Mój mąż jest alkoholikiem.

1463 Odczytano 5 komentarzy

Dzisiejszy wpis oddaję Agacie.

Długo nosiłam się z tym, czy napisać do Ciebie. Widziałam, że dziewczyny czasami piszą maile, proszą żeby je puścić dalej, ale jednak cały czas miałam wrażenie, że wszyscy będą wiedzieli, o kogo chodzi 🙁 W końcu zdecydowałam się napisać, bo może ktoś miał podobne doświadczenia jak ja i będzie w stanie pomóc mi uporać się z problemem…

Kiedy byłam małą dziewczynką, marzyłam o rycerzu na białym koniu. Później trochę mi się zweryfikowały gusta i jako nastolatka, a później młoda kobieta spotykałam się z niewłaściwymi facetami. W myśl zasady, że łobuz kocha najmocniej, szlam w te destrukcyjnie związki. Kręcili mnie faceci z długimi włosami, petem z gębie i pomazaną markerem gitarą. Później zmieniłam obiekt westchnień na łysych i wesołych kibiców klubów piłkarskich, z którymi puszczałam race pod nogi policji. Mówię Ci Natalia, jakbyś zobaczyła mnie dziesięć lat temu to złapałabyś się za głowę.

Do momentu aż poznałam mojego przyszłego męża. Był zaprzeczeniem wszystkich cech łobuza. Poznaliśmy się na imprezie u mojej koleżanki. Na początku tylko się kolegowaliśmy. On był zawsze, kiedy go potrzebowałam. Kiedy sypały mi się kolejne związki albo dostawałam wpierdol od jakiegoś mocno kochającego łobuza, przyjeżdżał i przykładał mi do twarzy mrożonki. Potrafił ugotować, posprzątać. Minęło sporo czasu, zanim się zakochałam. Na początku było jak w bajce. On wyciągnął mnie ze złego towarzystwa. Przestałam imprezować, przestałam pić i ćpać. Zrobiłam maturę, zaczęłam studia, znalazłam całkiem niezłą pracę w korpo. Oświadczył mi się trzy lata temu na Rodos. Do tej pory nie wiem, jak zorganizował kolację w tawernie, z greckim zespołem grającym przy stoliku. Dwa miesiące później okazało się, że jestem w ciąży. Zuzia urodziła się o miesiąc za wcześnie. Na początku mąż wspierał mnie, zarówno w szpitalu jak i w domu. Był troskliwy i czuły. Później dostał awans w pracy, a następnie przeniesienie do innego oddziału, w sąsiadującym mieście. Stworzyli nowy zespół, coraz częściej bywał w pracy, a później miał służbowe spotkania i imprezy pracownicze. Kupiliśmy dom ale on coraz rzadziej w nim bywał. Wracał późno, zazwyczaj napity. Weekendy spędzał na wyjazdach, kiedy siedział w domu to zawsze ze szklaneczką whisky lub lampką wina. Później z butelką. Zaczął przepijać pieniądze, jak później się okazało, przegrywać w kasynie też. Próbowałam z nim rozmawiać, prosiłam by trochę wyluzował z imprezami. Mówiłam, że potrzebuję wyjść z domu, żeby został z małą. Twierdził, że ciężko pracuje a integracja jest tego częścią. Ze zarabia tyle, że stać go na dobry alkohol. A ja powinnam siedzieć w domu z dzieckiem, a nie szlajać się po nocach. Matce nie wypada. To nic, że chciałam wyjść z koleżanką tylko na kawę. Coraz częściej z imprez przyprowadzali go koledzy.

Wróciłam do pracy ale okazało się, że masowo zwalniają ludzi. Moje stanowisko też zlikwidowali. Zaczęłam szukać nowej pracy, „niestety” w tym czasie okazało się, że jestem w drugiej ciąży. Byłam załamana. Tylko dlatego, że mój mąż był już regularnym alkoholikiem. Jeździł na rauszu do pracy, bo nie zdążył wytrzeźwieć po poprzednim wieczorze. Koledzy się poodsuwali, pozakładali rodziny, a on został sam. Więc pił w domu. Twierdził, że zapija stres ale ma wszystko pod kontrolą. Zaczął zawalać pracę, a że był dobrym pracownikiem, nie zwolnili go tylko przenieśli z powrotem do naszego miasta, na niższe stanowisko. Co prawda w pracy jest trzeźwy ale pierwsze co robi w domu, to otwarcie piwa. Później wita się ze mną i dziećmi.

Zaczęły się awantury. Po pijaku były wyzwiska, zaczął mi ubliżać. Na początku na trzeźwo był cudowny, obiecywał zmianę ale później, mam wrażenie, że przestał trzeźwieć. Jego rodzice nie widzą problemu, teściu co okazję stawia na stole wódkę. Zaproponowałam terapię ale wściekł się na mnie i stwierdził, że robię z niego alkoholika. Bywają dni, że jest trzeźwy, ale później przez tydzień pije.

Straciłam totalnie siły do tej walki. Mamy trzymiesięcznego syna, przy którym on nie robi nic. Trzymał go na rękach może dwa razy. Nigdy nie został sam z dziećmi bo zwyczajnie boję się zostawić je z ojcem. Odejść nie chcę bo nadal go kocham. Chcę mu pomóc. Terapia nie wchodzi w grę bo on nie widzi problemu. Ktoś ostatnio mi powiedział, że powinnam dać mu opaść na dno, żeby poczuł smak porażki. Nie jestem w stanie patrzeć, jak ukochana osoba stacza się na dno. On ma totalnie rozwaloną wątrobę. Lekarz powiedział, że stoi nad grobem ale mąż nie wziął sobie za bardzo tego do serca.

Zaczęłam myśleć, że przyciągam takich facetów do siebie. I nie wiem, po prostu nie wiem, co mam zrobić.

5 Komentarzy/e
  • Emm

    Odpowiedz

    Autorko postu, może spróbuj postawić mu ultimatum, że albo zacznie się leczyć albo odejdziecie. Nie byłam nigdy w takiej sytuacji więc nie jestem w stanie sobie wyobrazić co teraz przechodzisz i jak ci ciężko. Jedynie mogę powiedzieć, że musisz być silna dla dzieciaczków. Jestem całym serduchem z tobą.

  • Andrzej

    Odpowiedz

    Siemka,

    Chyba jestem w podobnej sytuacji co twój mąż aczkolwiek wstaje rano codziennie do pracy bez procentów po wypiciu czterech pięciu piw poprzedniego dnia.
    Nie zdarzyło się jeszcze żebym nie był w stanie wstać na następny dzień do pracy i cały czas zastanawiam się gdzie jest ta granica.

    Poza tym robię sobie takie dni 0 alko np przez tydzień i nie jest to problemem hmm

  • Monika

    Odpowiedz

    Z doświadczenia wiem, iż jeśli osoba sama nie chce się leczyć to musi spaść na samo dno i albo tam się utopi albo to będzie dla niego otrzezwienie… Niestety taka jest prawda.

  • Lula

    Odpowiedz

    Do autorki tekstu- przeszlam terapię dla wspoluzależnionych, po tym wiele warsztatów i szkoleń z zakresu terapii uzależnień żeby zgłębić temat i niestety – jeśli uzależniony nie dotknie dna nie odbije się. Czasem działa metoda interwencji bliskich, w której potepiacie jego zachowanie i dajecie ultimatum z którego musicie się wywiązać. Wiem, że to najtrudniejsze patrzeć jak się stacza.

  • Monika

    Odpowiedz

    Mój ex przestał pić, dopiero jak po rozwodzie zmusilam go do wyprowadzki. Chyba dlatego, że zależało mu na dziecku. Dla mnie się nie zdobył na to. A do końca twierdził, że mnie kocha, ale znęcal się psychicznie. Ja też go kochałam, ale wpadłam w depresję, stałam się okropnie nerwowa i nie wiem, czy nie doszłoby do tragedii, gdybym się nie rozwiodła. Teraz mam nową kochajaca rodzinę 🙂

Skomentuj