Trochę feministycznie o męskiej dupie.

391 Odczytano 5 komentarzy

Święta minęły, Sylwester za nami. Szczęśliwcy systemem wędrownym spędzili obie imprezy na wyjściach i wyjazdach, ci którym poszczęściło się mniej, zarywali noce przy osiąganiu kolejnych pierogowych umiejętności w kuchni czy też doprowadzając chałupę do reprezentatywnego stanu, w którym kark teściowej nie będzie miał okazji do wyrażenia kolejnej dezaprobaty. Gdy jeszcze mieszkałam z rodzicami zdarzało się, że Wigilię popełnialiśmy u nas. Mama uwijała się w kuchni, tato szorował markety w poszukiwaniu karpia a najmłodsi mieszkanie, w poszukiwaniu kurzu. Po Wigilii nadchodził czas gdy cały poświąteczny bajzel trzeba było ogarnąć, w czym wszyscy partycypowaliśmy po równo chyba, że było się w wieku lub stanie uniemożliwiającym trzymanie naczyń w dłoni, bez wyrządzenia im jakiejkolwiek szkody.

_____________________________________

W każdym związku przychodzi czas, kiedy pakujecie swoje walizki, tudzież kartony a w wersji bardziej prawdopodobnej worki na śmieci (bo torba podróżna w domu jest jedna i przechodnia), wyszczerbiony kubek i strawionego poimprezową śliną „jaśka”, dajecie całusa tatusiowi, pocieszacie ukradkiem ocierającą łzę mamusię i ruszacie na swoje razem z drugą połówką. Czasami na kocią łapkę, narażając się tym samym na katolicki ostracyzm i oburzenie w konfesjonale, czasami całkiem na legalu, już po ślubie. Wszystko jest piękne i nowe a wasze życie ogranicza się do wesołego urządzania gniazdka (ha, ha akurat.. prujecie puchy nad kolorem farby w sypialni i długością włosia dywanika pod kiblem, ryzykując tym pierwszy małżeński kryzys), poznawania swoich przyzwyczajeń i ustalania domowych reguł, które jak się później okaże ni w pipę ni w oko pasują do waszego harmonogramu wspólnego bytowania.

Pół biedy jeśli on trafił na kurę domową, hobbistycznie segregującą do prania przepocone skarpetki i uprawiającą domowy fitness mopowy. Gorzej, jeśli zapał do obowiązków domowych macie mniej więcej na równi, do tego on wyręczany przez 25 lat przez mamę, przed odpaleniem odkurzacza prosi cię o instrukcję obsługi lub zapisuje się na męskie forum wsparcia w domowych obowiązkach i przy pierwszych lepszych zakupach zaopatruje się w gumowe rękawiczki, w trzech kolorach.

Załóżmy scenariusz mniej drastyczny, gdzie on w wyniku poprawnego działania natury został obdarzony ręką prawą i lewą, równie sprawnymi półkulami mózgowymi i minimalnymi chociaż zdolnościami manualnymi potrzebnymi do utrzymania w dłoni ściery.
Tylko… Czy on powinien pomagać w domu? Jeśli jest męską dupą to owszem, powinien. Powinien poproszony o wyniesienie śmieci odłożyć pada od konsoli i posłusznie odmaszerować w stronę osiedlowego kontenera. Po obiedzie, nad czarowaniem którego spędziłaś trzy godziny, jeśli go o to poprosisz powinien jako przykładna męska dupa włożyć naczynia do zmywarki. Jak na męską dupę przystało, powinien ci pomagać.

Zanim klikniecie krzyżyk w prawym górnym rogu, odlajkujecie twarzoksiążkę lub zredagujecie hejta, zapraszam do dalszej lektury.

Facet nie powinien pomagać w domu, chyba że jest męską dupą. Co zatem powinien robić? Powinien być mężczyzną. Powinien być głową domu, partnerem. Nie powinien pomagać. Powinien uczestniczyć w życiu codziennym na równi. Dlaczego? Bo pomagając udowadnia, że obowiązki to babska rzecz.
Kobiety lubią podkreślać kwestię równouprawnienia w związku. Nie odbierajmy zatem mężczyznom przyjemności wyszorowania kibla od czasu do czasu czy popląsania z odkurzaczem. Nie nadawajmy im lewości, awansując z równouprawnionej partnerki na matkowanie. Często pracujemy w takim samym wymiarze godzin, często mamy dzieci. Dlaczego więc główny obowiązek utrzymania domu w stanie używalności ma spoczywać na kobietach, jedynie przy pomocy mężczyzn?

_____________________________________

Gdy poznałam PT, był już na swoim. Potrafił wyprać i nie pofarbować przy tym żadnej szmaty, wyprasować, ugotować i machnąć ścierą, gdy warstwa kurzu nie pozwalała już na optymalne funkcjonowanie jakiegoś sprzętu tudzież przed randką, co jest bardziej prawdopodobne. Gdy zamieszkaliśmy razem, obowiązki dzieliliśmy po równo (może nie od początku bo skoro potrafił to nie wychylałam się ze swoimi umiejętnościami, dając mu tym samym pole do popisu). Owszem są rzeczy, które lepiej robię ja i które lepiej robi on. Ja czuję większy związek z Cifem do czyszczenia toalet, on się spełnia podczas mycia naczyń. Są też rzeczy, które robimy w takim samym stopniu i których nie robimy w ogóle (lub bardzo rzadko). Staramy się jakoś współpracować, chociaż nie zawsze obejdzie się bez ofiar.

5 Komentarzy/e
  • ~bastalena

    Odpowiedz

    „Faceci są wzrokowcami. Ale zlewu pełnego naczyń żaden nie zauważy” 😉

    Ten fenomen zawsze mnie zastanawia(ł). Zje. Przemieli w paszczy. Odkrztusi. Beknie. Na zdrowie! Ale do jasnej cholerki, do zlewu nie trafi, tylko zawsze obok postawi 😀
    A jeśli już postęp nastąpi, to wody by chociaż nalał. Ale gdzie tam. A potem Ty niewiasto męcz się z patelą. Następnym razem przez łebsko dostanie, to może zapamięta 🙂

    pozdrawiam 🙂

  • ~MAMA ANTONINY

    Odpowiedz

    A co jak on odkurza trzy razy dziennie, myje, przeciera, czyści, lata z mopem do znudzenia, wstawisz szklankę do zlewu idzie myć, jeszcze tylko okien nie myje codziennie ale myślę niebawem wejdziemy i na ten stopień wtajemniczenia…. Pytam co gorsze?…

    • Matka-Nie-Idealna

      Pożycz ! Plisss… 🙂

      • ~MAMA ANTONINY

        Wierz mi, trochę można i jest fajnie ale na dłuższą metę naprawdę chyba wolałabym kurde bałągan:)

  • ~Młoda i Głupia

    Odpowiedz

    Ja niestety trafiłam na faceta udającego dorosłego. Oboje mieszkaliśmy z rodzicami byliśmy w związku i stwierdziliśmy, ze mamy dość ryzów rodziców i chcemy się usamodzielnić.

    Wyprowadziliśmy się ja-pedantka, córka zawodowej kucharki, klasa średnia, pracuje i studiuje zaocznie; on-marzyciel, wszystko dostawał od rodziców, odszedł z uczelni zaczyna drugą, studia dzienne bo rodzice będą dawać mu kasa .

    I już od 2 lat walczę o mycie naczyń….

Skomentuj