Skąd matki biorą siłę?

1596 Odczytano 3 komentarze

Ja nie wiem jak to się dzieje.

Wstajesz rano i od początku czujesz, że coś jest nie tak. W głowie po starych torach toczy się tramwaj. Dźwięk trących o metal kół, rozrywa szare komórki, pulsuje i zalewa ciepłem oczy. Ciało zaczyna drżeć nazbyt dramatycznie, niczym w jakimś teatralnym akcie, a mięśnie składają całą resztę jestestwa w pół. Czujesz jakby przez gardło przejechał na pełnym gazie ratrak, gubiąc po drodze tonę gwoździ. I nos. Zastanawiasz się, czy na pewno jest aż tak niezbędny do życia i czy siekiera w garażu jest wystarczająco naostrzona.

Chciałabyś zatopić się z powrotem w pościeli, wkręcić w ciepłą poszewkę i konszachtować z poduszką przez resztę dnia. Jeszcze kilka lat temu wyraziłabyś ostatnią wolę, po czym zadzwoniła do pracy i wzięła dobrodziejstwo etatowej pracy – urlop na żądanie. Dziś, bogatsza w nowy tytuł przed nazwiskiem, z blizną po cesarskim cięciu i piersią idącą równym krokiem z pępkiem, Twoim głównym zmartwieniem jest data ważności na Aspirynie, a nie, która strona poduszki jest bardziej osmarkana.

Zastanawiam się, w którym momencie naszego macierzyństwa następuje ewolucja naszego systemu wartości a priorytety tasują się, niczym w talii świeżych kart. Czy już w momencie dwóch kresek na teście, czy dopiero wtedy gdy mikro główka, nieproporcjonalna do reszty ciała delikwenta, rozerwie pochwę, malując na niej szwy, już do końca życia.

W którym momencie przestajemy myśleć o sobie, bo do wykarmienia jest jeszcze jedna gęba? Zaczynamy odejmować sobie od ust, zaniedbujemy swoje potrzeby, nie żeby przyjemności, broń Boziu! Czy to wszystko jest wpisane w cztery litery naszego życia? Nie mylić z dupa, oczywiście.

Wstajesz więc rano, wzdrygając się na dotknięcie stopą zimnej podłogi i już wiesz, że musisz oszukać przeznaczenie. Że łóżko będzie wyciągało po Ciebie łapy, a koc spróbuje zniewolić w mocarnym uścisku. Chcesz wrócić, przytulić rozpalone czoło do zimnej poszewki i skapitulować na resztę dnia ale cztery litery przed nazwiskiem, i tu ponownie nie o dupie, nakręcają Twoją wewnętrzną baterię i mobilizują do działania.

Nie wiem na ile to mobilizacja a ile chęć przetrwania, bo masz złudną nadzieję, że jak zalejesz płatki mlekiem i przeszorujesz dwie gęby truskawkową pastą do zębów, będziesz miała chwilę na dokonanie żywota. Ale później okazuje się, że pomiędzy Rutinoscorbinem a tym gównem do picia, co wywołuje odruch niezbyt przyjemny, ktoś wylał na podłogę cały jogurt. Dwa razy. Bajka stała się nudna, inna się nie podoba. A, bo zapomniałam wspomnieć. Pół biedy jak chorujesz w samotności i możesz oszukać macierzyński system. Gorzej, jeśli do kompletu masz dwa nieletnie, zasmarkane nosy. Marudzące nosy.

Zanim się obejrzysz, umyjesz podłogę bo jak już złapałaś tego mopa, żeby odesłać w zapomnienie rozlany jogurt, szkoda poprzestawać jedynie na kawałku salonu. Później stwierdzisz, że jeśli nie wykorzystasz do obiadu mięsa otworzonego wczoraj to jutro szlag je trafi, więc mieszasz w garze, na wpół żywa. Jest jeszcze kibel, do którego dostać się możesz jedynie przez okno, bo drogę od przedpokoju toruje trzydzieści zestawów prania. A że na dworze pizga złem, godzinę później masz łazienkę z katalogu. I przedpokój. Przedpokój też.

W międzyczasie padniesz na pysk piętnaście razy, zmorzona gorączką. I powstaniesz piętnaście razy bo: „Mamo kupa” i „Mamusiu pić”. A później na zmianę inhalację dzieciom i oby tylko nie pomylić syropów. Zastanawiasz się, skąd czerpiesz tą energię i czy tryb superbohaterki włącza się automatycznie w momencie kryzysu. I czy opary, na których jedziesz, wystarczą jeszcze na długo.

Nie narzekasz. Cierpliwie odpowiadasz „Tak kochanie”, „Dobrze słoneczko”, „Już idę myszko”. Kiedy przez gardło przeleci Ci „Zaraz!”, masz wyrzuty sumienia, że dziecko prawdopodobnie czuje się gorzej od Ciebie, bo w małym ciałku skumulowany jest tak samo wielki ból jak Twój. Więc włączasz tryb rezerwy i podnosisz z ziemi klocek, który upadł przy nodze stołu. Wstając uprzednio z kanapy, pięć metrów dalej.

Kiedy on wraca do domu, Ty w końcu możesz przyłożyć lico do poduszki. Czysto teoretycznie bo okazuje się, że to Ty robisz najlepsze kolacje i w niesamowity sposób podcierasz dziecięcy tyłek. Śmieszniej czytasz bajki i szczelniej otulasz kołdrą.

Schodzisz na dół, łyknąć pół apteki, w nadziei na to, że jutro będziesz nieżywa odrobinę mniej i…

Widzisz jak on łapie za termometr. Zaczyna się walka o życie.

Skąd my matki mamy tę siłę? Skąd mamy moc by wstawać każdego ranka i mierzyć się z przeciwnościami tego świata?

Miło mi będzie, nawet niezwykle miło, jeśli puścisz nasz nieidealny świat dalej na Fejsbuku. Pozwólmy innym znaleźć tu miejsce dla siebie 🙂

3 Komentarzy/e
  • weronika

    Odpowiedz

    Ciężko mi sobie wyobrazić tak źle każdy dzień

  • Karolina

    Odpowiedz

    Awwww świetne pisane pięknie…

  • Wiedźma

    Odpowiedz

    Mam obecnie 2 zasmarkane sztuki w domu i chorego faceta, który za Boga nie pójdzie na zwolnienie, więc pada na pysk zaraz po przekroczeniu progu domu 🙁 a ja?… od tygodnia na teraflu staram się nie rozedrzeć towarzystwa na strzępy… Już mi się nawet miłosierdzie wyłączyło, o empatii nie wspominając :/ Byle do wiosny…

Skomentuj