O tym, jak Hanisława się lansi w używkach.

554 Odczytano 8 komentarzy

Problem z rosnącymi dziećmi jest taki, że rosną. Otwieram Haniową szafkę, patrzę „o! fajna kiecka, jeszcze ma cenę” i nagle zonk, przeterminowana o dwa miesiące. Nie raz przypominałam sobie o bluzie, którą założyłam młodej tylko raz a która nagle okazuje się opinką z rękawami gdzieś w granicach łokcia. Ciuchów nowych, nieużywanych mam sztuk kilka, szkoda oddawać, szkoda sprzedawać, zostawić też szkoda bo jak kiedyś się trafi siusiak to gdy go wbiję w kieckę, na bank zainteresuje się nami pomoc społeczna.

Szczerze nie ogarniam już Hankowych ciuchów, ostatnio zauważyłam, że wierci piętami dziury w śpiochach, które tydzień wcześniej jeszcze podwijałam razy dwa. Zakupy ciuchowe to moje przekleństwo. Krew mi oczy zalewa jak widzę wszystkie Hello Kitty i Hany Montany szczerzące paszcze z dziecięcych ubranek, w dziewczęcych działach róż wali po oczach, wszystko robione na jedno kopyto a później w piaskownicy konsternacja „Które dziecko moje?”. Sieciówki też nie są lepsze, jak się uprą to pół miasta chodzi w legginsach w kwiatki albo słomkowych kapeluszach z H&M. Jasne, można ubierać pociechy w droższych, markowych sklepach ale jeśli mam za dwa miesiące znaleźć w szufladzie nieużywane dziecięce portki za cenę jeansów dla dorosłych wiem, że PT przetrąci mi co trzeba.

Sklepy internetowe dla dzieciaków trzepią kasę na biednych rodzicach, żeby dobrze i stylowo ubrać pociechę trzeba zarabiać dużo więcej niż średnia krajowa albo założyć starym opaskę na żołądek. Czasami, gdy szukam młodej fajnego, niebanalnego szmata, gdy w końcu po kilku godzinnym przekopie serce nagle mi telepocze bo oto jest! Znalazłam zajebiaszczą, wypasioną bluzeczkę, szukam rozmiaru, klikam „przenieś do koszyka” i nagle ktoś centralnie trzaska mnie po pysku ceną, serce zamiera. Jak to (fuck) możliwe, przecież moja koszulka kosztowała 3 razy mniej. Fakt, że przecena była, moja bluzka może co najwyżej wąchać pachy niedoszłej Haniowej. Podobnie jest z butami. Próżna trochę jestem, chciałam smarka zaopatrzyć w jakieś Adidasy lub inne Nike, wiecie lans na dzielni, świeciłaby tymi butami przez 2 miesiące, w porywach trzy, waliła po oczach trzema paskami, a tu cena 170 złotych. Za kawałek szmaty z miękką, materiałową podeszwą. Pogięło co niektórych, tyle mam do powiedzenia, polansimy się w tenisówkach z Tesco.

Jest też opcja, która wymaga niejako przełamania nas- rodziców. Mianowicie kupowanie ciuchów z drugiej/ trzeciej ręki. Czasami dorosły nie założy na siebie używki, w końcu to ujma na honorze, stać mnie to będę nosić nowe. Kiedyś myślałam bardzo podobnie. Rodzice flaki sobie wypruwali, chleba od pyska odstawiali byśmy z bratem mieli wszystko, co najlepsze, ale uwaga! w granicach zdrowego rozsądku. Nie chodziłam w używkach bo tak byłam uczona, a jak ciocia przyniosła mi 2 bluzy z second handu, chodziłam obrażona jakby mi co najmniej psią dwójeczkę w reklamówce podarowała a nie markowe bluzy. Moja wrodzona czy może raczej wuczona próżność i ja żyłyśmy sobie w symbiozie przez spory kawał czasu, aż nagle poznałam PT. Pan Tata to taki gość co zalet ma wiele, jedną z nich jest oszczędność. To właśnie dzięki oszczędności i klepiącym pod czaszką trybikom jest w tym miejscu, w którym jest, a gdzie większość nas w jego wieku nie będzie. Małż mój kupuje po pierwsze ciuchy na promocjach a po drugie używki. Nie wstydzi się tego, dumnie wypycha klatę mówiąc „Patrz, koszula za piątaka.”. Często trafia na aukcjach internetowych oryginalne, dobrej jakości i w rewelacyjnym stanie używane ciuchy za pieniądze mniej niż marne.

W przypadku noworodków/ niemowląt jest tak, że rosną w oczach. Po powrocie ze szpitala z nowo narodzoną Hanisławą, najczęściej ubierałam ją w bodziaki i śpiochy, bo najwygodniejsze, najłatwiejsze do przebrania i występowało najmniejsze ryzyko, że swoimi nieskoordynowanymi ruchami ja lub małż ją uszkodzimy. Przy okazji kupowania wózka (de facto też przejechanego), dostaliśmy dwie torby ciuszków „na start” od pani, która czyściła dzieciową szafę. Ubranka były w świetnym stanie, bo skoro delikwent wyrasta z nich po tygodniu- dwóch, nie tarza się po ziemi, nie poci się jak większe dzieci to czym i kiedy miał je zniszczyć? Ubranka wyprałam, wyprasowałam i jak się później okazało, wykorzystałam w 70%. Dostaliśmy do tego gifty od przychodnych gości, tutaj oczywiście były ciuchy nowe, Hanek mogłoby być co najmniej trzy (tfu, tfu…).

Używane ubranka są też dobre w przypadku starszych dzieci. Ja zaopatrywałam młodą m.in. w kombinezony zimowe z drugiej ręki, bo za te lepsze markowo i jakościowo można było niejednokrotnie uraczyć dorosłego jakąś szmatą. O ironio na te 3-4 razy mniejsze ciuszki od ciuchów nas starych, trzeba mniej materiału a licznik kasy jakoś dziwnie taki sam. Używane ciuchy są też dobrym wyborem w przypadku, gdy chcemy ubrać szkraba w ciuchy oryginalne, niebanalne, żeby jak co drugi smark w piaskownicy nie świecił bluzą z McQueenem lub Monster High. Kiedyś powiedziałam PT, że jak przyniesie do domu Hanę Montanę albo Hello Kity, w drzwiach zrobi obrót o 180 stopni i przemarsz powrotny do sklepu.
W przypadku przedszkolaków i żłobkowiczów, którzy to ubrania zajeżdżają z prędkością Pendolino, co niejednokrotnie wiąże się z koniecznością wymiany strawionego doświadczeniem ciśnieniomierza sponsorów, używki są fajnym rozwiązaniem. Usuwanie plam z dziecięcych ubranek, sponiewieranych barszczem lub inną patologiczną potrawą, zakończone porażką nie przyprawi matki o ból pośladków po utracie ciucha za kilka złotych.

Czekam dnia, aż za kilkanaście lat zapuka do mych drzwi prawnik z pozwem za obniżony standard życia Hanki. Takie rzeczy to tylko w Polsce.

8 Komentarzy/e
  • ~Mama Jasia

    Odpowiedz

    Ja też ubieram Mojego Młodego w używki i siebie i męża też. Nowości też mamy żeby nie było 🙂 Zanim Młody się urodził to kupiłam w super cenie dresik pumy(!) za 15 zł(!!!) mogę stwierdzić że nie używany 🙂 co prawda przeleżał sporo czasu bo rozm był na 74 😉 Ubranek mamy pełno niektórych nie zdążyłam założyć inne tylko raz bądź dwa a i na zapas mamy sporo więc może nie nie przegapie 🙂 pozdrawiam

  • ~bastalena

    Odpowiedz

    Hehe, miałam podobnie… począwszy od ujmy na honorze, że używki nie włożę, aż po podobnego PT, który jest oszczędny. Teraz sama zapitalam na promocje i wyhaczam co lepsze lumpeksy 😉 To żaden wstyd (a jak to mówki moja mama „wstyd to kraść i z d..y spaść ;)). A Młodego też stroję w używki, oczywiście mam kilka kupionych, kilka otrzymanych ubrań. Poza tym jako któraś z kolei mama otrzymałam też masę ubrań od koleżanek, w tym od koleżanek- mam córeczek. A co, przebrałyśmy tylko te z różowymi dodatkami i Młody śmiga w śpiochach po koleżankach. Kasę zamiast na ciuchy, z których zaraz wyrośnie, wolę zainwestować w coś innego 😉

    Pozdrawiam,
    bastalena

  • ~bastalena

    Odpowiedz

    A swoją drogą lekko „przebranżowiłam” mojego kulinarnego bloga. Po tym jak wyklułam Bąbla, poświęciłam Mu jeden dział. Zapraszam. Ocena, jaka by nie była, mile widziana.

    bastalena.blogspot.com

    🙂

  • ~GosJul

    Odpowiedz

    No pewnie, że chodzimy w używkach – bo to i taniej i fajniej i nie tylko na niebiesko… szukam we Wrocławiu fajnego dzieciuchowego lumpa bo mi zlikwidowali ulubiony na Gaju… Jest jeszcz kupowanie na promocjach „przy okazji” – okazuje się, że nawet w Smyku można body za dychę znaleźć! 😉

  • ~darla84

    Odpowiedz

    u mnie moje szkraby (5 lat i 1,5 roku) chodzą prawie tylko w lumpeksowych ciuchach, zresztą tak jak i ja. Ja mam o tyle dobrze że zazwyczaj mam je z dostawą prosto do domu, jeszcze wyprane i wyprasowane 🙂 moja mama obskakuje co tygodniowo z 10 lumpeksów i kupuje takie perełki że głowa mała. Nie raz na ulicy ktoś obejrzał się za moimi dziećmi a koleżanki zieleniały z zazdrości i podpytywały gdzie i za ile… ubranka są sprawdzone, bo po praniu nie mechacą się, nie rozciągają lub odwrotnie nie robią się nagle o 3 rozmiary mniejsze. Ja się nie wstydzę przyznać że moje maluchy od urodzenia ubierane są w używkach a wręcz duma mnie rozpiera jak przyznaję że za tak szałowy ciuch zapłaciło sie mniej niż 10 zł a nie 60zł. 50 zł mam w kieszeni na inne przyjemności dla moich dzieci które coś z tego zapamiętają, bo to w co są ubrane to im to rybka. A ile razy mama przyniosła mi firmowe ubranka z lumpków ZARY, WÓJCIKA,COCODRILLO, MARQUITY nie zlicze. Moim zdaniem i doświadczeniem nie warto kupować nowych rzeczy, no owszem majteczki i skarpetki moje maluszki maja zawsze nowe ale reszta… Dzieci szybko wyrastają a naprawdę żal pieniążków na 3 razy ubrane no chyba że ktoś nie ma możliwości lumpeksowych bo praca lub mała wieś gdzie nie ma takich możliwości, ale wtedy istnieją portale internetowe i tam też można kupić tanie ubranka a nawet gotowe zestawy, wiem bo sama sprzedałam lub kupiłam tak kilka razy. Poza tym tak jak wcześniej zostało zauważone mało kiedy Twoje dziecko w lumpkowym ciuchu będzie miało sobowtóra na ulicy, mnie zdarzyło się 2 razy że dziecko miało podobną rzecz-raz młodsze dziecko miało identyczną bluzeczkę a drugi raz podobna kurteczka ale w innym kolorze a tak to NIGDY!!! Co sobie BAAAARDZO cenię 🙂 Moje dzieci są jedyne w swoim rodzaju w każdym calu 😉

  • ~Aga

    Odpowiedz

    Ja mam takie szczęście że siostra starsza ma małego synalka a ja wielki strych wiec. Co na niego za małe to bach w pudełko i czeka na lepsze czasy. Średnio raz na 2 miesiące chodzę na busz po tych posortowanych wiekowo rozmiarowo kolorowo i nie wiadomo jak jeszcze używanych ale w super stanie ciuchów. Pominęłam fakt że siostra mieszka za granicą i nie ma co dużo mówić ale ciuszki dużo lepsze gatunkowo. A z drugiej ręki też się zdarzy wyhaczyć jakąś perełkę.

  • ~kamila

    Odpowiedz

    a mój Bubuś też ma używki i wcale mu to nie przeszkadza heheh bynajmniej jest oryginalnie ubrany;D

  • ~kamilach

    Odpowiedz

    mój Bubuś też chodzi w używkach i wcale mu to nie przeszkadza, bynajmniej wygląda oryginalnie;) tym bardziej, że jego babcia ma lumpeks hehe;D

Skomentuj