Rasowa suka musi umieć przekląć.

1944 Odczytano 12 komentarzy

Na początku wyjaśnijmy sobie jedno. Jeśli Twój wewnętrzny kij w dupie nie toleruje wulgaryzmów, na ten jeden wpis udaj się w prawy górny róg i wyjdź.

Przeklinam. Jak cholera. Gdy mam ochotę puścić z dymem Mordor, gdy niereformowalny mąż każdorazowe „ogarnij się” podsumuje podniesioną w toalecie klapą. Przeklinam wtedy, gdy jestem zła, sfrustrowana, smutna i rozgoryczona. To mój sposób na radzenie się z kurestwem i bylejakością tego świata i ludzi, którzy jak się czasami wydaje, zamienili mózg na dupę. Przeklinanie to mój sposób na radzenie sobie z gniewem. Wolę to niż wyżycie się na dziecku gdy wrócę z roboty. Wolę to niż przyłożenie w dupę czy krzyk. Wolę rzucić soczystym „ja pierdolę” niż „domyśl się”, skierowanym do rozochoconego męża. Chociaż w jego przypadku, podobnie jak w przypadku wielu innych posiadaczy klejnotów o właściwościach rozrodczych, najgorszym bluzgiem jest „seksu nie będzie”.

Przeklinam też na blogu. Blog jest pewnym rodzajem twórczości literackiej. Przekleństwo pomaga niekiedy w wydobyciu głębszego sensu zdania. Kiedy szef mnie wkurwi, piszę po prostu, że mnie wkurwił. „Szef mnie dzisiaj wyprowadził z równowagi” nie odda w pełni skali mojego wkurwienia. Kiedy przypierdolę stopą, właśnie tym paluszkiem z radarem w kant łóżka, krzyknę „kurwa jego mać, kto postawił tutaj to łóżko!?” a nie „ojojojjoj, boli!”. Ot, cała filozofia.

Wiem, że inwektywy mogą niektórych razić. Szanuję to i kieruję was w takim wypadku do wyjścia. Wy uszanujcie moje miejsce w sieci, moją pasję i to, że nie pierdolę się z nikim jak twórczynie innych, rzygających tęczą blogów. Nie owijam w bawełnę, piszę jak jest. Piszę, że dziecko rzyga i sra a nie, że dzisiaj zrobiło śliczną, kształtną kupkę i wcale nie mam ochoty zwymiotować na jej widok. Takie rzeczy nie u mnie. Jeśli potrzebujecie kontrastu, zapraszam na Perfekcyjną Mamę. Wrócicie do mnie, marnotrawni.

To otoczenie jest motorem tego, co tutaj się dzieje. Jeśli widzę w sieci zdjęcie martwego dziecka lub słyszę o zwyrodnialcach, którzy zakatowali niemowlę, jedynym sensownym stwierdzeniem będzie tutaj „zapierdoliłabym”. Nie lamentuję „gdzie był Bóg” etc.

To, że przeklinam tutaj nie oznacza, że jestem złą matką. Wręcz przeciwnie, staram się być przez to lepsza tam, w realu. Gdy wyleję swoją frustrację na bloga, gdy nie potrafię dogadać się z jedynym samcem w naszym domu (pomijając mysza, który rozpierdolił pudełko Grześków w garażu), rzygnę o tym co mnie boli, samiec przeczyta i zapamiętuje dużo więcej niż moje paralityczne machanie łapskiem i nieme ruszanie ustami w trakcie meczu. A jak nie zapamięta, wraca na bloga i kuje złożoność Matki Nieidealnej. Nie używam łaciny jako przecinków. Żeby zabluzgać potrzebuję powodu. A że życie to suka, samo podkłada mi temat. Również we wpisach (wg mnie) nie używam takich słów nagminnie. Tylko wtedy gdy chcę podkreślić wagę jakiegoś zdania.

W życiu codziennym, tym innym niż blogowe nie przeklinam dużo (serio, serio) i nie przeklinam przy dziecku. To, co dzieje się tutaj, niekoniecznie musi być stuprocentowym odzwierciedleniem rzeczywistości. W sieci każdy może napisać to, co chce. Równie dobrze mogę się kreować na chudą, anorektyczną blondynkę bez cycków, za to z zajebistymi nogami a być niską, stukilogramową Bertą, która dzieci widziała jedynie w piaskownicy. Co nie oznacza oczywiście, że tak jest.

W każdym razie, wyznacznikiem macierzyństwa nie może być stopień i ilość inwektyw wypowiadanych przez matkę. Tak zostałam wychowana ja i nie uważam, żeby przekleństwa zrujnowały mi psychikę a pokazały jedynie, że życie czasami kopie po dupie, a rasowa suka powinna umieć rzucić kurwą. I jako, że każda kobieta bywa czasami suką, nie bądźmy hipokrytkami. Należy nam się. Jeśli chcecie rozliczać mnie z macierzyństwa pod tym kątem, przyjdźcie do mnie do domu, wypijcie kawę, prześpijcie się w gościnnym, minimum trzy noce. Później pogadamy o macierzyństwie.

Dla mnie wyznacznikiem waszego uznania są słowa „nie owijasz w bawełnę”, „nie pierdolisz głupot” albo „jesteś prawdziwa”. Bo ja jestem po prostu zajebiście prawdziwa, kacza noga.

12 Komentarzy/e
  • Natalia

    Odpowiedz

    No! I za to Cię lubię! Za to że jesteś tak cholernie prawdziwa i nie owijasz w bawełnę! Piątka! 🙂

  • paulina

    Odpowiedz

    Po wstępnych oględzinach Matki Idealnej (taki blog istnieje niestety) miałam ochotę włożyć sobie blender w oko.

  • Ewelina

    Odpowiedz

    Popieram, i tak do końca nie wierzę wypacykowanym mamuskom, które brzydza się przekleństwem 🙂

  • aleksandra

    Odpowiedz

    Kocham, normalnie. <3

  • M....Lena

    Odpowiedz

    Rewelacja , tak trzymaj 🙂

  • Ania

    Odpowiedz

    Ja tam uwielbiam Cie czytać. I masz racje, ze czasem tego typu „przecinki” pozwalają człowiekowi sie uspokoić !
    Pozdrawiam A.

  • Annul

    Odpowiedz

    dobry tekst, ja znam takie mamuśki idealne i tez mi się rzygać na nie chce 😛 a w rzeczywistości….straszne z nich mendy, sztuczne, dwulicowe,świat je kocha za tą lukrową maskę idealnych matek i żon. A ja od zawsze byłam prawdziwa, dlatego tak mało mam przyjaciół hehe 😀 ale za to prawdziwych 🙂
    \

  • Melania

    Odpowiedz

    My nie przeklinamy. My rzucamy zaklęcia. Stres znika jak zaczarowany, kiedy rzucimy soczystą kurwą.
    Auto odpala kiedy nazwiemy go pierdolonym złomem.
    Słoik się odkręca na komendę: odkręć się Ty głupi chuju.
    A ta nielubiana koleżanka też złamie sobie obcas lub obleje się kawą kiedy w myślach mówimy do niej: „niech Cię piekło pochłonie Ty suko w dupę jebana”.
    Przeklinanie jest zdrowe!
    Pozdrawiam i zapraszam na gówno na grzance 🙂

  • Kama

    Odpowiedz

    Spłódź drugie potomstwo a dopiero dowiesz sie na czym polega soczyste przeklinanie w celach zdrowotnych 😀 I nie tłumacz się z tego bo pewne przypadki i tak tego nie zrozumieją 🙂

  • goska

    Odpowiedz

    No bo kurwa normalnie tak to wygląda. Kazdy się ostatnio jakoś na te przeklenstwa oburza ale jak inni nie widzą i nie slysza to jada jak szewc. Taką dulszczyzna to śmierdzi. Pierdolą trzy po trzy jak dewoty ostatnie a życie jest kurwa ciężkie i czasem nie do zniesienia a wówczas egzystencję trzeba sobie jakos ułatwić.

  • Roxana

    Odpowiedz

    Tak,tak,tak,tak!!! Jestes zajebista 😀

Skomentuj