Słodko- gorzkie macierzyństwo.

939 Odczytano 12 komentarzy

Czasami ciężko wytrzepać z rękawa jakiś temat na bloga. Czasami na urlopie nie ma czasu, wiadomo, grille, zwiedzanie, plażing i te pe. Czasami jednak, wystarczy rano odpalić TVN-y i ciekawego tematu dostarczy Jola Pieńkowska. Szczerze nie trawię kobiety, zastanawiam się kto jej załatwił pracę w śniadaniówce, bo raczej nie przyczyniły się do tego umiejętności. Anyway, dzisiaj w programie został poruszony temat macierzyństwa bez lukru. Dwie odważne Czeszki nakręciły klip, w którym śpiewają o macierzyństwie, o karmieniu piersią, o opiece (klik).

Klip spotkał się z różnymi opiniami. Matki po cichu klaskały rzęsami z aprobatą, przeciwnicy ostrzyli sobie kły wyrzygując swoje sprzeciwy. Założę się, że przeciwnikami są albo panowie, albo osoby bezdzietne, albo osoby, które chcą mieć dzieci ale nie mogą, albo matki, których dzieci to totalnie bezproblemowe ewenementy. Jaka jest prawda u nas?

Nadmienię tylko, że Hanisława jest dla mnie najważniejsza na świecie i kocham ją bezapelacyjnie. Nie oddałabym jej za nic, obiłabym pysk każdemu, kto zrobi jej krzywdę a za mąż wyjdzie jedynie za księcia Georga, pod warunkiem, że chłopina nazamiata się za nią nogami i posag jakiś wniesie konkretny… a nie, posag to my. W każdym razie kwestię księcia jeszcze przemyślimy, księżniczką jest bez wątpienia dla nas.

Temat postu jest trochę mylący bo opiszę raczej gorzkie strony macierzyństwa.

Pierwszy gorzki moment mojego macierzyństwa pojawił się w momencie rodzenia (nie mylić rodzenia z narodzinami). W kilka chwil moja dziurka awansowała na 10 poziom i wyskoczył przez nią całkiem niemały człowiek. Sześć tygodni później nadal zasuwałam w rozkroku jak kaczka ze spodniami z krokiem w kolanach a jeden pośladek wciąż mam spłaszczony bo tylko na nim mogłam siadać. Poród to był hardcore (możecie o nim przeczytać tutaj -> klik), okres poporodowy też i pewnie jeszcze długo wody upłynie w lokalnej Zimnicy, nim zdecydujemy się na kolejne rozrywanie pochwy.

Kolejny gorzki moment to początki karmienia piersią. Droga przez mękę, nieprzespane noce, tryskająca krew i permanentna qrwica mocno odcisnęły się na moim karmieniu. Początki przypominały „Teksańską masakrę piłą mechaniczną”, tylko że w roli głównej grały sutki. Po pewnym czasie chciałam rzucić wszystko w cholerę bo piersi puchły mi do rozmiarów soczystego arbuza, podczas gdy normalnie to dojrzałe mandarynki. Teraz mogę się pochwalić tym, że dosięgnę językiem do sutka a jak się postaram to połaskoczę po pępku.

Niejednokrotnie karmienie piersią to społeczny ostracyzm. Próżno szukać w sklepach pokojów dla matek z dzieckiem a gdy już takie się pojawiają, wyglądem niewiele odstają od świńskiego przybytku. Publiczne karmienie piersią wymaga nie lada odwagi, to nie jest tak, że kobieta na luzie wywala na zewnątrz bufet i świeci przed światem sutkami. Publiczne karmienie piersią wymaga przełamania i odwagi, no ale jak dziecię chce i zarzyna publicznie arie operowe, nie ma rady, cyca trzeba dać.  Pół biedy jak dziecię je regularnie co 3 godziny, wtedy można gdzieś wyjść, coś zrobić. Na początku Hanka przelewała przez siebie mleko jak klepsydra i gdy u góry już nic nie było, pielucha dodawała kilogramów. Wołała jeść co godzinę, w porywach co półtorej. Obiad robiłam na raty, myłam się na raty, z resztą wszystko robiłam na raty. O wyjściach nie było mowy, po trzech miesiącach zdziczałam i zaczęłam wyć do księżyca.

Z bardziej aktualnych rozrywek, Hanisława weszła właśnie w okres raczkowania, siadania i pierwszych prób chodzenia. Na trzy dni przed naszym wyjazdem dzielnie testowała moją cierpliwość włażąc na każdy mebel, otwierając każdą szufladę i przytrzaskując sobie palce drzwiami trzydzieści razy dziennie. W końcu padłam na pysk i szorowałam zębami po dywanie. Córka wymagała permanentnej uwagi, ciągle na rękach i ciągle „mamamamam”. Sikałam na czas z dzieckiem na kolanie, o dwójeczce nie było mowy i w pewnym momencie jelita trzaskały mi już Bethovena w wersji trumpet z przepełnienia. Pewnego dnia miarka się przebrała, pozbierałam powieki z brody, rozczesałam supły na włosach, kazałam PT wrócić wcześniej z pracy do domu, narobiłam wałówki dziecku na cały dzień i wyszłam. Połazić, pospacerować, zrobić zakupy, pobyć SAMA. Wróciłam po godzinie bo sumienie dzielnie policzkowało moją decyzję, tęskniłam.

Dziecku staram się poświęcić 100% swojego czasu przynajmniej przez godzinę dziennie. Gasimy wszystkie telewizory, odkładamy komórki, siadamy na dywanie i gryziemy klocki albo wyciągamy wnętrzności 20-letniej pluszowej Pigi. Czasami jednak nieedukacyjnie odpalam Hani „Cztery słonie” albo inne Mini Mini, montuję w huśtawce i idę pokiblować lub napić się kawy. Jak każda matka potrzebuję czasu dla siebie, potrzebuję zregenerować baterie i potrzebuję spędzić czas w najlepszym towarzystwie, czyli swoim własnym.

Teraz jesteśmy na wakacjach. Babcia daje nam odetchnąć od Hanisławy, większość czasu spędza w pozycji litery „L”, po powrocie będzie pewnie upominała się o wypłatę za opiekę, narobi się nie ma co. Z ulgą chowa się wieczorami w swojej sypialni pod pretekstem ‚spania’. Młoda wykańcza skarpetki, ciągle chce robić „hopsia hopsia”, lada moment a stanie i pobiegnie sama. Kręgosłupy trzaskają nam po kolei, do macierzyńskiego powinni dorzucać w zestawie rehabilitację lub masażystę.

PT dziwi się czasami gdy wraca po pracy do domu, że jestem zmęczona, że obiad niezrobiony, że niepoodkurzane, że to, że tamto. Być może nie jestem perfekcyjną panią domu a już na pewno perfekcyjną matką. Gdy mam 30 minut wolności, jak Haniutek śpi, zamiast tłuc schaboszczaki czy szorować kibel, kładę się obok niej i śpimy lub podstawiam wiaderko pod ekspres do kawy.

Idę zmienić babcię bo zajeżdżają z Haniutkiem huśtawkę i kręgosłup Babci D. Oczami wyobraźni widzę ulgę na twarzy babci, gdy przejmuję dziecko. W końcu to 9 kilogramów szczęścia !

A jak jest u was? Macierzyństwo to same plusy? Czy też macie czasami ochotę wystrzelić się w kosmos?

10414426_672135999508455_7702837147410451057_n

12 Komentarzy/e
  • ~bastalena

    Odpowiedz

    Z mojej perspektywy… mam miesięcznego Bąbla 🙂 i tak jak karmienie piersią sobie wymodliłam, tak (nieproszoną) cesarkę, a zwłaszcza połóg po niej, będę przeklinać do końca mych dni. Fakt, kp trochę zniewala, czasem ma się ochotę zawyć do księżyca i uciec, ale u mnie niekoniecznie z powodu bólu bimbałek, bo na to akurat nie narzekam. Raczej z powodu „uwiązania”. Nie chcę być źle zrozumiana, ale tak gwałtowne przejście z trybu aktywności do trybu podporządkowania może być szokiem. Zwłaszcza jeśli ma się lęk przed odciąganiem pokarmu, butelkowaniem go i ulewaniem. To ostatnie to zmora, która teraz nas dopadła. Póki co więcej „grzechów” mojego krótkiego macierzyństwa wymienić nie mogę. Ale pewnie wszystko przede mną.

    pozdrawiam,
    bastalena

    • Matka-Nie-Idealna

      U mnie było podobnie. Nigdzie nie mogłam wyjść, po 3 miesiącach zrezygnowałam z siłowni bo więcej mnie nie było niż byłam, a jak już wyszłam to wracałam na syrenie.

  • ~Joanna

    Odpowiedz

    Masz racje macierzyństwo tylko w filmach wyglada tak pięknie kobieta siedzi zapatrzony swoje cudownie grzeczne bobo… Moj Mat ma już 14mcy wszędzie wchodzi miesza ręka wodę w kiblu więc jak rano się maluje to jedna ręka trzymam dziecko druga tusz a noga deskę od sedesu nie raz miałam dosyć chciało mi się płakać bo nie dawalam rady z dem dzieckiem brak czasu na wszystko ale kocham go ponad wszystko 😉 poród był tragiczny pokarmu nie miałam po porodzie mały miał kolki pózniej szły zeby i tak od 14 mcy nie przestałam ani jednej nocy i mamy prawo mieć dosyć mimo całej miłości do naszych dzieci to szczerze czasami mam ochotę zamknąć małego w szafie i mieć chwile spokoju 😉 jak on śpi to ja podam na pysk i laduje akumulatory w domu syf mąż je żarcie ze słoika i jakoś to się kręci w weekendy oddaje za to synka tatusiowi żeby nie miał za lekko 😉 i wtedy mam chwile dla siebie żeby ogolic nogi piachu i poczuć się jak kobieta a nie zarośnięte zwierze tata się bawi przewija i po 2 godz krzyczy weź go mam dosyć 😉 a mama jak to mama etat 24h

  • ~Pniazylina

    Odpowiedz

    Poród u mnie to było półbiedy. Fakt bolało jakby wsadzili mi zlożoną parasolkę, a wyjmowali rozłożoną, pocięli mi kroczę i dwa tygodnie siedziałam na poduszce typu oponka, ale jak mi powiedziała położna „pani to jest chyba ze stali”. Szokiem była dopiero komedia rodzinna, oczy na zapałki. Aczkolwiek piekne to było, jak moje trzymiesięczne już dziecię spało godzinę, a ja moglłąm ogarnąć siebie i cały ten cyrk, zwany domem. Potem się zaczęło. Zwykłe nalesniki robiłam w kilku fazach: wyjęcie jajek, przerwa na karmienie, rozbicie jajek, przerwa na tulenie, zmiksowanie masy, przerwa na karmienie i bieganie po schodach (skubana tak właśnie usypiała, do czasu, aż odkryłam hamak), smażenie jednego naleśnika i od nowa Polska Ludowa.
    Początki karmienia piersią są bolesnym doświadczeniem, o tyle o ile w chłodniejsze dni mogłam skitrać się w samochodzie na parkingu i wywalić zastawę, o tyle teraz nie wychodze z domu na dłużej niż 30 minut od ostatniego karmienia. O sutkach wyglądających jak z miksera nie wspomnę, a już napewno nie wspomne o stanikach do karmienia, przywodzących swym wyglądem na myśl sprzęt ortopedyczno-rehabilitacyjny. Kto je kurcze projektuje? Weź się kobieto atrakcyjną matką poczuj.
    Boli mnie jeszcze to że zaraz wracam do pracy a moja cud dzidzia gardzi butelką, strzykawką, łyżeczką i czym tam jeszcze można wlewać w nią mleko.

    • ~Gosschen

      He he, polecam robienie naleśników w blenderze kielichowym – tylko wrzucam składniki i włączam przycisk:)) a staniki do karmienia mogą być piękne, choćby z firmy alles… Moja mała ma 9 miesięcy i ciągle bardzo chętnie ssie, do pracy wracam za dwa miechy, tez się boję, co prawda butlę z moim pokarmem zaczęła tolerować, ale teraz laktacja jest już stabilna i nie dam rady tyle odciągnąć – musiałabym siedzieć z laktatorem cały dzień i nic nie robić:D

  • ~anetaw92

    Odpowiedz

    Od jakiegoś czasu czytam Twojego bloga i muszę przyznać, że każda Twoja notka ma coś co mogę połączyć ze swoimi „urokami macierzyństwa”. Mam 5-miesięczną córkę i tak samo jak Ty odczuwam czasami (czasami chyba nawet często) chęć spędzenia czasu tylko ze sobą. Przykre jest to że w naszym społeczeństwie często spotyka się to z dziwnymi spojrzeniami i komentarzami w stylu- jak to czas dla siebie, przecież jesteś matką!. Mąż, owszem pomaga, ale czasami nie rozumie tego, że jak to się mówi potocznie- nawet na kibelku spokojnie nie mogę usiąść bo mała ciągle domaga się uwagi i robię się wtedy strasznie nerwowa. Dzieci są ważne w życiu i tak na prawdę zrobiła bym dla tej istoty wszystko, ale czy to takie dziwne, że potrzebuję być nadal kobietą? U mnie również początki były baaardzo ciężkie- okropny poród z problemami, a potem to karmienie o którym wszędzie piszą same plusy, ale o tych minusach to już nikt nie wspomni… Potem pierwsze 2 tygodnie, które w sumie to chyba były jednym długim dniem, bo nie spałam w ogóle. Teraz mała przesypia prawie całą noc bo od 20-04.00 czyli książkowe 8 godzin. Szkoda tylko, że w ma się ochotę obejrzeć jakiś film i nadal chodzę nie wyspana a potem dzień, który- nomen, omen- kręci się wokół córki. Także życzę sukcesów w dalszym macierzyństwie i z chęcią przeczytam kolejne notki. Na prawdę, miło poczytać, że nie jest się samemu i jest ktoś kto ma podobne spojrzenie na macierzyństwo 🙂

    • Matka-Nie-Idealna

      Wydaje mi się, że prawie wszystkie przeżywamy to samo. Kobiety boją się mówić o tym głośno bo nie chcą być postrzegane jako wyrodne matki. Wg innych gdy urodziłaś, gdy jesteś matką, przestajesz żyć dla siebie, żyjesz dla kogoś innego. A później przyjdzie ci taki smród w wieku nastu lat i trzaśnie drzwiami, podczas gdy ty od kilku godzin siedziałaś jak na szpikach czekając aż wróci z DESKOTEKI 🙂

  • ~Emilcia88

    Odpowiedz

    Masz rację każda matka ma swoje słabe momenty i chwile zwątpienia i nie uwierzę że chociaż raz każda z nas nie miała ochoty wyjść i zostawić to wszystko i odpocząć, nie mówię o spaniu mówię o odpoczynku psychicznym. Ja swój poród wspominam dobrze, ale na co miałabym narzekać skoro rodziłam przez c/c i dobrze znosiłam nawet 10 tygodni połogu, karmienie tez szło w miarę lekko bo mleko ściągałam i podawałam maluchom w butelkach (nie ogarnęłam umiejętności karmienia dwóch na raz, a jak chciałam karmić ich po kolei to całymi dniami siedziałam z cyckami na wierzchu i zestresowana karmiłam jednego a drugi krzyczał że chce jeść) jednak dla mnie jako matki 11 miesięcznych Bubek najgorsze są ataki ząbkowania wtedy zazwyczaj w nocy nie śpię lub śpię dwie trzy godz w dzień też nie jest lekko, a u moich nawet jeśli tylko jednemu idą zęby to dwóch marudzi i choruje tak samo, wtedy mam naprawdę dośc siadam i płaczę, ale babcia pocieszyła mnie „najgorsze jest pierwsze 25 lat macierzyństwa potem jest z górki” zatem kochane życzę wytrwałości !

  • ~mama_agnieszka

    Odpowiedz

    Wpis i komentarze podnoszą zdecydowanie na duchu 🙂 Że nie jesteśmy same i każda mama ma podobne doświadczenia. Mój poród przebiegł bez problemów w 4 godziny mała wylądowała na ziemi, natomiast pierwsze dwa tygodnie były ciężkie.
    Będąc jeszcze w ciąży czytałam gazetki tematyczne typu „mamo to ja” itp. i nie rozumiałam po kiego w każdej jednej dziesięć artykułów o karmieniu O_o??
    Po co one przekonałam się właśnie w pierwszych 2 tygodniach.
    Presja karmienia piersią jest ogromna, sama zrobiłam wywiad wśród 30 mam z pytaniem ile karmiły cycem, bo w chwilach zwątpienia chciałam się poddać i podać butlę. Na szczęście się zaparłam (bo głupio by było po tygodniu rezygnować) i tak dziś moja mała ma miesiąc i dotarłyśmy się już w kwestii jedzenia z cyca. I jestem z siebie mega dumna że się nie poddałam.
    Jednak latam nadal z cycami na wierzchu bo mała je – a to co 15 min – a to może jednak nie teraz, a może jednak teraz….

    W każdym razie wracając do głównej mojej myśli.
    Panuje zmowa matek, bo wszystkie jak nic o porodzie opowiadały jakie to traumatyczne przeżycie, żadna o tym, jak to wygląda potem…

    Dobrze, że jesteście – Wy – moje drogie mamy i podzielicie się swoimi doświadczeniami. Na mnie działa to jak okład z miodu na obolałe sutki i te czasami niedobre myśli!
    Damy rade!
    Nasze mamy dały 🙂

  • ~mama_dominika

    Odpowiedz

    No właśnie, poród porodem, to raptem kilka-kilkanaście godzin, a cyrk zaczyna się później. Od 16 miesięcy nie przespałam spokojnie nocy, tyle ma mój synek. Co tydzień coś, jak nie problemy z karmieniem, to wysypka, to ropienie oczka, gorączka, ząbkowanie, angina, katar, znowu ząbkowanie, skaza białkowa, biegunka, odparzona pupa, znowu ząbkowanie…itd itp. Młody zawsze mało spał i dużo się ruszał. Jestem wykończona fizycznie, psychicznie, a przecież to „najpiękniejszy okres w moim życiu”. I do tego ten szok przy przejściu z trybu „ja mam ochotę, to ja robię”, na „Wojtuś ma ochotę, mama robi, mama już nie może mieć na nic ochoty”. Ale wszyscy opowiadają tylko jakie to ich dzieci nie są cudowne, macierzyństwo wspaniałe, cud miód malina, a człowiek siedzi i się gryzie „co ze mną jest nie tak?!?”. Nic, wszystko jest ok, większość ma podobnie, tylko nikt o tym nie mówi.
    Ale kiedy Wojtuś się uśmiecha i robi tuli-tuli mama, to wszystkie problemy znikają i dla takich chwil warto się starać.
    Trzymajcie się młode mamy, damy radę!

  • ~Kasia

    Odpowiedz

    Poród – bez komplikacji, 45 min. Połóg – długi, bo 7 tygodni, ale bezproblemowy. Karmienie i laktacja – bez problemów; szamamy tak już prawie 5 miesięcy (bez wspomagaczy, only cyc 🙂 ). Dziecko śpi po poludniu przynajmniej 1,5 godziny więc obiad raczej zawsze na czas. Podsumowując – nie mam chyba nic do powiedzenia w kwestii „gorzkie” 😉

  • ~Joaska

    Odpowiedz

    O Matko, jak dobrze trafic na tego bloga;-), ja jestem w ciazy za 5 tyg porod, pierwsza dzidzia. Dotychczas niezalezna fruwajaca miedzy krajami w zwiazku luznym z chlopem poulladanym ktory dawal mi freedom. Jako tarczycowa Hashimoto w ciaza nie zachodzilam przez 5 lat stad tez hulanki i swawole bez zabezpieczen bo…i tak nie moge;-) i co poszlam do przystojnego endo zwiekszyl dawke hormonu i bum w 12 tyfodniu sie dowiaduje ze jestem w ciazy;) bo mialam tak nieregularne miesiaczki, ze dla mnie kolejne 4 miesace przerwy to zaden szok;-) Boje sie tych wyzwan jak nic. Tego co piszecie. Ale jestem in i trzeba sie z tym zmierzyc, choc mam momenty ze chce uciec i schowac sie a ten porod i cala impreza niech sie dzieje poza mna;-) dobrze wiedziec, ze sa kobiety ktore mowia glosno o tym jak i co odczuwaja. Do szalu mnie doprawadzja takie perfekcyjne mamusie co to kurna wszystko maja na czas i sa zajebiste. Ja nie mam i tyle, bede miala tak jak bede miala. Sciskam Was Matule i kurka bede tu czesciej wpadac!

Skomentuj