A czy Ty potrafisz filtrować informacje znalezione w sieci? – audio blog.

611 Odczytano 0 Komentarzy

*Pod wpisem znajdziesz wersję audio.

Pieniądze. Tymi słowami w zasadzie mógłby rozpocząć się i zakończyć ten wpis.

Długo zastanawiałam się, czy go dodać. Ale uważam, że powinniście wiedzieć.


Niemalże sześć lat temu wchodziłam w ten światek, zupełnie nieświadoma, co mnie czeka. Napisałam na bloga swój pierwszy wpis. Miało skończyć się po drugim, może czwartym. Nigdy nie pomyślałabym, że po kilku latach kawałek internetu będzie moim sposobem na życie – dosłownie. Dla tego życia przed ekranem komputera i w magazynie pełnym Akrojowych ubrań, rzuciłam moją stabilizację przy biurku w solidnej firmie.

Dlaczego o tym piszę?

Sześć lat po moich początkach, żeby zostać Influencerem, nie trzeba mieć w zasadzie nic wartościowego do powiedzenia. Wystarczą znajomości, gołe poślady, kilka kontrowersyjnych memów, lub „rodzina” z Turcji, kupiona na Allegro, żeby ludzie za Tobą poszli.

Przykład pierwszy.

Ostatnio w mediach wybuchła „afera”, podpisana nazwiskiem pewnej aktorki i celebrytki. Dziewczyna została ambasadorką szamponów, które jak się okazało, są testowane na zwierzętach. Hieny internetowe to podłapały i pod postem, wyjaśniającym kwestię testowania produktów na zwierzętach przez Chińczyków, zrobiły jesień średniowiecza.

Przykład drugi.

Dzisiaj, na mojej facebookowej grupie pojawił się następujący post:

Proszę o post anonimowy.

Dziewczyny. Piszę incognito bo rzecz dotyczy bliskiej mi osoby i nie chcę, żeby to do niej dotarło.

Moja szwagierka kupiła dziecku fotelik samochodowy. Kupiła go dlatego, że jakaś blogerka go polecała. Sęk w tym, że ten fotelik to gówno. Siedzę w tematach fotelikowych ładnych parę lat, pytałam na specjalistycznych grupach o opinię. Powiedziałam jej o tym, na co ona, że skoro bloger go poleca i używa na własnych dzieciach, musi być dobry. Szkoda mi dzieciaczka, którego zdrowiem i życiem ryzykuje w imię reklamy. Jak z nią rozmawiać?

Mam świadomość.

Jestem dorosłą osobą, wydaje mi się nawet, że inteligentną. Mam świadomość tego, co dzieje się na świecie. Przestałam jeść mięso (nadal walczę, a miłość do kabanosów mi tego nie ułatwia), rezygnuję z plastikowych opakowań, segreguję śmieci, czytam składy produktów. Robię rzeczy, które wpływają nie tylko na mój komfort życia, ale również na komfort życia innych ludzi i zwierząt. Zanim kupię coś reklamowanego przez innych, zastanawiam się skąd te produkty pochodzą, w jaki sposób powstały, oraz czy są bezpieczne. Mam filtr i własny rozum, które pozwalają mi podejmować, wydaje mi się, rozsądne decyzje. Nie ufam ślepo.

Jestem też Influencerem. Nie lubię tego słowa, bo w dzisiejszym świecie, Influencerem nazywa się niemalże każdą osobę, która pojawia się w internecie.

Kim jest tak naprawdę Influencer?

Influencer to osoba, która ma realny wpływ na życie innych ludzi. Influencer to osoba, która bierze odpowiedzialność za rzeczy, które reklamuje i które pokazuje publicznie.

Pieniądze.

W dzisiejszym świecie pieniądze to karta przetargowa do lepszego bytu. Nie oszukujmy się. Blog jest moim źródłem utrzymania. Dostaję pieniądze, zwykle niemałe, za pokazanie Wam pewnych rzeczy. Tylko mam jedną zasadę – pokazuję rzeczy, których sama używam i które są w zgodzie z moim stylem życia. Jeśli pojawia się dobrze płatna propozycja zareklamowania czegoś, co jest niezgodne z moimi przekonaniami, odrzucam taką współpracę. Tak było na przykład z fotelikiem montowanym przodem do kierunku jazdy i nosidłami („wisiadłami) dla dzieci znanej marki. Mogłam za to dostać konkretne pieniądze i wiem, że niejedna osoba na taką współpracę by się zdecydowała. Tylko z mojej strony to byłoby ryzykowanie zdrowiem, a nawet życiem Waszych dzieci. Nie oceniam ludzi, którzy w takie współprace wchodzą, bo to ich decyzja. Jednak mam świadomość, że nie każdy posiada filtr i często ludzie kupują rzeczy tylko dlatego, że są polecane przez kogoś znanego. Tylko wiedzcie, że ten ktoś znany dostał za to kasę. Często kupę kasy.

W ten sposób kilka lat temu przejechałam się na internetowym rankingu telefonów. Jednym z tych rankingów, w których odnośniki do zakupu telefonów były sponsorowane.

Odpowiedzialność społeczna.

Zdarza się, że popełniam błędy. Czasami zapominałam kasków, kiedy dzieci jeździły na hulajnogach. Czasami w pośpiechu nie zdejmowałam zimowych kurtek, przed zapięciem dziecka w foteliku. I wtedy dostawałam mnóstwo wiadomości strofujących „Kurtka!”, „Jak możesz puszczać dziecko bez kasku?”. Pierwszą reakcją bywało nieme: „Pierdol się, to moja decyzja. Każdy wychowuje swoje dzieci jak chce”. Jednak chwilę później przychodziła refleksja: „Przecież ta czytelniczka ma rację. Jestem osobą publiczną, powinnam dawać dobry przykład”. I wtedy zazwyczaj odpisywałam: „Masz rację. Popełniłam błąd. Następnym razem postaram się pamiętać o kasku”. Często we wpisach nadmieniam, że opisuję jedynie swoje życie i nie biorę odpowiedzialności za to, że ktoś postanowi postępować w podobny sposób.

Jestem Influencerem i mam świadomość, że pokazywane przeze mnie życie, może być przykładem i zachętą dla kogoś innego, stąd też staram się dawać taki przykład, jaki chciałabym żeby dawano mi.

Przyznawanie się do błędów.

Ostatnią kwestią jest przyznawanie się do błędów. Kiedyś była wspomniana akcja promowania wisiadeł, swoją drogą zajebiście drogich. Wisiadła samozwańczo mianowały się nosidłami ergonomicznymi, jednak z ergonomią nie miały nic wspólnego. Pamiętam gównoburzę pod wpisem pewnej blogerki, której czytelniczki wyjaśniały, że nosidło nie jest takie, jak blogerka opisuje, a najzwyczajniej w świecie, może zaszkodzić dziecku. Rzeczona blogerka zarzekała się na firmę, atesty i fakt, że sama go używa. Nie przemawiały do niej konkretne argumenty. I ja po części rozumiem jej zachowanie – firma zapłaciła za to, by promować jej produkt. Nie liczcie na to, że takie osoby przyznają się do błędów, zerwą kontrakt, czy usuną wpis.

Średnio przemawia do mnie niewiedza, którą często takie osoby się tłumaczą. Równie średnio przemawia do mnie argument „Bo ja używam i się sprawdza”. Są tematy, których nie powinno się podejmować, bo nie. Po prostu. A jeśli już podejmujemy temat kontrowersyjny, jak na przykład fotelik samochodowy, swoje sumienie można ubrać w piękne słowa: „Wiem, że dzieci powinny jeździć w foteliku tyłem do kierunku jazdy jak najdłużej. Jednak u nas takie rozwiązanie nie sprawdziło się z konkretnych powodów. Jeśli macie podobny problem jak my, przedstawiamy Wam jedno z możliwych rozwiązań”. Da się?

Miejcie filtr na to, co znajdujecie w sieci.


Jesteś osobą niedowidzącą lub niewidomą? A może masz ochotę posłuchać mojego wpisu w samochodzie lub na spacerze? Możesz też przeczytać wpis moim głosem 🙂
Od dzisiaj udostępniam Ci moje wpisy w wersji audio.

Bądź wyrozumiała, to mój pierwszy raz!

A czy Ty potrafisz filtrować informacje znalezione w sieci?

Spodobał Ci się ten wpis? 

*Pamiętaj, że najlepszą zapłatą dla autora jest Twoja reakcja, która bez wątpienia da mi kopa do dalszej pracy <3
*Będę wdzięczna, jeśli dasz mi o tym znać tutaj na blogu lub na Facebooku (
klik), łapką w górę, komentarzem lub udostępnieniem postu.
*Możesz odwiedzić nasz profil na Instagramie 
(klik).

Zapraszam Cię również do przeczytania moich poprzednich wpisów na blogu, które znajdziesz poniżej.

0 Komentarzy/e

Skomentuj