Nie czekaj aż inni wychowają Twoje dziecko.

3829 Odczytano 0 Komentarzy

Lubię być sama. Lubię siedzieć, niby bez celu i obserwować życie toczące się wokół mojej osoby. Czasami w parku na ławce a czasami na szpitalnym korytarzu. Lubię słuchać ludzi. Lubię ich zwierzenia, lubię poznawać sposoby, nie tylko te wychowawcze i lubię znać zdanie odmienne do mojego. To poszerza mój światopogląd, często sprowadza do parteru w wierze w człowieka ale zawsze uczy czegoś nowego.

I z pełnymi gaciami obserwuję rodzicielską spychologię.

Widzę pięciolatków, którzy w szpitalnym łóżku po raz pierwszy wyszukują z rodzicem pięć różnic między obrazkami. Pierwszy, kurwa, raz w swoim pięcioletnim życiu. Pięcioletnim, z mamą u boku. W domu.

Widzę mamę ubolewającą nad tym, że jej czterolatka jest niegrzeczna w przedszkolu. I uśmiecham się pod nosem, trochę jakby z żalem, kiedy widzę że mama dla świętego spokoju robi wszystko, co chce dziecko.

Widzę ojca, mówiącego do syna „Przestań płakać, zachowuj się jak facet”. A jak powinien zachowywać się współczesny facet? Czy on nie ma prawa do okazywania swoich uczuć?

Widzę nauczycielkę, którą oblewa pot na samą myśl, że musi stawić dzisiaj czoło dziewięcioletniemu chłopcu. Musi poprowadzić lekcję tak, by reszta klasy nie ucierpiała przez zachowanie jednego dziecka. A kiedy poskarży się rodzicom, oni wzruszą ramionami, bo przecież skoro jest nauczycielką, powinna wiedzieć jak sobie z nim poradzić. To szkoła powinna wychować dziecko.

Tylko nie zawsze da się naprawić to, co zaniedbali rodzice. Nie zawsze można uzupełnić w dziecku poziom empatii i poczucia bezpieczeństwa. Nie zawsze można zbudować jego poczucie własnej wartości, kiedy przez lata było chowane twardą ręką, bez możliwości wypowiedzenia swojego zdania.

Nie liczcie na to, że szkoła wychowa Wasze dzieci, że nadrobi stracony nad tabletem czas. To nie nauczyciele są od wpajania wartości, wyjaśniania dobra i zła tego świata. Jeśli Wy tego nie zrobicie, później będzie już tylko gorzej.

Doceniam takie rozmowy, doceniam wszystko co widzę.

Wracam za chwilę do domu, biorę na kolana każdą z córek. Przytulam do piersi i chłonę ich zapach. Mówię, że cieszę się, że są. Mówię, że kocham je nad życie i są dla mnie najpiękniejsze na świecie.

Łapię za rękę tuż przed snem i szepczę do ucha, każdej osobno, że jestem niesamowicie z nich dumna i podziwiam je za to, jakimi mądrymi są dziewczynkami.

Albo daję w rękę szmatkę, kiedy pytają czy mogą mi pomóc i stwierdzam, że ich pomoc jest nieoceniona a bez nich na pewno nie dałabym rady.

Kiedy widzę coś odmiennego od codzienności, wyjaśniam i tłumaczę. Wpajam szacunek dla inności i akceptację.

Rozmawiam o emocjach, pozwalam płakać i krzyczeć, jeśli czują taką potrzebę. Razem szukamy sposobów na poradzenie sobie z uczuciami.

Przy tym wszystkim nic nie nakazuję prócz postawienia się w drugiej skórze w sytuacjach kryzysowych. To się nazywa empatia, chyba.

I widzę jak rosną im te skrzydełka, jeszcze tak bardzo niedojrzałe. Widzę jak ich poczucie własnej wartości kiełkuje, rośnie w siłę. Chcę wypuścić w świat ludzi dobrych, pełnych empatii. Ale też twardych, znających swoją wartość. Nie dających się zniszczyć pierwszej, napotkanej osobie. Nie rzucające się w ramiona pierwszej, która je doceni. Wiedzących, że zasługują na więcej i na lepiej. Bo nigdy nie wiem, kogo napotkają na swojej drodze. I czy ta osoba będzie chciała pociągnąć je w stronę dobrą czy złą.

I tak, szkoła zacznie kiedyś wychowywać moje dzieci. Każde dziecko. Kiedyś to rówieśnicy będą ważniejsi niż rodzice. A wtedy my będziemy stać z boku i zbierać plony naszych starań.

Nie jestem idealna, wręcz przeciwnie. Drę ryja jak opętana, czasami trzaskam drzwiami. Bywają sytuacje, że rzucę nieprzyjemnym zwrotem, którego po chwili żałuję. Ale w tym wszystkim wiem, że fundamenty są mocne i nie ma szans na ich zdmuchnięcie.

Droga do sukcesu jest łatwa ale wymaga kilku wyrzeczeń. Wystarczy rozmowa i bliskość. Wystarczy uwaga i poświęcony czas. Wystarczy odrobina zrozumienia i szacunku do małego człowieka. Wystarczy łapanie za rękę, kiedy dziecko ją wyciąga.

Procenty zbierzecie później.

0 Komentarzy/e

Skomentuj

Facebook