Wielka kumulacja.

2377 Odczytano 6 komentarzy

Stanowczo za rzadko biorę udział w konkursach a jak już wezmę to zawsze jebnie wielka kumulacja. Raz mi tylko nie poszło, jakieś siedem lat temu. Jak dziś pamiętam dzień, w którym poszłam na pierwszą randkę z PT i powiedziałam, że albo on albo 54 miliony, które prawdopodobnie dzisiaj wygram bo nie szukam miłości. Coś poszło nie tak i dziś jestem 5 lat po ślubie z dwójką dzieci w dowodzie.

Tym razem wygraną dostałam z półobrotu i z wrażenia rozlałam się na podłodze, gdy przesympatyczna pani doktor poinformowała mnie, że od dzisiaj (to jest zeszły poniedziałek) przez tydzień czynię wakacje z dwójką dzieci na wyspie zwanej Angina. Wiecie, 39 stopni, lody, dragi i ostre balangi w nocy. Nie powiem, że się ucieszyłam, bo w myślach od razu odnotowałam stos roboty jaka mi przez tydzień swawoli urośnie i już mi się twarz trochę mniej uśmiechała, trochę pobladła jakby i generalnie całą sobą krzyczałam „dlaczegokurwaja” i że w tempie rozwoju kariery „trzy dni żłobek, dwa tygodnie gile” dojdę co najwyżej do kasy w Biedronce, ewentualnie trwałego obywatelstwa w lokalnym PUP-ie.

Kiedy już zalogowałam się w domu z dwoma żądnymi chusteczek, środków przeciwgorączkowych i permanentnej uwagi osobnikami kategorii jęczącej i zamówiłam kartę stałego klienta w ośrodku psychiatrycznym, po raz trzeci tego dnia stwierdziłam, że macierzyństwo jest przereklamowane i całkowicie rozumiem politykę jednego dziecka, przygoda wydawała się dopiero zaczynać. Wyjątkowo mi się dzieci zsynchronizowały w tym całym chorobowym pierdolniku – i dobrze. Jeden konkretny nokaut a nie takie lanie po pysku raz jedna, raz druga. Jakby jedna skończyła chorować to później druga by zaczęła, if you know what I mean, a tak to intensywnie aczkolwiek krótko przeczołgały mnie po padole anginowym. W pewnym momencie zaczął łamać mi się też mąż ale gdy spojrzałam na niego wzrokiem bardziej „gdzie jest sznur od bielizny” niż „przyrodzenie ci niemiłe?”, chłop się zlitował i ostatecznie zdecydował się nie pochorować. Na domiar złego położyły się też zwierzęta w składzie dwa koty i pies. Sraczka nie z tej ziemi. Dosłownie i w przenośni.

Nawet było znośnie jak mi się dzieci pościeliły na kanapie i zasnęły w tempie trzy sekundowym, pozycjach na odrzutowca, czyli ogon do góry, ręce wzdłuż ciała, żeby opór powietrza przy wchodzeniu na orbitę snu był mniejszy i odpalony silnik nosowo – gardłowy. Znośnie było do momentu oddalenia się na przykład do toalety lub kuchni bo wtedy silniki zaczynały sygnalizować awarię i przecieki wybudzały pacjentki ze snu.

Po trzech dniach zaczęłam doceniać dzieci i czas spędzony razem. Gdzieś tam z tyłu głowy kołatało mi „wypuśćcie mnie stąd!” i kiedy tylko do domu wracał PT, ja ulatniałam się z domu pod pretekstem zakupów tamponów lub innych przywilejów, których nie mógł sprawować mój mąż. Nie żeby gościu nie wiedział czym jest tampon i ma jakikolwiek problem z wożeniem w koszyku podpasek, bo zdarzyło się ostatnio, że wracając z zakupów przyniósł do domu dwie paczki zupełnie mi nieznanych, które były akurat w promocji, z tekstem, że kropelki na opakowaniu się zgadzają więc może spróbuję czegoś nowego?

Czas spędzony z dziećmi pomógł mi docenić dobro najbardziej deficytowych instytucji w naszym kraju, czytaj przedszkola i żłobki a co najważniejsze – samotnych rodziców. Poważnie, ci to mają jakieś turbodoładowanie. Praca, dzieci, dom i niemożliwość wymeldowania się z tego majdanu na przykład do sypialni albo na promocję w Lidlu, kiedy ojciec zostaje zaciągnięty w szeregi opiekunek.

Podsumowując półtora tygodnia wachty na stanowisku gilołapacza, dwanaście zastrzyków, dwa opakowania antybiotyku i paczkę mokrych chusteczek na dzień stwierdzam, że potrzebuję sesji terapeutycznej. Najlepiej 300 km od domu, przez trzy dni. Tymczasem dopijam zimną już kawę, delektuję się pracą i ciszą. Ciszą i pracą. Tworzę w głowie wielkie projekty, tupię zniecierpliwiona nóżką bo chciałabym już, teraz, zaraz. Powoli zapominam jak się pisze, choć tęsknię za tym okropnie. Czy ktoś zna jakiś magiczny patent na zdrowie?

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Wielka kumulacja."

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Anna
Gość

Tak. Już to mówiłam. Wiek 6 lat. Nic tego poldiable nie bierze 😉

Mon
Gość

Pisz pisz pisz, prooooooszę!!!!
Tak bardzo mnie to wszystko co czytam podnosi na duchu, serio
Więc gdybyś nie miała z kim żeby móc w spokoju popisać sobie… Ekhm w sumie mieszkam w lubelskim, jedno 1,5 roczne turbodoładowanie plus drugie 6 tygodniowe w brzuszku plus brak wymiotów (jeszcze), ale za to mdli od jakiegokolwiek patrzenia w stronę jedzenia więc heloł, wybacz ale jednak nie pomogę 🙁

Mon
Gość

Ale pisz proszę bo ja uwielbiam to wszystko czytać! :))
Wysyłam trochę energii i pozdrawiam cieplutko

Anula
Gość

Nie, ja nie … nie wiem, przykro mi …. niestety nie pomogę…… mnie już szlak trafił…… grzaniec próbuje rozgrzać ….. moje dziecię znowu w gilach….. j*bane przedszkole i maďki posyłające swe dzieci chore, które myślą, że chyba cierpię na brak urlopu, więc mi go fundują…. Wasze i Nasze zdrowie! Te fizyczne jak i psychiczne….. byleby do maja?????

Kika
Gość

Ja znam….Testowałam😉Zero przedszkola 😉😉😉Tylko na dłuższą metę się nie da…niestety😶😶😶

Kasia
Gość

Niestety nie ma lekko. Zawsze ktoś musi zostać z dzieciakami – u mnie pada na męża…. Zarabiam więcej od niego, więc kwestia tego kto weźmie urlop jest dość oczywista. 😀 Niemniej jak wracam do domu z pracy to czuję się tak jakbym musiała zrobić drugi etat…