To ja. Cegła.

9924 Odczytano 30 komentarzy

Stoję w garażu. Popiół z papierosa niezauważalnie opada na starego kapcia, dym drażni gardło. Pięć minut. Pięć minut wystarczyło mi by życie stało się nic nieznaczącym epizodem.

Ostatnie miesiące dały mi w dupę. Skupiałam się na wszystkich dookoła. Na Hani – na strachu, na jej diagnozie, a w zasadzie jej braku, na niepewności. Na Nadii – na wprowadzaniu jej w życie, na opiece, na pokazywaniu świata a jeszcze wcześniej na tym, by dać jej życie, by go nie straciła zanim się urodzi. Na rodzinie i na przyjaciołach. Na blogu – by dać Wam tego, czego oczekujecie. Odpowiadałam na setki e-maili i wiadomości. Doradzałam, pocieszałam, „wysłuchiwałam”. Uśmiechałam się, spacerowałam, gotowałam obiady. Do innych i dla innych. Gdzieś tam po drodze byłam ja.

Możecie pomyśleć: „Laska ma wszystko. Duży dom, kasę, rodzinę. Czego może jej brakować?”. Niczego. Pewnego dnia, właśnie w garażu, poczułam się pusta. Poczułam, że zgubiłam się w gonitwie za spełnianiem oczekiwań innych. Że już dłużej nie dam rady, że mam dosyć. Tak jakby ktoś wyprał mnie ze wszystkich uczuć i energii. Tak, jakby ktoś wyrwał mi serce i zabrał duszę. Zostało tylko opakowanie. Od tej pory działałam automatycznie. Automatycznie przewijałam dziecko, gotowałam obiad i myłam zęby. Później automatyzm zawiódł i nie miałam siły wstać rano z łóżka. Budziłam się przybita, że jest już ranek, że muszę „przewegetować” cały dzień do momentu aż znowu się położę spać. w pewnym momencie już nie chciałam się obudzić. Zaczęłam zastanawiać się, co w moim życiu ma sens i bardzo szybko „przekonałam się”, że sensu nie ma nic.

Do tej pory największą siłę dawały mi dzieci. Teraz… Teraz wydawało mi się, że ich nie kocham, że są przeszkodą w tym, by nie musieć się budzić następnego dnia. Zaczęłam myśleć, jakby to było, gdyby mnie zabrakło. Gdybym któregoś razu zabrała z apteczki wszystkie rzeczy i „zwyczajnie” zasnęła. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymywała przed tym krokiem była myśl, że nie chcę robić innym problemu. Wydawało mi się, że ludzie zamiast cierpieć po moim odejściu, zwyczajnie byli by na mnie źli, że stworzyłam kolejny kłopot. Pilnowali mnie PT, który codziennie dzwonił do mnie kilkanaście razy po to by mnie skontrolować i przyjaciółka, która dzień w dzień przyjeżdżała, milczała i mnie przytulała.

Każda najmniejsza czynność sprawiała mi trudność. Umycie zębów, zjedzenie śniadania, pójście do toalety. Za przeproszeniem, miałam w dupie to czy zesram się na kanapie czy usiądę na tronie. Przestałam rozmawiać z ludźmi. Nie miałam ochoty odbierać telefonów, odpisywać na wiadomości. Wycofałam się z bloga, usunęłam prywatnego Facebooka. Praktycznie przestałam używać telefonu, który mógł dla mnie nie istnieć. Tak jakbym podświadomie zamykała za sobą wszystkie drzwi. Odizolowałam się na tydzień od wszystkiego.

Co było powodem tego wszystkiego? Poczucie beznadziejności. Świadomość, że zraniłam w życiu wielu ważnych dla mnie ludzi. Że kilku z nich straciłam, być może bezpowrotnie. W ciągu kilku dni zamknęłam wiele wartościowych znajomości. I straciłam te najważniejsze, z własnej winy. Ostatnio usłyszałam, że zostanę sama jak palec. I to się właśnie chyba dzieje. Nie mam motywacji, żeby wychodzić do ludzi. Do życia potrzebuję teraz garstki osób, które powoli się wykruszają. Są dzielne, bardzo. Znoszą moje humory, moje beznadziejne samopoczucie. Znoszą mnie, kiedy ja sama nie mogę siebie znieść. Każą jeść, pić i wyjść z łóżka.

Depresja to suka. To nie lenistwo. To nie smutek. To właśnie „niebyt”, brak uczuć i obojętność. Brak chęci do życia, brak motywacji. Masz w dupie, czy jutro się obudzisz. Idąc osiedlem, zastanawiasz się, z którego piętra było by najskuteczniej. Kiedy łykasz tabletkę na ból głowy, zastanawiasz się, czy nie wziąć kilku więcej. Nie płaczesz bo nie masz na to siły. Nie masz w sobie żadnych uczuć. Miłości, żalu, złości.

Nie miałam motywacji do prowadzenia bloga, nadal robię to trochę „na siłę”. Bloga, który był dla mnie trzecim dzieckiem. Uśmiecham się – bo tak trzeba. Bo inni tego ode mnie oczekują. Bo społeczeństwo nie akceptuje ludzi z problemami. Męczy mnie wychodzenie do ludzi. Cierpię, kiedy nie ma przy mnie tych najważniejszych. A później bombarduję ich kamieniami. Napierdalam nienawiścią na przemian z obojętnością. Każdym moim czynem mówię „odpierdol się”. A oni nadal są. Pomimo wszystko. Trwają i trzymają za rękę, którą ja usilnie chcę puścić. Niszczę innym życie, sama sobą. Odrzucałam każdą oferowaną pomoc. A najgorsza w tym jest samotność. Panicznie boję się, że zostanę sama. Że Ci najważniejsi odejdą.

I to wszystko wraca. Nie co kilka tygodni czy dni. Wraca każdego dnia. Do dziś.

Witamy w piekle.

Ktoś mi ostatnio podsunął idealne porównanie.

„Połóż przed sobą cegłę i powiedz, żeby się ruszyła”.

To ja. Cegła.


 

30 Komentarzy/e
  • Sandra

    Odpowiedz

    Wiem co przechodzisz. Sama walcze z depresja. Teraz jest juz lepiej, leki w koncu dzialaja. Ale na poczatku bylo tak jak piszesz. Zaszylam sie w lozku. Nie mialam sily jesc, pic, rozmawiac, wstawac do toalety. Nie mialam sily zajac sie dziecmi. Najpierw zajmowala sie nimi moja mama potem mąż wziął urlop. Jak leki zaczely dzialac i wyszlam z lozka to balam sie wychodzic samej z domu.

  • Sandra

    Odpowiedz

    Wiem co przechodzisz. Sama walcze z depresja. Teraz jest juz lepiej, leki w koncu dzialaja. Ale na poczatku bylo tak jak piszesz. Zaszylam sie w lozku. Nie mialam sily jesc, pic, rozmawiac, wstawac do toalety. Nie mialam sily zajac sie dziecmi. Najpierw zajmowala sie nimi moja mama potem mąż wziął urlop. Jak leki zaczely dzialac i wyszlam z lozka to balam sie wychodzic samej z domu

  • Zdolowana zyciem

    Odpowiedz

    Nie jesteś sama… Dobija mnie codzienność, brak chwili dla siebie, problemy zdrowotne moje, męża, dzieci. Wstaję na siłę, wszystko mnie drażni. Najchętniej bym nie wstała. Ale kocham dzieci i dla nich próbuję codziennie.

  • anna

    Odpowiedz

    Boze jak ja dobrze to znam. Wydawalo mi sie to niemozliwe ale wyszlam z tego. Mi pomogl psychiatra i terapia z psychologiem. A przedewszystkim wiara i modlitwa. Nie odrazu, ale powoli bylo coraz lepiej. Mam nadzieje ze jestes objeta odpowiednia opieka lekarza. Masz cudownego meza i przyjaciolke. To skarb. No i oczywiscie dwie urocze istotki dla ktorych warto walczyc.
    Trzymaj sie kobieto!!!

  • Anjanka

    Odpowiedz

    Taki dzień świstaka jest straszny.
    Jesteś dzielna. Nie jesteś sama i nie będziesz. I chociaż teraz w to nie wierzysz, albo masz to głęboko gdzieś, to wiedz, że dasz radę. Tu i teraz i później też. Za dwa dni, za tydzień, za rok i później.
    Jesteśmy tu na wyciągnięcie ręki. Pewnego dnia zechcesz ja wyciągnąć, a my tu nadal będziemy czekać na Ciebie.
    powodzenia.

  • Ania

    Odpowiedz

    A ja Ci dziękuje za ten tekst… Najprawdziwszy ze wszystkich… Też walczę z tym gównem… Dzięki Tobie wiem, że nie jestem sama…

  • Edzia

    Odpowiedz

    Trzymam za Was kciuki. Za Wszystkich. Oswoisz kiedyś tą sukę.

  • Samamama

    Odpowiedz

    Jesteś bardzo mądra i masz jeszcze dużo do zrobienia.Sens można odnaleźć we wszystkim.Odpuść powoli małymi kroczkami ,nie wymagaj od siebie zbyt wiele naucz się olewac……..żyj tu i teraz 😊

  • Joanna

    Odpowiedz

    Jesteś wspaniała i masz niesamowitych ludzi wokół siebie- rodzinę i przyjaciół. Wierzę że dasz radę i mocno trzymam kciuki! Dobrze że podzieliłaś się z nami swoją historią, dzięki temu lepiej zrozumieją Cię ci którzy chcą Cię zrozumieć. Walcz kobieto bo jak nie Ty to kto. Pozdrawiam serdecznie

  • abiwie

    Odpowiedz

    sieć to cichy zabójca, wampir….. ale jego da się okiełznąć wystarczy zamknąć kompa …… zrób to a poczujesz się wolna……

  • Mamuska

    Odpowiedz

    dasz rade..bo jak nie Ty to kto..???? uwierz mi …przyjdzie taki dzien, ze odzyskasz sily,zacisniesz poslady, wypniesz piers (nawet jesli juz masz -1 wklesly, jak ja..) i znow bedziesz pchac ta swoja kulke gowna do przodu..i zacznie Ci to sprawiac radosc… a skad wiem? bo ja swoja kulke ciagle pcham z usmiechem,choc sil czasem juz dawno brak..na oparach pcham, ta kulke..bo nigdy sie nie poddam..

  • MAMUSKA

    Odpowiedz

    i nie dam suce wygrac…walcze, bo mam dla kogo.. i Ty też.. wiec kto jak nie Ty?? silna babka z jajami jestes, wiec zepniesz poslady… trzymam kciuki i wierze w Ciebie :-*

  • Klaudia

    Odpowiedz

    Jak ja dobrze to znam. Tylko ze ja na wyciągnięcie ręki mam tylko męża – a on nie zawsze rozumie. Najgorzej jest wtedy kiedy mąż jedzie do pracy- zostaje sama z tesciami- teściowej nie znosze- umiłował mi życie rodzinne jak nikt. Od ponad 6 lat jestem wyrwane z mojego naturalnego środowiska – przeprowadzilam sie do meza z mojej rodzinnej miejscowości.

  • Klaudia

    Odpowiedz

    A tu w małej miejscowości ciężko znaleźć znajomych a co dopiero przyjaciół, tu każdy czeka aż Ci się noga powinie. A ja niestety jestem związana tu różnymi rżyczą mi więc nie mogę się wynieść. Z dnia na dzień przestawał mi się chcieć. Dodatkowo kolejna osoba która sprowadza mnie do poziomu poniżej zera jest moja matka, dla niej wiecznie mam bałagan, moje dzieci są najmniej wychowane z

  • Klaudia

    Odpowiedz

    Wszystkich wnuków. Kiedy obroniłam prace magisterska nie usłyszałam gratuluję czy bardzo się ciesze, tylko jedno zdanie „czemu jest na durlopie 4 a nie 5.” A tak na prawdę studiowałem dla niej- by była ze mnie dumna- nie jest. I daje to odczuć na każdym kroku. Juz dawno chciałam ze sobą skończyć tylko jedna myśl trzyma mnie przy zyciu, ze moimi dziećmi zajmować się wtedy będzie tesciowa

  • Aneta

    Odpowiedz

    Trzymaj się Natalka,ja za ciebie też będę trzymał kciuki bo jesteś zajebistą osobą a to co robisz dla innych jest niesamowite. Czasami tylko trzeba zacząć myśleć o sobie bo ludzie często w tym pędzie zapominają o tym co jest ważne a ty też jesteś ważna,pamiętaj,🙂

  • Depresantka

    Odpowiedz

    Przechodzilam to będąc szczęśliwą mężatką…. I przechodzę too teraz, 7lat po rozwodzie… Samotność dobija….. Codzienność jeszcze bardziej…. Dziecko najbardziej….. Ilez waznych mi osób stracilam, a szansy na powrot nie ma. Oni nie chcą wrócić. I ja to rozumiem…. Zaczelam się leczyć… Alkoholem.. Czekam tylko weekendu, kiedy mogę się upic i zapomnieć.. Wyłączyć się. Taka to choroba 🙁

  • AnPo

    Odpowiedz

    Natalia dziękuję…i kurwa mocno Ciebie tule, no i huj że nie chcesz, że Ci wisi i masz w dupie…ściskam mimo wszystko, wal tym co masz pod ręką…nie puszczę, aż sił w ramionach zabraknie albo zalicze dzwona :-)…wirtualnie ale ściskam. Sama tego potrzebuje i tak zajebiscie prawdziwie rozumiem z czym obie się zmagamy. Suka gryzie, bo się broni i boi…Ty ciągle walczysz o siebie…

  • AnPo

    Odpowiedz

    …ziemię trzeba czasem wypalić do zera, by mogło wzejsc nowe…Cegła rozpierdoli system swoim spokojem i tym właśnie, że jest cegłą. Myślimy z którego pietra będzie skutecznie…ale coś zawsze nas zatrzymuje…choć jesteśmy puste w środku…zatrzymuje nas nasza wola życia, jeszcze jest, gdy jej zabraknie nie będzie nas. Walka z depresją jest jak sinusoida…jednak w końcu odpuszcza

  • Rudamaminka

    Odpowiedz

    Natalia przeczytałam na macierzyńskim cały blog od dechy do dechy jestem fanką Twojego talentu,siły, szczerości, chciałabym jakoś pomóc ale czuję się bezradna, szkoda że nie znamy się osobiście stała bym za Tobą murem. Myślę sobie że obojętnie jak bardzo będziesz odpychać bliskich oni zostaną bo Cię kochają i wiedzą że ich potrzebujesz. Bądź dzielna może to oklepany tekst ale mam nadzieje że ukoi

  • Natalia

    Odpowiedz

    Hej!To ja Natalia. Taka cegła. Zawsze wszystko robione żeby innym było dobrze. Znajomi znają mnie z organizacji fajnych imprez, zwariowanego nastawienia i bycia dobra matką dwójki szkrabów. A mam takie chwile, że zastanawiam się która zyletka będzie lepsza, albo siedzę z kartką i pisze do wszystkich, którym musze powiedzieć dlaczego mnie nie ma (tak na zaś). Depresja to k*rwa. Wraca jak bumerang

  • karolina

    Odpowiedz

    Myślę, że najlepiej byłoby po prostu iść do lekarza. Współczuję choroby, wierzę, że depresja istnieje naprawdę, że nie jest lenistwem. Ale pomyśl jak czuje się Twój mąż, kiedy jego znajomi z pracy czytają, że jego żona patrząc na blok zastanawia się z którego piętra skoczyć, albo rozważa samobójstwo przez łyknięcie tabletek… to czytają również wychowawczynie Twojej córki z przedszkola…

  • Gybryyna

    Odpowiedz

    Śledze cie od b.dawna, jakos nie nam w zwyczajy komentowania jestem racze ta cicha myszka ktora sledzi i trzyma kciuki. Trzymam mocno za Cb kciuki N, uwielbiam twoje wpisy, masz to cos w pisaniu co przyciaga. Jestem mama 2 dzieciakow, rowniez od pewnego czasu zmagam sie ze zdolowaniem, zmeczeniem, wypaleniem, frustracja, niechecia jest to strasznie trudne, staram sie jak moge ale czasami pekam..:/

  • Kasia

    Odpowiedz

    Natalia nie poddawaj sie chociaż jest cężko.Swietnie Cię rozumiem.Ja depresje mam od kilku lat,przeszłam już kilka nawrotów i szpital psychiatryczny.Przez to straciłam pasje,wszystkich przyjaciół i znajomych.Została ze mną tylko rodzina.Cały poprzedni rok to jedna wielka dziura w moim zyciu, rok leżenia w łóżku.
    Jeśli nie chodzisz na psychoterapeuty to pomyśl o tym, to pomaga.Trzymaj się:)

  • Maryśka

    Odpowiedz

    Nigdy nie miałam doczynienia z ta choroba, ale moze by tak pierdolnac tym wszystkim, spakować plecak, i wyjechać na jakaś dziką wioskę , gdzie w około nic tylko las, cisza i spokój, gdzie nie ma zasięgu ,internetu. Bliżej natury , bliżej Boga , bliżej siebie samej…

  • Jula

    Odpowiedz

    A bierzesz leki? Wydaje mi się, że kiedyś pisałaś że bierzesz… może trzeba zmienić? Mi jedne nie spasowały jak trzeba i teraz biorę inne, wiadomo po paru miesiącach już nie ma początkowej euforii, w sumie przez leki nie odczuwam nadal jakiś super emocji, ale nie czuję takiej pustki zasysającej mnie od środka. Jak przeczytałam 3. akapit i przypomniało mi się co czułam nim zdecydowałam iść do

  • Jula

    Odpowiedz

    psychiatry, to aż mi się niedobrze zrobiło. Kiedyś przeczytałam fajne słowa, bardzo mi utkwiły w głowie, coś w stylu „depresja pojawia się, gdy zbyt długo człowiek pokazuje się silniejszym niż jest w rzeczywistości”

  • nadia

    Odpowiedz

    Czy depresja to brak uczuc? Hmmm chyba zalezy. Ja mialam uczucia — strach, zal, zlosc … dlugo by wymieniac. Nie zastanawialam sie, z ktorego pietra skoczyc, wiedzialam, ze z ostatniego, pytanie czy sama, czy z moja #2? Strach… balam sie wziac do reki noz czy nozyczki, podejsc do barierki na balkonie z nia na rekach … wiedzialam, ze nic jej nie zrobie, ale wiedzialam, ze te mysli przyjda…

  • Nadia

    Odpowiedz

    Nie jestesmy ceglami, ich nic nie rusza. A nas rusza zbyt wiele. Nieprzespane noce, ich kiepskie zdrowie, humory, zepsute dni, tysiac rzeczy, ktore musimy zrobic, a ktorych nienawidzimy, tysiac rzeczy, do ktorych musimy je zmusic, a ktorych one nienawidza. I juz nie wiem, co napisac, bo za malo miejsca na tak duzo mysli i slow. Zmieszcze tylko to, ze mozna na to wszystko spojrzec z innej strony.

  • Agata Pawłowska

    Odpowiedz

    Wiara nadaje sens. Nikt z nas sam z siebie nie jest zdolny do kochania, prędzej czy pózniej każdy z nas wysiada. Pan Bog tylko może nas do miłości napędzić i jej nauczyć. Bo to On kocha nas bezmiernie niezależnie do tego w jakiego gowno wdepniemy.
    Mt 9, 12 – On usłyszawszy to, rzekł: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.
    Polecam 😉

Skomentuj