Nie traktujmy mężczyzn, jakby im rączki przyrosły do d..y.

5 komentarzy

Moja mama nauczyła mnie bardzo mądrej rzeczy.

Odkąd pamiętam, a to w zasadzie już przeszło 30 lat, goniła mojego tatę do roboty. Podział obowiązków mieli jasny i nie było sytuacji, w której jedno lub drugie nie potrafiłoby zająć się domem lub dziećmi.

Opowiadała mi, że po ślubie tylko raz zrobiła tacie kanapki do pracy, po czym wręczyła mu je mówiąc: “To pierwszy i ostatni raz kiedy zrobiłam ci do pracy bułki. Teraz musisz zadbać o siebie sam”. I tak, przez wszystkie lata tato potrafił zadbać nie tylko o siebie, ale również o porządek w domu, o pożywny obiad dla mnie i brata oraz o pracę. Robił dla siebie kanapki do pracy, a nam rano śniadanie do szkoły. Jeśli czegoś nie zrobił – nie było zrobione. Mama nigdy nie wyręczała go w żadnej dziedzinie życia.

Kiedy ja weszłam na drogę dorosłości, powiedziała mi bardzo mądre słowa, które z lubością praktykuję po dziś dzień: “Nigdy nie pokazuj, że potrafisz wszystko robić. Nawet jeśli będzie cię denerwował sposób, w jaki on myje naczynia – zagryź zęby. Pozwól się wyręczać”.

No to pozwalam.

Piotruś Pan.

Z przerażeniem patrzę na koleżanki, które w drodze z pracy odbierają ze szkoły dzieci, robią zakupy, a po powrocie do domu zajmują się domem, odrabiają z maluchami lekcje, gotując w międzyczasie obiad. Z przerażeniem słucham kobiet, które twierdzą, że mąż przypali nawet wodę na herbatę, a wieczorna lub weekendowa opieka przez tatę nad dziećmi to ich niespełnione od lat marzenie. Jest mi smutno, kiedy ktoś mnie pyta, jak nauczyłam mojego męża prasować i wtedy, kiedy ktoś mi mówi, że zazdrości mi ogarniętego faceta. Albo gdy słyszę, że jedynym zajęciem partnera jest gra na konsoli, wyjście z kumplami na piwo i popykanie w piłkę, na pobliskim boisku. A jeszcze bardziej jest mi przykro, kiedy słyszę, że kobiety czują się samotne w swojej dorosłości. W partnerstwie. Chociaż kochają swoich mężów, chociaż oni są cudownymi, kochającymi i wspierającymi partnerami – to wszystkie obowiązki spadają na głowę kobiety.

Pozwólmy chłopcom stać się mężczyznami.

Moja mama to bardzo mądra kobieta jest i zawsze powtarzała, że chowa swojego syna dla synowej, nie dla siebie. Nie chciała wypuścić w świat mamisynka, a tym bardziej faceta, który ma dwie lewe ręce do roboty. Dlatego mój brat co sobotę zamykał się w łazience – bez względu na to, czy miał 9 lat, czy 18 i szorował kibel. Kiedy wracał ze szkoły, czekała na niego lista rzeczy do zrobienia. Obierał ziemniaki, szedł na zakupy, wynosił śmieci, sprzątał dom.

Mama Starszego też wypuściła z domu świetnie ogarnięte dzieciaki i w momencie, kiedy poznałam Grześka, on był zupełnie samowystarczalny. Mieszkał sam, potrafił świetnie gotować, wyprać, wyprasować, posprzątać.

A ja – zła kobieta – kiedy tylko zobaczyłam, że Starszy ogarnia, postanowiłam się nie wychylać ze swoją nadopiekuńczością i przeświadczeniem, że ja to zrobię lepiej niż on. Do tej pory nie myję naczyń, nie prasuję i nie wynoszę śmieci. Rzadko też zbieram świeże pranie z suszarki. Okna umyłam w naszym domu może ze dwa razy, zostawiając tym samym Grześkowi pole do popisu. Oczywiście, on w rewanżu nie umyje podłogi w salonie i nie wytrze z mebli kurzu. Chyba tylko dlatego, że ja przypisałam sobie te obowiązki jako mojego małego bzika. U nas w domu najczęściej Grzesiek szykuje dziewczynki do snu, ja za to lubię jeździć z nimi na zajęcia pozalekcyjne. Oczywiście kiedy nie mam takiej możliwości, Grzegorz robi to bez zająknięcia.

“Ja pozwalam mojemu Zbyszkowi na wszystko. Może na przykład wszystko posprzątać”.

To też powtarzała moja mama.

Od pewnego czasu chodził mi po głowie pomysł rozpoczęcia pracy na etacie. Przed podjęciem tej decyzji blokowały mnie tylko sprawy organizacyjne. Nie chciałam zrezygnować z własnej firmy i wiedziałam, że Starszy będzie musiał przeorganizować swój dzień, bo niejednokrotnie to on będzie musiał ogarnąć dzieciaki i dom, kiedy ja wrócę z biura i będę musiała usiąść do swoich obowiązków. Podczas, gdy ja podchodziłam do tematu sceptycznie, on stwierdził, że mam się nie zastanawiać. Jeśli nie damy rady – zawsze mogę zrezygnować. Od pół roku, kiedy pracuję dla drugiej firmy, ani razu nie zająknął się, że jest to dla niego problemem. Tak samo kiedy jestem chora, czy po prostu muszę odpocząć i poza jego własną pracą, nasze życie rodzinne spada na jego głowę. Kiedy byłam zmęczona i szłam do sypialni położyć się na godzinę lub dwie, nigdy nie zaoponował. Podobnie kiedy chciałam wyjść wieczorem lub wyjechać na weekend – nie usłyszałam sprzeciwu. Ponad dwa lata temu wyjechałam sama na wakacje, na prawie miesiąc. On został w domu z dwu i czterolatką. W tym roku wyjechał sam z dzieciakami na ferie, kiedy ja musiałam pracować. Oczywiście to działa w dwie strony, z poszanowaniem planów drugiej osoby.

Oboje mamy mnóstwo obowiązków i spraw, swoje pasje i osobne zajęcia ale zawsze gramy w jednej drużynie i świetnie przekazujemy sobie pałeczkę codziennego życia.

Nie od razu Rzym zbudowano.

To nie jest tak, że trafiłam na super ogarniętego faceta i wszystko podano mi na tacy. On też nie trafił na idealną żonę (wręcz bardzo nieidealną ;)). Do wszystkiego dochodziliśmy latami ciężkiej pracy. Wspólnymi kompromisami, godzinami rozmów i miesiącami docierania się w pewnych kwestiach. Niejednokrotnie trzaskaliśmy drzwiami i kłóciliśmy się o codzienność.

Miałam okres, kiedy chciałam mieć idealnie wysprzątany dom i ciepły obiad na stole, który zawsze jedliśmy razem. Na szczęście szybko mi przeszło. Jeśli w domu nie jest coś zrobione – trudno. Jeśli nie mamy obiadu, zamawiamy coś na wynos albo kupujemy gotowce.

Pozwólmy facetom na samodzielność.

Nawet jeśli jesteśmy perfekcjonistkami, uważamy, że zrobimy coś sto razy lepiej i dwieście razy szybciej. Nawet jeśli mają coś spieprzyć. W dobie, kiedy każdy ma dostęp do internetu, a przepisy są opisane krok po kroku, w dobie kiedy na każdym środku czystości jest dokładna instrukcja użycia. Nie wyręczajmy ich dla świętego spokoju, wymagajmy udzielania się w życiu domowym. A po pewnym czasie to stanie się dla nich codziennością i normalnością, o którą nie trzeba prosić. Nie traktujmy mężczyzn tak, jakby ręce przyrosły im do dupy, albo do konsoli. Mamy prawo być zmęczone, sfrustrowane. Ma prawo nam się nie chcieć. Nie róbmy sobie krzywdy.

Oczywiście są kobiety, którym odpowiada podział obowiązków polegający na tym, że facet zajmuje się pracą i zarabianiem na rodzinę, a kobieta domem i dziećmi. I to też jest ok! Najważniejsze jest partnerstwo i ustalenie zasad już na początku związku. Bo wychowanie dorosłego mężczyzny z czasem może być trudne, ale nie niemożliwe.

Photo by Jimmy Dean on Unsplash

5 Komentarzy/e
  • Karolina

    Odpowiedz

    Oj Ci mężczyźni… To prawda! Mój mąż zawsze w trudnych sytuacjach korzysta z usług zaprzyjaźnionej nam firmy http://www.baloniarki.pl – one zawsze wiedzą jak zająć się naszymi maluchami!!!

  • Gabriel

    Odpowiedz

    Od pierwszego dnia naszego Razem moja Żona robi mi kanapki do pracy. Nie musi. Poradzę sobie. Ale ona chce. To budzi szacunek. Tak jak i ja bardzo wiele wymaga od siebie. Niestety dzisiaj to rzadki przypadek. Współczesne Kobiety coraz mniej wymagają same od siebie, ale za to z upodobaniem szukają samorozgrzeszeń. Taka jest moja obserwacja.

  • Emilia

    Odpowiedz

    Uwielbiam Twoje zdroworozsądkowe podejście do życia! 😀 To jest nie tylko praktyczne, mądre, ale też super się czyta 😀

  • NSports

    Odpowiedz

    Fajny wpis 😀

  • LofCiam

    Odpowiedz

    Super tekst 🙂

Skomentuj

error: Content is protected !!