Tata full opcja.

601 Odczytano 6 komentarzy

O Panu Tacie na blogu wspominam rzadko.

Hanisława wiedzie tu prym, jest główną bohaterką i inspiracją strony, swoim jestestwem porusza tematy, za które tak tłumnie dziękujecie w e-mailach i wiadomościach. Drugie miejsce zajmuję ja, jako że posiadam hasło do bloga i kupę (czasami gównianych) pomysłów na teksty. Ostatnio usłyszałam, że nieźle żongluję językiem polskim i zapewne wpisy tworzę z palcem w odbycie. Odpowiadając na wasze pytania, nie planuję jeszcze pisać książki ale jestem skłonna negocjować przy wielocyfrowym kontrakcie. PT całym sobą wspiera moją blogową inwencję twórczą. W czasie, gdy wena płynie uszami, bierze Haniutka pod pachę i odmaszerowuje do drugiego pokoju powspierać mnie na odległość i zabrać smarka z zasięgu klawiatury. Stwierdziłam, że trzeba go wpleść w jakiegoś posta z racji tego, że niejako brał udział w dziele stworzenia a Hanisława gdzieś tam na końcu czachy dożywotnio będzie miała wybite „Made by Rogalski”, ewentualnie „Made in China” (nieprzypadkowo, PT dzierży dumne przezwisko Chińczyk / Chiny).

Po tym akapicie może was żreć soczysta zazdrość, bo Hanisławowy Pan Tata zasługuje na soczyste wiwaty w kwestii swojej ojcowskiej zajebistości, czasami zastanawiam się, skąd takiego ojca dla Hanki wytrzasnęłam, zapewne w gratisie do męża dorzucili. A teraz trochę bardziej na poważnie:

Od samego początku, od urodzenia Hanki, zawzięcie walczyłam o relację dziecko-ojciec. PT to trudny okaz, egzemplarz trochę wyprany z emocji i uczuć. Próżno szukać u niego przejawów ludzkich odruchów znanych z relacji mąż-żona, czasami zaserwuje odcisk dłoni na pośladzie w drodze do swojego królestwa z osadzonym tronem, czasami w przypływie (lub raczej odpływie) wpadnie w me ramiona niesiony prądem alkoholu płynącego w żyłach. Trudne to to i skomplikowane ale kocham jak swoje.

Po urodzeniu Hanisławy, w mózgu i sercu PT zaszła rewolucja uczuciowa, rozkleił mi się chłop totalnie, kręćka dostał na punkcie pierworodnej, stwierdzenie „córusia tatusia” nabrało tutaj dosłownego znaczenia. Odkorkował się facet uczuciowo, wlewa w młodą tyle miłości, że czasami furkam zazdrośnie pod drzwiami, słuchając rzewnych wyznań, po czym besztam się myślami po twarzy, przecież to córce litanię puszcza. Hania na brak uczuć ze strony ojca narzekać nie może. Pomijając komplementy, stary zapuszcza muzykę, porywa młodzinę w ramiona i kręci walczyka po pokoju. W wieku 10 miesięcy Hania potrafi tańczyć na 3, 2 na 1 i inne parowane tupańce. Przy okazji tańczenia, PT raczy dziecko pieśniami z kategorii poezji śpiewanej i romansów muzyki rosyjskiej (co jest trochę niepoprawne politycznie w obecnych czasach podkopania polskiego sadownictwa). Wybiegając lekko w przyszłość, obawiam się, że nasze dziecko zostanie uznane za freak’a w przedszkolu, gdy zaserwuje dzieciom coś z repertuaru Starego Dobrego Małżeństwa albo Nohavicy.
W kategorii negocjacji z Hanką, PT rozwala mnie na łopatki. Potrafi skutecznie spacyfikować młodą trzema ostrymi bujnięciami, czego mu zazdroszczę, bo ja zamiatam po sypialni pół godziny, zanim Hania odleci gdzie jej miejsce. Idąc dalej, jeśli chodzi o opiekę, PT to full opcja, w tej kwestii narzekać nie mogę. Srajdupę wyczyści na błysk, kąpiąc nie utopi, nakarmi. Trochę gorzej rzecz ma się z ubieraniem, bo Hanisława po doborze garderoby przez ojca wygląda jak dziecko cygana. Ostatnio wylazła na dwór w domowych dresach kończących się gdzieś w okolicach łydek, wymazanych marchewką gdzieś z głębi trzewi. Ale pracujemy nad tym.
Osiągnięciem, za które biję pokłony małżonowi, z racji tego, że ja rano po usłyszeniu wołania Hanisławy wiercę głową dziurę w materacu, jest poranne turlanie się z łóżka do sypialni córki. Biedak po drodze trzy razy przylutuje czołem we framugę zanim otworzy oczy, nabija flaszkę, przebiera smrody i gotową Hankę ładuje mi do łóżka, tuż przed wyjściem do pracy, dzięki czemu zyskuję jakąś godzinę snu.

Ojcowie często niesłusznie spychani są z piedestału rodzicielstwa na rzecz wysławianych z każdej strony matek. Pan Tata nie jest ojcem pełnoetatowym ale z pewnością jest pełnowartościowy. Być może po części dlatego, że od samego początku dałam mu szansę wykazania się i wspierałam w każdym działaniu, trzęsąc niekiedy portami, czy da sobie radę. PT radę dał, z resztą podobno Chińczycy słyną ze swojej robotności i pracowitości.

🙂

6 Komentarzy/e
  • ~Aga

    Odpowiedz

    U mnie podobnie tatuś na medal. Mamy syna i tak jak u Ciebie pan Tata uczy tańczyć małą tak u mnie młody w wieku 11 miesięcy leci trzymany za rączki do piłki krzyczy swoje pierwsze wyuczone słowo „gol” i podnosi nogę kopie jak potrafi radochy mając co nie miara.

    Tylko pozazdrościć takich tatusiów.

    Pozdrawiam

  • ~paczuła

    Odpowiedz

    Jak to możliwe, że wcześniej tu nie trafiłam? Zostaję, kocham Twój blog !

  • ~gaga

    Odpowiedz

    oj, żeby mój facet kiedyś taki był :/

  • ~zainspirowana przed macierzyństwem

    Odpowiedz

    jak zwykle na najlepsze blogi trafiam z przypadku.
    Kobito jesteś boska – od długiego czasu brakowało mi takiego bloga pisanego zupełnie życiowym i orginalnym stylem językowym.
    Co prawda dzieci nie mam – ale po świeżo upieczonych koleżankach (matkach) poznaje „tajniki” wiedzy rodzicielskiej i żadna z nich jeszcze nie określiła swego macierzyństwa tak jak Ty! Mało tego – rzeczywiście w niektórych związkach widać jak to kobita + teściowa przejmuje władzę nad noworodkiem a ojciec zostaje daleko w tyle. Lub też specjalnie się go straszy ze malutkie, ze nie ruszać, ze nie nakarmi, nie przewinie… Planując swoje macierzyństwo, ani mi się śni wykluczać męża z tacierzyńskiego obowiązku; nie będzie że małe, że nie umiem – ja też nie umiem, więc się pewnie nauczymy razem. Trochę to śmieszne ale pierworodni są takimi „testowymi” króliczkami – no bo przecież nikt nigdy nie jest gotowy na 1000%
    Pozdrawiam i ide czytać kolejny post.

  • M....lena

    Odpowiedz

    Mamy ( ja i S ) szczęście , podobnie jak Ty, mieć najlepszego Tatę pod słońcem. Gdyby każda przyszła mama dostała choćby połowę tej troski i wsparcia co ja z S w czasie ciąży i porodu , gdyby każdy Tato miał choć 1/4 chęci, otwartości i empatii co Nasz PT wobec mnie i Syna, to mnożylibyśmy się niczym wspomniani Chińczycy.

Skomentuj