Dlaczego współcześni mężczyźni to ofermy?

2172 Odczytano 6 komentarzy

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, dlaczego niektórzy współcześni mężczyźni to ofermy? Co sprawia, że nie ogarniają życia? Oczywiście życia rodzinnego, bo w pojedynkę radzą sobie doskonale. Tutaj spotka się z kumplami, zje u mamy, pranie wstawi raz w tygodniu i niekoniecznie interesuje go to, że koszulkę po praniu należałoby wyprasować. Nikt mu nie truje dupy, że skarpetki na środku stołu a tak w ogóle to wypadałoby zmienić te, które nosi od trzech dni.

A kiedy spotyka kobietę, nagle okazuje się, że w niezwykły sposób wyrosła mu druga lewa ręka a umysł cofnął się do poziomu pięciolatka. Nie potrafi sobie zrobić kanapki, w sklepie wydzwania trzydzieści razy jaki ma kupić makaron do rosołu a pralka to zadanie dla programisty po Harvardzie. Nie zmieni dziecku pieluchy a na myśl o tym, że ma zostać sam z niemowlakiem na trzy godziny paraliżuje go strach. Wraca z pracy i jest tak strasznie zmęczony, że nie jest w stanie ogarnąć syfu na blatu a zabawa z dziećmi na pewno spowoduje u niego Karoshi.

I doszłam do wniosku, że my same takich facetów wychowujemy. Zaczynając od maleńkiego, kiedy to wolimy zrobić coś za dziecko „bo tak szybciej”, przez nieangażowanie w prace domowe, kończąc na wyręczaniu nastolatków w robieniu kanapek. Wychowujemy mężczyzn, którzy nie potrafią się zaopiekować rodziną, zapewnić im stabilności. Nie tyle finansowej co poczucia bezpieczeństwa. Wychowujemy facetów, którzy nie wyrastają z bycia dzieckiem. Nie ustalamy zasad. Od małego.

Same z siebie robimy służące, wolimy wyręczać swoich partnerów w obowiązkach „bo my zrobimy to lepiej” lub „my zrobimy do szybciej”. Albo jeszcze inaczej: „po co mam się denerwować, że on zrobi to źle?”. Same sobie jesteśmy winne, przejmując rolę matki w swoim związku. Dla faceta, nie dziecka. A panowie niekoniecznie przejmują się faktem, że my też pracujemy na etatach, robimy karierę i mamy prawo być zmęczone.

I takim oto sposobem rośnie pokolenie, które nie potrafi zorganizować wakacji, wybrać telewizora czy bardziej przyziemnie – umyć naczyń. A my się na to godzimy.

Nie ma mężczyzn idealnych. Kobiet też nie, żeby była jasność. Z dwojga złego wolę być kobietą i użerać się z facetami niż na odwrót. Gdybym miała znosić te wszystkie PMS-y, „domyśl się”, „foch you” w domu to nie wiem, czy dałabym radę. Jak Wy to znosicie panowie?

Problem polega też na tym, że jak już my tych mężczyzn spotkamy, jakoś dziwnie łudzimy się, że oni się zmienią – dla nas. Oni mają natomiast nadzieję, że my na dalszym etapie wspólnego egzystowania pozostaniemy tą samą słodką i roześmianą dziewczyną co na początku.

Tylko jak pozostać słodką i roześmianą, kiedy po kilku latach związku motylki odfruwają do kolejnych zakochanych a u nas pozostaje szara rzeczywistość i rutyna? Nagle rzeczy, które były pozornie niezauważalne wcześniej zaczynają podkładać się nam pod nogi, a wcześniej wspomniane skarpetki na środku stołu potrafią wywołać Trzecią Wojnę Światową? On nie myje naczyń bo wie, że Ty i tak to zrobisz. A jeśli nie, ujebie blat okruszkami albo umyje 1 (słownie: jeden) talerz. On nie zrobi prania bo ma w dupie, że chodzi dwa dni pod rząd w tej samej koszulce. I nasze roześmianie znika bezpowrotnie i stajemy się zardzewiałymi jędzami, wiecznie prującymi puchę.

I nie łudźmy się, że uda nam się „wychować” dorosłego faceta, zmienić go w jakikolwiek sposób. To znaczy, da się. Jasne, że się da. Na nowego. Tylko jeśli nie styka już coś na początku to albo bierzemy to na klatę i zaciskamy zęby przez kolejne dwadzieścia lat albo bierzemy nogi za pas bo za te dwadzieścia lat się pozabijamy.

Jak wychować fajnego faceta?

Pozwalać. Najzwyczajniej w świecie pozwalać mu być samodzielnym. Jeśli pięciolatek chce pomóc siostrze przewinąć lalkę, niech to robi. Wkurza mnie stereotyp, że lalki i wózki nie są dla chłopców. Bo później taki Alanek nie chce wyjść z dzieckiem na spacer, już jako duży i poważny Alan. Pozwólcie chłopcom szorować kible, pomóc w robieniu obiadu i umyć okna. A przede wszystkim pokazujmy przykład w domu. I to stwierdzenie jest zdecydowanie do panów. Pokażcie swoim synom, jak być mężczyzną. Jak opiekować się kobietą, partnerować jej w obowiązkach (nie pomagać), jak szanować wykonywaną przez nią pracę.

I pamiętajcie o jednym. Mięśnie, tatuaże i twarz nie świadczą o byciu męskim, chociaż nie ukrywam, sama kiedyś podwieszałam wiaderko pod brodą na widok sześciopaku i rękawa w tuszu. Dzisiaj synonimem męskości jest dla mnie facet, który potrafi zadbać o swoją rodzinę, facet idący z dzieckiem za rękę, facet, który po powrocie z pracy wyciąga naczynia ze zmywarki i facet, który ma jaja na swoim miejscu a nie w damskiej torebce.

6 Komentarzy/e
  • zbigniew Zdziechowicz

    Odpowiedz

    No niestety twoja mama mnie wychowała 🙂

  • Radencjusz

    Odpowiedz

    Właśnie dlatego, że kobiety, które są jako takie młode, a co za tym idzie najatrakcyjniejsze z wyglądu wieszają wspomniane wiaderko pod brodą, same nauczyły tych ‚mężczyzn’, że aby zdobyć zainteresowanie rozochoconych niewiast mają właśnie mieć np. tatuaż, a nie wkładać naczynia do zmywarki. Taki chłop się nauczył, że kobietę zdobędzie właśnie w taki, a nie inny sposób i cały czas to powiela.. 😉

  • Karo

    Odpowiedz

    Chyba stąd bierze się problem, że koło w którymś momencie się zamyka, a problem zapętla., bo rodzicom trudno wyjść ze strefy komfortu i nauczyć dziecka samodzielności… Ale tekst naprawdę świetny. Gorzki, szczery i do bólu prawdziwy (niestety), chociaż kilka razy się uśmiechnęłam. Każdy facet i każda kobieta powinni to przeczytać!

  • Anetta z Modny Blog

    Odpowiedz

    Zgadzam się z wnioskiem, że prawdziwy mężczyzna to tego, który potrafi zadbać przede wszystkim o rodzinę, głównie dzieci. Wygląd nie jest aż tak potrzebny jak już się jest w trakcie małżeństwa. – Anetta z Modny Blog

  • taka sobie

    Odpowiedz

    Z tymi lalkami to już przesada. Mój ojciec lalkami się nie bawił, tylko skakał po drzewach, taplał się w błocie, jeździł ciągnikiem itp, a spędzał ze mną bardzo dużo czasu. To tata zabierał mnie do kina , na spacery, czy do kościoła. To tata czytał mi bajki itd. i robił to wszytko z własnej woli nigdy przez moją mamę nie był przymuszany .
    To może jeszcze pozwólmy synom zakładać sukienki …..

    • matka-nie-idealna

      Nikt nie mówi o przymuszaniu, tylko o naturalnym toku rozwoju. Jeśli moja córka chce bawić się autami i dinozaurami, nie wyrywam jej z rąk, wciskając zamiast tego lalkę, tylko kupuję kolejnego resoraka. Jeśli miałabym syna i on chciałby bawić się lalkami, też nie widzę problemu.

Skomentuj

Facebook