Masz w domu niejadka? A może dziecko nie lubi mięsa? Sprawdź, czy powinnaś się tym martwić!

4 komentarze

Od momentu, w którym Hanka oznajmiła, że jest wegetarianką, minął już prawie rok. Jakby wtedy ktoś mi powiedział, że ja – wielka miłośniczka kabanosów i kaszanki – trzy miesiące później przejdę na dietę wege razem z nią, w najlepszym wypadku popukałabym się w czoło.

Kiedy mówię ludziom, że Hanka nie je mięsa z własnych, moralnych powodów, jedni patrzą na mnie co najmniej jakbym miała na czole wielkiego fallusa, inni chcą wzywać MOPS, a jeszcze inni pytają czy to jest zdrowe dla dzieci. Przyznam szczerze, że ja sama nie byłam pewna jej decyzji. Na początku próbowałam przemycać mięso w niewidocznej postaci, jednak po pewnym czasie sumienie zaczęło pukać do drzwi mojego macierzyństwa i postanowiłam, że spróbuję ją wspierać w tej decyzji. Nie wiedziałam, jak długo jeszcze Hanka pojedzie na naleśnikach, pierogach i jajku sadzonym, dlatego zaproponowałam, że sama zrezygnuję z mięsa, żeby poczuć się jak sześciolatka, która stwierdziła, że zwierzęta są po to, by je kochać, a nie jeść.

CZY POWINNIŚMY SIĘ MARTWIĆ, KIEDY NASZE DZIECKO PRZESTAJE JEŚĆ?

To zależy. Głównie od tego, czy rzeczywiście przestaje jeść, czy tylko nam się tak wydaje. Dorośli często błędnie określają potrzeby żywieniowe dziecka, nakładając im takie porcje, jakie wydaje im się, że dziecko powinno zjeść. Tymczasem dziecku trzy – pięcioletniemu wystarczy porcja wielkości jego dłoni. Kiedy rzeczywiście powinniśmy zacząć się martwić? Kiedy nasze dziecko zaczyna żywić się jedynie energią słoneczną albo parówkami, lub jego stosunek masy ciała do wzrostu jest nieodpowiedni. Ale również w tym drugim przypadku musimy wziąć pod uwagę chociażby geny. Skoro ja i Grzesiek moglibyśmy z powodzeniem robić za okazy medyczne do nauki anatomii, nasze dzieci raczej nie powinny mieć problemów z nadwagą.

Czy zmartwił mnie fakt, że Hanka przestała jeść mięso? No raczej. Totalnie nie miałam pomysłu, czym zastąpić białko w jej diecie w taki sposób, żeby nie zaczęła za chwilę gdakać albo muczeć. Ale moje obawy wynikały raczej z obawy i trochę lenistwa, niż z realnych pobudek. Kiedy zaczęłam analizować strony internetowe i książki poświęcone wegetarianizmowi, okazało się, że może on przynieść więcej korzyści niż strat, przy pomocy odpowiednio zbilansowanej diety. Niestety, wegetarianizm jest trudnym tematem, co widać chociażby po reakcjach społeczeństwa i stanowisku restauracji. Ciężko nam znaleźć ciekawą bezmięsną pozycję w karcie menu, która nie jest pierogami czy naleśnikami z serem.

DLACZEGO DZIECKO NIE CHCE JEŚĆ?

Prawdopodobnie dlatego, że nie jest głodne, lub jest po prostu najedzone. To, że my dorośli ustalamy sobie pory posiłków, nie oznacza, że muszą one odpowiadać naszym dzieciom. Jeśli dziecko je sycące śniadanie o godzinie 9, nie dziwmy się, że na widok zupki o 11, a później drugiego dania o 14, jego żołądek robi zwrot o 180 stopni.

Problem był w przypadku Nadii, która na widok warzyw w jakiejkolwiek postaci, jeszcze niedawno chciała rzucać się z balkonu. Dziewczyna mogłaby całe życie jechać na schabie albo mielonych, zagryzając je kabanosami, ewentualnie słodkimi płatkami. Starałam się przemycać jej warzywa w postaci zup i sosów, a nasze życie to była jedna wielka warzywna papka. Dopiero dwa miesiące temu, czyli chwilę przed swoimi czwartymi urodzinami, zaczęła próbować warzyw, w różnych postaciach.

Dzieci nie chcą jeść określonych potraw lub produktów z różnych powodów. Często lęk przed nowościami pojawia się w okresie zmiany diety, lub wprowadzenia do niej stałych produktów i pozostaje nam nic innego jak uzbroić się w cierpliwość. Przy czym, gdybym miała zobrazować moją własną, wyglądałabym jak Transformers i powinnam dostać order za zasługi w tym temacie. Czasami niechęć do jedzenia wiąże się ze skokiem rozwojowym, w którym dziecko po prostu nie ma czasu na tak błahe sprawy jak kolacja, kiedy wokoło jest tyle fascynujących rzeczy do poznania.

Poza tym, nie dziwmy się, że jeśli zapychamy dziecko słodkimi napojami, chrupkami czy toną cukru, nie będzie miało ochoty na treściwe posiłki.

NEOFOBIA.

Czyli strach przed nowościami. Kiedy Nadka próbowała marchewki czy ogórka, miała odruch wymiotny. Hanka z kolei na widok czegoś, czego do tej pory nie znała, rzuca: „Ja tego nie lubię”, pomimo że jeszcze nie spróbowała. Często później okazuje się, że potrawa jej smakuje, ale tyle, ile nerwów nas to kosztowało, to już nasze. Bywały sytuacje, kiedy dziecko wpadało w histerię na widok sosu na talerzu, lub nowego rodzaju kotleta. Zazwyczaj wtedy próbujemy przekonać ją do spróbowania nowości przez zabawę i jeśli okazuje się, że rzeczywiście jej coś nie smakuje, nie zmuszamy do posiłku. Prosimy, żeby jedynie spróbowała, a jeśli nie chce, pytamy co chciałaby zjeść. W innych przypadkach, staram się urozmaicić posiłek, lub podać go w innej formie. Dobrym przykładem jest tutaj tofu, którego Hanka nie toleruje dla zasady. Jeśli podam je w formie niewidocznej dla jej oka i dopiero na koniec przyznam, że w potrawie było tofu, dziecko przyznaje, że jej smakowało, jednak dalej ma zamiar go nie lubić.

Zanim Hanka zrezygnowała z mięsa, okazało się, że posiłki powodują u niej silny stres, co z kolei wiązało się z bólami brzucha. Odkąd postanowiliśmy wspierać ją w tej decyzji, bóle skończyły się niemal w 100%.

MAM W DOMU NIEJADKA. I CO DALEJ?

Ja sama byłam niejadkiem. Konieczność spożywania określonych posiłków wywoływała u mnie stres i odruch wymiotny, a sam posiłek trwał czasami godzinami. Do tej pory są potrawy, których nie ruszę, bo byłam zmuszana do nich w domu. Przyczyn takiego zachowania może być naprawdę wiele i powinniśmy je określić indywidualnie, na podstawie własnych obserwacji. Może to być stres, może być niechęć do nowości, mogą to być zbyt duże porcje, może to być nuda w posiłkach, lub nasycenie przekąskami.

Przy posiłkach powinniśmy pamiętać, że ludzki mózg rejestruje uczucie sytości już po 15 minutach od momentu, w którym zaczęliśmy jeść. Nic dziwnego zatem, że jeśli puszczamy dziecku bajki, a ono celuje do buzi widelcem raz na trzy minuty, to po kwadransie jest najedzone połową parówki, albo pięcioma łyżkami zupy. Posiłek nie powinien w żaden sposób wiązać się z rozrywką, nagrodą lub karą. W naszym domu nie oglądamy telewizji przy obiedzie, nie ważne jak fajny program właśnie w niej leci. Unikamy też zachęcania dzieci: „Jak zjesz to dam ci ciastko” lub karania: „Jeśli nie zjesz to nie dostaniesz tego ciastka, które przywiózł dziadek”. Takie postępowanie może prowadzić do poważnych zaburzeń odżywiania.

Jeśli sposób odżywiania Waszego dziecka w jakikolwiek sposób Was niepokoi, najlepiej po prostu poprosić o pomoc specjalistę. My mieliśmy zamiar zrobić z Hanią komplet badań na początku tego roku, niestety rozpętała się burza z koronawirusem, co przesunęło nasze plany nieco w czasie. Czasami w takich przypadkach pomaga praca z psychologiem, który zdiagnozuje niechęć do jedzenia oraz to, czy to dziecko ma rzeczywisty problem, czy my.

CZY POWINNIŚMY SIĘ MARTWIĆ, KIEDY NASZE DZIECKO CHCE ZREZYGNOWAĆ LUB NIE LUBI MIĘSA?

W żadnym wypadku! Wierzcie mi, wegetarianizm, zwłaszcza w czasach kiedy mięso jest faszerowane niesamowitą ilością antybiotyków, to nic strasznego. Odpowiednio zbilansowana dieta i suplementacja witamin (np. B12, która występuje tylko w mięsie), może nam wyjść zdecydowanie na plus. Dowodem na to jest chociażby fakt, że pod odstawieniu mięsa, przez dwa – trzy tygodnie, czułam się jak na detoksie. Byłam poddenerwowana, rozdrażniona. Bolała mnie głowa i miewałam biegunki. Dopiero po odtruciu organizmu poczułam się o wiele lepiej. To obrazuje, jak dużo chemii jest w produktach mięsnych.

Ważne jest tutaj podejście z głową. I cierpliwość. Dużo cierpliwości.


Photo by Kelly Sikkema on Unsplash
4 Komentarzy/e
  • Karolina

    Odpowiedz

    Fajnie opisane. U nas problem z jedzeniem był do momentu, aż nie zbadaliśmy flory bakteryjnej jelit. Okazało się, że zadomowiły się tam różne paskudy. Po wyleczeniu synek nabrał apetytu i chętnie próbował nowości- gdzie do tej pory na sam widok miał odruch wymiotny.

    • matka-nie-idealna

      My też robiliśmy badania pod tym kątem. Na szczęście okazało się, że jest wszystko ok.

  • Ania

    Odpowiedz

    Dość odważna decyzja jak na dziewczynkę w tym wieku, ale brzmi też świadomie bo nie chce krzywdzić zwierząt a nie, że nie będzie jadła bo nie. Ale proszę powiedzieć czy ryb również Pani z córką nie jecie?

    • matka-nie-idealna

      Nie jemy. Ryby to też zwierzęta, Hania odmówiła ich spożywania. A ja robię to co ona 😉

Skomentuj

error: Content is protected !!