Tą sprawą żyje cała Polska a ja przypadkowo znalazłam się w jej centrum.

11182 Odczytano 0 Komentarzy

Trochę inaczej sobie wyobrażałam swój udział w Uwaga TVN. Plac Solny, ja i kamery wyłapujące każdy grymas na mojej twarzy, rejestrujące uczucia i połykające słowa.

A ja chciałam być obiektywna. Chciałam wypowiedzieć się z perspektywy osoby zupełnie bezstronnej. Nie analizować, nie rozdrapywać bo to nie moje zadanie. Chciałam stać na środku i krzyczeć, żebyście nie wierzyli we wszystko co widzicie. Że musicie mieć filtr bo mam wrażenie, że większości ludzi wciąż go brakuje. Że łykają jak pelikany, chłoną niczym gąbki cudowne życie z Instagrama, nie zastanawiając się co jest po drugiej stronie obiektywu. W którym miejscu kończą się piękne wnętrza i drogie ciuchy. W którym miejscu kończy się uśmiech a zaczyna taktyczna gra.

Ciężko mi było opowiedzieć się po którejkolwiek ze stron. Zwyczajnie dlatego, że w tym wszystkim, w samym centrum huraganu mierzonego na 11 w 10-stopniowej skali, siedzi małe dziecko. Dziecko, które niechcący przybrało miano tarczy, bo bronią zdecydowanie nie jest. Dostaje na swój malutki umysł zbyt wiele.

Niestety po wczorajszym nagraniu moje zdanie zmieniło się diametralnie. Moje serce pękło a mózg oniemiał po tym co zobaczyłam na nagraniach i co usłyszałam za kulisami od redaktorów programu UWAGA TVN.

Dzisiaj również nie opowiadam się po żadnej ze stron. Dzisiaj mój poziom agresji wzrósł do tego stopnia, że cieszę się, że zabrakło czasu antenowego by każdy mógł się wypowiedzieć na ten temat. Bo na żywo nie wklejają cenzury.

Oliwia P. to młoda matka, której profil na Instagramie śledziły tysiące osób. Jej idealne, luksusowe życie okazało się fikcją. Do sieci trafiło szokujące nagranie, na którym słychać krzyki, płacz i znęcanie się nad dzieckiem.

Całość reportażu znajdziecie na stronie UWAGA TVN (klik).

Oliwia i jej mąż poznali się na portalu dla bogaczy. Ona szukała jasnego układu: bogaty facet, który ustawi ją do końca życia. On podawał się za biznesmena i na początku spełniał jej zachcianki. Poznali się w lutym. Pobrali w maju. W czerwcu ona była już w ciąży.

Zacznijmy od tego, że nie da się poznać człowieka w trzy miesiące. No kurwa nie da się. Związek, który stworzyli był od początku dysfunkcyjny i pełny niedopowiedzeń. On chciał reprezentatywnej kobiety. Ona chciała kasy ale marzenia o księżniczce Dubaju skończyły się kiedy los postawił na jej koncie dwie kreski. Nie chciała tego dziecka. Od początku powtarzała, że nie będzie dobrą matką. On ją „zmusił” do urodzenia. A później zostawił z macierzyństwem samą. Z macierzyństwem i kilkoma zaburzeniami psychicznymi. Nigdy nie było go w domu a kiedy wracał, miał pretensje o bałagan i fakt, że jego żonie zależy tylko na kasie i popularności w sieci. Ona twierdziła, że nie chce dziecka. Nie chciała jej karmić, nie chciała się nią zajmować. Potrzebowała jej tylko do zdjęć. Nie wstawała w nocy, kiedy dziecko było głodne twierdziła, że jej to nie obchodzi. Kiedy dziecko miało gorączkę, wolała się wyspać niż jechać do lekarza.

Nie chcę bronić Oliwii bo na jej usprawiedliwienie nie ma absolutnie nic. Może poza brakiem wsparcia u męża, który „zmusił” ją do posiadania dziecka a następnie zostawił ją z macierzyństwem zupełnie samą.

Jaka jest w tym wszystkim rola ojca? Telewizja dysponuje DZIESIĄTKAMI nagrań, dokumentującymi winę matki.

Oliwia wyzywa małą Nelię.
On ją prosi żeby jej nie biła.
On ją prosi żeby jej nie wyzywała.
Ona demoluje jego samochód.
Ona wymusza na nim markowe ciuchy.
Ona chce od niego pieniędzy za dziecko.
On ją wyzywa.
Ona wyzywa jego.
Ona odpycha ją lokówką.
Ona wyzywa ją od biedaków.
On wysyła jej filmik ze zdrady.
Ona wrzuca go do sieci.
On potwierdza w programie na żywo, że filmik jest autentyczny.
Ona twierdzi, że on notorycznie ją zdradza.
Ona twierdzi, że nie miała dla siebie w ogóle czasu, wrzucając zdjęcia w kilogramowej tapecie, wystylizowanych włosach i porządnie zrobionych paznokciach.
On wrzuca na Instagrama filmiki i nagrania dokumentujące fakt, że ona znęca się nad dzieckiem.
Ona odsłuchuje w programie nagrania ze znęcania się nad dzieckiem a za chwilę udziela wywiadu z uśmiechem na ustach, skupiając się na sobie.
Oni wrzeszczą na siebie, wyzywając się i używając wulgarnych słów w obecności dziecka.
Ona ŻYCZY DZIECKU ŚMIERCI.

Zdechnij szmato! K… umrzyj w cierpieniach. Jeb… k… śmieciu

Pisać dalej?

A w tym wszystkim jest małe, niespełna dwuletnie dziecko. Dziecko, dla którego mama powinna kojarzyć się jedynie z poczuciem bezpieczeństwa. Które kiedy było karmione piersią miało odmawiane jedzenia. Które na nagraniach płacze. Wrzeszczy. Błaga o pomoc i uwagę.

A ojciec nagrywa.

Rozumiecie paradoks? Ojciec kurwa siedzi i nagrywa wszystko telefonem. Nie podejdzie do dziecka. Nie podniesie, nie nakarmi, nie pojedzie do lekarza. Nie pozmywa naczyń, nie posprząta bałaganu, który tak mu przeszkadza. On siedzi i zbiera dowody na żonę.

A dziecko dostaje po dupie. Dziecko dostaje po psychice. Maleńkie dziecko może mieć traumę do końca życia bo ojcu przyrosły, kurwa, ręce do dupy.

Stary, jesteś tak samo winny jak Twoja żona. Sorry.

Oliwia i jej mąż przerzucają się oskarżeniami, nie zważając w ogóle na dobro dziecka.

Niestety, moim zdaniem program za bardzo skupił się na rodzicach dziewczynki, zamiast na samym dziecku. Bo to o nią w tej całej historii chodzi. Oni mogą sobie skakać do gardeł, wrzucać obraźliwe nagrania i filmiki. Słowo przeciwko słowu.

W tej całej historii nie ma dobrego rozwiązania. Nie wyobrażam sobie, żeby dziecko miało wrócić do matki. Tutaj potwierdza się reguła, że nie każda kobieta nadaje się do roli matki, co sama Oliwia potwierdziła. Dziecko było dla niej karą i przeszkadzało jej w życiu, jakie sobie wymarzyła. Cóż, takie jej prawo. Nie czuć powołania do roli matki. Ale nikt nie dał jej prawa do krzywdzenia dziecka.

Nie wyobrażam sobie także, żeby dziecko było u boku ojca. Ojca, którego tak naprawdę nie było w jej życiu w ogóle. Który zamiast stanąć w obronie dziecka, zareagować wcześniej, nagrywa filmiki telefonem.

I jestem bardzo rozdarta. Bo z drugiej strony odebranie dziecka może być najłatwiejszym rozwiązaniem ale czy najlepszym dla dziewczynki?

Jedno jest pewne. Żeby tworzyć patologię, nie trzeba być alkoholikiem czy narkomanem. Wszystko może odbywać się w pięknym domu, w drogich ciuchach i być dokumentowane na Instagramie.

Bo Instagram to takie „cudowne” narzędzie, które pokazuje nam tylko to, co autor chce pokazać. A my- odbiorcy, naiwnie wierzymy, że wiemy wszystko o naszym „idolu”.

Prawda jest taka, że nie wiecie nic. Znacie tylko urywek naszego życia i to zazwyczaj ten, który najlepiej się sprzedaje. Bo pomimo iż krytykujemy wszystkie piękne internetowe lale, po cichu wzdychamy do takiego życia jak mają. Spoglądamy na szarość i rutynę naszego życia i chłoniemy piękne obrazki. Bez filtra.

A Wy co myślicie na temat całej tej sprawy?

 

0 Komentarzy/e

Skomentuj