Wybór imienia sprawą ogółu. Czyli o tym, że krzywdzisz swoje dziecko.

520 Odczytano 2 komentarze

Wybór imienia dla dziecka wbrew pozorom nie jest prostą sprawą. Oprócz tego, że imię musi trafić w nasz wspólny gust, często pieczętujący różnymi stopniami małżeńskiego kryzysu różnicę zdań, powinno być znakiem szczególnym dziecka, wrytym trwale w jego dokument tożsamości, nie będąc przy tym nigdy powodem do narobienia dziecku w życiu syfu, kosztem rodzicielskiego widzimisię. Imię jest naszym indywidualnym znakiem, prezentowanym jako jeden z pierwszych przy podaniu dłoni nieznajomemu, wyczytywaniu ofiary na stracenie przy szkolnej tablicy lub dzierżącym pierwszoplanowe miejsce na firmowej pieczątce.

Jeśli chodzi o dziecięce imiona, mam dużą tolerancję. Sama Hanisława nosi popularne imię, dzieląc je z pierdyliardem innych skrzywdzonych przez matkę naturę bezwłosych dziewczynek w Polsce. Być może kiedyś się to na mnie zemści, gdy na placu zabaw zgarnę 4 Hanie w poszukiwaniu tej jedynej, pochłoniętej przeczesywaniem łopatką piaskownicowych rejonów. Być może któregoś dnia Hanka wróci do domu z kwaśną miną zwiastującą stwierdzenie, że od dzisiaj jest mianowana wszelkiej odmiany Rogalem w ramach rozróżniania spośród innych przyodzianych w to samo imię. Być może na rozdaniu dyplomów będzie jedną z 15 imienniczek kasujących wyróżnienie za umysłowy polot. Z imienia rzeczonej jestem zadowolona a każde wytknięcie CTRL+C, CTRL+V kwituję faktem posiadania krytyki w głębokim poważaniu, ulokowanym nie gdzie indziej jak pod swoim chudym pośladkiem.

Wszystko ma oczywiście swoje granice i moja tolerancja kończy się w momencie gdy ktoś fonetycznie zgwałci mnie Dżesiką albo innym Brajanem, Mercedes albo Zygfrydem. Ja rozumiem, że domowe tradycje czasami trącą archaizmem i gdy nie nazwiemy syna imieniem pradziadka, rodzinne niezadowolenie może okazać się strzałem w familijne ego a Dżesika brzmi bardzo faszyn i otwiera drzwi do londyńskiego zmywaka ale pamiętajmy, że w korelacji z niezbyt wyjściowym nazwiskiem, Kevin Kapusta może w przyszłości być chłopcem smarującym plecami szkolne ściany z plecakiem wyznaczającym trajektorię lotu w okno bramki.

Żeby móc zarejestrować imię dziecka, spłodzonego przez naszą wyobraźnię (imię, dziecko płodzi się czymś innym), zaakceptowanego lub zjechanego w błocie przez ogół babć i cioć, trzeba jeszcze spotkać się z przychylnością urzędnika po drugiej stronie szybki, tudzież poczynić długotrwały zapas napojów cechujących się wysokim procentem zdolności negocjacyjnych. Przy tym całym wytężeniu umysłu, mającemu na celu trwałą sygnację tworu minionych dziewięciu miesięcy, musimy pamiętać, że imię nadane nowo narodzonemu dziecku musi pozwolić bez problemu rozróżnić płeć, nie obrażać posiadacza, być pisane w wersji zgodnej z polską ortografią i w pełnej, nie zdrobnionej wersji.

O gustach się nie dyskutuje i tak samo, jak ja miałam prawo nazwać Hanisławę- Hanisławą, tak samo inne dziecko może zostać uszczęśliwione Bożydarem lub Nicole. Nie wnikam, ile tatuś strzelił w palnik na pępkowym, po czym pełen szczęścia w sercu i wydychanym powietrzu udał się do stosownego miejsca, potwierdzającego fakt słuszności odbytej imprezy lub jakie narzędzia negocjacyjne stosowała rodzina, łącząca fakt wyboru imienia dla dziecka z możliwością wydziedziczenia.

Coraz częstszym schematem są rodziny wielopokoleniowe, coraz częstszym faktem jest poszukiwanie chleba poza granicami naszego pięknego państwa. Tu moje granice tolerancji ponownie nabierają w płuca i luzują, stosownie do sytuacji. Nigdy nie można być pewnym, czy Dżes nawoływana z amerykańskim akcentem nie jest tak naprawdę Jess z pięćdziesięcioma gwiazdkami w rodowodzie a przy wyborze imienia dla Hiacynty dziadek akurat nie ostrzył siekiery.

Wybór imienia jest nie tylko naszą sprawą. Jest sprawą ogółu, cichaczem wyrokującym nad długością słomy wystającej z naszych butów. Ogółu urzędującego najpierw w piaskownicy a następnie w szkole lub w pracy. Nie ryzykujmy wstydu dziecka, nie ryzykujmy możliwości używania drugiego imienia jako tego właściwego. Wystąpmy z naszą wizją poza czubek nosa, dla dobra dziecka polot zachowajmy przy wyborze imienia dla szczurowatego kurdupla majtającego się pod kolanami.

PS. Hanna Weronika Rogalska. Me gusta !

DSC0112

DSC0278

2 Komentarzy/e
  • BUY GoPro HERO4 SILVER AT AMAZON HERE

    Odpowiedz

    Thanks designed for sharing such a good idea, post is pleasant,
    thats why i have read it entirely

  • Marta

    Odpowiedz

    Masz niesamowity dar do pisania. Czyta się Ciebie z wielką przyjemnością. Co do imion to u mnie starsza to Milena (nikt nie protestował) a młodsza to Maria – i tu protestowało pół rodziny, że niby jak można dać dziecku na imię Maryśka. Nie zważając na protesty została moją małą Marysią czy Manią.
    mama Marta
    zdrowydzieciak.pl

Skomentuj