłam wszystkie emocje w głowie. Tupałam nogą na myśl, że sobie nie radzę, że być może trzeba poprosić o pomoc. Najpierw prosiłam szeptem, potem coraz głośniej. Każdy mój gest mówił, że potrzebuję ratunku. Byłam na dnie i kopałam w mule. Dziś krzyczę o tym, być może dlatego, że jestem jedną z niewielu osób, które mają odwagę poruszać tematy tabu. Wypływam na powierzchnię.

Depresja to nie jesienna chandra, która przejdzie z pierwszymi promieniami słońca. To choroba duszy i ciała. Dzisiaj już wiem, że bez wsparcia najbliższych nie dałabym rady. Musisz pamiętać, że kiedy chorujesz Ty, inni chorują razem z Tobą. Obsługa osoby „skażonej” depre jest niezwykle trudna. Delikatność choroby, jej zmienność powodują, że bycie u boku takiej osoby to istny roller coaster. I o ile na początku każdy ma zapał do pomocy to po setnym strzale w pysk ten zapał opada. Pojawia się pytanie „ile można?”, „ile jeszcze wytrzymam?”. I kiedy ja nie mogłam wytrzymać sama ze sobą, właśnie Ci najbliżsi trzymali mnie w pionie. Pomimo tego, że łamałam im serce każdego dnia. I do usranej śmierci będę powtarzała – najgorsze co możesz powiedzieć chorej osobie to „weź się w garść”, „nie przesadzaj”. To tak jakbyś położyła przed sobą cegłę i kazała jej się ruszyć (Iza – dziękuję za to porównanie).

Depresja to też nie fanaberia. To nie wymówka dla gorszego nastroju, zmęczenia czy lenistwa. Jakiś czas temu PT powiedział, że ma wrażenie, że teraz każdy ma depresję. Ma rację w tym, że to określenie jest nadużywane. Dlatego jedyną drogą do poznania siebie jest specjalista.

Ale wsparcie to nie wszystko.

Po pewnym czasie wsparcie bliskich przestaje wystarczyć. Umówmy się – przy chorobie, a depresja bez wątpienia nią jest, jedyną drogą do wyzdrowienia jest lekarz. To długa i mozolna praca. Czasami leki nie wystarczą. Czasami ogromnym problemem jest dobranie tych właściwych. Depre to choroba tajemnicza. Nie widać jej na USG czy w badaniu krwi, które powiedzą nam, jakie powinno być dalsze postępowanie. Każda jej odmiana jest inna. Na początku to typowa zgadywanka a trafna diagnoza zajmuje sporo czasu. Często również nie wystarczą same leki.

I w końcu, depresja to nadal temat tabu. Często nie mówi się o niej na szkole rodzenia. Nie wspomina o niej lekarz położnik czy położna, odwiedzająca nas w szpitalu. Macierzyństwo nadal jest kreowane jako słodki ciężar. Słodki bobas, uśmiechnięta i piękna mama. Media karmią nas zakłamanym obrazem bycia mamą a ludzie najzwyczajniej w świecie nie mówią o swoich problemach. Wśród naszego społeczeństwa nadal występuje tendencja do zakrzywiania rzeczywistości, naciągania jej na swoją korzyść. A może po prostu pokazujemy, że chcemy aby tak nasze życie wyglądało?

Pierwszą osobą, która powinna zauważyć nasz problem jest najbliższa nam osoba. Najczęściej jest to partner. I tutaj spoczywa na Was panowie ogromna odpowiedzialność, niezwykle ciężkie zadanie. Ciężkie dlatego, że w codziennym biegu, codziennych wyjściach i powrotach z pracy, szarości i monotonii dnia, bardzo ciężko zobaczyć problem, z którym boryka się Wasza ukochana. Depresji często nie widać na pierwszy rzut oka. Często kobieta sama sobie tłumaczy to jako chwilową słabość, jako zmęczenie czy rozdrażnienie. Jak wspomniałam na początku, mi samej był ciężko przyznać się, że mam problem. Dlatego nie liczcie na to, że kobieta przybiegnie do Was i powie „Słuchaj, mam depresję”. Dlatego patrzcie. Dlatego rozmawiajcie. Dlatego przytulajcie. Mówcie, że jest dzielna. Że jest piękna. Że kochacie.

Osoba, która nie choruje na depresję, nigdy tak naprawdę do końca nie zrozumie chorego. Ja sama tego nie rozumiałam. Podobno nawet lekarze psychiatrzy nie do końca rozumieją z jakimi emocjami zmaga się pacjent, dlatego też, najlepszym specjalistą dla chorego jest drugi chory.

Jeśli zmagasz się z depresją wiedz, że jesteś bohaterką. Wiem, ile znaczy dla Ciebie budzenie się każdego ranka, ile znaczy podniesienie powiek. Jeśli dotrwałaś do wieczora – jesteś bohaterką. Jeśli walczysz o każdy oddech – jesteś bohaterką. Bo walczysz. Bo się nie poddajesz. A jeśli wydaje Ci się, że się poddałaś pamiętaj, że jeśli jutro się obudzisz – będziesz bohaterką. Wygrałaś kolejny dzień. Wygrałaś kolejny oddech. Wracasz na tarczy pomimo, iż wydaje Ci się, że czołgasz się pod nią. Teraz droga prowadzi tylko na powierzchnię.

Płyniesz ze mną?

 

10 Komentarzy/e
  • Magda

    Odpowiedz

    Plyne, jasne, ze plyne. Od maja mniej wiecej. Codziennie plyne.

  • Anka

    Odpowiedz

    Bardzo chce poplynac na ta powierzchnie… Dziekuje za ten tekst. W pionie trzyma mnie moj ukochany synek dla ktorego musze walczyc i funkcjonowac i przedewszystkim wiara i modlitwa.

  • Milena

    Odpowiedz

    Ja bardzo Cię podziwiam, za to ze pomimo choroby prowadzisz bloga… bo mi po codziennych zmaganiach z dzieckami (sztuk 2) czasami nie chce sie nawet czytać postów o dzieciach itp nawet Twoich a co dopiero je pisać 🙂 nie zrozum nie zle..bardzo lubię Twoje teksty ale sa takie dni kiedy wieczorem odpale fb i mam tak dość dzieci i tematy macierzyństwa omijam szerokim łukiem

  • Milena

    Odpowiedz

    ale Twoj blog jest świetny….. i często po wieczornej burzy w domu i poczuciu ze wszystko jest chujowe i ja jestem chujowa matką uswiadamia mi ze to jest normalne i nie mozna być alfą i omegą i wszystko idealnie ogarniać..trzeba żyć pełną piersią i cieszyć sie tym co mamy tu i teraz a te dwie małe istotki które śpią za ścianą nadają sens życiu…. Dziekuję Natalio że jesteś 🙂

  • Beata

    Odpowiedz

    Płynę

  • Beata

    Odpowiedz

    2 miesiące temu weszłam na statek . Mam nadzieję,że w końcu obie zawinieny do portu 😙

  • Justyna

    Odpowiedz

    Nie wiem, jak depresję można porównać do „rozregulowanej emocjonalnie baby”. Sama przechodziłam, przechodzę. Nigdy w ten sposób nie pomyślałam, bo to całkowicie dwie różne kwestie.

    • matka-nie-idealna

      Można. Każdy przechodzi depresję inaczej. Są okresy w których jestem w niebycie. Są okresy, w których mogę przenosić góry. Ilu ludzi, tyle odmian depresji.

  • Anna

    Odpowiedz

    „Wracasz na tarczy” znaczy tyle co „poległaś”.
    Zginęłaś w boju i niosą Twoje ciało jako bohaterki… to chyba nie ten efekt chciałaś w wypowiedzi osiągnąć Autorko 😉
    Pozdrawiam

  • Również matka

    Odpowiedz

    Cierpialam na depresję 9 lat. Zanim zdążyła być modna. Tak śmiesznie brzmi… Teraz depresji przypisuje się każdą niemoc. Ucieczki, powroty, rzucanie talerzami. Opisuje ja co druga matka w cciężkich czasach bycia rodzicem. Nie będę Ci pisać czym ona jest bo podobno wiesz. Choć piszesz ile ludzi tyle rodzajów depresji. Po tym bylam już pewna. Stworzylas ruch matek depresantek. Brawo.

Skomentuj