Moja córka jest synem.

2384 Odczytano 3 komentarze

Coś pięknego jest w tym dziecięcym świecie. Świecie braku norm i uprzedzeń. Tak prostym i nieskomplikowanym, krystalicznie czystym. Bo gdyby tak, posadzić grupę przedszkolaków i dać im klocki, to w siedem minut zbudują wieżę do nieba. Albo dom dla lalek, z trzema oknami. A gdyby posadzić trzydziestolatków, zapytają najpierw, gdzie jest instrukcja. I że „Ten klocek dałeś gamoniu nie w tym miejscu, co trzeba. Masz trzydzieści lat, a zachowujesz się jak pięciolatek. Do niczego się nie nadajesz.”. Okna będą wybierać, jakby od tego miał zależeć poziom wód w morzach i oceanach. No nie wiem.

Mam wrażenie, że my – dorośli, sami tworzymy sobie Tetrisa życia. Wynajdujemy problemy, czarne nazywamy trzema odmianami, tak dla utrudnienia, a nasz obraz spływa szarością dnia codziennego.

Zatopiona w tej szarości patrzyłam, jak moje dzieci żonglują wyobraźnią na placu zabaw. Tworzyły twierdze na zjeżdżalniach, zawierały znajomości, nie kategoryzując ludzi po zawartości tkanki tłuszczowej czy kolorze włosów. Były dziećmi w całej swojej beztroskiej okazałości i niewinności.

Wraz z kilkoma innymi ludźmi, z gatunku rodziców, tudzież dziadków, wylewałam zmęczenie na deskach ławki, spoglądając niecierpliwie na zegarek, z nadzieją, że wskazówki są bliżej dobranocki, niż trzy minuty temu.

Podbiega do mnie Nadia, rumiana tak, że nic tylko włożyć ją między dwie połówki bułki i wciągnąć z całym lukrem, jaki matka natura w nią wpakowała. Rzuca na piasek resoraki, które chwilę wcześniej turlały się ze szczytu zjeżdżalni i łapie za butelkę wody.

– Ale jesteś śliczna! – Sąsiadka z ławki obok rzuca w stronę Nadii. – A jak masz na imię?
– Hubert! Rzuca dziewczę o niebiańskiej urodzie w stronę pani, strzepuje z sukienki resztki lukru i podnosi z ziemi Złomka oraz jego czerwonego kumpla.
– Hubert? Ależ ty jesteś dziewczynką. Śliczną dziewczynką. Bawisz się lalkami?
– Nie! Ja jestem chłopcem. Jestem Hubert! I lubię Zygzaka Makłina! – Niebiańska uroda zaszła czarnymi chmurami, a na twarzy pojawiła się irytacja.
– Ale popatrz. Masz taką piękną sukienkę. – Sąsiadka spojrzała na mnie zdezorientowana. -Jak córcia ma na imię?
– Hubert, proszę pani.


Odbiegła w stronę siostry, wykrzykując radośnie „Chcesz być Zygzakiem czy Złomkiem Haniu?”. Beztrosko, jakby wymazując z pamięci minę wcześniejszej rozmówczyni.

– A jak naprawdę ma na imię córeczka? – Nie dawała za wygraną pani obok.
– Nadia.
– I Pani nie przeszkadza to, że mówi o sobie, że jest chłopcem?
– Nadia ma tylko trzy lata. Dwa dni temu była Chase’m z Psiego Patrolu a jeszcze wcześniej dinozaurem. Kto wie? Może jutro zechce być dziewczynką?


Nie wiem, kim będą w przyszłości. Kogo będą kochały, w co wierzyły. Czy zdecydują się ogolić na łyso, przykuć do drzewa w obronie dzików, czy zaciągną do wojska, by przyprawiać mnie o zawał serca za każdym razem, kiedy krzykną do słuchawki telefonu: „Mamo, jadę do Afganistanu!”. Nie interesuje mnie to. Kochać mniej przez to nie będę.

Wiem natomiast jedno. Że jestem dumna z nich za każdym razem, kiedy wyrecytują wiersz, usłyszany dopiero co w przedszkolu. Jestem dumna, kiedy proszą, by odkręcić boczne kółka w swoich rowerach. Jestem dumna, kiedy kładą się na wodzie i po prostu płyną. Kiedy wieczorem starsza robi młodszej kanapkę, krzywo posmarowaną masłem. Jestem dumna, kiedy wyjdą im dwie pętelki na sznurowadle nawet, jeśli za chwilę mają się rozwiązać. Kiedy starsza czesze młodszej włosy przed snem. Kiedy młodsza, z całą swoją miłością przytula siostrę, najmocniej jak potrafi.

Wpompowuję w nie całą swoją miłość i dumę. Chwalę, głaskam po głowie. Buduję kręgosłup moralny od najmłodszych lat. Powtarzam: „Możesz być tym, kim chcesz. Przed tobą całe życie”. Nie prowadzę za rękę, ale idę obok. Kiedy potrzebują się czegoś złapać, wyciągam dłoń, nastawiam ramię, przytulam do piersi. Mówię: „Weszłaś? To teraz zejdziesz sama. Ja mogę stać obok i pilnować, żeby nic ci się nie stało”, „Skąd wiesz, że nie dasz rady? Spróbuj, to się dowiesz” i że „Wierzę w ciebie”.

Jestem wdzięczna za każdy dzień, który mogę z nimi spędzić. Chłonę, ćpam je i doceniam chwile, które nam dano razem. Nie wiadomo, ile tych chwil jeszcze zostało.

Niech będą kim chcą. Mam nadzieję tylko, że pozostaną dobrymi ludźmi.


Zobacz moje ostatnie wpisy:

3 Komentarzy/e
  • ŁUCJA

    Odpowiedz

    Dokładnie niech będą dobrymi ludzikami , moja Zuza czy Zuzol też 😊

  • Patrycja

    Odpowiedz

    Ja dziś jestem ostatni dzień w pracy przed trzytygodniowym urlopem i nie mogę się doczekać, kiedy stad wyjdę i razem z moimi dziewczynami przez cały dzień porobimy coś naszego 😉 I pomimo tego, że wiem, że pewnie będę miała je czasem ochotę wystrzelić w kosmos, będą to nasze najlepsze chwile;-)Fajny wpis, pozdrawiam

  • Ise

    Odpowiedz

    Wspaniały ten post i podziwiam Panią za podejście i zrozumienie dla swojej córki. Niech Pani uściska mocno Huberta!

Skomentuj