Dzień bury i ponury, co by tu robić z dzieckiem…?

596 Odczytano 3 komentarze

Za oknem leje deszcz, wiatr czochra starannie ułożone na żel grzywki. Hanisława od rana zaprzyjaźnia się z podusią, co ma kobita robić w domu? Wszyscy pospaliśmy prawie do południa, dziecię zostało spacyfikowane cyckiem wetkniętym między dziąsła. Ciemno w mieszkaniu jak ojlera, TAURON wytrzepie z nas niezłą kasę przez tą pogodę. Co by tu robić z dzieckiem, gdy tak buro i ponuro? Spacer odpada, już wczoraj wybrałyśmy się w deszczu, zapomniałam parasolki więc naciągnęłam na głowę chustkę i lansowałam się na Matkę Boską. Haniutek pod kocem miała w nozdrzach pogodę, zafoliowana spoglądała tylko przez małą dziurkę w pokrowcu. Ręce mi tak skostniały, że domofonem zadzwoniłam zamiast do siebie, do sąsiada spod 2 i w odpowiedzi na „Ale kto mówi?” darłam się wniebogłosy „Pan Tata, przestań sobie jaja ze mnie robić, otwórz te cholerne drzwi, bo mi gile po kurtce ściekają!”.

Dzisiaj postanowiliśmy zostać w domu. Hanisława gryzie dywan z nudów, wszystkie grzechotki przechrzczone od rana, zaczęła dobierać się do szuflad w swoim pokoju. Skubanica wczoraj zaczęła całkiem poważnie raczkować i gdy tylko zostawię ją na chwilę samą w pokoju, nagle okazuje się, że gryzie trampka w przedpokoju lub dobiera się do siatki z ziemniakami w kuchni. PT wymyślił, żeby ją za nogi do kaloryfera przywiązać, ale aktualnie kaloryfer jest wrogiem nr 1, odkąd grzmotnęła o niego głową pędząc po pokoju.

Zaczynam się rozglądać za nowymi zabawkami dla Hani, grzechotki zaczynają ją nudzić. Jakiś czas temu kupiliśmy Kulę Hulę z VTechu, zabawkę do nauki raczkowania. W zasadzie w raczkowaniu niewiele Hanisławie pomogła, bo nadaje się raczej do użytkowania na gładkich powierzchniach, a puszczona po dywanie zamiast spierdzielać, tylko buja się na prawo i na lewo. Kula oprócz poruszania się ma światełka i melodyjki, po naciśnięciu jednego z wielu guziczków włącza się dyskoteka i rymowanki. Melodyjki i piosenki są całkiem zabawne, jednak po tysiąc szesnastym wysłuchaniu „Hej, hej jestem kula, lubię kręcić się…”, mam ochotę walnąć ustrojstwem o ścianę. Ostatnio złapałam się na tym, że nucę piosenkę o hulającej kuli na spacerze, reakcja przechodniów była wiadoma…
Kula jest dosyć nieporęczna dla małych rączek niemowlaka, stąd też została wyposażona w tasiemki do łapania. Hanisławie generalnie służą one do lizania, ale każdy robi, to co lubi… 🙂 Gdyby ktoś chciał nauczyć swojego kilku-miesięczniaka cyferek lub kształtów, też może, kula zadba o edukację naszych pociech. Z tych bardziej przyziemnych nauk mamy zwierzątka i ich odgłosy. Cena to około stówki za kulę w polskiej wersji językowej.

product

DSC00765

Kula kulą, ale ja poważnie zaczynam obawiać się kupowania innych zabawek. Siedzę od kilku dni na jednym ze słynnych portali sprzedażowych, pomiędzy jedną kupą, drugim śniadaniem a popołudniową drzemką i szukam. Szczeniaczek uczniaczek może na przykład nauczyć moje dziecko części ciała po polsku i po angielsku, a w garnuszku możemy ugotować wcześniej dopasowane do dziurek klocuszki. Drogie to wszystko masakrycznie i niedługo trzeba będzie wziąć pożyczkę na zabawki lub podebrać Panu Tacie kartony i pudełka żeby zrobić jakieś zabawki hand made. Jak my żyliśmy 20, 30 lat temu? Czym się bawiliśmy? Ja rozwalałam bratu głowę klockami drewnianymi, które zostały następnie przerobione na kliny pod meble i drzwi i dawałam rodzicom koncerty na garnkach. Hania jeszcze za mała na takie zabawki, na razie zostaje jej poznawanie mieszkania z pozycji pieska. Najlepszą zabawką ever i tak są buty i kapcie, rośnie nam mała fetyszystka, PT będzie miał problem z wysokością kieszonkowego gdy Hanisława wpadnie do obuwniczego. Niedługo dzień dziecka, pora przeznaczyć więc jakiś słoik na resztę z warzywniaka by uzbierać do tego czasu miliony na prezent. Chyba, że ktoś chce mi sprezentować? 🙂

DSC00754

3 Komentarzy/e
  • ~Basia

    Odpowiedz

    Co do wspomnianego GARNKA Z KLOCKAMI kosztującego krocie to akurat mam pozytywną opinię…Tyle, że nie kupiłam jej sama a zasugerowałam jego zakup chrzestnemu przy okazji zbliżających się pierwszych urodzin 😉 I garnek okazał się strzałem w dziesiątkę!!! Przez masę czasu córka bawiła się nim chętnie, potem troszkę poszedł w odstawkę, ale nawet teraz, gdy ma prawie 5 lat, wraca do zabawy nim i gotuje w nim zupę 😉 Ogromną zaletą jest jak dla mnie jego wytrzymałość!!! Miliony razy które wypadł córce z rączek, setki razy gdy zlądował np z łóżka na panele…Nic a nic mu się nie stało! Nic się nie ukruszyło, nie przestało grać czy świecić…I nawet baterie były wyjątkowo mocne!!!Nie wyczerpały się po kilku rundkach śpiewania! Ja osobiście gorąco polecam, pomimo że cena faktycznie odstrasza!!!

  • ~Gabi

    Odpowiedz

    Dobrym posunięciem w wypadku hulikuli było kupienie używanej bo mojej małej nie zainteresowała wogole!!! Tylko drze sie nacisnieta przypadkiem przez na s lub szturchnieta przez psa. Lepsza okazała sie świnka skarbonka bo ma „monety” które sa idealne do gryzieńia i jest ich mnóstwo.

  • ~adziolina

    Odpowiedz

    Ja ostatnio zaopatrzyłam się w garnek i jest rewelacja, bawi się godzinami. Ale mam jeszcze Karpacza zabawkę a mianowicie gazetki z FP. Nakłada się je na palaczką a one grają. O taka http://www.bangla.pl/opinie/p6445/fisher-price-swiecaca-piramidka

Skomentuj