Macierzyństwo uczy pokory.

11548 Odczytano 3 komentarze

Znacie historię (klik) mojej przyjaźni z porodówki, która trwa do dzisiaj. Nela to przedłużenie mojej duszy, te same myśli i słowa włożone w inne usta. Uczucie totalnie mi do tej pory nieznane, wciąż trochę zaskakujące.

To Ona o 5 rano, gdy tylko dowiedziała się o wizycie #2 w szpitalu, niezapowiedzianie stała pod oddziałem w razie gdybym Jej potrzebowała. To Ona, kiedy tarłam ryjem kanapę i zasypiałam z ręką w chrupkach, bo po całodziennym dyżurze w szpitalu nie miałam siły dowlec się do lodówki, pukała późnym wieczorem do drzwi z Makiem w ręce. To Ona szoruje mi blaty i czeka z kolacją u mnie w domu, kiedy wymieniam się z PT przy Nadii.

Dziewczyna z totalną petardą w głowie i sercem na dłoni. Na przemian żremy się i kochamy ale wiemy, że jedna za drugą zarówno w ogień jak i na browara. Taka przyjaźń, pomnożona razy trzy, bo nasze starszaki, niczym siostry, płaczą za sobą w chwili rozstania a młodsze tak bardzo za sobą tęsknią, że Zu 3 dni po Nadce trafiła do szpitala dokładnie z tą samą diagnozą, zdarza się raz na milion.

Wynoszenie wartościowych znajomości ze szpitala za chwilę będę mogła wpisać sobie w CV.


Tydzień temu zameldowano nas na sali z 5-letnim Maćkiem i jego mamą- Izą. Przez pięć dni przyglądałyśmy się wyjątkowej relacji matki z synem. Miłość, którą okazywali sobie na każdym kroku i cierpliwość Izy, trzymającej śpiącego syna w ramionach każdej nocy, sprawiły, iż uwierzyłam w to, że matki idealne istnieją. Izabela nie była jedną z tych matek, które wkładają 5-latkowi tablet w ręce, na cały okres pobytu w szpitalu. Czytała bajki, opowiadała historie, śpiewała piosenki Maćkowi i razem z Maćkiem, rozmawiała. Każdy ruch, każde słowo tworzyło między Nimi niesamowitą więź, niestety tak rzadko wypracowywaną między rodzicem i dzieckiem. Wiele osób woli na skróty i woli mieć święty spokój. Uwielbiałam na Nich patrzeć, nawet po wyjściu ze szpitala, długo siedzieli w mojej głowie.

Brzmi jak bajka, prawda? Niestety w tym miejscu się ona kończy.

Maciek cierpi na dziecięce porażenie mózgowe, niedowład czterokończynowy i neuropatię słuchową. Nie mówi. Urodził się jako skrajny wcześniak w 25 tygodniu ciąży, z wagą 800g. Urodził się w momencie kiedy każda matka powinna gładzić się po brzuchu a ruchy dziecka dopiero zaczynają być wyczuwalne. Od momentu gdy przyszedł na świat, ludzie Go skreślali, nie dawali Mu szans. Ale Maciek to wojownik i ze wsparciem swoich rodziców kopał po kolei wszystkim tyłki i nadal to robi. Obecnie uczy się czytać i chodzić, a Iza ma nadzieję, że już za dwa lata będzie śmigał z balkonikiem. Do tego jest bardzo wrażliwym dzieckiem. Martwił się za każdym razem gdy Nadia płakała a razem z mamą dbali o jej komfort gdy spała. A Iza jest po prostu szczęśliwa, że ma dziecko, nic innego się dla Niej nie liczy.

I każdego wieczoru dziękowali Temu, który gdzieś tam czuwa u góry. Za uśmiech posłany przez pielęgniarkę, za piosenkę usłyszaną w radiu i za to, że mogą być obok siebie każdego ranka.

Przy Nich słowo pokora nabrało nowego znaczenia.

Koszt rehabilitacji i leczenia Maciusia jest ogromny. Turnusy rehabilitacyjne, lekarze, codzienna rehabilitacja, która pozwala na podstawowe czynności, jak chociażby jedzenie to koszt często nieosiągalny dla ludzi, z których jedno w pełni poświęca się opiece nad dzieckiem… I zabieg podania komórek macierzystych, którego koszt zaczyna się od 45 tys. zł, a który wspomaga tkankę mózgową w regeneracji powstałych uszkodzeń.

Maciek, Iza i Bartek to wspaniała rodzina, wspaniali, pełni ciepła i miłości ludzie. Blog Nieidealnej skupia najwspanialszą na świecie społeczność. I dzisiaj ja staję przed Wami i najzwyczajniej w świecie proszę- pokażcie swoją moc. Dla Was chwila, kilka złotych. Dla Maciusia- szansa.

Bierzcie i ślijcie to w świat.

apel-2015

3 Komentarzy/e
  • Gabriela

    Odpowiedz

    Pieniążki przesłane. Super, że można dzięki Pani pomóc. 🙂

  • anna

    Odpowiedz

    Poryczalam sie… Pomodle sie za tego chlopca i za to zeby jak najwiecej pieniedzy splynelo na jego konto. Podziwiam takich ludzi

  • Gosia

    Odpowiedz

    A my matki czasami jesteśmy wykończone po całym dniu z naszymi w pełni zdrowymi dzieciakami i często marudzimy jak jest nam źle i niedobrze bo coś tam. Jestem wrażliwa na takie historie i podziwiam mamy która z taką lekkością opiekują się swoimi dzieciaczkami i nie narzekają. One cieszą się z każdej chwili, każdego malutkiego kroczku swoich maluchów i nie biadolą. To postawa godna naśladowania.

Skomentuj