Szczęście.

1007 Odczytano 0 Komentarzy

Kto pozwolił nam definiować szczęście? Określać je swoją miarą?

Kto pozwolił nam oceniać, że: „On musi być bardzo nieszczęśliwy” i że „Ja mam w życiu lepiej?”. Kto pozwolił mówić: „Biedne dziecko” lub, że „Nie ma dzieciństwa?”.

Czym tak właściwie jest szczęście dla nas – dorosłych?

Nową parą butów?
Samochodem prosto z salonu?
Mężem, który codziennie wita nas buziakiem, po powrocie z pracy?
Możliwością pojechania na wakacje dwa razy w roku?
Dzieckiem, z którego jesteśmy dumni bo zostało okrzyknięte klasowym prymusem?
Polędwiczkami wieprzowymi na obiad?
Łososiem w sałatce?
Telewizorem 50 -cali?
Mamą i tatą?
Rodzeństwem?
Pokojem pełnym zabawek?
Czerwoną szminką na kieliszku do wina?

Ostatnio ktoś zadał mi pytanie, o czym pomyślałam po przeczytaniu tego e-maila (klik).

– Biedna rodzina. To pomyślałam. I dziecko, które nie powinno myśleć o innych tylko o sobie. A już od dzieciństwa nie może być tak naprawdę dzieckiem.
– Czy to nie my – dorośli – określamy wyznacznik szczęścia? Myślisz, że nie można mieć prawdziwego dzieciństwa bo tato leży w szpitalu a w domu nie ma zabawek?

Byłam, kilka lat temu, w totalnie innym punkcie życia, niż jestem dzisiaj. W trzydziestometrowej kawalerce, nie swojej z resztą. Z etatem, który lubiłam. Z facetem, w którym byłam zakochana – jak mi się wtedy wydawało. Z pustą lodówką i kredytem na auto, na które nie było mnie stać.

I byłam szczęśliwa. Chociaż dzisiaj, patrząc te 8 lat wstecz zastanawiam się jak to możliwe. Bo dziś jestem bardziej. Jestem intensywniej.

Kto nam pozwolił definiować szczęście? Wyznaczać normy i granice?

Szczęście to pojęcie subiektywne. Wydaje Ci się, że jesteś szczęśliwy bo nie znasz innego życia. Tak jak dziecko.

Dziecku nie potrzeba wiele do szczęścia. Ciepła zupa, kilka kredek i ramiona mamy.

To nam dorosłym wydaje się, że kupując nowego Ajfona będziemy szczęśliwsi. A później nic się nie zmienia.

To nam dorosłym wydaje się, że jesteśmy lepsi od innych, nie wiedząc tak naprawdę jakie są ich kryteria i potrzeby.

To my dorośli chcemy więcej i więcej.

Dlaczego nie potrafimy zatrzymać się i docenić tego co mamy? Spraw błahych, dla innych zupełnie niezrozumiałych? Pięknego kamyka znalezionego głęboko w kieszeni dziecięcych spodni wrzuconych do prania? Tego, który przywołał wspomnienia o ostatnich wakacjach w małej nadmorskiej wioseczce? Obiadu zjedzonego wszyscy razem, przy jednym stole? Być może jedynego czasu, kiedy siadacie wszyscy razem i spędzacie ze sobą te dwadzieścia minut, zanim rozejdziecie się do swoich spraw? Buziaka danego przed pracą, nawet jeśli po wczorajszej kłótni nie mieliście na to ochoty?

Dlaczego ważniejsza jest dla nas nowa torebka niż przytulenie wieczorem na kanapie do naszego faceta? Czy naprawdę ważniejsze muszą być dla nas instagramowe wnętrza zamiast tych, w których panuje miłość i spokój?

Czym jest poczucie bezpieczeństwa? Dłonią podaną w złych chwilach czy nowym przelewem na koncie?

Czym jest dla Was szczęście? Opowiedzcie mi trochę o sobie.

0 Komentarzy/e

Skomentuj