Naleśniki.

5747 Odczytano 3 komentarze

Znowu wylałem sok. Ciężka szklanka wypadła mi z rączek i z hukiem uderzyła o kuchenny stół. Próbowałem ją utrzymać, ale w telewizji leci bardzo ciekawa bajka. Już nie pamiętam, o czym była. Ze stresu zapomniałem. Po policzkach płyną piekące łzy, moje serce bije jak szalone. Mam wrażenie, że zaraz wyrwie mi się z piersi i pęknie, jak ta szklanka. Nie rozumiem, dlaczego tak na mnie krzyczysz? Zawsze powtarzałaś, że nic się nie stało, że to tylko rzecz. A dzisiaj stoję przed tobą mamusiu i nie rozumiem, co się dzieje.

Słowa odbijają się ciężkim echem od pustych ścian. Powiedziałaś, że jestem sierotą, że masz mnie dosyć.

Mamusiu, czy masz mnie dosyć dlatego, że każdej nocy przychodzę do Twojego łóżka? Ja wiem, że kopię nogami, że nie mogę później długo zasnąć. Widzę Twoje worki pod oczami każdego ranka i wiem, że jesteś okropnie zmęczona. Ale kiedy budzę się w nocy i nie ma ciebie obok, zaczynam się bać. Pamiętasz jak Bartek opowiadał mi o potworach pod łóżkiem? Od tej pory strasznie się boję ciemności. I nawet te lampki w kształcie dinozaurów nie pomagają mi się wyciszyć. Uwielbiam twój zapach i ciepło, które od ciebie bije. Kiedy wskakuję pod twoją kołdrę, wszystkie strachy uciekają. A później w przedszkolu, kiedy robi mi się strasznie smutno, że nie ma ciebie obok, zamykam oczy i przypominam sobie to, jak pachniesz. Ale jeśli przez to jesteś na mnie taka zła, przestanę przychodzić do twojego łóżka. Zacisnę mocniej oczy i w krótce przyzwyczaję się do tego, że nie ma cię obok. Może nie raz zsiusiam się do łóżka. A ty następnego ranka obudzisz się, być może bardziej wyspana i zobaczysz, że nie ma mnie obok. Przeciągniesz się i uśmiechniesz szeroko, a ja będę szczęśliwy, widząc cię taką. Przynajmniej do kolejnego wieczoru, kiedy w mojej głowie znowu zrodzą się strachy, moje serduszko będzie szybciej biło, a nogi wcisnę pod kołdrę, w nadziei, że nic mnie nie złapie. Będę walczył z całych sił, żeby do ciebie nie przychodzić. Może wtedy nie nakrzyczysz na mnie za ten rozlany sok?

A może krzyczysz na mnie, bo masz arcyważne spotkanie dzisiaj w pracy? Widzę, że bardzo się stresujesz. Co chwilę spoglądasz w notatki i powtarzasz, że mam się pospieszyć. Dlaczego nie mogę skończyć oglądać tej bajki mamusiu? Czy możesz pojechać do pracy za dziesięć minut? A co to jest spóźnienie i dlaczego trzeba być zawsze na czas? A teraz jeszcze muszę się przebrać, bo moje spodnie lepią się od soku. Chyba pójdę do tego groźnego pana, którego nazywasz swoim szefem i powiem mu, co o nim myślę. Jeszcze w sobotę byłaś radosną i uśmiechniętą mamusią. Tańczyłaś ze mną do tych śmiesznych rekinków, które puściłaś w telefonie, a na obiad usmażyłaś moje ulubione naleśniki. A dzisiaj twoje oczy zaszły chmurami. Są ciemne i groźne. Krzyczysz na mnie, machasz rękami. Osoba, której ufam najbardziej na świecie, która każdej nocy broni mnie przed potworami i robi najlepsze naleśniki pod słońcem sprawiła, że z mojej piersi co chwilę rozlega się głośny szloch. Przytul mnie. Tylko tyle potrzebuję.

Wychodzimy szybko do przedszkola. Zmieniam buty na kapcie, na szafeczce ze znaczkiem muchomorka zostawiam czapeczkę z Psiego Patrolu. Cały czas rozmawiasz przez telefon, mówisz wyrazy, których totalnie nie rozumiem. Popychasz mnie w stronę wychowawczyni, odwracam się w twoją stronę. A buziak?

-Michał na Boga! Nie mam czasu na histerie.

Moje oczka znowu się szklą. Przecież buziak to ułamek sekundy, a przytulenie to krótka chwila. Za kilka lat, kiedy będziesz odwoziła mnie do szkoły, będę wstydził się dawać ci buziaki przy kumplach z klasy. Zostało nam jeszcze tak niewiele mojego dzieciństwa, chwil, których będzie ci wkrótce bardzo brakowało. Przyczepiam się do twojej nogi, nie chcę się z tobą rozstawać. Tak strasznie mi smutno przez to, co wydarzyło się rano. Powtarzasz co chwilę, że szef urwie ci łeb, jak się spóźnisz. A przecież nie można nikogo bić, tym bardziej urwać mu głowy! Mamusiu nie idź do tej okropnej pracy, przecież bez głowy umrzesz!

Moje rączki zaciskają się na twojej nodze, trzymam cię tak mocno, że bieleją mi kosteczki w dłoniach. W twoich oczach widzę irytację.

-Synu! Jeśli spóźnię się przez ciebie do pracy, mogę mieć poważne kłopoty. Zrozum to, proszę.

Odwracam się w stronę sali. Przecież nie chcę, żebyś miała przeze mnie problemy. Już wystarczająco dzisiaj nabroiłem. Przyklejam się nosem do okna i widzę, jak odjeżdżasz.


Wracasz po mnie popołudniu. Wychodzę niepewnie z sali, trzymając panią za rękę. Na dźwięk skrzypnięcia drzwi odwracasz wzrok od menu, które właśnie studiowałaś. Klękasz na kolanach i rozpościerasz szeroko ramiona. Z mojego serca spada kamień, który cały dzień tam siedział. Puszczam się pędem do Ciebie i wtapiam się całym swoim ciałem. Jeszcze raz sprawdzam czy masz głowę. Widocznie nie spóźniłaś się do pracy.

-Mamusiu, przepraszam za ten rozlany sok. – Spoglądasz na mnie zdziwiona widzę, że w Twojej głowie trwa walka.
-Michasiu… Ja już dawno o tym zapomniałam, a ty męczyłeś się cały dzień z tą myślą? Przepraszam cię syneczku. Nie powinnam była na ciebie krzyczeć dzisiaj rano. Czy mogę ci jakoś to wynagrodzić?
-A możesz zrobić mi naleśniki na obiad?

3 Komentarzy/e
  • Forsycja

    Odpowiedz

    Piękny ! az się wzruszyłam! ciagle w pedzie i pedzie, nawet moj starszak mi ostatnio powiedzial „dlaczego musimy sie ciagle spieszyc? „. Po tych słowach zrozumiałam wszystko i odpuściłam a raczej przewartościowałam priorytety. Bo czas tak szybko ucieka, a po pracy mam zaledwie 3h dla dzieci zanim pojda spac, wiec skupiam sie na nich 🙂

  • Bunia

    Odpowiedz

    wszystko takie proste , tylko tesciowa stale truje mi glowe ze ma byc wszystko wyprasowane wypucowane itd. a ja wole ten czas spedzic na innych czynnosciach z dziećmi, szkoda ze nie idzie sie pozbyć toksycznych ludzi z grona rodzinnego bo rozmowa nic nie daje

  • Kasia

    Odpowiedz

    Bardzo pięknie napisane. Sama spędzam dużo czasu z dziećmi, ale też mi się zdarza taki dzień. Dobrze sobie przypomnieć, że tak nie powinno być…

Skomentuj