Macierzyństwo vs. ojcostwo.

1263 Odczytano 17 komentarzy

W momencie zasiania dziecka, w naszej głowie zaczyna się przemiana psychologiczno- pedagogiczna. To tak jak ktoś by przyłożył nam do głowy (albo dupy) gen macierzyństwa i przywalił z całej siły patelnią. W momencie pojawienia się na teście obrazka zwiastującego trymestr rzygania, trymestr ryczenia i trymestr tykania brzuchem starego po plecach na łóżku 140/200, zaczynamy czuć się matkami. Palec pod budkę, która z was w czasie całej ciąży nie zainstalowała na telekomórce aplikacji ciążowej, nie przeczytała żadnego poradnika a w poczekalni do ginekologa jako nie dorwała „Mamo to ja” czy innego „Dziecka” jako pierwszej lektury.

Do bycia matkami przygotowujemy się niemalże od samego początku. Tymczasem ojciec… Tymczasem ojciec jest po prostu ojcem. Podczas gdy ja po zrobieniu testu wizualizowałam nad nową rolą przyszłej matki i zależnością pomiędzy kiblem a żołądkiem ciężarnej, PT syknął wieczkiem od piwa, usiadł na kanapie i patrzył na mnie jak na zdrowo popieprzoną. Był pełen podziwu jak w ciągu zaledwie jednej chwili w kobiecym mózgu może zrobić się hormonalny kogiel mogiel, jak kobieta ze słodkiej bogini seksu może stać się wredną jędzą i ten szał zakupów… Facet po prostu tego nie ogarnie.

Czym zatem różni się rodzicielstwo w wykonaniu matki i ojca?

  1. Ciuchy dla przyszłego dziecka.
    Jedna z przyjemniejszych części przyszłego macierzyństwa. Wpadasz do sklepu, odpalasz kartę kredytową i wpadasz w amok mini śpiochów, mini spodenek i mini wszystkiego. Ojcu wystarczą jedne body na trzy dni. A jak się pobrudzą to się zdrapie. Albo naklei „dzielnego pacjenta”. Patrzy na ciebie nienawistnym wzrokiem kiedy otwierasz kolejną przesyłkę Mini Rodini a na hasło 5.10.15 lub inny Smyk puszcza pawia.
  2. BHP.
    Z całym szacunkiem, ale bezpieczeństwo i higiena parentingu w wykonaniu ojców zwyczajnie nie istnieje. Smoczek spadł na ziemię? Wystarczy oblizać. Trzeba sprawdzić czy mleko nie jest za gorące? Ale że na nadgarstek? Przecież można od razu spróbować jak smakuje. Przez smoczek oczywiście. Brudna pielucha? Przecież była zmieniona pół godziny temu. Nie może poleżeć jeszcze godzinki w tej kupie? Dziecko wchodzi na oparcie wersalki? No przecież zaraz zejdzie. Nic to, że głową w dół. Liże podłogę? Widocznie wylał się na nią jakiś sok.
  3. Niepokój.
    Podczas gdy Ty trzy razy uśmierciłaś młode, które poszło na imprezę i zawyżasz średnią dopuszczalnych smsów o treści „wszystko ok?”, „gdzie jesteś?”, „odezwij się”, „dzwonię na policję”, ojciec w tym czasie ma szczerą nadzieję, że syn wyrwał jakąś fajną dupcię a ona z kolei ma fajne koleżanki. Wstajesz w nocy co dwie godziny żeby przykryć kołdrą, przed pierwszym dniem w żłobku/przedszkolu odgrywasz w toalecie Apokalipsę.
    Robisz dziecku przegląd trzy razy w tygodniu, wypatrujesz ewentualnych nieprawidłowości i dyżurujesz przy niemowlaku po każdym szczepieniu? Według ojca ono zawsze „przeżyje” i „przestań dramatyzować”.
  4. Karmienie.
    Pilnujesz, dmuchasz, bilansujesz, wprowadzasz nowości, wydajesz grubo zarobioną jałmużnę na coś, czego nawet nie jecie wy. Pewnego razu wracasz z zakupów do domu i widzisz młode z kawałkami frytek we włosach, oczywiście made by McDonalds. Batonik? No przecież napisali, że dla dzieci. Danonki? Czynność powtórz. Po co czytać skład skoro jak byk nasmarowali na froncie, że bez cukru i konserwantów? My jedliśmy i przeżyliśmy. To nic, że 30 lat później mamy na wadze ciężej o 20 dopuszczalnych kilogramów.
  5. Zabawa.
    Dbasz o rozwój swojego dziecka. Puzzle, kolorowanki, cyferki i inne pierdoły w gaciach szatana. Nosisz jak kazali lekarze, kładziesz na brzuszku… I tak nic nie przebije domku na drzewie, gwoździa w stopie, szkła w łokciu czy kawałka kolana na tarasie made by tatuś. Ojciec podrzuca, huśta wyżej niż ty, ciągnie sanki szybciej niż ty, pozwala wchodzić na najwyższą zjeżdżalnię i do głębokiej wody na basenie. Chwała Bozi, że większości nie widzisz. Inaczej zawał murowany.
  6. Luz.
    Spinasz pośladki z byle okazji. Można powiedzieć, że to już twoje hobby. Lubisz się zamartwiać, lubisz mieć wszystko na tip top, lubisz planować. Tato natomiast lubi mieć święty spokój. Relax. Take it easyyy… PlayStation i do przodu. A dziecko ciągnie podeszwę od buta. Godzina 17 a dziecko odprawia drzemkę? Trudno, najwyżej pójdzie spać o 2.
  7. Organizacja.
    Wiesz w którym miejscu są body a w którym śpiochy. Wiesz gdzie są pieluchy, nawilżane chusteczki i że jeden krem jest do twarzy a drugi do dupy. Wiesz też, że gdy ojciec smaruje dziecku twarz kremem, na pewno sobie jej nie odparzy. Poza tym nie odróżnia pajacyka od śpiochów.
  8. Zabawki.
    To jak garnuszek klocuszek vs. Call of Duty.

Znacie jeszcze jakieś przypadki? 🙂

17 Komentarzy/e
  • Milena

    Odpowiedz

    Rewelacja 😀 uwielbiam czytać Twoje posty, bo to takie .. moje myśli 😀

  • Ola Jurkowska

    Odpowiedz

    to ja mam chyba bardziej ojcowski tryb macierzyństwa. Matczyny chyba tylko w punktach 7 i 8 🙂

  • Kretucha

    Odpowiedz

    Frytki z Maca? To i tak dobrze 😉 Któregoś razu gdy młody został z tatą odbieram telefon i słyszę: „On ryczy i ryczy, niby wszystko ok, ale nie mogę go uspokoić, WTF?” „A dałeś mu jeść?” I tu zapadła wymowna cisza… Mój błąd bo przed wyjściem nie zaznaczyłam, żeby dziecko nakarmić 😛

  • nat

    Odpowiedz

    dodałabym punkt : SPACERY – Matka zanim wyjdzie na spacer robi plan jakby to była wycieczka objazdowa po zamkach francji czyli : przejsc tam gdzie sa ptaki (bobo lubi ogladac golebie), minac ze dwa przedszkola(bobo lubi patrzec jak dzieci sie bawia), zima zaliczyc wszytskie górki gdzie dzieci jezdza na sankach, wskoczyn na plac zabaw na hustawke, przy okazji kupic chleb i po 40 minutach zaliczyc sklepik pani Jadzi bo dzis świeza dostawa miesa z hodowli eko-sreko.
    Ojciec- idzie na plac zabaw, wraca po pół godziny bo wieje (nie wpadnie na to zeby wejsc „między bloki/drzewa” gdzie nie wieje) , lub w bardziej hardcorowych przypadkach – nie ide na spacer bo wieje -ubiore bobo i wystawie w wózku na balkon niech sie wernaduje (a kto powiedzioałam ze 5 miesiecznego dziecka nie mozna wernadowac?!)

  • Monika

    Odpowiedz

    Moje ulubione: Co mam jej ubrać? – Body. – A to to z rękami i bez nóg tak? I takie lekcje od pół roku bez szansy na poprawę 🙂

  • Anik

    Odpowiedz

    Kurcze to ja mam jakis okaz faceta ktory opiekuje sie naszym lobuziakiem bardzo podobnie do mnie. Moze poza malymi wpadkami albo jak niepatrze to jest inaczej ?
    Przypomniala mi sie taka sytuacja. Dziecko zostawione pod opieka taty a mama polazla wreszcie pod prysznic. Wchodze do pokoju, mezu lezy na plecach a nasz maluch siedzi mu na brzuchu i radosnie podskakuje krzyczac hopsa hopsa i smieja sie oboje wesolo a po nogach dziecka radosnie splywa kupa ktora juz nie miesci sie w pieluszce bo ta zamienila sie w wielki baniak ze szczynami. Oczywiscie tatus nic niezauwazyl. Mlody mial na sobie bodziak i mial gole nozki wiec niewiem jak mozna bylo tego nie widziec…o zapachu nie wdpomne…

    • Aga

      No matko,ale się uśmiałam,genialnie napisane!

      • Anik

        ?

  • Nowa w wielkim mieście

    Odpowiedz

    Jakbym o swoim czytała 🙂 Ubranek to rzeczywiście nie odróżniają, smoczka nie umyją, bo po co, nie przejmują się tak wszystkim, a my matki takie wariatki 🙂

  • Ewa

    Odpowiedz

    Natalio, jest dokładnie tak jak piszesz. Nie zapominajmy jednak o dziadkach , zwłaszcza tatusiach tatusiów. O ile babcie okazują się całkiem reformowalne ( z czego moja własna mama niemalże w 100% odzwierciedla moje własne poglądy macierzyńskie ) to już z dziadkami bywa różnie. Mój teść ( żeby nie było bardzo się lubimy, serio ) z miłości do swojego pierwszego wnuka oszalał zupełnie. Objawia się to pozwalaniem młodemu dosłownie na wszystko, zwłaszcza na to na co jak wiadomo matka nie zezwoli nigdy!!! Potajemnie próbował nakarmić moje 12. miesięczne dziecko Delicjami, bo niby dlaczego nie, niech spróbuje jakie to dobre. Podczas gdy ja założyłam że moje dziecko nie będzie jadło kupnych słodyczy tak długo jak to możliwe skoro nie są mu do życia potrzebne, psują zęby oraz tuczą i uzależniają o czym sama najlepiej wiem. Próba ta skończyła się niepowodzeniem dzięki mojemu szwagrowi który doniósł mi o niej zanim młody zdążył nawet polizać czekoladę oblewającą biszkopt. Innym razem chciał dać do zabawy paczkę główek jigowych ( kto wędkuje lub ma w rodzinie wędkarza ten wie), no nie nadaje się to na zabawkę, choć może i trochę dzwoni przy potrząsaniu. Gdyby jednak dziecku przyszło do głowy ścisnąć w łapce taki woreczek, stałoby się zapewne niezłą żywą przynętą na tuńczyka.Albo dlaczego dziecko nie może spróbować owoców prosto z krzaczka, on całe życie tak jadł i żyje. I dlaczego nie może spróbować z dziecięcej łyżeczki czy papka nie jest za gorąca. I tak oto, ze wspaniałej synowej stałam się wstrętną, zrzędzącą, wytykającą na każdym kroku błędy ale tym samym stojącą na straży zdrowia i życia własnego potomka. Pocieszające jest to że przynosi to efekty bo dziś kiedy Szczęście Najsłodsze ma prawie 7 lat nie da się namówić na niemyte owoce, picie wody z kranu (sam upomina dziadka),zwraca uwagę młodszym jeżeli robią coś czego nie powinni. Tata też do części zasad dał się przekonać a do części… no cóż pewnie chce mieć po prostu święty spokój. Z dziadkiem hmmmm chyba bez zmian ale młody pamięta co mama zawsze mówiła więc jest bezpieczny;-) Trochę to trwało ale znowu jestem słodka:-D Wyluzowałam mocno ale to dzięki temu że pewne tematy przepracowaliśmy. Niedługo postaramy się o kolejnego maluszka i zapewne wszystko wróci. Mam tylko nadzieję ze tym razem szkolenie będzie trwało krócej ;-P /Pozdrawiam Was serdecznie

  • Mama pasji oddana

    Odpowiedz

    Też ostatnio próbowałam porównać rolę matki do ojca. Próby spełzły na niczym. Jesteśmy dwoma innymi światami:) pozdrawiam
    http://www.mamapasjioddana.pl/2016/01/28/a-gdyby-moj-maz-stal-sie-mna-na-jeden-dzien/

  • Aga

    Odpowiedz

    Super,uwielbiam czytać Twoje posty,ubaw murowany pozdrawiam.

  • marta

    Odpowiedz

    sama prawda 🙂 Musze to pokazać wybrankowi mojemu serca 🙂 Może zrozumie kilka rzeczy 😉

  • WOLFgard

    Odpowiedz

    Jako ojciec zgadzam się absolutnie, z punktami 3 do 8. Mało tego, uważam, że tak powinno być i to całkowicie normalne. Pamiętam jak kumpel dawno temu pojechał na przystanek Woodstock pierwszy raz i akurat tak się zdarzyło, że w wiadomościach podali informację, o śmiertelnym wypadku jakiegoś chłopaka. Jego Mama – wpadła w panikę, jego ojciec skomentował – „znając jego szczęście to pewnie on”. Natomiast, co do punktów 1 i 2 to zachowuję lepiej, niż opisane tam przypadki. Taką przynajmniej mam nadzieję, ale o to trzeba by pytać Mamę mojej księżniczki. Napiszę tylko, że w życiu tak często rąk nie myłem, jak od momentu, kiedy mamy tego bąbla.

  • Asia

    Odpowiedz

    Jejku ale sie usmialam. Szczegolnie punkt o organizacji. No, jakbym widziala mojego meza. Mieszkamy w domu od ponad 3 lat, a on dalej nie wiem gdzie leza ubranka dziecka. Jak mu nie wyciagne I nie zostawie w polu widzenia to az starch pomyslec w co dziecko ubierze gdy mnie nie ma. Raz, gdy po powrocie z pracy, mielismy sie spotkac w sklepach (tatus byl z corka sam w domu tego dnia), patrze, ida – dziecko urbane w letnia sukienke z krotkimi rekawami a pod sukienka sweter. 🙂

  • Justyna

    Odpowiedz

    Jak by widziała mojego Pana Męża….i znów polały się łzy że śmiechu ,moje znaczy… ja na zakupach…nie,nie dla przyjemności, pieluchy i te sprawy,wracam , czuję się jak małpa ,torby zawadzają o krawężniki ,wchodzę do domu i….smród z wejścia …..pytam co to ?? Słyszę „kupa w gaciach” ,pytam „dlaczego nieprzebrana?!” ,słysząc klikanie pada od konsoli dociera do mnie jakieś hasło „dopiero zrobił ,niech dosra do końca,po co dwa razy przebierać ” i tu …..niebo brzmi ……pioruny walą o ściany…. jak w reklamie ….biorę tabletkę na nerwy i „ogarniam sytuację” ……..a Pan Mąż z uśmiechem mówi „no widzisz ,jesteś niezastąpiona ” …….kill him 😉

  • kasia. r.

    Odpowiedz

    świetny tekst, nie umiałam powstrzymać śmiechu 🙂

Skomentuj