Sekta kobiet.

1455 Odczytano 7 komentarzy

Od pięciu lat niezmiennie próbuję zrozumieć zasady panujące na tym świecie. Moment wejścia w macierzyństwo był zderzeniem ze ścianą, bynajmniej nie tylko z rodzicielskiego punktu widzenia. W chwili pierwszego wykręcenia wnętrzności porodowym skurczem, matka awansuje o jeden stopień w swojej kobiecości. Awansuje do sekty, która niekoniecznie z macierzyństwem ma coś wspólnego, a która swoją mocą podporządkuje ją niemalże dozgonnie. I tylko od nas zależy kim w tej sekcie będziemy, jaką będziemy pełnić funkcję.

Ostatnio życie kręci się wokół Instagrama (klik). To tam wrzucam zdjęcia, zostawiam strzępki myśli i nagrywam filmy. To tam dzieje się więcej niż gdziekolwiek. Możecie „liznąć” naszego życia, przy czym określenie „liznąć” jest jak najbardziej adekwatne do zaistniałej sytuacji, bo czym są dziesięciominutowe nagrania w ciągu dnia to pozostałych dwudziestu czterech godzin?

I ja na jednym z filmików, niedostępnym już z resztą, wygłosiłam podziw dla mojego dziecka. Bo Hania, lat pięć, jeszcze dwa mrugnięcia powieką temu była małym pociesznym dzidziutkiem. Dzisiaj natomiast codziennie zbieram z podłogi szczękę ku czci jej dojrzałości i życiowej mądrości. Nie dalej jak trzy dni temu odbył się między nami dialog, kiedy to zamknięta w sypialni kończyłam jakąś ważną pracę.

– Mamusiu, ja wiem, że masz mnóstwo pracy więc pracuj sobie tutaj spokojnie a ja pobawię się na dole z Nadią.- Rzekło moje (chyba?) pięcioletnie dziecko. Tylko to dziecko jakoś tak wydoroślało, urosło kilka centymetrów bardziej.
– Kochanie, już kończę pracę, jeszcze pięć minutek. Zaraz do was zejdę i jestem cała wasza. Pobawimy się w coś.
– Ale ja nie chcę żebyś do nas schodziła. Jak skończysz to połóż się na łóżku i trochę odpocznij bo pewnie jesteś zmęczona po tej pracy. Jest już ciemno a ty nadal siedzisz przy komputerze.

I poszła.

Opowiedziałam o tym na Instagramie, piejąc nad jej cudownością. Chwaląc jej empatię i opiekuńczość. Wspominając, że rwie się do pomocy, trzęsie z radości kiedy może lepić ze mną pierogi. Że odmawia każdorazowo zrobienia kanapki, wdrapując na stołek i wyciągając nóż do masła bo ona sama. Że kiedy Nadia prosi by zaświecić jej światło w toalecie, Hanka rzuca szybko : „Mamusiu, siedź. Ja jej zaświecę”. I chociaż codziennie jej powtarzam, że nie musi, że to ja jestem mamą, ja będę opiekować się nią i jej siostrą, ona twierdzi, że chce pomóc. A kiedy nie może zetrzeć kurzu, bo zrobiłam to chwilę wcześniej, po różowych policzkach spływają łzy. Taka jest moja Hania. Cudowna, najcudowniejsza.

Historia, którą opowiedziałam, upoważniła ludzi do stwierdzenia, że jestem złą matką. Bo na pewno ona widzi, że jestem zmęczona, sfrustrowana i zapracowana, w związku z czym tak bardzo siada jej to na psychikę, że chce mnie odciążyć. I że szkoda im Hani, bo zabieram jej beztroskie dzieciństwo, zrzucając na nią obowiązki lub sprawiając, że chce mnie wyręczać. I że na pewno ja się nie uśmiecham a ona czuje mój smutek.

I zastanawia mnie, dlaczego ludzie nie myślą? Dlaczego dają sobie prawo oceniania czyjegoś życia po ułamku tego co usłyszą, zobaczą? Jak można porównać kilkuminutowe nagranie do całej doby oraz wyciągać wnioski bez poznania sytuacji drugiej osoby?

Zastanawia mnie, dlaczego ludzie są tak odważni w Internecie, podczas gdy na żywo nie podejdą do człowieka i nie powiedzą mu „Wyglądasz jak tłusta świnia”, „Masz minę jakbyś miała focha chuj wie o co” (true story), „Twoje dzieci wyglądają jak downy” itp itd?

Wczoraj rano Marysia z oczekując.pl opowiadała o komentarzach sugerujących, że wygląda fatalnie, zupełnie nie zważając na fakt, że dwa tygodnie temu urodziła trzecie (!!!) dziecko.

Wczoraj Lili Antoniak pokazała przerażające screeny komentarzy na YouTube, które dostaje.

Wczoraj sama Michalina z Krystyno nie denerwuj matki pokazała hejty jakie się pojawiły pod reportażem o niej samej na Onecie.

Kurwa.

Nie wiem dokąd zmierza ten świat ale zdecydowanie nie jest to dobry kierunek. Zaczynam się obawiać, że ucząc moje dzieci empatii i dobra, pokazując im że ludzie są dobrzy, że powinno się im ufać a każda relacja zaczyna się czystą kartą, powinnam je też nauczyć nastawiać drugi policzek a w torebce nosić woreczek lodu, żeby okładać siniaki. Albo najzwyczajniej w świecie nie opłaca się ludziom być dobrym. Może powinnam nauczyć je być zimnymi i bezwzględnymi sukami, odpornymi na ludzi?

Kto daje nam prawo oceniania innych ludzi? Pisania im przykrości? Dlaczego tak ciężko jest napisać komuś dwa miłe słowa a z łatwością piszemy hejty, które nazywamy „konstruktywną krytyką”, uważając, że chamstwo i chęć dojebania drugiej osobie tą krytyką właśnie jest?

Kto daje nam prawo podnoszenia swojego poczucia własnej wartości niszcząc drugiego człowieka? Dlaczego nie myślimy o tym, że to co nam się wydaje być niegroźnym stwierdzeniem, nie zrani drugiej osoby?

Dlaczego nie bierzemy pod uwagę tego, że my za chwilę wyjdziemy z internetów, zapomnimy o sytuacji a po drugiej stronie jest człowiek, który być może będzie przeżywał sytuację o wiele dłużej?

Dlaczego nie bierzemy pod uwagę tego, że po drugiej stronie siedzi CZŁOWIEK, który CZUJE?

I jasne, mamy prawo do własnego zdania, coś może nam się nie podobać. Mamy prawo pomyśleć o kimś źle. Ale do cholery, niech to zostanie w zakamarkach naszego umysłu, nie wypływa na powierzchnię.

Ja też czasami jebnę się w czoło widząc poczynania niektórych osób ale na myśl by mi nie przyszło, żeby sprawić komuś przykrość. Bo mam jeszcze kurwa serce. Połatane ale jednak. I wiem jak to boli. A mama nauczyła mnie zasady „Nie rób drugiemu co tobie nie miłe”. I ja też czasami wyrażam swoje zdanie ale robię to w taki sposób żeby nie urazić drugiego człowieka a jeśli nie potrafię, nie robię w ogóle. Stąd też często, jeśli chcę się wyżyć w jakimś komentarzu, wyrzyguję wszystko co myślę a później… Kasuję komentarz.

Dlaczego tak dobrze smakuje nam porażka drugiego człowieka? Dlaczego nie potrafimy cieszyć się sukcesem innych osób? Dlaczego zawsze chcemy być lepsi i tą wyższość pokazywać?

Dlaczego w sieci jesteśmy „bohaterami” a na żywo pizdami, spuszczającymi wzrok na widok tych, którym chwilę wcześniej tak chyżo cisnęliśmy w sieci?

Dlaczego, jeśli coś Wam się nie podoba, nie ominiecie, nie olejecie, nie pójdziecie dalej?

Co w Wami ludzie? W którą stronę zmierzacie? Co chcecie osiągnąć? Dlaczego walczycie, sprawiacie przykrość, niszczycie?

I nie. To nie tylko domena kobiet ale ja głównie w kręgu kobiet obracam się od pięciu blogowych lat.

Ja chyba nie pasuję do tego świata. Waszego świata.

Kobieta kobiecie suką. Człowiek człowiekowi wrogiem.

7 Komentarzy/e
  • Ola

    Odpowiedz

    Nie uczmy dzieci zaufania do ludzi, ale bycia ostrożnym. Nie wiem jak to zrobić, ale szukam odpowiedzi. Bo pamiętajmy, że świat jest piękny ale ludzie to kurwy 😉

  • Ali-babka

    Odpowiedz

    Ej coś w tym jest. Nikt nie potrafi tak skutecznie dopierdzielić jednej matce jak druga matka. Mnie to też zaczęło wkurzać i nie mogę pojąć tego fenomenu. Co z wami, kobiety..

  • Polka na Islandii

    Odpowiedz

    Widziałam filmiki oraz wspomniane relacje na pozostałych profilach. Przerażajace to. Szkoda ze zdemotywowało i w jakimś sensie wycofało świetna matkę i blogerkę. Poradzenie sobie z hejtem to wojna której nie da się wygrać 🥺 a bardzo ciężko w niej walczyć bo psychika nie pozwala na dalsza prace w takich warunkach. To Twoja praca a czytelnicy to Twoi współpracownicy a cała ta sytuacja to mobbing

  • Wiedźma

    Odpowiedz

    Wiesz co Natalio, ja wychowuje takie wrażliwe ponad miarę, empatyczne dziecko lat 9 już. I powiem Ci, że największym rodzicielskim błędem jaki popełniliśmy jest to, że nauczyliśmy ją być miłą i dobrą dla wszystkich. Codziennie zbieram za to po dupie i głowie w momencie powrotu mojej córci do domu i opowieściach jak koleżanki ją męczą w szkole…ból…a ona nie potrafi się postawić :((

  • Ania

    Odpowiedz

    W tym świecie trzeba mieć twardy tyłek i miękkie serce a może twarde serce i miękki tyłek i spadać na cztery łapy. Chcemy wychować dzieci na dobrych ludzi a tym czasem już w przedszkolu moja córka spotkała się z przeroznymi epitetami, zachowaniami. Skąd się to bierze? Od dorosłych oczywiście, mogę robić wszytko żeby moje dzieci wychować ale nie wychowam rodziców tychże dzieci.

  • Ela

    Odpowiedz

    Muszę przyznać że też się zastanawiam jakiego zachowania mam uczyć moją córkę.Próbuję sprawić żeby zrozumiała że ma olać zdanie i słowa wrednych złośliwych ludzi i dalej robić swoje.Niestety nie wiem czy mi się to uda..mała ma dopiero 4 lata .Czasem takie przemyślenia jak Twoje sprawiają ze jest mi bardzo bardzo smutno,wątpie w ludzi bo jak sama piszesz-dlaczego???

  • Polka na Islandii

    Odpowiedz

    Walka z hejtem jest chyba nie do wygrania, chyba trzeba nauczyć się na tej wojnie żyć. Ja tez bloguje troszke. Jednak to co robisz Ty to Twoja praca, a odbiorcy to Twoi współpracownicy, a hejt który Cię spotyka to zwykły mobbing. Mam nadzieje ze jakoś nauczysz się olewać niepochlebne opinie bo to ze znikną to raczej ciężko uwierzyć. Pamietaj to co ludzie o nas myślą nie jest prawdą tylko opinią!

Skomentuj