Nieidealna pani domu Sp.z o.o.

709 Odczytano 11 komentarzy

Lubię się czasem chlasnąć po twarzy i w ramach codziennej dawki sadyzmu, lekkiego podkopania poczucia własnej wartości i sensu istnienia odpalić jakiegoś bloga konkurencji z działu parentingowego.
Lubię popatrzyć na idealny blog, gdzie idealne dziecko albo kilkoro dzieci (to podnosi poziom adrenaliny), idealnie ubrane, idealnie zaskoczone zerkają w stronę obiektywu w idealnie przypucowanym pokoiku.

Człowiek zapatrzony w utopijny świat nokautujących perfekcyjnych pań domu spogląda na wszechotaczającą rozpierduchę, gdzie zdecydowanie byłby sensacją Rozenkowego programu. Utwierdzenie w swojej nieidealności i w tym, że można inaczej, że można lepiej, na początku mocno motywujące do działania, do zmiany życia i ogarnięcia obecnego burdelu, zostają w jednej chwili zniweczone krótką myślą „Tylko zerknę co na twarzoksiążce”, miejscu gdzie człowiek pomimo najszczerszych chęci wpada w załamaniue czasoprzestrzeni.
Człowiek spogląda na górę naczyń w zlewie z mocno przekroczonym terminem ważności i w myślach śle cenzurę w stronę ślubnego, który uznał kupno zmywarki za zbędną fanaberię i podążanie za trendami, gdzie my będziemy ‚retro’. Gdzie my inwestujemy w siłę własnych rąk i w erze chodzenia na łatwiznę zyskujemy miano buntowników.
Później człowiek udaje, że nie widzi dyndających na suszarce szmat, od trzech dni litościwie proszących o ułaskawienie. Udaje, że wcale nie przeszkadza mu graffiti machnięte ręką domowego Picassa na salonowych meblach w warstwie dwutygodniowych roztoczy kładących się białym pokładem na drewnie i pieje z zachwytem nad talentem w/w, nie mogąc rozstać się z sentymentalnym dziełem. Utwierdza się w przekonaniu, że dywan nowym dizajnem zasługuje na uznanie projektantów wnętrz i producentów chrupek namiętnie wchłanianych przez sprawcę tejże rozróby, może jakaś współpraca?

Kiedy w końcu, w chwili przypływu inspiracji wyidealizowaną rzeczywistością, zaczerpniętą od konkurencji postanawia ogarnąć nieład dziecięcego pokoju, zaczyna rozumieć, że został współczesnym Syzyfem. Że klocki skrupulatnie ułożone piramidą pod ścianą zaczynają się materializować w miejscach, w których by się tego nie spodziewał, że małe, wszechobecne dłonie zainteresowane jego działalnością opacznie zrozumiały intencje przekładania przedmiotów na inne miejsce. Zaczyna wróżyć dziecku przyszłość światowej klasy włamywacza, szczycącego się szybkością operacyjną rąk. Rozumie, że do tej pory błędnie mu się wydawało, że chusteczkom przypisana jest rola pielęgnacji higienicznej. Zdecydowanie lepiej wyglądają wbite pierdyliardem kawałeczków w wykładzinę. Rezygnuje.

Człowiek spogląda po raz kolejny na otaczający, nieidealny świat i pieprząc perfekcjonizm pani domu stwierdza, że jedyną godną inwestycją jest czas poświęcony Jej.

11 Komentarzy/e
  • ~kosi

    Odpowiedz

    O to to! 🙂 cytuję co powiedziałam dziś 13-miesięcznej córze: „mieszkanie względnie czyste, przynajmniej ta reprezentatywna część”

  • ~Magda Palkus

    Odpowiedz

    totalnie sie z toba zgadzam 🙂 jak to milo nie byc samej na placu boju. Ja wlasnie odstawilam dziecie do przedszkola i delektuje sie spokojem a wszystko inne niech spada-poki co 😉 teraz inwestuje w siebie 😉

  • ~Ania

    Odpowiedz

    ostatnie zdanie, boskie:D podpisuje się obiema rękami:))

  • ~marta

    Odpowiedz

    brawo!
    to właśnie zobaczyłam dziś rano.. I do tego oburzona mina kota, który jest wk…. że ośmielam się wtargnąć na jego prywatny poligon… 1000% prawdy.

  • ~Aga

    Odpowiedz

    Jak to ktoś słusznie powiedział… sprzątanie domu przy dziecku jest jak mycie zębów w trakcie jedzenia czekolady…
    Olej retro i zdanie PT i zakup zmywarkę – będziecie mieli więcej czasu dla siebie i zaoszczędzicie na wodzie :).

  • ~Agni

    Odpowiedz

    haha 🙂 wspanialy opis rzeczywistości 🙂 i tak, kup zmywarkę. nam się przytrafil we wrześniu ten przybytek i cóż…. przynajmniej naczynia nie piętrzą się na szafkach na widoku hihi 🙂 cóż życie jest piękne nawet w bałaganie 🙂 pozdrawiam

  • ~Zuzkowa Monia

    Odpowiedz

    Na początku odpuszczałam sobie,bo mały wrzeszczun był bardzo mały i gdy tylko odkleiła się od cycka to zaczynała beczeć,bo kupa,bo zimno,bo coś tam,bo chce cycka,bo kolka… Teraz gdy ma niecałe 7 m-cy chodzę i mruczę pod nosem jak psychol „nie ogarniam,nie ogarniam…” Jedyną rzeczą,którą udaje mi się zrobić to codzienny poranny taniec z odkurzaczem (pośród wielu plusów posiadania psa jest jeden minus-gubi kłaki i przynosi tonę piachu do domu o tej porze roku) a i tak mały pełzak ma na brzuchu pokaźny dywan z paprochów,piasku i futra śmierdziucha.

  • ~Aga

    Odpowiedz

    U nas jest podobnie …fura wszędzie panoszących się zabawek, garów w zlewie jeszcze więcej a pranie które nie mieści się ani w koszu ani w pralce leżakuje na podłodze w łazience i robi za wycieraczki =) ale wystarczy mi chwila dosłownie pół godziny kiedy małego zabiera któraś z ciotek lub babci na spacer i domu jest ogarnięty w 100 %. Tego nauczyłam się przy małym, każdą chwile bez niego wykorzystuję na porządki a kiedy jest przy mnie jestem dla niego w 100 % =)

  • ~GosJul

    Odpowiedz

    No właśnie! Najważniejsze, że dziecko zdrowe i szczęśliwe, że mama ma dla niego czas!! Bałagan w końcu się nam skończy a nawet jeśli nie do końca to i tak ważne, że potrafimy się w nim odnaleźć 🙂

  • ~zielononoga

    Odpowiedz

    U nas niestety nawet zmywarka nie niweluje piętrzących się brudów – na blatach nie ma miejsca na zrobienie kanapki, a słowa „nie ogarniam” to właściwie moje drugie imię. Dywan sam się zmaterializował, nawet w kolorze pasującym do wystroju wnętrza (szary hihi). Jak bobinka zacznie pełzać to chyba doszyję jej mopa do śpiochów.

  • M....Lena

    Odpowiedz

    „Tylko zajrzę w . . . ” to zdanie mnie właśnie dobija. A reszta bardzo podobnie. Krew mnie zalewa bo tu, u PT w domu brakuje przyjaciółki zmywarki, mieszkanie zrobione nie po mojemu i często nawet nie chce mi się chcieć.

Skomentuj