Co z tym cukrem? Czyli jak żywienie dziecka wpływa na jego rozwój.

781 Odczytano 20 komentarzy

Dzisiejsza poranna rozmowa z małżem natchnęła mnie do poruszenia jednej, ostatnio bardzo istotnej dla mnie kwestii, a mianowicie żywienia dzieci. Chodziłam później nabuzowana pół dnia i kłóciłam się sama z sobą w myślach, nakręcając się na ten wpis. Rozmawialiśmy z Panem Tatą o produktach dla dzieci i PT powiedział jedno bardzo ważne zdanie: „Skoro są to produkty dla dzieci, muszą być zdrowe. Z resztą ile tam jest tego cukru?”. I tu jest pies pogrzebany…

Jeszcze będąc w ciąży dostałam małego fisia na punkcie żywności, wszystko zaczęło się od cukrzycy. W sumie gdyby nie ona, zapewne dalej żyłabym jak gro rodziców, faszerując Hanisławę kaszkami dosładzanymi cukrem lub sokami z kartonów. Zostałam uprzedzona przez panią diabetolog, że moje dziecko nie powinno spożywać cukru w pierwszych 3 latach swojego życia, ponieważ może mieć tendencję do tycia i cukrzycy. Czy chcę to sprawdzić? Raczej nie…
Wiele osób myśli, że skoro produkt jest przeznaczony dla dzieci, z założenia powinien on być zdrowy lub co najmniej nadający się do spożycia. A guzik z pętelką.

Zacznijmy od przypomnienia sobie ze szkoły, czym jest cukier. Prawie każdy wie, że cukier jest robiony z buraków cukrowych lub trzciny cukrowej i że kawa bez cukru jest fuj, a tak w ogóle to kofeina bez niego się nie wchłania. Generalnie cukier zawarty jest w prawie każdym produkcie, czy są to owoce (fruktoza), czy nabiał (laktoza), produkty zbożowe (skrobia). Jest jeszcze glukoza, maltoza, sacharoza (to ten od wchłaniania kofeiny) i inne z krainy „…oza”.

Zanim wybrałam kaszkę dla Hanisławy, zatankowałam ją do pełna, przewinęłam i uhusiałam do snu, bo wiedziałam, że to potrwa. Standardowo usiadłam sobie na ziemi, tym razem w ROSSMANNIE i rozpoczęłam lekturę etykiet. Pani tańcząca z mopem za każdym razem omijała mnie, dzięki czemu gdy już zdecydowałam się na konkretny produkt i wstałam, na podłodze zostały odbite pośladki, miejsce niewymopowane. Oto co odkryłam (na początku składu wymieniane są składniki, których jest w produkcie najwięcej):

ETYKIETA nr 1
Kaszka ryżowa, cukier, maltodekstryna, naturalny proszek ********, węglan wapnia, witaminy (C, niacyna, E, kwas pantotenowy, B1, B6, A, kwas foliowy, D3, biotyna), dwufosforan żelazowy, siarczan cynku, naturalny aromat ********.

ETYKIETA nr 2
Mleko następne 46% (serwatka z mleka częściowo odmineralizowana w proszku, mleko chude w proszku, oleje roślinne (olej słonecznikowy, olej rzepakowy, olej kokosowy), mąka ryżowa, witamina C, siarczan żelaza, siarczan cynku, witamina E, niacyna, kwas pantotenowy, witamina B1, witamina A, witamina B2, witamina B6, jodan potasu, kwas foliowy, siarczan miedzi, witamina K, selenian sodu, witamina D, biotyna), glukoza, mąka ryżowa, mąka kukurydziana, odtłuszczone mleko w proszku, proszek owocowy, maltodekstryna, błonnik pokarmowy (fruktooligosacharydy, inulina), syrop glukozowy, węglan wapnia, wyciąg z *********, sproszkowany sok z *******, witamina B1, witamina A, witamina D.

Mam wymieniać dalej ?

Zastanawiałam się, dlaczego marki, które zajmują się produkcją żywności dla maluchów nam to robią. Wyciągnęłam kilka wniosków, być może mylnych, jeśli tak to mnie poprawcie:

1. Rodzic, który ma przed sobą półkę z żywnością dla niemowląt i widzi 7 kaszek z cukrem i 1 bez, wychodzi z takiego założenia jak Pan Tata. Skoro jest to produkt dla dzieci, nie może być z nim tak źle…

2. Jest bardzo duża różnica między kaszkami naprawdę zdrowymi (np. marki Holle albo Baby Sun) a popularnymi reklamowanymi słodkimi badziewiami. Czasami rodzic po prostu nie może sobie pozwolić na dopłacenie co kilka dni 10 zł do lepszej jakościowo kaszy.

3. Niewiedza.
Hurraaa! W końcu znaleźliśmy słoiczek bez cukru ! Ale zaraz, zaraz… Czy sprawdziłeś, czy aby na pewno nie ma tam syropu glukozowo-fruktozowego? Firmy robią nas w … ( niecenzuralne słowo, każdy według własnego uznania), wykorzystują niewiedzę ludzi.

4. IGNORANCJA- czy to trzeba tłumaczyć? Po mojemu „w dupiemiejstwo”

5. Zakładając, że dziecię jada z reguły zdrowe kasze, jedzie na weekend do dziadków. Mama zapomniała z domu kaszy, babcia twierdzi, że mama martwić się nie musi, zaraz dziadek oleje mecz i pobiegnie wnusiowi po kaszę do SPOŁEMU. Mama jedzie do domu, dziadzio stoi przed półką w SPOŁEM i drapie się po głowie albo rozporku: „Co by tu wziąć, żeby wnusiowi smakowało?” Jest malinowa firmy XXX, chyba dobra bo reklamują. W domu dziadków wnusio szczęśliwy, kaszka słodka, smakuje jak nigdy. Pomijając fakt, że przez weekend dziecię mało dziadkom domu nie rozniesie, bo cukier energii dodaje, to po powrocie, gdy mamusia sadza w foteliku i daje starą kaszę, synuś zaciska usteczka i robi ” e e” (taki gest z poziomym kręceniem głową) bo kasza niedobra. Cyrki, uje muje, stara kasza be, słodka nie jest. W końcu do dobrego szybko się przyzwyczajamy a słodkie bardzo uzależnia…

Dlaczego cukier jest aż tak groźny?

Ano dlatego, że powoduje m.in. próchnicę, otyłość, zaburzenia łaknienia, czy zaparcia lub nadpobudliwość. Dodatkowo do 3 roku życia cukier wypłukuje z organizmu dziecka najważniejsze minerały takie jak wapń, które dzieci tracą szybciej niż uzupełniają.

Gdy mówię, że Hanisława nie będzie jadła produktów z dodatkową zawartością cukru, bo wystarczy jej ten naturalny, zawarty w owocach etc. i słyszę: „nie przesadzaj”, „daj spokój, jakie to dziecko będzie miało dzieciństwo bez lodów i lizaków?”, nóż mi w kieszeni się otwiera. Tak powiedziałam i tak będzie, ciociom dobra rada serdecznie dziękuję. Nie radzę mi się narażać w tej kwestii, a broń Boże dawać słodycze potajemnie „tylko nie mów mamie”. Decyzją będzie zakaz widywania dziecka, a i do tego jestem skłonna się posunąć. Dlaczego? Haniutek może kiedyś mieć do mnie w przyszłości pretensje, że miała zmarnowane dzieciństwo, bo nie mogła jeść czekolady czy chipsów. A niech ma baba jedna… Ale przynajmniej nie będę sobie pluła w brodę, że musi się kłuć 5x dziennie glukometrem czy biegać na siłownię, by się zmieścić w ulubione spodnie. Z resztą nie twierdzę, że dziecko nie dostanie raz czasem kostki czekolady czy wafelka. Ale od samego początku mam zamiar wprowadzić dobre nawyki żywieniowe tak, by na widok gofrów nie skakała jej żyłka w oku jak mi podczas ostatnich wakacji, a słodycze były po prostu dla niej… By po prostu były mało istotne i już. Bo skoro dbamy o jej rozwój fizyczny, tracimy kupę kasy na prywatne ćwiczenia, baseny, zadbajmy i w tej kwestii… Bo to nic nie kosztuje, prawda…?

Poczytajcie:
http://www.1000dni.pl/kompendium-wiedzy-o-1000-dniach/43-co-z-tym-cukrem

20 Komentarzy/e
  • ~Marzena

    Odpowiedz

    Nooo bo będziesz zuaaa matka ze cukierka w nagrodę nie chcesz dac, ze lizakow zabraniasz;-) jeszcze posluchasz ja już zaczynam;-)) tekst super;-) jak każdy!

    • ~Matka-Nie-Idealna

      Już jestem zła… 🙂 Ale ważne, że w zgodzie ze swoim sumieniem.

  • ~Maryś

    Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą w 10000%. Mój syn co prawda je tą słodką kaszkę (2xdziennie), ale jeśli chodzi o słodycze to ma ograniczone (niedziela jest słodkim dniem). Na moje szczęście, synuś jak mu pokażesz cukierka i jabłko wybiera jabłko (ewentualnie pomidora). Ponadto mój dwulatek wie (i się stosuje), że jak mama lub tata nie pozwoli, to niczego od nikogo nie wolno wziąć! Amen.

    • ~Matka-Nie-Idealna

      Jeśli chcesz, spróbuj kaszki z Bobovity bananowej (bez cukru). Niestety jest tam inna chemia… Ale w sumie, w czym nie ma?

  • ~Emilcia

    Odpowiedz

    Tekst super, zgadzam się z Tobą co do kaszek i innych produktów „dla dzieci” sama przekonałam się o tym jakie słodkie są te niby zdrowe produkty kiedy na początku zmagałam się z kolkami i kupiłam herbatkę granulowaną z koperkiem włoskim znanej firmy HI*P 😉 czytam etykietę a tam, o zgrozo!! „Składniki: glukoza, wyciąg z kopru włoskiego 3,4%” znaczy ęe 96 % to sam cukier !! W dzisiejszych czasach trzeba na każdym kroku sprawdzać składy nawet tych niby zdrowych produktów. Co do kaszki polecam Ci samej robić kaszki ja gotuję ryż z jabłkiem (mogą być też inne owoce) i blenduję lub robię kaszę manne na wodzie z owocami i na koniec dodaję do tego mleko. Pozdrawiam

    • ~Matka-Nie-Idealna

      Ja też dawałam tą herbatkę, bo zwykłego rumianku nie chciała a koper jest zbyt mocny dla takiego małego brzuszka. Z dwojga złego wolałam podać słodką herbatkę niż kropelki na kolki 🙂

  • ~mamaAntosia

    Odpowiedz

    Dlatego błogosławione matki, które nie mieszkają z teściowymi… Mój syn ma 4 miesiące i na razie nie dostaje nic innego niż cyca. Gorzej, jak muszę zostawić go z teściową… „Kochana babunia” uważa inaczej, podała mu herbatkę rumiankową z dwoma łyżeczkami cukru! Myślałam, że zabiję! A gdy jej powiedziałam, że słodycze Antek będzie dostawał jedynie w niedzielę, tak, jak było u mnie w domu to stwierdziła, że syn mnie znienawidzi. Dlatego już ostrze zęby i kose, bo wiem, że gdy mały podrośnie będzie ciężko. Co najlepsze Antek już dostaje od niej słodycze…

    • ~Emilcia

      Współczuję Ci i doskonale Ciebie rozumiem mam „zaszczyt” mieszkać z teściową i jak na razie wojna trwa a kołysanie dzieci do snu i ciągłe noszenie na rękach, jednak wiem że gdy przyjdzie pora na kwestie słodyczy będzie równie ciężko. Trzymam kciuki.

  • ~Babcia

    Odpowiedz

    Współczuję mamie Antosia i Emilce, ale i współczuję teściowym. Trudna sprawa z pewnością dla obydwu stron. Zawsze jest wyjście, można zamieszkać osobno a nie być skazanym na teściów. Chyba, że potrzebna pomoc. A swoją drogą, też kiedyś każda z was będzie teściową.
    Hania na pewno od babci A. nie dostanie słodyczy :-(. Postaram się o tym pamiętać

    • Matka-Nie-Idealna

      Hania dostanie słodycze po 3 roku życia, jak ryzyko cukrzycy i nadwagi spadnie. Jak to będzie wyglądało, rodzice jak patyki a Hania- piłeczka? 🙂

      PS. A jak się mieszka z Teściową, nie wiem 😉 Wiem tylko, że nie chciałabym na dłuższą metę mieszkać z Babcią D. i Dziadkiem Z. 😉

    • ~mamaAntosia

      Droga Babciu, ja naprawdę staram się codziennie zrozumieć swoją teściową. Nie może być złą kobietą, skoro wychowała mężczyznę, którego pokochałam i poślubiłam. Tu chodzi o charakter osoby, ingerowanie w życie innych i tzw ” Ja wiem lepiej! ” Mieszkamy w jednym domu, ale w osobnych mieszkaniach, ale ona i tak wyskakuje z każdego kąta, jak buka. Z mojej matki też istna cholera, ale jak jej powiem ” mamuś, nie pie****l,” to przynajmniej rozumie co się do niej mówi. A teściowa na każdy płacz Antka reaguje ” On jest głodny! Ty nie masz pokarmu! Nie masz czym wykarmić dziecka!”. Naprawdę ciężko się polubić…

      • Matka-Nie-Idealna

        Moja mama i teściowa na szczęście nie wtrącają się w wychowanie dziecka. Czasami coś doradzą, ale jak powiemy „nie” to jest nie i to szanują. Na szczęście! 🙂

      • ~Babcia

        A jednak jeden domek. Z pewnością teściów 🙁

        • ~mamaAntosia

          Nie, obecnie męża.

          • ~Babcia

            Dobre, obecnie męża!!!

          • ~mamaAntosia

            Pomijając fakt, że zaczynam się lekko denerwować… Nie muszę cię kobieto wtajemniczać w swoje prywatne sprawy. Wie Pani co to jest bliźniak? Drugą część kupiliśmy i wyremontowaliśmy za swoje pieniądze! Nie dostaliśmy na to od nikogo. To nie jest miejsce, żeby Pani mi cokolwiek udowadniała, tym bardziej jaka ze mnie niewdzięczna synowa. To blog dla młodych mam, by mogły się przez chwilę zrelaksować i przeczytać coś dobrego. Od początku bardzo polubiłam Hanię i jej mamę, a Pani mówiąc szczerze zaczęła mnie zniechęcać. To nie jest miejsce na kłótnie. Dziękuję i nie proszę już o żaden komentarz. Pozdrawiam

            Judyta

          • Matka-Nie-Idealna

            Noo to nam się temat cukru rozwinął… 😉

  • ~Alicja

    Odpowiedz

    Pisałyście tutaj o kaszkach Bobovity. Daje moje małej od jakiegoś czasu i generalnie je uwielbia. Przyznam się, ze mnie również smakują 😉 A co ciekawe, Bobovita ma poradnik jak rozszerzyć dziecku dietę. Wystarczy, ze się zarejestrujesz w Klubie Mamy Radzą i otrzymasz za darmo taki poradnik + próbkę jedzenia dla maluszka. Super sprawa. Przetestowałam i jestem zadowolona. Polecam z czystym sumieniem.

    • Matka-Nie-Idealna

      Muszę się więc zarejestrować. Nigdy nie gardzimy darmową wałówką 🙂

  • ~Paweł

    Odpowiedz

    Bardzo mądry post. Niestety, ale wiele rodziców nie patrzy na etykiety, kupuje dzieciom to, co one chcą. A to jest najgorsza rzecz. Ile cukry potrafi być w przekąskach dla dzieci, to straszna rzecz.

Skomentuj