Wygrałam walkę o samoakceptację. Pomimo społecznego ostracyzmu.

1284 Odczytano 7 komentarzy

Dużo mnie kosztowało zaakceptowanie siebie. Nawet nie pokochanie, nie polubienie. Dużo mnie kosztowało nerwów, a jeszcze więcej łez, spojrzenie w lustro bez nienawiści do własnego ciała. Zrozumienie, że nie przeskoczę natury, nie zmienię tego, kim jestem. Wypracowanie dystansu do własnego ciała, powiedzenie na głos „Hej, pierdolę to, że jestem chuda. Mam zdrowe ręce, zdrowe nogi, sprawny umysł. Czego więcej potrzeba mi, by żyć?”. 

Ale nie do końca tak to się zaczęło. 

Jeszcze dziesięć lat wcześniej, moje poczucie własnej wartości, niczym Rów Mariański, sięgało najgłębszego dna. Jeszcze piętnaście lat wcześniej nienawidziłam lata. Myśli, że znowu będę prażyła się w długim rękawie, że jeansy i trzydziestostopniowy upał to połączenie średnie, acz konieczne, bujała moim młodzieńczym i zbuntowanym umysłem.  

Wyobraź sobie, że masz piętnaście lat. Jesteś w szczytowym punkcie dojrzewania. W Twojej głowie toczy się nieustanna walka. Próbujesz dostosować się do społeczeństwa. Pojawiają się pierwsze miłości, pierwsze złamane serca. Dzieciaki zwracają uwagę, jaki masz znaczek na butach, na podstawie którego lądujesz w klasowej podgrupie. Twoje postrzeganie świata tworzy się na nowo. Zaczynasz rozumieć, że świat jest trochę bardziej brutalny, trochę bardziej bezczelny i trochę bardziej bezwzględny, niż Ci się wydawało. Niż bańka, którą byłeś otoczona w domowym zaciszu. Szukasz swojego miejsca, swoich ludzi i swojej przynależności. Aby być akceptowaną, zaczynasz dostosowywać się do innych, nawet jeśli jest to sprzeczne z Twoimi wartościami. W wieku piętnastu lat, masz za sobą wiele lat (!!!) walki, by wyglądać normalnie. Kiedy koleżanki rozmawiają o kolejnych dietach, Ty zastanawiasz się, jak przybrać na wadze. 

I wtedy na ulicy ktoś pyta, czy ty w ogóle coś jesz, bo jesteś strasznie chuda. 

A później kolejna osoba mówi z „troską”, że „Ojoj, ale jesteś chudziutka”. 

I jeszcze jedna rzuca, że sama skóra i kości. Pojawiają się też dobre rady, żebyś zaczęła więcej jeść.

Dzięki kurwa, nie wiedziałam. Nie mam w domu lustra i jestem zamknięta w złotej klatce zajebistości, a na hasło, że powinnam coś zjeść, popędzę na jednorożcu z kabanosów do lodówki.

A teraz wyobraź sobie, że podchodzisz do kogoś na ulicy i mówisz: „O matko, ale jesteś gruba. Może jakaś dieta?”. 

Najprawdopodobniej wyjdziesz na bezczelną sukę. Bo otyłość została zakwalifikowana jako coś szkodliwego społecznie. Tak samo, jak nie powiesz komuś, że jest otyły, tak samo nie powiesz, że ma duży nos czy odstające uszy. Bo dotyka to najprawdopodobniej sfer delikatnych dla człowieka. Bo najprawdopodobniej ten ktoś zdaje sobie sprawę z tego, jak wygląda. 

Dlaczego więc, tak łatwo przychodzi nam komentowanie, że ktoś jest chudy? 

Nie zastanawiamy się, kto stoi po drugiej stronie. Jakie ma przeżycia, jakie kompleksy, jaką walkę za sobą. Nie myślimy o czyimś poczuciu własnej wartości. I wreszcie, nie bierzemy odpowiedzialności za swoje słowa. Niewinna z naszego punktu widzenia uwaga, o której zapomnimy trzy minuty później, może być ogromnym ciosem dla drugiego człowieka. Może uderzyć w czułe struny jego psychiki i zostać w nim na długo. 

Dokładnie dwadzieścia sześć lat zajęło mi pojęcie, że ramiona, które kiedyś osłaniałam przed ludźmi długim rękawem, poniosły dwójkę dzieci. Że nogi, które dawniej były moim największym kompleksem, przeszły wiele kilometrów spacerów. Piersi, które pozostały jedynie wspomnieniem, wykarmiły dwójkę dzieci. Każdy rozstęp, ma swoją historię. Każda zmarszczka jest wspomnieniem nastroju, jaki mi towarzyszył a cienie pod oczami pozwalają docenić miejsce, w którym aktualnie jestem w życiu. Dwadzieścia sześć lat zajęło mi przekucie moich kompleksów na zalety. Założę bikini, latem chodzę w bardzo krótkich szortach. I chociaż dzisiaj nadal nie pokażę się z dużym dekoltem i odkrytymi ramionami, to wyjdę z domu bez makijażu. Jednak najważniejsze w tym jest poczucie, że wygrałam swoją wewnętrzną walkę. Walkę z psychiką.

A przez dwadzieścia sześć lat, w mojej głowie rozgrywał się dramat. Możesz powiedzieć „Ja ci zazdroszczę”. I wtedy ja odpowiem „A ja zazdroszczę tobie”. Bo wierz mi, wolałabym się odchudzać, niż próbować przytyć. Dziwne, prawda? Jeszcze żaden dietetyk, żaden trener nie podjął się zbudowania mojej sylwetki. A pytałam ich dziesiątki. Istnieją ludzie, którzy chcieliby móc się odchudzać. I jest ich tysiące. Świadczą o tym chociażby grupy na Facebooku, o tytule „Chcę przytyć”.

Doceniajmy w ludziach to, co jest piękne. Wyciągajmy ich atuty, mówmy, że są piękni. Nas nic to nie kosztuje, a w drugim człowieku może dosypać kamyczek do góry, na szczycie której kiedyś stanie. Zastanówmy się, zanim napiszemy komuś pod zdjęciem, że jest chudy, wygląda niezdrowo czy powinien coś zjeść. A najlepiej, zanim zostawimy komentarz, pomyślmy czy w realnym życiu powiedziałybyśmy komuś to prosto w twarz.

Po tym tekście mam do Ciebie tylko jedną prośbę. Jeśli jest w Twoim życiu ktoś, kogo naprawdę podziwiasz, kto jest dla Ciebie piękny, lub jest autorytetem, powiedz mu o tym już dziś. Bez względu na to, czy jest to kobieta, czy mężczyzna. Powiedz mu, co w nim doceniasz, co kochasz albo co lubisz. Za co jesteś wdzięczna.

7 Komentarzy/e
  • Wiedźma

    Odpowiedz

    Natalio… Mam 40 lat i nadal nienawidzę tej kobiety, którą widzę w lustrze 🙁 a problem jest odwrotny do Twojego. Patrzę na Ciebie i widzę piękną, szczupłą, wysoką kobiete, którą ja nigdy nie będę…tak- zazdroszczę Ci, ale rozumiem. Tylko nie mów, że my otyli mamy lepiej. Jak nie ma już zbędnych kilogramów tłuszczu, to pojawiają się kilogramy…zbędnej skóry…błędne koło. Całuję Cię i ściskam:*

    • Paulina

      Jakbym czytała o sobie ….

  • Algusia

    Odpowiedz

    Cała prawda ❤️

    • Łucyja

      Nieidelana… każdy z nas jest nieidealny ale może chcieć widzieć się idealnym . Każdy ma plusy i minusy.Też byłam za chuda i całe życie mam krzywy nos ale taka jestem i lubię radość 😊

  • Kasia

    Odpowiedz

    A prawda to…. Nigdy nie będzie idealnie. A do tego szczupła osoba we wszystkim wygląda dobrze, przy czym gruba nie założy wszystkiego, bo to pogrubia, to ten kolor źle wygląda, tamta sukienka pokazuje faldki. A tak jak napisałaś, jak schludne to i skóry tyle zostaje, i cycki maleją…

  • Małgorzata

    Odpowiedz

    O matko ileż ja się nasłuchałam… Bo za chuda, bo się głoszę, bo za mało jem bo wyglądam jak kij od szczotki tylko uszy sterczą…. Kiedyś się tym przejmowałam, bardzo a teraz odpowiadam gdybym mogła to bym przytyła, watą się nie wypcham żeby wszystkim dogodzić. Przy moim wzroście 59 kg uważam za super wynik. Mężowi podobam się taka jaka jestem innym nie muszę. Ściskam Natalio 😘

  • xeniah

    Odpowiedz

    Moje myślenie o sobie zaczęło zmieniać się powolutku, kiedy wyprowadziłam się z domu-25 lat, w ktorym również słyszałam że jestem za chuda, że nie jem, że się głodzę itd. itp… Długo czułam się chuda i brzydka, bo w tym byłam utwierdzana. Teraz mam 37 lat i dopiero czuje się zaje…iście! A to dzięki poznaniu wartościowych ludzi i aktywności sportowej. Akceptuję się, choć idealną nie jestem.

Skomentuj