Szacunek do drugiego człowieka jest Twoim zasranym obowiązkiem.

849 Odczytano 0 Komentarzy

Możecie przeczytać artykuł i odejść z tego miejsca na zawsze. Możecie popierać moje zdanie, możecie mieć zupełnie odmienne. Ale przeczytajcie do końca, co chcę Wam powiedzieć. I szanujcie siebie nawzajem w komentarzach.

Sobota.

Kilkudziesięciotysięczny tłum maszeruje ulicami Warszawy, machając tęczowymi flagami i okazując miłość. Sobie, swoim partnerom, światu i ludziom. Uśmiechają się do ludzi, machają, są szczęśliwi.

Kilkoro celebrytów udostępnia zdjęcia, deklarując wsparcie dla mniejszości, jaką jest ruch LGBT. Okazują im miłość, mówią „Hej! Fajnie, że jesteście!”, „Kochajmy się” i „Szanujmy się”. Pod ich postami rozpoczyna się walka. Ludzie informują, że przestają ich obserwować, że nie powinni popierać chorób psychicznych, niezdrowego podejścia do życia i propagandy. Że nie powinni dawać złego przykładu.

Tak się traktuje w Polsce ludzi, którzy wspierają innych ludzi. I tu nie chodzi o fakt, czy tym innym człowiekiem jest homoseksualista, ktoś o innym kolorze skóry, z włosami czy bez, z wąsem czy bez, osoba chodząca do kościoła lub ateista. Rozumiecie paradoks? Ludzie szykanują kogoś za to, że wspiera drugiego człowieka. Bo mają takie widzi mi się.

W żadnym z postów które widziałam, nie było nic złego. Nie było postulatów o legalizacji związków, o prawie do dziedziczenia czy adopcji dzieci. Nic z tych rzeczy. Tam był prosty i jasny przekaz: kochajmy wszystkich ludzi, nie tylko tych, którzy są wpisani w pewne ramy społeczne czy nasze oczekiwania. Kochajmy i szanujmy wszystkich.

Nie jesteśmy gotowi na inność. W ogóle, łapiecie jak to brzmi? Nie jesteśmy gotowi na inność.
Nie akceptujemy inności, nie tolerujemy inności. Wpisujemy się w ramy, które ktoś ustalił bardzo dawno temu i tkwimy w nich do dziś. System, który ma kilka tysięcy lat. I bynajmniej, nie chodzi tutaj o religię, bo wielu homofobów (nazwijmy to brzydko), deklaruje, że jest ateistami. Boimy się inności.

Kiedy urodziła się Hania, obiecałam sobie, że zrobię wszystko co w mojej mocy, by była szczęśliwa. Żeby czuła się bezpieczna i kochana. Żeby, jeśli za 15 lat przyjdzie i powie „mamo, jestem lesbijką” poczuła, że w domu ma wsparcie i miłość. Jest moim dzieckiem i nie przestanę jej kochać bez względu na to, którą życiową drogą pójdzie.

To jest hipokryzja, kiedy uczymy nasze dzieci, że mogą i powinny nam mówić wszystko, że zawsze mogą na nas liczyć. Uczymy nasze dzieci szacunku i zaufania. No ale… chyba jednak nie do końca. „Możesz mi wszystko powiedzieć, ale nie że jesteś gejem. Bo ja tego nie akceptuję, nie popieram.”.

I żeby nie by było – ja też nie popieram wszystkich postulatów dotyczących LGBT. Na przykład, nie popieram adopcji dzieci. Z jednego prostego powodu – Polska nie jest na to gotowa. Nie dlatego, że dwóch facetów czy dwie kobiety będą gorszymi rodzicami niż osoby hetero. Widzę gro ludzi, którzy nie powinni mieć dzieci. Rodzin w modelu mama + tata. Widzę wiele ludzkich dramatów, przemocy zarówno psychicznej i fizycznej wobec dzieci. Znam wiele małżeństw, które się nienawidzą a swoją nienawiścią tylko krzywdzą dzieci.
Widzę też wiele osób, które o dzieciach marzą, ale system im na to nie pozwala. Te dzieci, córka mamy i mamy, lub taty i taty, zwyczajnie będą miały przejebane wśród rówieśników i społeczeństwa. Bo my nie jesteśmy na to gotowi.

I wiecie co? Jeśli moje dziecko, będąc w takiej (lub równie ciężkiej) sytuacji, nie przyjdzie do mnie, to oznacza tylko jedno. To będzie moja osobista porażka.
To będzie znak, że coś w swoim rodzicielstwie spierdoliłam. Popełniłam gdzieś błąd, który sprawił, że moje dziecko mi nie ufa, nie czuje się przy mnie bezpieczne.

Na See Bloggers był panel o hejcie, w którym brał udział Radek Pestka. Radek jest homoseksualistą, ma faceta, jest w związku. Radek w szkole był szykanowany, prześladowany i opluwany. Nie był akceptowany. Radek modlił się o to, żeby nie być homoseksualistą, robił wszystko, żeby nim nie być.

I teraz postawcie na miejscu Radka swoje dziecko. Nie ważne, czy ma inną orientację. Może słuchać innej muzyki, chodzić w lecie w glanach lub deklarować miłość do Boga i kościoła. Wasze dziecko jest inne, w związku z tym nie jest akceptowane. Jest wyśmiewane. Pomyślcie, jak bardzo taki człowiek może być nieszczęśliwy.

Osoby różne od nas nie mają łatwego życia. A my im jeszcze dopierdalamy. Mówimy im, że są chorzy, że są źli, podczas gdy oni walczą ze swoją tożsamością, próbują zrozumieć siebie i zaakceptować swoją odmienność. Do tego często nie mają obok nikogo, kto by złapał ich za rękę i powiedział „kocham cię pomimo wszystko”.

Nie musimy popierać LGBT. Nie musimy tolerować ich postulatów. Ale mamy obowiązek ich szanować. Chociażby dlatego, że są ludźmi. Tak samo, jak mamy obowiązek szanować psa, kota czy sąsiada, którego nie lubimy. Szacunek powinien być wpisany w naszą naturę i jest naszym zasranym obowiązkiem.

Nieszanowanie drugiego człowieka to kurestwo. Ale nieszanowanie człowieka, który wspiera innych ludzi w tym trudnym świecie, to już kurestwo do potęgi. Jeśli coś mi się nie podoba, mijam i idę dalej. Nie piszę „unfollow” tylko dlatego, że ktoś ma odmienne zdanie niż ja. Nie podchodzę na ulicy do ludzi mówiąc im „Ale masz zjebaną fryzurę”. Kiedy nie podoba mi się nowa fryzura koleżanki, nie dzwonię do niej z informacją, że przestaję się z nią kumplować. Przechodzę obok, popatrzę i za chwilę zapomnę. Pamiętajcie, że wolność słowa kończy się tam, gdzie kończy się komfort psychiczny drugiego człowieka.

I tak na koniec.

To, że nie tolerujecie homoseksualizmu, nie popieracie i być może uczycie swoje dzieci, że to coś złego, nie oznacza, że oni tymi homoseksualistami kiedyś nie będą (lub już nie są). To sprawi tylko tyle, że Wasze dziecko nie przyjdzie do Was, nie otworzy się, będzie bało się przyznać. Będzie bało się reakcji i braku zrozumienia u własnych rodziców. Będzie nieszczęśliwe.

Zastanówcie się, jakiego świata chcecie dla swoich dzieci. Otwartego, pełnego dobra, miłości i szacunku do bliźniego, czy zaściankowego i zacofanego?

0 Komentarzy/e

Skomentuj