Osiem rzeczy, które lubimy w macierzyństwie, a o których czasami wstydzimy się mówić.

9248 Odczytano 6 komentarzy

Po długich przebojach wczasowych, gdzie zesrało się wszystko co mogło, w końcu mogę usiąść do posta. Nerwy jeszcze w strzępkach bo nie ma to jak pozostawić auto na przechowaniu u mechanika w dzień wyjazdu. Do tego wielka kumulacja, bo oto PT, który nie chciał pozostać z pechem w tyle zablokował kartę do telefonu prywatno-firmowego i zgubił PIN, PUK etc. Znalazł PIN, znalazł PUK, posiał kartę. I ładowarkę do (a jakże!) firmowego laptopa. Jak szaleć to szaleć. Wyjechaliśmy pokazując pechowi gest Kozakiewicza. Nieidealna, PT, Hanisława i rzygająca Czajna.

Ps. Jeśli chcecie przegłodzić psa przed ponad 500km podróżą, żeby w duecie z dziatwą na przemian nie wymagali postoju, don’t do this. Pies i tak sobie poradzi. Mój wyciągnął ze śmietnika dwa skrzydełka po rosole. Widocznie w pobliżu nie było Hankowych skarpetek. Prawdziwy Bear Grylls wśród psów.

Dojechaliśmy bladym świtem, zmieniając się za kierownicą pierdyliard razy, wyciągnięci fizycznie jak maratończyk po biegu. Jeśli plusem nocnego podróżowania jest pacyfikacja dziecka, minusem zdecydowanie jest fakt potwornego zmęczenia.

W każdym razie, wracając do tematu, tłumnie uderzyliście we wpis „Osiem rzeczy, które denerwuje nas w macierzyństwie, a o których nie mówimy na głos” (klik). Wychodząc na przeciw, bo przecież macierzyństwo to przede wszystkim piękny etap naszego życia, z wyłączeniem momentów gdy chce się rzucić wszystko w pizdu i deportować dziecko tam, skąd przyszło, powstała lista rzeczy, które w macierzyństwie lubimy, a o których czasami wstydzimy się mówić. Tak dla kontrastu.

1. Drzemki.

Bynajmniej nie nasze. I do pół godziny potrafisz skompresować pranie, prasowanie, obiad i rajd z mopem. Szczęściarze mogą pochwalić się codziennym, półtoragodzinnym wylogowaniem z macierzyństwa. Z reguły i tak kończy się na Facebooku z kubkiem jeszcze (nie)zimnej kawy w ręce.

2. Drzemki all inclusive.

Jak wspomniałam powyżej, kiedy darliśmy szosy w kierunku gór, zamienialiśmy się funkcją kierowcy. Nic tak bardzo nie wkurza jak fakt, że gdy ty prowadzisz, druga osoba piszczy, że nie potrafi spać w aucie. I tutaj zacytuję siebie: „Kurwa”. To jest druga cecha drzemkowa, którą lubię w macierzyństwie. Matka to organizm kompatybilny ze wszystkimi warunkami spaniowymi. Na kanapie, na krześle, w pozycji na przetrąconego ninja. Nie ważne. Da sobie radę w każdych warunkach, dziękując dodatkowo za możliwość uchwycenia dodatkowych minut na zamknięcie oczu.

3. Power.

Możesz padać na pysk, możesz mieć wszystkiego dosyć ale i tak wykrzesasz z siebie energię na spacer, trzydaniowy obiad czy wieczorną imprezę. Trzecia pozytywna cecha macierzyństwa to umiejętność ekspresowego ładowania akumulatorów i dodatkowe zasoby mocy ukryte gdzieś obok funkcji drzemki all inclusive.

4. Miękka dupa.

Wiecie jak jest. Facet jak sprowokuje to soczyste kurwy i foch aka „ciche dni” w ilości trzy. Przychodzi to później bidne, że głodne i może jakiś obiad to się litujesz. Zdarza się, że wkurzyć potrafi to najmłodsze. I tutaj myk polega na tym, że dziecko posiada nadzwyczajną moc likwidowania focha. W skład nadzwyczajnych mocy wchodzi buziak, przytulenie i magiczne słowo (a jakże!) „Kociam ciem”. Wtedy my z kolei okazujemy nadzwyczajną umiejętność miękkiej dupy.

5. Multitasking.

Obiad, zakupy i czyszczenie kibla na raz? Nic prostszego! Zwłaszcza gdy masz do wykorzystania dwudziestominutową nieobecność dziecka. Plus Facebook oczywiście.

6. Możliwość poczucia się dzieckiem.

I morda się cieszy kiedy lecisz trzy metry nad ziemią na łabędziu w wesołym miasteczku. Czy gdybyś nie była mamą, poszłabyś na dmuchaną zjeżdżalnią pod pretekstem „Dziecko jest jeszcze za małe by iść samo?”. Nic to, że dycha w rodowodzie.

7. Samotność.

Umówmy się: macierzyństwo to zapieprzanie 24 godziny/ 7 dni w tygodniu. Nie ma weekendów, nie ma urlopów a próba chorobowego może co najwyżej zacząć się i skończyć w momencie celowego przepuszczania pacjentów kolejce w przychodni.

Umówmy się też, że moment kiedy drugi współodpowiedzialny za popełnienie rodzicielstwa zabierze pacholę z pola twojego rażenia lub dziecko przygarną dziadkowie byście mogli odbyć nieprzerwany seks, jest zajebiście. Na początku pojawiają się wyrzuty sumienia, szybko jednak zostają zastąpione umiejętnością dopasowania się do istniejących warunków. I pomimo, że przechodzi raz na dwie sekundy przez głowę myśl, że naszemu szczęściu na pewno dzieje się bez nas krzywda i jak nie my to kto, lubimy stan kiedy oczy są tylko z przodu głowy.

8. …

Standardowo punkt ósmy należy do was. Co lubicie w macierzyństwie a o czym czasami wstydzicie się mówić? Rzućcie konstruktywne opinie tutaj na blogu 🙂

6 Komentarzy/e
  • Agnieszka

    Odpowiedz

    A ja lubię Zośkowe kaszki 😉
    I jej buziaki na glonojada i paplanie „mamamama, ammaa” itp. I zapach dziecięcych kosmetyków… I w ogólę lubię Macierzyństwo 🙂

  • Paulina

    Odpowiedz

    ja uwielbiam jak mój 10-letni Syn mówi: nie martw się Mamuś, masz mnie, a poza tym jesteś śliczna!! 🙂 padam za każdym razem a słyszałam to pierdyliard razy!!!
    mimo wszystkich smutków kocham być „Mamuś” 🙂

  • Anik

    Odpowiedz

    Moze to bedzie banal ale uwielbiam usmiech mojego synka i rozplywam sie za kazdym razem. Chocbym niewiem jak byla zmeczona, zdolowana, smutna czy wkurzona to wystarczy ze spojrze w te kochane oczka i usmiechnieta buzke to sama tez sie usmiecham i dostaje powera takiego ze moglabym gory przenosic

  • malaerka

    Odpowiedz

    Kochasz mamę ? Duuużooo kocham mamę. Mogłabym słuchać tego bez końca ?

  • Ania

    Odpowiedz

    Tacierzyństwo 🙂

  • Gocha

    Odpowiedz

    Ja ubóstwiam kiedy mój syn przychodzi i próbując mnie pocieszyć przy mega wkurwie mówi”Mamusiu ja cię nigdy nie zostawie i zawsze będę z toba mieszkal”. I już wiem co jaką ulgę czuli moi gdy sie wyprowadziłam ?

Skomentuj