Wyluzuj.

3990 Odczytano 10 komentarzy

Wkurwiam się.

Wkurwiam się często, głośno i intensywnie. Tak mnie już Bozia skonstruowała, że zapomniała wszczepić mi cycków i cierpliwości.

O to, że dziecko wstało zbyt płaczliwie i zamiast ubierać się do przedszkola, przyprawia mnie o zawał serca, siedząc cicho w jednej z miliarda szaf w domu.

O to, że woda się wylała, kierowana ręką Najmłodszej. Bo zapomniałam sprzątnąć z jej zasięgu miskę kota. Tylko wtedy nie wiem, czy wkurwiam się na siebie czy na Nią.

I że On wlazł butem w świeżo umyte, które nie jest już ani świeże ani umyte.

Albo, że pogoda nie ta lub za bardzo ta. Że za zimno, za gorąco, zbyt wiecznie – narzekam.

Że On mlaska a Ona ciamka. Nic to, że takie dobre – ja się wkurwiam.

Że obiad nie taki jak bym chciała, chociaż w sumie to sama nie wiem, jaki miał by być.

Wkurwiam się bo ktoś coś powiedział lub nie powiedział. Że powiedział za dużo, za mało, za głośno lub zbyt cicho. A ja sobie ułożę coś w głowie i ma być po mojemu, nie po czyjemuś. Wkładam ludziom słowa w usta i czekam na ich brzmienie.

A potem siadam i zastanawiam się po co to i dlaczego.

Że nie zawsze muszę mieć dom na błysk bo ktoś stwierdził, że mam bałagan. To mój dom i mój bałagan. Dom jest dla mnie a nie dla kogoś. I nie ja dla domu.

I że nie muszę gotować obiadu, kiedy w głowie gra heavy metal i łupie po garach niemiłosiernie. Że raz w tygodniu możemy zjeść na mieście. Albo pięć razy.

Że dziecko może wstać lewą nogą i może w końcu coś się zmieni, jak będzie spała do góry nogami.

Że nie muszę być najlepsza dla wszystkich. Wystarczy, że jestem dobra dla mnie samej.

I że jeśli będę się przejmowała tym, co ludzie powiedzą, nigdy nie wygram ze swoimi kompleksami. A w lecie bywa gorąco w długich spodniach.

Że ci, co najgłośniej krzyczą i tak za chwilę znikną z mojego życia, mając mnie w dupie. Więc ja też ich mogę mieć.

A kiedy pada mogę narzucić dziecku kaptur i poskakać po kałużach.

Zastanawiam się po co ten bieg codzienny, kiedy mogę zwolnić do kroku czterolatki i zbierać lipcowe kasztanki, krzątające się po ogrodzie. Nie będzie już im dane stać się bydlętami, raniącymi trampolinę zmontowaną pod rozłożystym kasztanowcem a później ludzikami, pieskami i krówkami z zapałkami w zadzie. A mi będzie dane przeżyć to lato i kolejne chyba, że stanie się coś czego nie jestem w stanie przewidzieć. Ale po co się tym martwić? Liczy się tu i teraz. Nie wczoraj i nie jutro. Promienie słońca padające przez brudne okno i śmiech dziecka kiedy rozkładam się kośćmi tuż za kapciami ojca. I co z tego, że to okno jest brudne a kapcie prawie wysłały mnie na SOR? Nic. Nieważne.

Zastanawiam się po co martwienie się pierdołami, zgrzyty i scysje, kiedy można uśmiechem wywołać uśmiech. I odpuścić to, co powinno być odpuszczone. Co niewarte swojej ceny, zbyt dużej i nieproporcjonalnej.

Po co ten jad wychodzący z serc i umysłów. Zatruwający życie innych. I nasze, bo krąży w krwiobiegu, wypala resztki człowieczeństwa.

Myślę o tym, że znam swoją wartość. I nikt jej nie ma prawa podkopać bo moja wartość jest moja. Niczyja inna.

I że budzić się rano a później zasypiać wieczorem z nadzieją na jutro jest połową sukcesu. Bo codziennie wygrywam nierówną walkę z tą częścią mnie, której nie mam zamiaru się poddać.

A kiedy się poddaję zawsze obok mnie jest ktoś, kto podniesie i naklei plaster. A potem kolejny.

I mam w życiu więcej niż mogłabym oczekiwać. A pomimo to wciąż oczekujemy od życia więcej i więcej, nie mogąc pogodzić się z tym, że inni mają lepiej. Nie chciałabym inaczej, więcej, mocniej, szybciej. Moje życie jest dla mnie nagrodą.

I że jestem składową ludzi, którymi się otaczam. Więc pora wyrzucić wszystkie śmieci i być najlepszą wersją siebie samej.

Że nie muszę słuchać innych a mogę. I że ogólnie wszystko mogę a nie muszę.

I że zbyt często wściekamy się, wkurwiamy i kłócimy. Zbyt często bierzemy sobie do serca rzeczy niewarte naszej uwagi i zbyt rzadko zwracamy ją na drobnostki, godne zauważenia. Zbyt długo i intensywnie trzymamy urazę, nie wiedząc co będzie za chwilę, jutro, za tydzień. I że możemy żałować chwili zawahania, momentu, w którym odkładamy coś na później. Że niektórzy ludzie już nie wrócą więc dbajmy o to, żeby ostatnią rzeczą, którą u nas zauważą był uśmiech. Zadzwoń dziś do babci, dawno niewidzianej koleżanki. Powiedz bliskiej osobie, że ją kochasz. Nie czekaj.

I wyluzuj.


SPODOBAŁ CI SIĘ TEN WPIS? BIERZCIE I JEDZCIE Z TEGO WSZYSCY. MOŻESZ ZATEM:

  1. Polubić lub/i zostawić komentarz tutaj lub na Fejsiku Nieidealnej.
  2. Polubić nasz profil na Facebooku.
  3. Zajrzeć do nas na Instagram.
  4. Puścić artykuł dalej w świat.
10 Komentarzy/e
  • Ewa

    Odpowiedz

    Ja mam ciągle problem ze coś muszę
    Praca dom dziecko ogród i 1000 innych spraw na głowie
    A tu wiecznie jakieś zaległości. …
    Lepiej bym sama tego nie ujęła

  • justyna

    Odpowiedz

    Natalio wg mnie to najlepszy tekst ,jaki poczynilas
    Nie moglas lepiej tego wszystkiego ubrać w slowa
    Życzę Ci wszystkiego czego pragniesz i dziękuję za ten tekst
    Kiedyś się z Tobą w 1 kwestii nie zgodzilam
    Bo i nie musialam
    Ale nie plulysmy sobie jadem wzajemnie
    Dlatego zostalam i czytalam caly czas
    Rzadko klikam polubuje odlubuje ,bo to nieistotne dla mnie narzedzie
    Czytam poprostu..

  • Aleksandra

    Odpowiedz

    A ja to wszystko wiem i też tak mam, że jak piszesz to jakbym o sobie czytała. I myślę sobie- ma rację- muszę to zmienić, wyluzować, A potem znów wybucham o pierdołę, bo urazy i skrzywienia nabywane latami nie tak łatwo wykorzenić. Oczywiście trzeba walczyć i mieć świadomość własnych braków. Tylko czasem się zastanawiam, skąd na to siła?..

  • Kasia

    Odpowiedz

    Kiedyś za szczyt moich ambicji uważałam fakt, że wszyscy wokół mnie wyglądają na szczęśliwych i zadowolonych. I posprzatane mieszkanie. Teraz mam to w dupie. Tak jak piszesz, dom jest dla Ciebie, a nie odwrotnie. I wszystkich nie da się zadowolić.

  • Pola

    Odpowiedz

    Kobieto powtarzasz się w tych swoich postach. Jednak to prawda,że kobieta na macierzyńskim/wychowawczym staje się monotematyczna.

    • matka-nie-idealna

      Prawda też, że suka pozostanie suką. Po co czytasz?

    • Czytam bo tak

      I te Twoje wieczne „Po co czytasz”, „Nie podoba się, to nie czytaj”. Chyba po to piszesz, żeby ludzie to czytali i wyrażali swoje opinie, które nie zawsze muszę Ci się podobać. Jeśli nie taki był cel, to może zacznij pisac pamiętnik i chowaj go pod poduszkę. Kompletnie nie potrafisz przyjmować krytyki, więc może nie nadajesz się i odpuść sobie tego bloga.

      • matka-nie-idealna

        Nie Tobie oceniać, czy nadaję się, czy nie 😊

  • CZYTAM BO TAK

    Odpowiedz

    Jasne, skoro nie czytelnikom oceniać… hmm no właśnie, to komu??

  • Joanna

    Odpowiedz

    Love U z te wpisy!!
    Mam dokładnie tak samo…wkurwiam się…..dobrze przeczytać że nie jestem w tym sama a puenta na końcu- to wisienka na torcie, bo w końcu tak jak napisałaś….po co 🙂

Skomentuj