Wpis o dziurach…

1956 Odczytano 6 komentarzy

Właśnie wróciłyśmy z dworu. Zimno w pizdu, mrozicho czuć w piszczelach, wiatr penetruje dziurki w nosie a synapsy powoli zamarzają. Gdyby nie córcia, nie wystawiłabym na dwór czubka nosa. Hanisława znowu dała czadu na spacerze. Nie wiem jak Pan Tata to robi, że mała śpi przez całą wycieczkę po dzielni. Jak tylko wyjdziemy poza niebieskie drzwi naszej klatki, otwiera szeroko oczy i usta. Wygląda to mniej więcej tak:

Bywają dni, że drze się bite 45 minut. Czasami pomaga telepanie po wszystkich możliwych dziurach, jednak niiieee dziś ! Przez pewien czas cieszyłam się, że w Polsce są dziurawe drogi i krzywe chodniki, bo nie musiałam wyrabiać bicka przy bujaniu małej w wózku. Później okazało się, że 98% chodników na naszym osiedlu jest pięknie wyremontowanych i próżno szukać na nich jakiś nierówności.

Kiedyś zapytałam Pana Tatę, jak on to robi, że dziecko mu śpi podczas spaceru i doczekałam się tylko teatralnego wzruszenia ramionami.

Wróciłyśmy z rozdartym Haniutkiem do domu. Odstawiając nasze ferrari w kratkę do wózkowni, próbowałam uciszyć furiatkę, bo sąsiad podpalający w tajemnicy przed żoną fajury w piwnicy, z pewnością pomyślał, że dziecko katuję. Telepiąc małą, dowlokłam się na nasz parter, przeklinając w myślach rosnące kilogramy dziecięcia. Właśnie sobie przypomniałam, by w opisie „O nas słów kilka…” dopisać jeszcze jedno przezwisko Hani- Klusia. Klusia, niby piersiowiec, styta moim mlekiem jest, że hej! To pewnie przez te tony słodyczy, które pożeram niczym ciasteczkowy potwór. Pokarmu w moich piersiątkach jest tyle, że mogłabym wykarmić pół żłobka a i na budyń dla Pana Taty by jeszcze starczyło.

Anyway. Dotarłyśmy w końcu do domu, ja upocona wyciągająca spod warstwy ubrań cycka, coby dziecku twarz w końcu zatkać. Mała zadowolona, siorbie piersiątko, bokiem jej się wylewa, a ja wykorzystując swoje ograniczone umiejętności z jogi, staram się z tyłka ściągnąć kalesony. Tak, tak! Dopadło mnie w końcu. Jako zagorzała przeciwniczka rajtuz w latach młodzieńczych w końcu zmądrzałam i zamiast biegać z prawie gołymi pośladkami, przeprosiłam się z kalesonami. Rajtuz dalej nie lubię, jedynym odstępstwem są kalesony termoaktywne.

Dziecię zatankowane do pełna, drzemie w swym łożu a przykładna matka, żona i kochanka idzie gotować małżowi obiad. Dziś szef kuchni poleca pieczoną karkówkę z pieczonymi ziemniaczkami i niepieczoną surówką.

Tak w ogóle, jak ktoś ma fejsbusia to jesteśmy i tam 🙂

https://www.facebook.com/nieidealnamatka

Endżoj !

6 Komentarzy/e
  • ~lubinianin

    Odpowiedz

    Pan Tato może poi dziecko alkoholem na spacerach 🙂

    • Nati

      czort wie. może wybiera większe dziury 🙂

  • ~Fashion-Crown

    Odpowiedz

    Kalesony….kojarzą mi się z dziadkami ;p A pomyśleć, że kiedyś za czasów licealnych chodziło się w stringach zimą (oczywiście tak by lekko wystawały) i dżinsach biodrówkach z praaawie wystającym pępkiem ! A teraz starość, młodość już nie ta zmusza do rzeczy wtedy abstrakcyjnych ;p hehe A ta mina Hanny jeest jedną z moich ulubionych :)))

  • ~Fashion-Crown

    Odpowiedz

    Hej:) Nominowałam Twój blog do do Liebster Blog Award. Zapraszam Cię do zabawy i mojego wpisu 🙂
    http://fashion-crown.blogspot.com/2014/01/liebster-blog-award-nominacje-by.html

  • ~Mamazone.pl

    Odpowiedz

    Mała wygląda tutaj przeuroczo! Rozbroiłaś mnie tym zdjęciem i tym wpisem matko nie-idealna 😉

  • Marta

    Odpowiedz

    Z moją córka było to samo potrafiła drzeć się calutki spacer. Jak się potem okazało dość szybko jednak mała nie lubiła leżeć i nic nie widzieć. Od małego noszona prawie na pionowo przodem do świata 😉 Teraz po 14 miesiącach spacery to extra sprawa ale o spaniu w wózku możemy zapomnieć i tak było zawsze

Skomentuj