Cześć, kacie.

2198 Odczytano 5 komentarzy

Zostawiam Was z tym.

Cześć.

Niedawno natknęłam się na Twoje story na temat przemocy wobec dziecka. Pokazała mi je koleżanka, która zna moją historię. Sama nie mam dzieci, więc nie obserwowałam Cię do tamtego dnia. Później weszłam w post, o którym mówiłaś na Instagramie i kilka dni kiełkowała w mojej głowie myśl, żeby do Ciebie napisać. Musiałam wiele nocy przepłakać, wiele wieczorów przepić, żeby do tego dojrzeć.

Mam 28 lat. Pochodzę z większego miasta w Polsce. Jestem najstarsza z trójki rodzeństwa.

W moim domu nigdy się nie przelewało, ale nie było też źle. Mama była pielęgniarką, ojciec policjantem.

Zaczęło się w sumie od momentu, kiedy poszłam do szkoły. Doszło mi w domu trochę obowiązków ale jako dzieciak, nie zawsze miałam ochotę je wykonywać. Ot, proste rzeczy jak wyrzucanie śmieci, mycie naczyń czy ogarnianie kurzy w sobotę. Czasami musiałam przypilnować brata, młodszego o rok, później drugiego, młodszego o trzy. Dzisiaj zastanawiam się, czy to, co się działo w naszym domu nie było czasami kwestią tego, że jestem dziewczyną. W naszym domu wszystko było ok, do momentu kiedy ojciec wracał z pracy. Miał wysokie stanowisko więc zazwyczaj pracował do popołudnia. Mama pracowała do późna, na różne zmiany. Kiedy miała drugie zmiany lub nocki, na mnie spadało obieranie ziemniaków i inne duperele, które nie interesują dziecka w wieku 8 czy 10 lat.

No więc, kiedy ojciec wracał z pracy, okazywało się, że ziemniaki są obrane nie tak jak trzeba (obierki są za grube), że szklanka odłożona nie tam, gdzie trzeba. Że dostałam czwórkę z kartkówki, nie piątkę. Ojciec zaczynał się na mnie wściekać. Mówił, że nie potrafię obrać głupich ziemniaków na obiad, że w domu robię wieczny syf. Że jestem głupia i sobie nie radzę z pierwiastkami. Nie ważne, że szklankę odkładał brat, drugi leciał na samych trójach. To byli chłopcy.

Potrafił mnie obudzić, kiedy wrócił z sobotniej imprezy w nocy, że nie wytarłam lustra w łazience, podczas sprzątania. Nie mówił tego spokojnie. Darł się na cały regulator, że słyszeli to wszyscy w bloku. Wyzywał od tumanów, od nierobów.

W pewnym momencie zaczęłam się go bać. Mama tłumaczyła go, że ma ciężką pracę, że jest wkurzony. Tylko dlaczego jedynie na mnie? Mamę szanował, braci też. Ją obsypywał miłością, ich wywyższał. Byli najmądrzejsi, najlepsi. Chodziłam jak w zegarku. Wracałam do domu, przygotowałam rzeczy z listy, a kiedy otwierały się drzwi, paraliżował mnie strach. Kiedy wszystko było zrobione, potrafił znaleźć pretekst do awantury, jak skarpetka młodszego brata pod jego łóżkiem.

„Czy ty kurwa nie potrafisz nawet jebanej skarpetki podnieść tłumoku?”.

Skarpetki, o której istnieniu nie miałam pojęcia.

Z biegiem czasu, robiłam to co na liście, robiłam „obchód” domu przed jego powrotem, pomagałam braciom w nauce, układałam prosto jego kapcie przy drzwiach, sprawdzałam czy jest zimne piwo w lodówce i czasami rzucałam „Dzisiaj jest mecz tatusiu”, na co on odpowiadał, żebym zajęła się czymś pożytecznym. Krzyku nie było codziennie. Ale kiedy się pojawiał to w najgorszych możliwych scenariuszach.

W końcu mnie uderzył. Za to, że rozlałam zupę, niosąc ją do stołu. Rzucił się na mnie, wytrącił talerz z dłoni, przycisnął do ściany i wysyczał prosto w twarz, że jestem pierdoloną kretynką. Jego palce miałam odbite na ramionach przez kilka dni. Nie powiedziałam braciom ani mamie. Z nimi miałam fantastyczne relacje. Po każdej awanturze mama przytulała mnie, bracia szeptali do ucha, że kiedyś go zabiją. Prosiła go, żeby przestał ale wtedy cała agresja kierowała się w jej stronę. W końcu przestała, ze strachu.

Jako trzynastoletnia dziewczyna, uważałam, że jestem bezwartościowym gównem. Nie miałam koleżanek, byłam bardzo zamknięta w sobie, skryta. Miałam jedną przyjaciółkę. Kiedyś na w-fie zauważyła ślady na moich plecach. Powiedziała o tym wychowawczyni a ta wezwała do szkoły rodziców. Ojciec powiedział, że w weekend byliśmy na nartach i przewróciłam się na stoku. Nigdy w życiu nie jeździłam na nartach. W tamten weekend też.

Zaczął się pilnować. Skupił się na gnębieniu mnie psychicznie. Czasami ściskał za ramię, łapał za szyję. Nigdy przy świadkach. Któregoś dnia, brat zobaczył, jak mnie leje. Łapa latała mu tak, że zatrzymałam się na kancie biurka. Młody rzucił się na niego, ojciec się odwrócił i pobił go tak, że brat posikał się ze strachu. Powiedziałam bratu wściekła, żeby nigdy więcej się nie wtrącał w nie swoje sprawy.

Jako czternastolatka moczyłam się w nocy. Wtedy też dostałam za to takie lanie, że Następnego dnia ledwo się ruszałam. Nauczycielka w szkole zadzwoniła po pogotowie. Miałam wstrząśnienie mózgu, siniaki na całym ciele, łącznie z twarzą. Wyglądałam, jakbym wpadła pod pociąg. I zgadnij co? Tatuś, szycha w policji i pobita nastolatka. Jak myślisz, czy poniósł konsekwencje swojego zachowania? Wymyślił kolejną bajeczkę.

Kiedy znalazłam sobie chłopaka, ojciec rzucał, że jestem kurwą, że jestem dziwką i na pewno się puszczam. Miałam siedemnaście lat. Swój pierwszy raz przeżyłam kiedy miałam 22. Wstydziłabym się rozebrać przed chłopakiem z tą masakrą na moim ciele.

Sąsiedzi wiedzieli. Nie raz zaczepiała mnie sąsiadka z dołu, pytała czy wszystko ok. Mówiła, że na pewno musiałam nieźle wkurzyć ojca, że mnie tak traktuje i powinnam być dla niego miła i traktować mnie z szacunkiem. Wtedy będzie dla mnie dobry. Uciekłam z płaczem a kiedy wieczorem tato wrócił do domu, dostałam opieprz za opowiadanie bzdur sąsiadów.

Nigdy żaden nie zareagował. Nigdy. Wszyscy się bali. Mama, bracia.

Z domu wyprowadziłam się zaraz po 18. Znalazłam dorywczą pracę, wynajęłam stancję. Chwilowo uzyskałam spokój psychiczny. Spotkałam chłopaka, który długo walczył o podniesienie mojego poczucia własnej wartości. Nasza relacja, podobnie jak kilka kolejnych, nie przetrwała. Nigdy nie mogłam znaleźć sobie faceta. Trzy lata temu zaczęłam terapię. Leczę się do dzisiaj i myślę, że przeszłam może 10% mojej drogi. Mam jedną przyjaciółkę, dzięki której jestem u Ciebie. Poznałyśmy się na terapii.

Natalia, bardzo dobrze zrobiłaś dzwoniąc na policję. Chociaż jej nie ufam, brawo za reakcję. Gdyby ktoś zareagował w mojej sprawie, może dzisiaj nie byłabym wrakiem człowieka. Chociaż dużo lepszy jest MOPS i telefon zaufania. Niestety i oni niejednokrotnie nic nie robią, a sygnał że coś się dzieje, nie sprawi, że problem w rodzinie zniknie. Ludzie potrafią się kamuflować, udawać i zmieniać czyny.

Nie wiem, czy to udostępnisz u siebie ale poproś swoje czytelniczki, żeby reagowały. Żeby za każdym razem, kiedy widzą mamę krzyczącą na dziecko w kolejce, zwracały jej uwagę. Nie po to, żeby pokazać, że robi źle, bo taka kobieta może mieć ciężki dzień a sytuacja jest jednorazowa. Nasza reakcja może zaprzestać reakcję łańcuchową albo zwróci uwagę tej kobiety na problem. Może pozwoli się wyciszyć, jeśli to rzeczywiście sytuacja jednorazowa.

Reagujcie. Za każdym razem. Proszę.

5 Komentarzy/e
  • Milena

    Odpowiedz

    Jestem w szoku, jak rodzic może tak traktować swoje dziecko! Jestem matką niespełna 4 letniego chlopca, dla mnie i mojego mężem nasz synek jest całym światem, każdego dnia mówimy jak bardzo go kochamy, chwalimy za każdy postęp, mówimy, że jesteśmy z niego dumni. Nie rozumiem jak ojciec może własnemu dziecku zgotować taki los!!!!!! Nie rozumiem matki, która na to pozwalała!!!!!

  • Anna

    Odpowiedz

    Popłakałam się i ogromnie mi przykro, ta opowieść wywołuje wiele emocji. Niestety i nie chce tu nikogo usprawiedliwiać ale takie zawody jak policja, wojsko strasznie wypaczają psychikę człowieka. Szkoda, że ten człowiek pracując w takim zawodzie zgotował własnej córce piekło w domu zamiast szukać spokoju i ukojenia. Szkoda też, że matka nie okazała się większym wsparciem. Ale łatwo nam oceniać….

  • Anna

    Odpowiedz

    I ja też powiem ludzie REAGUJCIE!!! Być może ten ktoś się opamięta, być może komuś uratujecie bądź zmienicie życie. Nie każda osoba która doznaje przemocy ma w sobie tyle siły, nie mówiąc już o dziecku, które uważa najbliższych za najważniejsze osoby w swoim życiu, kiedy oni zawodzą gdzie ma szukać pomocy? Życzę tej dziewczynie żeby znalazła w sobie siłę, a w swoim otoczeniu miłość. Powodzenia

  • Marta

    Odpowiedz

    Matka? Gdzie była matka?????

  • Erica

    Odpowiedz

    Thank you for this information.

Skomentuj

Facebook