Kiedy rodzic ma lenia. Czyli rzecz o zdrowym odżywianiu.

10242 Odczytano 12 komentarzy

Pamiętacie wpis o zmuszaniu dzieci do jedzenia (klik)?
Na szczęście Hanisława nie należy do gatunku mieląco- kręcących nosem i nigdy nie mieliśmy większych problemów z posiłkami. Zdecydowanie nie wdała się we mnie, kiedy to za dzieciaka miałam kosę z wszystkim oprócz żółtego sera. Pochłania wszystko, od owoców przez warzywa i mięso, po ziarna.

Od początku rozszerzania diety miałam korbę na punkcie zdrowego żywienia. Nie soliłam, nie słodziłam i starałam się wybierać najlepsze produkty. Skorzystaliśmy na tym również my- ludzie wychowani na niedzielnym schabowym i Maku z głębokiego oleju. Zaczęliśmy odżywiać się zdrowiej dzięki pyzatym 70-ciu centymetrom człowieka. Hanka długo nie znała też pojęcia słodyczy. W trosce o jej zęby, kości i nasze sumienie, poświęcaliśmy się i wszystko wyżeraliśmy sami. Aktualnie trochę odpuściliśmy w temacie słodkości, tylko przez wzgląd na brak problemów z „normalnym” jedzeniem.

Niestety nie każde dziecko zadowoli się niesolonymi ziemniakami czy marchewką z groszkiem. Nie każde lubi przegryzać ogórka zamiast Kinder jajka i pić wodę. W dobie dostępności do soków i napojów z toną cukru jest łatwiej a my bywamy niestety coraz częściej leniwi lub nieświadomi krzywdy jaką wyrządzamy dzieciom.
No i umówmy się, kiedy wracamy zrąbani z Mordoru gdzie szef dał nam w palnik to nie chce nam się dodatkowo użerać z dzieckiem, które jęczy nad talerzem zupy.

Często też zapominamy o tym, że dobre nawyki żywieniowe od najmłodszych lat rzutują na przyszłość naszych dzieci. Ciężko jest zapewnić dziecku pełnowartościowe posiłki czy pięć porcji warzyw lub owoców dziennie, zwłaszcza gdy praktycznie cały czas żyjemy w biegu a w dobie panierowanej kury i syropu glukozowo-fruktozowego warzywa i owoce to zło konieczne. A gdzie jest najwięcej witamin? W surowych owocach i warzywach, szczególnie w ich pestkach i skórce. Umówmy się, nie każde surowe warzywo smakuje dobrze. Średnio wyobrażam sobie przegryzanie korzenia pietruszki, Pana Tatę skręca natomiast na widok snaciowego selera.

Od kilku dni mam okazję testować wyciskarkę Kuvings. Od dłuższego czasu czaiłam się na taki sprzęt, jednak zawsze pojawiało się coś ważniejszego, coś bardziej potrzebnego. Trochę nieodpowiedzialnie bo w końcu co może być ważniejszego niż zdrowie? Zanim postanowiłam wam o niej napisać, wlałam w swoją rodzinę dosłownie litry soków. Wszyscy jeszcze żyją, mają się dobrze i domagają się więcej.

Kuvings B6000S to wyciskarka, która wydobywa z owoców całą ich moc, za pomocą innowacyjnej wolnoobrotowej metody wyciskania soku z całych owoców. Nie musimy martwić się o usuwanie pestek, włókien i skóry, maszyna zrobi to za nas. Przy tym wszystkim Kuvings jest intuicyjny w obsłudze, cichy, energooszczędny i łatwy w czyszczeniu. Na początku myślałam, że moje lenistwo mnie pokona bo po pierwsze, nie chciało mi się obierać tony marchewek czy jabłek ze skory a później rozbierać na części i szorować urządzenia. Na trzy szklanki soku wystarczą trzy średnie marchewki i trzy jabłka, po czym wystarczy opłukać części pod bieżącą wodą. I nic nie trzeba obierać.

Bałam się, że Hanisława i PT będą się buntować bo:
a) Hanka nie lubi gęstych soków i cząstek owoców pływających w środku,
b) PT nie lubi smaku niektórych warzyw (np. szpinak czy seler naciowy).

Zaskoczył mnie fakt, że wiele warzyw ma zupełnie inny smak gdy przerobimy je na sok a jeśli nadal jakieś jest „trudne” w spożyciu, wystarczy dodać marchew czy jabłko i kaboom! Pyszne.

I tak od kilku dni ja ze względu na cukrzycę ciążową zapijam się sokiem ze szpinaku, jabłka i cytryny a reszta totalnym misz-maszem, który wpadnie mi do głowy. Niedojrzałe, kwaśne kiwi? Wystarczy je umyć i wrzucić do wyciskarki. Seler naciowy? PT dopiero po całej szklance dowiedział się, co właśnie wypił. Sok robimy do śniadania i w ciągu dnia. Hanka nie ma problemu z jego gęstością bo nie jest gęstszy niż przeciętny Kubuś. Resztki, które zostają po wyciśnięciu to same suche wióry i pestki, dzięki czemu mam pewność, że z owoców i warzyw zostało wyciśnięte całe możliwe dobro. Nie dodajemy cukru bo, wierzcie mi na słowo, smak każdego, który do tej pory robiliśmy, był obłędny.

_DSC1040

_DSC1046

Do tego Kuvings dodaje nam w zestawie sitko do robienia koktajli i drugie do robienia mrożonych deserów (np. shake) i książkę z fajnymi przepisami.

No dobra a teraz bez ściemy bo wiecie, że ja nie należę do osób, które rzygają tęczą. Każdy, dosłownie KAŻDY kto ma ze mną przyjemność (albo i nie, bo miałam już okazję powiedzieć, że napiszę o produkcie niepochlebną opinię albo w ogóle) współpracować, jest uprzedzony, że na blogu jest prawda i tylko prawda. Nie będę was oszukiwała bo wiem, że mi ufacie. I wiem też, że nadszarpnięte zaufanie ciężko odbudować. W oczekiwaniu na kuriera uzbroiłam się w jakieś 10kg owoców i warzyw, zaczynając od marchewek, przez seler w korzeniu, pietruszkę w korzeniu, seler naciowy, pomarańcze, jabłka, banany, truskawki, kiwi, borówki po szpinak i zielonego ogórka, żeby przeczołgać sprzęcior z góry do dołu i z powrotem. Na szczęście maszyna ma 10-letnią gwarancję i gdyby zdechła, mogłam ją zareklamować. Nie dała się. I owocowo-warzywne zakupy to była bardzo dobra inwestycja. Wszystko poszło w jakieś 3 dni a ja mam poczucie, że zrobiłam coś dobrego dla naszych organizmów.

_DSC0983

_DSC0995

_DSC0997

_DSC0999

Zatem, czy warto jest kupić sprzęt za takie pieniądze? Pisząc „takie” mam na myśli koszt około 2000zł, co jak już zdążyłam się zorientować, jest normalną ceną wśród wyciskarek.

Tak.
Bo Kuvings jest zajebisty. Bez ściemy, z ręką na sercu.

My rodzice bywamy leniwi. Na początku nakręcamy się na zdrowe gotowanie a później entuzjazm opada, zaczyna brakować czasu. U mnie tak było z gotowaniem na parze. Początkowo wielkie „WOW WOW, jemy zdrowo” a aktualnie garnek kurzy się gdzieś w szafce i jest używany raz czasem. Przyznaję się bez bicia, gdy wracam z roboty o 16, nie chce mi się dumać nad obiadem. Często w drodze do domu kupuję gotowce lub coś, co nie wymaga dużo wkładu własnego. Czasami zdarzy mi się ugotować dwudaniowy obiad ale czy jest on w pełni wartościowy? Tego bym nie powiedziała. U mnie w domu rodzinnym dużo się soliło i tego jestem nauczona. Poza tym wszyscy dokładnie wiemy, że warzywa gotowane w wodzie tracą znaczną część składników odżywczych.

Stąd też Kuvings to fajna wymówka i „zagłuszacz” sumienia. Przygotujemy w nim soki każdego rodzaju, zarówno te z liści, buraków jak i pomidorów. Producent twierdzi, że za pomocą jego sprzętu wyciśniemy 2x więcej soku. I ja mu wierzę. Do tej pory świeżo wyciskane soki zdarzało mi się pić jedynie kupne. Po pewnym czasie w szklance tworzył się „kożuszek” a napój trzeba było zamieszać. W Kuvings nie mamy tego problemu. Sok z maszyny nie napowietrza się a co za tym idzie nie rozwarstwia. Kolejne na tapecie jest u mnie mleko migdałowe. Tupię nóżką.

Więcej o Kuvings B6000S znajdziecie tutaj (klik).

Już teraz możecie zamówić dowolny model wyciskarki na stronie producenta. Dodatkowo na hasło: NATALIA w waszej kieszeni zostanie 100zł. Pędźcie, lećcie bo warto ! (klik).

_DSC1007

_DSC1009

_DSC1011

_DSC1018

_DSC1021

_DSC1029

_DSC1032

_DSC1051

_DSC1059

_DSC1065

_DSC1072

_DSC1082

_DSC0006

_DSC1095

_DSC1108

_DSC1131

_DSC1144_DSC1159

_DSC1174

12 Komentarzy/e
  • Marta

    Odpowiedz

    Jaram się tym tym urządzeniem,ale czy ono naprawdę moze być ciche?

    • matka-nie-idealna

      Jest ciche, bez problemu można robić soki gdy dziecko śpi 😉

  • Paulina

    Odpowiedz

    Mam pytanko o ten fajny słoiczko-kubeczek? Gdzie można taki dostać?

  • MammaModna

    Odpowiedz

    Patrząc na te zdjęcia i na Hanię aż sama mam ochotę na takie soczki!!! Wyciskarka to świetna inwestycja w zdrowie. U nas tez różnie bywa z wartościowymi posiłkami, dlatego taki sprzęt by się nam bardzo przydał. Zastanawiam się teraz nad kupnem po twojej recenzji ?

  • MałGosia

    Odpowiedz

    Zaczynam odkładać… 🙂

  • Dorota

    Odpowiedz

    Kupiłam wyciskarkę z tych samych pobudek jakieś kilka miesięcy temu. Długo namawiałam męża, bo wydatek faktycznie spory ale jak spróbował sok po raz pierwszy od razu stwierdził, że było warto. Przerobiliśmy w niej chyba wszystko, a najbardziej mnie cieszy jak nasza 2-latka biegnie i krzyczy: „mama sok, mniam sok”. A ile zabawy ma przy wyciskaniu 🙂

  • Magda

    Odpowiedz

    cholera no…przez Ciebie własnie wydałam prawie 1900 zł 🙂

  • Natalia

    Odpowiedz

    Też z początku mój synek nie chciał jeść warzyw. Postanowiłam właśnie, że zacznę mu przygotowywać soki. Musze powiedzieć, że znacznie lepiej idzie mu picie soków niż jedzenie surowych warzyw 🙂

  • Helena

    Odpowiedz

    My pijemy wodę z naszego filtra molekularnego montowanego pod zlewozmywakiem. O wyciskarce czytałam, fajny sprzęt może warto się nad nią zastanowić tym bardziej, że mam dostęp do świeżych i zdrowych owoców i warzyw.

  • Kulinaria

    Odpowiedz

    Super sprawa :))

Skomentuj