Instrukcja obsługi kobiety w czasie PMS-ageddonu.

617 Odczytano 0 Komentarzy

Na dźwięk słowa PMS, większość mężczyzn kuli się w swojej niewinnej postaci i w myślach bukuje bilet w miejsce, gdzie zasięg sieci komórkowych kończy się tysiąc kilometrów przed kobietami.

Wyjaśnijmy zatem, czym jest PMS. Nazwa ta podchodzi od starodamskiego „Permanentny Męski Stres” i oznacza ten etap w miesiącu każdego mężczyzny, kiedy jego zdrowie a nawet życie jest zagrożone działalnością hormonów kobiety. W praktyce oznacza to tyle, że faceci mają przejebane i muszą ważyć każdy oddech, a niewłaściwe mrugnięcie powieką może skończyć się poważnym uszczerbkiem na zdrowiu.

Drodzy Panowie. Wkładam w Wasze dłonie mapę kobiecej psychiki. Światełko w tunelu Waszej egzystencji, wydeptaną ścieżkę ku przetrwaniu tych czterech dni balansu na ostrzu noża. Jednak nie łudźcie się, że wszystkie przeczytane tu tipy uratują Wasze marne jestestwo. Na czas PMS najlepiej… A z resztą. Czytajcie.

Czekolada.

I to od razu trzy kilogramy, najlepiej w każdym smaku, bo nigdy nie wiesz, na który akurat będzie miała ochotę samica. Pamiętaj jednak, że czekolada to śliski temat. To, że sprawdziła się w zeszłym miesiącu nie oznacza, że w tym nie zostaniesz posądzony o męski szowinizm i brak czułości, bo: „Ja mam taką grubą dupę a ty mi czekoladę kupujesz? Ochujałeś? Nie wiesz, że jestem na diecie tlenowej?”

Ucieczka.

Ja się dziwię, że jeszcze żaden facet nie wpadł na to, żeby poprosić o azyl polityczny przy PMS swojej kobiety. Powinniście stworzyć obóz dla uchodźców, gdzie udawalibyście się każdego miesiąca na kilka dni. W takim obozie powinna być zapewniona krata piwa, nieograniczony dostęp do Netflixa, painballa i psychoterapii dla ofiar stresu pourazowego.

Udaj się na kurs.

W Centrach Zapobiegania PMS jak grzyby po deszczu powstają kursy „Jak ciszej mrugać?”, oraz „Jak oddychać, żeby jej nie wkurwiać?”. Rząd zastanawia się nad wprowadzeniem w podstawówkach programu „Przygotowanie do Życia w okresie menstruacji”, z rozszerzeniem w liceum „Napięcie przed, w trakcie i po miesiączkowe”.

Zejdź jej z drogi.

W sumie to nie jest takie proste, jak mogłoby się wydawać, albowiem Twoja chęć przetrwania PMSmageddonu może zostać odczytana jako olewatorstwo i obrócić się przeciwko Tobie. Z kolei pozostanie w zasięgu rażenia kobiecym gniewem może skutkować surowym „Nie wkurwiaj mnie”, łamane przez „Zejdź mi z oczu”. Uwaga, to drugie bywa podchwytliwe, jako że po samica jest zdolna do zmieniania zdania trzysta razy na minutę.

Praw jej komplementy.

Mów jej dziesięć razy dziennie, że ten wielki pryszcz, który wyskakuje jej zawsze w czasie menstruacji, wcale nie jest taki brzydki jak ona twierdzi, a woda zebrana pod skórą i wrzucająca ją z rozmiaru S w L to złudzenie optyczne. Generalnie naucz się ważyć słowa. Możesz to osiągnąć na kursie „Jak rozpoznać zmienne nastroje PMS-owców i kobiet w ciąży”, ewentualnie iść na żywioł, po wcześniejszym zabukowaniu kwatery na cmentarzu.

Wino, dużo wina.

Zawsze ale to zawsze mieć w zapasie różowe Carlo Rossi. Albo trzy. Na hasło: „Jestem taka gruba i brzydka”, nalej jej kieliszek wina, wyciągnij resztkę z trzech kilogramów czekolady i przytul ją mocno do swojej męskiej piersi. Nie zdziw się, jeśli zostaniesz nazwany typowym facetem, lub ona stwierdzi, że niczego nie rozumiesz. Zawsze ma rację. Jeśli jakimś cudem nie ma racji, patrz punkt pierwszy.

Zakupy.

Zabierz ją na zakupy. I to bynajmniej nie do Tesco, na dział mrożonki, tylko galeria z prawdziwego zdarzenia. Zaproponuj, że za wszystko płacisz swoją kartą, a ona nie musi się ograniczać. I koniecznie przytakuj, że we wszystkim wygląda obłędnie.

Drodzy Panowie. W tym miejscu pragnę Wam złożyć wyrazy współczucia, ponieważ nie ma jedynego słusznego sposobu posługiwania się kobietą, która sama ze sobą nie może wytrzymać w trakcie PMS. Nie martwcie się jednak, my też mamy trudność z przebywaniem w swoim własnym towarzystwie.


*Pamiętaj, że najlepszą zapłatą dla autora jest Twoja reakcja, która bez wątpienia da mi kopa do dalszej pracy <3
*Będę wdzięczna, jeśli dasz mi o tym znać tutaj na blogu lub na Facebooku (
klik), łapką w górę, komentarzem lub udostępnieniem postu.
*Możesz odwiedzić nasz profil na Instagramie 
(klik).

0 Komentarzy/e

Skomentuj