Rzeczy, które rozczarowały mnie w macierzyństwie.

3576 Odczytano 7 komentarzy

Kiedy myślisz, że początki macierzyństwa są najtrudniejsze, nagle okazuje się, jak bardzo się myliłaś przy pierwszym lepszym „buncie” dwulatka. Macierzyństwo to tyrka dwadzieścia cztery na dobę, bez możliwości walnięcia szefowi lewym L4. Bez wątpienia to najpiękniejsza i najbardziej rozczarowująca rzecz, jaka może spotkać Cię w życiu zwłaszcza, jeśli wcześniej namiętnie czytałaś Pudelka i śledziłaś wszystkie topowe matki Instagrama. Możesz też zawsze trafić na mojego bloga i nielegalnie wyciąć sobie macicę, zniechęcona brudną prawdą o macierzyństwie.

Nie będę Wam słodko pierdziała na temat tego, jak cudownie być mamą bo – umówmy się – to nie ja będę podcierała tyłki Waszym dzieciom jeśli nagle, pod wpływem chwalebnych tekstów i wyczyszczonych do granic absurdu fotek, rozjaśnionych dziesiątkami filtrów zaczniecie się dziko rozmnażać.

Pocieszam się myślą, że Nadka ma dwa lata i będzie już tylko gorzej, ale przynajmniej nauczyła się wchodzić po schodach i celować łyżką do buzi. Jakoś przejedziemy to macierzyństwo na mrożonych pierogach i You Tubie.

Śmiechy śmiechami ale dzisiaj chciałabym powiedzieć Wam o rzeczach, które najbardziej mnie rozczarowały, jeśli chodzi o obsługę dzieci.

1. Nie da się tego wyłączyć.

Ojezu, jakie to byłoby piękne. Godzina dwudziesta a ty najzwyczajniej w świecie odłączasz od zasilania dwulatkę i włączasz dopiero rano. Przydałaby się też opcja wyciszenia, zwłaszcza kiedy dziecko odkrywa, że potrafi mówić. Na początku mówienie jest spoko – jarasz się każdym nowym słowem, klaskasz przy poprawnie złożonych zdaniach. Pół roku później, sto tysięcy razy na sekundę odpowiadasz na pytanie „a co to?”, „co lobis?” albo „dlaczego?”.

Kiedy masz już nadzieję, że wieczór jest Twój, że weźmiesz długą kąpiel, że zrobisz na jutro obiad, że napijesz się wina a na koniec rozruszasz waginę, nagle okazuje się, że owoc Twojej miłości nie chce spać. Czaicie to? Gówniarz NIE CHCE SPAĆ. Marchewka przysycha na desce, wieprz czeka na utłuczenie, mąż odpalił Durexy. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. Czekasz aż pacholę łaskawie zlituje się i poczuje zmęczenie. A kiedy już następuje moment kulminacyjny, okazuje się, że schab został wpieprzony przez koty, samiec zasnął z gumką w dłoni a Ty samotnie przegryzasz marchewkę.

2. Jedzenie.

Kwitniesz nad tą eko szczęśliwą kurą zielononóżką, czarujesz, rolujesz, wycinasz błonki a ona i tak kiedy zobaczy na talerzu rezultat wielogodzinnego stania przy garach powie „bleee”. Na dodatek, jeśli masz dójkę dzieci, wielce prawdopodobne jest to, że musisz jechać na dwa obiady bo posiłkami, które jako jedyne zbiegają się w kubkach smakowych są rosół i pierogi.

Na początku ambitnie rozkładasz posiłki na czynniki pierwsze, liczysz ich wartościowość i starasz się, aby w ciągu dwóch tygodni nie jeść tego samego. Przy drugim dziecku kupujesz miesięczny zapas słoiczków a naleśniki smażysz hurtowo – na trzy dni.

3. Porządki.

Znasz ten czas, kiedy podłoga lśni, kibel pachnie a Ty możesz usiąść z kawą i napawać się blaskiem luster? Ja też nie. Porządek w domu jest wprost proporcjonalny do nieobecności w nim dzieci, z mężem na czele.

4. Praca.

Czasami brakuje mi etatu. Wychodzę z domu przed 7, wracam o 15 i mam z głowy pracę. Aktualnie pracuję w domu, niemalże 24h na dobę. Niestety, kiedy ktoś pracuje w domu, z góry zakładamy, że ta osoba najzwyczajniej w świecie się o-pier-da-la i w związku z tym o-pier-da-la-niem powinna mieć czas na gotowanie, sprzątanie i zajmowanie się dziećmi.

Pracę z dwulatką przy nodze można porównać do Runmageddonu w japonkach. Niby da się zrobić ale co się naklniesz po drodze to już Twoje, do tego wyjdziesz po pachy uwalona w szambie. #2 jest typem, który potrafi zająć się sobą na dłuższą metę, niestety kiedy ja wpadnę w wir pracy, potrzebuję ciszy i skupienia, bez dziecka wchodzącego na kolana i chcącego coś trzydzieści razy na sekundę. Z reguły kiedy któraś z dziewczynek zostaje w domu, chodzi głodna pół dnia bo najzwyczajniej w świecie nie rejestruję faktu, że kręci się obok mnie 😀

A tak prawdę mówiąc, praca w domu z dzieckiem to ani nie praca w 100% ani nie bycie z dzieckiem.

5. Pobudki.

Wstajesz rano, żeby pozbyć się z domu dzieci na kolejne 6 godzin i nagle okazuje się, że są przytwierdzone do łóżka a każda próba ściągnięcia ich za nogi kończy się syreną alarmową. Dziwna zależność bo przecież  przez cały weekend chodziły spać o 22 i budziły się punkt szósta rano. Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że w dni wolne dziecięcy mózg przestawia się na tryb maksymalizacji czasu przeznaczonego na zabawę. Istnieje też druga opcja – one się mszczą za tygodniowe pobudki do przedszkola.

6. Wolne.

Odliczasz dni to wyjazdu. Ojciec nałożył na siebie kajdany odpowiedzialności za dzieci przez weekend i pozwolił Ci pojechać gdzieś na trzy dni. Szykujesz najlepsze szmaty, nakładasz twarz, zamykasz drzwi mieszkania i… Zaczynasz tęsknić za dziećmi. Nie ważne, czy chwilę wcześniej dały po garach a Ty spakowałaś do walizki dodatkową butelkę szampana. Dzwonisz do domu czy wszystko w porządku i słyszysz po drugiej stronie słuchawki „Tak kochanie, możesz już puścić klamkę”.

Syndrom dziecięcego odstawienia może objawiać się szczególnie wieczorami, kiedy dzieci śpią a Ty przeglądasz zdjęcia w telefonie. Swoją drogą jakie to dziwne – przez cały dzień chcesz je wysłać w kosmos tylko po to, żeby zacząć za nimi tęsknić kiedy są w pokoju obok.

A co Was rozczarowało w macierzyństwie?

7 Komentarzy/e
  • Barbarella

    Odpowiedz

    Największym rozczarowaniem w macierzyństwie jestem ja jako matka…myślałam, że będę taka wesoła, pełna życia, zawsze chętna do zabawy, nie będę krzyczeć a tymczasem cierpliwości u mnie jak na lekarstwo a moja dwulatka, każdego dnia wysysa ze mnie całą życiową energię swoim stękaniem i marudzeniem. Ale kocham ją jak wariatka. I to chyba jest całe macierzyństwo 🙂

    • vmk

      Mogłabym napisać to samo słowo w słowo- nie będę dublować…

  • Algusia

    Odpowiedz

    Nocne pobudki to był koszmar. Potafiła budzić się co 30 minut -gdy skończyła 9 miesięcy ja musiałam wrócić do pracy i wtedy nawet wiadro kawy nie pomagało żeby nie wyglądać jak widmo.
    Teraz ma 2 lata i rzadko sie zdarza przespana noc ale na szczęście to tylko jedna pobudka kiedy muszę tylko iść i wyszeptać jej pierwsze słowa z jej ulubionej kołysanki 🙂
    A co do jedzenia to nie martw się moja je tylko ziemniaki z zupy,plaster ulubinej szynki i kisiel a przy lepszym dniu tylko owoce i kabanosy 🙂

  • Nika

    Odpowiedz

    Hmmm, ja zawiodłam się na swoim zapasie Energii. Myślałam że posprzątać chatę, zrobić pyszny obiad i jeszcze się z dziećmi pobawić to będzie pikuś. Ale jednak nie jest… Sama czasami nie wiem czym tak jestem zmęczona.. Może tym że wszystko na mojej głowie skoro jestem tylko z dwójką dzieci w domu. Ze nawet jak szanowny mąż wraca to wcale nie jest mi lżej, wręcz na odwrót, czuję podwójna presję i wkurzam się bardziej bo i tak jamusze wszystko zrobić. Nawet głupie butelki wynieść 200 metrów poza dom. No i zawód mnie mój brak cierpliwości… Ale być może to wszystko jest że sobą powiązane, jestem nerwowa w środku, to wszystko na zewnątrz mnie irytuje.

  • Joanna

    Odpowiedz

    krótko jestem mamą bo zaledwie 11 msc ale jeszcze nie przespalismy z mężem ani jednej całej nocy, jęki i płacze mnie wykańczają 🙂 ale nie jestem optymistką, wiem ze bedzie jeszcze gorzej ale wiesz, co, kocham to, kocham być mamą!

  • Cobi

    Odpowiedz

    To takie prawdziwe. Dobrze, że ktoś o tym mówi. Pozdrawiam i cierpliwości! 🙂

  • Emi

    Odpowiedz

    Uwielbiam Twoje wpisy i czekam z niecierpliwością na kolejne by śmiać się i lub płakać… zawsze sprowokujesz mnie do konkretnych emocji. To takie prawdziwe, bez lukrowania, sama prawda o życiu, sama mam dwie córki które też dają mi często w kość i faktycznie trudne to macierzyństwo.. ale też i piękne przez to 🙂

Skomentuj